Specjalna operacja bojowa Hergl

W końcu listopada 1943 Komendant Główny AK podjął decyzję wykonanie serii zamachów na szczególnie szkodliwych szefów niektórych sektorów aparatu okupacyjnego w GG. Nowej serii zamachów nadano charakterystyczną nazwę: akcja "Główki". Miało to być trzecie w kolejności zmasowane uderzenie wykonane siłami warszawskich oddziałów Kedywