21/22.VIII.1944

Pierwszą próbę połączenia oddziałów staromiejskich z żoliborskimi podjęto w nocy z 16 na 17 sierpnia. Kompanie baonów "Zośka" i "Czata 49" z Muranowa i ruin getta zaatakowały Stawki, na które z kierunku Powązek miało równocześnie uderzyć zgrupowanie kampinoskich oddziałów leśnych mjr "Okonia" [Alfons Kotowski].

Oddziały ppłk "Radosława" oskrzydlającym uderzeniem z północy opanowały magazyny na Stawkach ["Czata 49"]. Natarcie "Zośki", będące uderzeniem odciążającym główny wysiłek "Czaty 49", wyprowadzono na południe od niej siłami dwóch kompanii: "Maciek" i "Giewont" - lecz w silnym ogniu niemieckich karabinów maszynowych, tyraliery baonu "Zośka" zaległy w odkrytej przestrzeni getta, nie opanowując linii Nalewek zajętych przez Niemców. "Kampinos" nie pojawił się, wobec czego oddziały unosząc rannych wycofały się z getta. "Czata 49" do godziny 3:00 trzymała magazyny na Stawkach, ale wobec braku działań od strony Powązek - powróciła na podstawy wyjściowe w zajezdni tramwajowej na Muranowie.

Straty "Zośki" w tym natarciu nie były wysokie, ale bardzo bolesne: poległ por. "Piotr Pomian".

Jak się później okazało mjr "Okoń", który wyruszył 9 sierpnia do Kampinosu z rozkazem objęcia dowodzenia nad tamtejszymi oddziałami, dotarł do Puszczy dopiero 16 sierpnia - a więc w dzień przewidywanego natarcia na Stawki. W Kampinosie nie zastał jednak oddziałów Grupy "Kampinos" [późniejszy pułk "Palmiry-Młociny"], które już 15 sierpnia wyprowadził na Powązki ppłk "Viktor" [Wiktor Konarski]. W rejonie Cmentarza Wojskowego oddziały te napotkały dużą, nie ubezpieczoną kolumnę niemieckich samochodów i czołgów, jednak nie podejmując z nimi walki zmieniono marszrutę i skierowano się na Żoliborz. Część partyzantów zbłądziła i nad ranem powróciła do Kampinosu...

Mjr "Okoń" zebrał w Puszczy nową grupę zaprzysiężonych żołnierzy i ochotników [ok. 450 ludzi], na czele których dotarł na Żoliborz dopiero 19 sierpnia 1944.

 

Drugie uderzenie, tym razem z kierunku Żoliborza, wykonały oddziały mjr "Okonia" w nocy z 20 na 21 sierpnia. Staromiejskie oddziały dowodzone przez mjr "Jana" miały wesprzeć Żoliborz atakiem z rejonu getto - Muranowska - Bonifraterska - Jan Boży - Konwiktorska. Zgrupowanie mjr "Okonia" zaatakowało po północy, lecz po około godzinie spłynęło na podstawy wyjściowe tracąc około 100 zabitych i rannych. Tym razem "Starówka" nie ruszyła i żoliborskie uderzenie nie otrzymało koniecznego wsparcia... Boleśnie ujawnił się brak łączności i synchronizacji działań w dwóch sąsiadujących ze sobą - lecz odgrodzonych liniami niemieckimi - dzielnicach.

Wczesnym rankiem, 21 sierpnia 1944, płk "Wachnowski" dowiedział się o niepowodzeniu mjr "Okonia" w uderzeniu na Dworzec Gdański. Zdając sobie należycie sprawę z tego, że jedynie połączenie sił i przestrzeni Żoliborza ze Starym Miastem może uratować Grupę "Północ", zdecydował powtórzyć natarcie, wzmacniając je najlepszymi oddziałami Żoliborza i Starego Miasta. Jednak po utraceniu tegoż dnia o świcie stanowisk na Muranowie [baony "Czata 49" i "Leśnik" zostały wyparte z rejonu zajezdni], leżących najbliżej Dworca Gdańskiego i szachujących przy tym fort Traugutta, zmniejszyły się znacznie możliwości powodzenia natarcia przez niemal odkrytą płaszczyznę.

W tym położeniu płk "Wachnowski" zamierzał wesprzeć główne natarcie od północy silnym uderzeniem po obu stronach ul. Bonifraterskiej ku Stawkom oraz z linii ul. Konwiktorskiej przez boisko "Polonii" i park Traugutta na bok i tyły fortu Traugutta - zapewne aby uniemożliwić przeciwdziałanie siłom npla zgromadzonym tam na dogodnych stanowiskach, panujących nad okolicą Dworca Gdańskiego. Wykonanie tego zadania dowódca Grupy "Północ" powierzył pododdziałom wydzielonym z baonów AK "Zośka", "Czata 49" oraz kompanii z IV baonu AL pod ogólnym dowództwem szefa sztabu Kedywu mjr "Bolka" - dowodzącego zgrupowaniem pod nieobecność ciężko rannego ppłk "Radosława".

Dowódcy pozostałych odcinków, mjr "Sosna" i mjr "Róg", otrzymali polecenie wydzielenia z odwodów wypróbowanych oficerów i szeregowych do oddziału kpt. "Trzaski". Oddział ten miał przejść kanałami na Żoliborz. Żołnierze ci, zmieszani z oddziałami kampinoskimi, mieli podnieść ich postawę bojową. Poprzednie działania leśnych oddziałów mjr "Okonia" [20/21.VIII] wykazały, że żołnierze ci, często weterani działań partyzanckich, nie rozumieją specyfiki miejskich walk ulicznych, w których czują się zagubieni.

Kpt. "Trzaska" miał na Żoliborzu uzupełnić uzbrojenie i wrócić po walce z jak największym zapasem amunicji [oddziały Grupy "Kampinos" - jak na warunki powstańcze - były doskonale uzbrojone m.in. w broń i amunicję pochodzące ze zrzutów lotniczych. Zrzuty wykonywane na samą Warszawę w większości okazywały się dalece nie precyzyjne i zasobniki z uzbrojeniem przejmowali Niemcy].

Oddział kpt. "Trzaski" utworzyło ok. 260 ochotników z baonów "Wigry", "Chrobry I" oraz "Czarnieckiego" kpt. "Gozdawy".

Czoło grupy weszło do kanału 21.VIII.1944 koło godz. 11:00 włazem na pl. Krasińskich, ostatni żołnierze dopiero około godz. 21:00, gdyż w tym czasie cała ulica Długa była pod silnym ostrzałem.

Ppłk "Żywiciel" otrzymał rozkaz ubezpieczenia skrzydeł natarcia swoimi najlepszymi oddziałami. Początek natarcia zaplanowano na 22.VIII.1944 godz. 3:10 - czyli na godzinę przed świtem. Miały być to dwa równoczesne uderzenia skierowane z północy na Dworzec Gdański, i z południa na fort Traugutta.

Gdy płk "Wachnowski" przedstawił rano 21 sierpnia swój plan Komendzie Głównej, postanowiono, że natarcie główne z Żoliborza poprowadzi płk "Heller" z K-dy Gł. Jednak zadania tego podjął się szef sztabu K-dy Gł. AK gen. "Grzegorz", dobrawszy sobie oficerów z Komendy Głównej, którymi byli: mjr "Cozas" i mjr "Joker".

Od godz. 14:00 21 sierpnia na Żoliborz zaczęły przybywać kanałami oddziały kpt. "Trzaski". Bezpośrednio po przybyciu grupy gen. "Grzegorza" w kwaterze ppłk "Żywiciela" odbyła się odprawa bojowa, organizująca nakazane przez dowódcę Grupy "Północ" natarcie na Dworzec Gdański. Początkowo wyłoniła się koncepcja, by natarcie przeprowadziły oddziały żoliborskie, zluzowane przez kampinoskie zgrupowanie mjr "Okonia", który miał je zasilić swą bronią. Gen. "Grzegorz" ostatecznie pozostawił dowodzenie ppłk "Żywicielowi", który zrezygnował z udziału baonu "Trzaski". Swoją decyzję ppłk "Żywiciel" motywował tym, ż e oddziały te są zmęczone marszem w kanałach i nie znają terenu walk.

Na odprawie gen. "Grzegorz" i ppłk "Żywiciel" ustalili następujący skład oddziałów i plan natarcia z Żoliborza:

1. zgrupowanie "Żaglowiec" miało związać załogę Cytadeli.

2. kompania "Żniwiarz" por. "Szeligi" ze zgrupowania "Żaglowiec" pod osłoną 2 ckm i PIAT'a w sile około 90 żołnierzy, dobrze uzbrojonych, uderzała z ul. Gen. Zajączka - rozwinięta na odcinku od ul. Mickiewicza do ul. Felińskiego - w kierunku Dworca Gdańskiego w celu ubezpieczenia oddziałów mjr "Okonia". Na lewo od tej kompanii miał wysunąć się pluton saperów II Obwodu w celu wysadzenia toru kolejowego przed niemieckim pociągiem pancernym [75. szkolny pociąg pancerny, którym dowodził Hptm. Edem od pierwszych dni Powstania Warszawskiego poruszając się torami linii obwodowej, stale ostrzeliwał pozycje powstańcze początkowo na Woli, później na Starym Mieście i Żoliborzu].

3. zgrupowanie mjr "Okonia", liczące około 650 żołnierzy w dwóch dobrze uzbrojonych batalionach, wykonać miało wysiłek główny z podstaw wyjściowych na południe od al. Wojska Polskiego przez spalone baraki miejskie, przez tory kolejowe na zachód od Dworca Gdańskiego w kierunku Muranowa i Stawek. Lewe skrzydło tworzył baon por. "Witolda", prawe kpt. "Mścisława". Osłonę natarcia miało stanowić 6 ckm ustawionych w wysokich domach al. Wojska Polskiego oraz 3 moździerze.
4. oddział wydzielony [ok. 160 żołnierzy] ze zgrupowań "Żyrafa" i "Żbik" pod dowództwem kpt. "Sławomira" miał zaatakować z okolicy klasztoru Sióstr Zmartwychwstanek przy ul. Krasińskiego Instytut Chemiczny i baterie niemieckie na Burakowie.
Razem siły powyższe wynosiły ponad 950 żołnierzy.
Podstawy wyjściowe do natarcia oddziały miały zająć o północy z 21 na 22 sierpnia.
Ze względu na nocne działanie nie organizowano wsparcia ogniowego i przyduszenia źródeł ognia nieprzyjacielskiego poza osłoną ogniową centrum i lewego skrzydła. Była to więc "powtórka" natarcia mjr "Okonia" z poprzedniej nocy - tym razem zwiększono jedynie siły nacierające.
Stwierdzono, że Niemcy wzmocnili linie toru kolejowego od strony Żoliborza licznymi gniazdami karabinów maszynowych i działkami, począwszy od wiaduktu łączącego ul. Bonifraterską z ul. Mickiewicza, przez wyniosłość od strony pl. Broni aż po Instytut Chemiczny; w odległości około 250 metrów od stanowisk powstańczych, pomiędzy Cytadelą a fortem Traugutta stanął pociąg pancerny.
Około godz. 22:00 Niemcy wszczęli potężny ogień broni maszynowej n a przedpole oraz działowy wzdłuż ul. Felińskiego i na al. Wojska Polskiego. Przed godz. 23:00 ogień ten nieco osłabł, lecz npl oświetlał teren rakietami, utrudniając uszykowanie bojowe oddziałów. Wpłynęło to negatywnie na postawę bojową powstańców, których nadto od północy "bardzo denerwowało" oczekiwanie na rozkazy do natarcia.

O godz. 2:00 gen. "Grzegorz" sprawdził przygotowania do walki, obchodząc odcinek wraz z płk "Hellerem" i ppłk "Żywicielem". Oddziały otrzymały rozkaz do wyruszenia o godz. 2:30. Dowództwo umieściło się w gmachu Gimnazjum im. Józefa Poniatowskiego przy ul. Felińskiego 15.

Ogień nieprzyjaciela właśnie przycichł, gdy pierwsze oddziały poderwały się do natarcia. Przedpole było prawie równe, lecz kępki krzaków i wysokie chwasty hamowały bieg. Przed prawym skrzydłem teren nieco podnosił się.

Natarcie żoliborskie nie rozpoczęło się jednocześnie we wszystkich oddziałach, gdyż nawet poszczególne drużyny ruszyły według zegarków a nie na ogólny sygnał. Nie zastosowano rakiety, łudząc się, że będzie można zaskoczyć nieprzyjaciela, którego ostrożność musiało jednak pobudzić natarcie polskie wykonane w tym samym miejscu wykonane poprzedniej nocy.

"W ciemnościach nocy na szerokim polu ludzie gubili się i tracili kierunek" [T. Huskowski]. Powstały niebezpieczne luki, w innych miejscach równie groźnie skupienia ludzi. Po paru minutach, gdy nieliczne czołowe zespoły przebiegły już 3/4 przedpola, a większość innych znalazła się zaledwie w połowie lub dopiero opuszczała stanowiska wyjściowe, grupy leśne ruszyły z okrzykiem: hura! Zniweczyło to cały zamiar cichego podejścia Niemców...

W tym momencie jaskrawa rakieta niemiecka pękła nad kompanią "Żniwiarza", pierwsi jej żołnierze dobiegli już do torów kolejowych, do których doszedł również pluton saperów. Niemcy nie dali się zaskoczyć. W jednej chwili zrobiło się widno jak w dzień - rakiety "zaczęły strzelać niemal bez przerwy" [T.H.].

Całe przedpole pokryła zapora ogniowa licznych ciężkich i lekkich karabinów maszynowych z kilku stron, stwarzając pułap pocisków tuż nad ziemią; "ekrazytowa amunicja rozrywała się w krzakach i chwastach". Załoga Cytadeli skierowała ogień wzdłuż al. Wojska Polskiego i wzdłuż torów. Wkrótce zaporę ogniową uzupełniły liczne wybuchy granatów. "Ogień ten spowodował z miejsca duże straty, bardzo nierówna tyraliera... przywarła do ziemi".

Pomimo obezwładnienia ogniem zaczęły się odzywać rkm-y powstańcze, lecz wnet milkły, ściągając na siebie skuteczny ogień przeciwnika. Zresztą większość ich, zwłaszcza z oddziałów kampinoskich, znalazła się z tyłu i nie mogła strzelać, by nie razić swoich.

"Ludzie przypłaszczali się jak mogli do ziemi. Nie było mowy o poderwaniu kompanii, czy nawet podciąganiu jej czołganiem do przodu".

Usiłowania czynione w tym kierunku przez dowódców plutonów i drużyn kończyły się ich śmiercią. Wkrótce od Cytadeli zbliżył się pociąg pancerny, bijąc z ckm-ów na przedpole, z dział na budynki przy ul. Gen. Zajączka i Lisa-Kuli. Piechota niemiecka ze stanowisk wzdłuż toru gorączkowo ostrzeliwała wysunięte do przodu nieliczne grupy powstańców. Natomiast oddział nieprzyjacielski obsadzający blok przy ul. Gen. Zajączka nr 7 zachowywał się spokojnie, wskutek tego milczały też karabiny maszynowe zgrupowania "Żaglowiec" mające obezwładnić to źródło ognia

Zdjęcie wykonane z okolic zbiegu ul. Felińskiego i Lisa Kuli w kierunku południowym. Na pierwszym planie z lewej ponad dachami domów stojących przy ul. gen. Zajączka widoczna jasna wstęga ul. Mickiewicza, wznosząca się nasypem do wiaduktu nad torami kolei. Poniżej wiaduktu, z prawej, niskie zabudowania Dworca Gdańskiego i przed nim ciemna linia torów. Na prawym skraju zdjęcia wysoka wieża kościoła św. Augustyna przy ul. Nowolipki.

Dowódca kompanii "Żniwiarz" po godzinie leżenia pod ogniem, zarządził odwrót, straciwszy 10 poległych i tyluż rannych [w tym ciężko ranny zastępca ppor. "Szajer"]. Rannych i poległych ściągano już po brzasku pod ogniem nieprzyjacielskim, od którego zginęło kilka sanitariuszek.

W tym czasie, około godz. 3:30, resztki oddziałów kampinoskich pod szalejącym ogniem działowym baterii i pociągu pancernego spływały w nieładzie ku al. Wojska Polskiego pomimo energicznych usiłowań mjr "Okonia" zmierzających do zawrócenia ich. Większość jego oddziałów wpadła pod morderczy ogień w połowie przedpola.

Z baonu por. "Witolda" część żołnierzy por. "Dana" dobiegła do przejazdu łączącego ul. Felińskiego z ul. Kłopot. Por. "Dan" zdobył tam bunkier nieprzyjacielski, lecz w walce tej poległ, żołnierze jego przekroczyli tory, przedzierając się pod fort Traugutta; inna grupa dotarła do ruin remizy tramwajowej na Muranowie. "Wszyscy jednak zostali zmieceni przez gwałtowny ogień z dworca, od Cytadeli i od fortu przy dworcu". Poległ tu ppor. "War" [Karol Hartfiel].

Krwawo załamało się także natarcie sąsiedniego batalionu, polegli tam m.in. ppor. "Sęk" [Marian Wdowiak], por. "Janusz" i por. "Mar". Jedynie kpt. "Mścisław" z kilkunastoma żołnierzami przedarł się przez tory, lecz w dalszym ruchu ku Stawkom większość tego oddziału zginęła, ranny kapitan z jednym szeregowcem ukrył się w ruinach getta [po kilku nieudanych próbach przejścia na Starówkę, przedarł się z powrotem do Kampinosu]. Większość baonu przydusił ogień wroga, plutony po stracie dowódców wycofały się wśród strat.

Pluton ppor. "Zawiei" [Zygmunt Raczkowski] z prawoskrzydłowej kompanii, która zmyliła kierunek, zaatakował Niemców w Instytucie Chemicznym. Granatami wysadził bramę, lecz został odrzucony ponosząc straty.

Oddział kpt. "Sławomira", nacierający w kierunku baterii niemieckich na Burakowie, gdy te otwarły ogień z kilkunastu dział, przeleżał godzinę pod ich stanowiskami po czym wycofał się na pozycje wyjściowe.

Krwawe straty oddziałów nacierających z Żoliborza wyniosły około 290 zabitych i rannych, w tym poległo 3 dowódców kompanii i wielu dowódców plutonów.

Niedobitki mjr "Okonia" ściągały w al. Wojska Polskiego, zniechęcone i upadłe na duchu. Stracono znaczne ilości broni. Kompania "Żniwiarz" wróciła na ul. Mickiewicza 25.

Plan

Natarcie ze Starego Miasta miało wykonać zgrupowanie "Radosław", a na jego dowódcę wyznaczono szefa sztabu Kedywu KG mjr "Bolka". W skład grupy uderzeniowej weszły dwie kompanie baonu "Zośka": 1. kompania "Maciek" sierż. pchor. "Kmity" i 3. kompania ppor. "Giewonta" [uzupełniona żołnierzami z 1. kompanii] oraz kompania AL kpt. "Hiszpana" i dwie kompanie z baonu "Czata 49" dowodzone przez por. "Motyla".

Razem siły te liczyły około 350 żołnierzy.

Natarcie to ruszyło ponad godzinę po żoliborskim - ok. 3:40. Na samym starcie było więc bardzo spóźnione. Niemcy mogli teraz skierować cały ogień na południe, nie obawiając się ponownego szturmu z kierunku północnego, gdyż w tym czasie oddziały ppłk "Żywiciela" i mjr "Okonia" bądź zostały zniszczone, bądź zalegały przed torami. Podstawą wyjściową do natarcia był szpital Jana Bożego i Zakłady "Fiata".

Ugrupowanie oddziałów przedstawiało się następująco:

- w Zakładach "Fiata" stanęły dwie kompanie "Czaty 49" stanowiące prawe skrzydło natarcia,

- u Jana Bożego wzdłuż ul. Konwiktorskiej pozycje zajęła 3. kompania "Giewonta", stanowiąca centrum natarcia,

- u Jana Bożego, w blokach wychodzących na ul. Bonifraterską - 1. kompania "Maciek" z baonu "Zośka" stanowiąca lewe skrzydło.

- 2. kompania "Rudy" pod dowództwem sierż. pchor. "Morro", ulokowana w górnych oknach Jana Bożego miała ogniem ckm-ów wspierać natarcie.

Mjr "Bolek" na odprawie przypomniał oficerom, gdzie znajdują się najważniejsze stanowiska wroga.

Odprawę wspomina "Kmita":

"Znamy zresztą przedpole dobrze, siedzimy bowiem u Jana Bożego prawie od przyjścia z Woli, a dane szefa sztabu zaczerpnięte są przeważnie z meldunków naszych kompanii".

Dopiero po godz. 3:00 łączniczka przyniosła oddziałom rozkaz pogotowia bojowego. Żołnierze rozciągnęli się tyralierą: prawe skrzydło i centrum wzdłuż ul. Konwiktorskiej, lewe wzdłuż ul. Bonifraterskiej. Rozkaz do natarcia przychodzi po bardzo męczącym wyczekiwaniu - dopiero o 3:40.

Żołnierze "Czaty 49" i 3. kompanii "Zośki" [dwa plutony: pchor. "Howerli" Stanisława Kozickiego i pchor. "Brzozy" Stanisława Kujawskiego] przeskakują Konwiktorską i biegną w kierunku Klubu Sportowego "Polonia". Posuwają się ostrożnie, pragnąc aby Niemcy jak najdłużej nie odkryli ich ruchu. Starają się dotrzeć do muru otaczającego stadion od północy, aby tam zająć dogodne stanowiska ogniowe dla km-ów, które powinny ostrzelać fort Traugutta. Jednak przesunięte w czasie rozpoczęcie natarcia spowodowało, że ruch posuwających się oddziałów został zauważony...

Wspomina łączniczka "Renata":

"Już, już dobiegaliśmy zbawczego, jak nam się zdawało, muru, gdy nagle w panującej dotąd zupełnej ciszy wybuchł szczekot maszynowej broni. Jednocześnie zobaczyliśmy całe serie pocisków świetlnych ciężkich karabinów maszynowych niemieckich, przesuwających się wachlarzowo w prawo - w lewo - po naszym lewym skrzydle. Natężenie ognia, gęstość kul, które mogliśmy widzieć w postaci masy pędzących światełek, była przerażająca. [...] A więc stało się coś najgorszego, czego można było oczekiwać. Niemcy zauważyli nas przed czasem, nim dobiegliśmy miejsca, skąd mieliśmy przeprowadzić uderzenie".

Jednakże żołnierze dobiegli do muru, skąd mieli przeprowadzić właściwe natarcie. Niemcy zwiększyli ostrzał z broni maszynowej. Do walki po ich stronie włączyły się granatniki, których ogień zaczął razić powstańców na boisku "Polonii". Ginie pchor. "Howerla", ciężko ranny pada "Brzoza", ginie wielu kolejnych... W czasie, gdy niemiecki ogień masakruje 3. kompanię na boisku - 1. kompania nadal czeka na rozkaz do natarcia. Żołnierze "Kmity" niecierpliwią się. Wreszcie jest rozkaz - ruszają! Przeskakują Bonifraterską i przez dziurę w murze przedostają się na teren dawnego getta. II pluton 1. kompanii "Maciek" pod dowództwem pchor. "Skalskiego", grupa AL kpt. "Hiszpana" i IV pluton 1. kompanii dowodzony przez pchor. "Zdzisia-Misia" posuwają się szybko - na razie Niemcy nie reagują. W pierwszym impecie grupa zdobywa dwa budynki - pierwszą linię niemieckiego oporu. Niemcy uciekają tracąc zabitych. "Zośkowcy" pokonują kolejne "wzgórza i doliny gruzów". Wtedy dostają się pod boczny ogień z kamienic na Muranowie. Teren getta Niemcy pokrywają gęstym ogniem broni maszynowej i granatników. Stanowi to zaporę nie do pokonania. Oddział tracąc zabitych i wielu rannych zalega w gruzach... Zaczyna już świtać, gdy mjr "Bolek", do którego docierają meldunki o rosnących stratach i nikłym sukcesie terenowym, decyduje przerwanie ataku i odwrót. W pierwszym etapie wycofało się skrzydło prawe - "Czata 49" i "Giewont".

W czasie odwrotu oddziały poruszają się cały czas pod silnym ostrzałem.

Rano, na boisko "Polonii" wjeżdża niemiecki czołg, gąsienicami miażdży leżących na murawie rannych, których nie zdołano wynieść spod morderczego ognia...

ppor. Stanisław Kozicki

"Howerla"

Już po świcie ostatnie grupy wycofały się na linię ul. Mławskiej.

1. kompania "Maciek" sierż. pchor. "Kmity" straciła 16 poległych i kilkunastu rannych, 3. kompania ppor. "Giewonta" straciła dwóch oficerów - ppor. "Howerlę" [Stanisław Kozicki] i ppor. "Mnicha" [Jerzy Wypych] oraz 12 rannych, z których troje zmarło w szpitalach. Ogółem w natarciu na Dworzec Gdański baon "Zośka" stracił 21 poległych. Kompanie por. "Konrada" i por. "Motyla" miały mniejsze straty.

Natarcie Grupy "Północ" skończyło się klęską, wyrwawszy z szeregów powstańczych około 500 żołnierzy. Krwawe straty oddziałów szturmowych osiągnęły ok. 75% ich stanów wyjściowych [po stronie Starówki ok. 42%].

W pobitych kompaniach wywołało to zniechęcenie, a dowództwu odebrało nadzieję na połączenie sił Starego Miasta z Żoliborzem i Kampinosem. Przyczyną te go było zbyt pośpieszne podjęcie natarcia, wskutek czego było ono źle zorganizowane; nie wykorzystano poważnej siły ognia posiadanych środków walki, oddziały Żoliborza nie związały na skrzydłach nieprzyjaciela, silniejszego od nacierających, nie obezwładniono ciężką bronią fortu koło Dworca Gdańskiego.

Po południu 22 sierpnia odbyła się na Żoliborzu odprawa, na której gen. "Grzegorz" dopiero teraz w ostrych słowach zganił mjr "Okonia" za nieudolne zorganizowanie natarcia, rozkazując mu oddać broń oddziałów z Kampinosu batalionowi kpt. "Trzaski" i wrócić z powrotem do Puszczy z niedobitkami. Lecz około 230 żołnierzy mjr "Okonia", nie chcąc oddać broni, zgłosiło chęć dalszej walki w mieście; 150 z nich przydzielono do "Żaglowca", 50 do innych oddziałów żoliborskich, 32 przeszło do baonu kpt. "Trzaski". Natomiast w oddziale tego ostatniego część ludzi z oddziału mjr. "Sosny" opuściła szeregi, kilku oficerów i kilkunastu szeregowych z baonu "Wigry" przeszło do oddziału mjr "Okonia", wracającego do Puszczy Kampinoskiej.

Kpt. "Trzaska" zorganizował powrót swego oddziału, obciążonego bronią, w kilku grupach. Pierwsza grupa weszła do kanałów 22 sierpnia, z nią odszedł również gen. "Grzegorz", nie uzyskawszy możliwości przesunięcia Komendy Głównej poza miasto. Po kilku godzinach oddział ten dotarł na Stare Miasto. Druga grupa została obrzucona przez Niemców granatami przez właz w okolicy Dworca Gdańskiego, co zmusiło ją do zawrócenia na Żoliborz. Na Starówkę dotarła dopiero 24 sierpnia.

2 powstańców utonęło, gdyż woda sięgała już do piersi z powodu zatoru zrobionego przez Niemców. Ten zator wysadzą w powietrze saperzy II Obwodu dopiero po nieudanym przebiciu ze Starówki do Śródmieścia.

Najważniejszym skutkiem nieudanych natarć było ze strony polskiej zaniechanie ponownych prób przebicia niemieckiej zapory między Żoliborzem a Starym Miastem. Oznaczało to ostateczne zamknięcie w kotle Starego Miasta.
Ze strony niemieckiej grupa bojowa płk Schmidta odzyskała swobodę działania ponieważ obsada zapory wytrzymała próbę siły i w dostatecznym stopniu chroniła to zgrupowanie od północy. Teraz główne siły Ericha von dem Bacha mogły przystąpić do generalnego szturmu na Stare Miasto.
Dnia 22 sierpnia, Niemcy po mocnym bombardowaniu i ostrzale artyleryjskim uderzyli. Opanowali domy mieszkalne i szkołę na Rybakach, co otworzyło im drogę do kolejnych szturmów na PWPW: od wschodu przez ul. Wójtowską, od zachodu przez ul. Konwiktorską i od północy przez park Traugutta.
Ostatnim ofensywnym zrywem załogi Starego Miasta będzie próba przebicia korytarza - tym razem w kierunku Śródmieścia, wykonana siłami trzech zgrupowań staromiejskich w nocy 30/31 sierpnia 1944.
Jak pokaże przebieg tych działań, z ataku na Dworzec Gdański sztab Grupy "Północ" nie wyciągnął właściwych wniosków.
Popełniono te same błędy...

Relacje Tadeusza Huskowskiego ps. "Tadeusz", żołnierza baonu "Zośka" odciętego 1.VIII.1944 na Żoliborzu. Tam przyłączył się do 9. kompanii Dywersji Bojowej "Żniwiarz" [d-ca Mieczysław Morawski "Szalbierz"], w której otrzymał przydział do 226. plutonu ppor. "Szajera" [Bogdan Kunert], którego był zastępcą dowodząc jednocześnie IV drużyną.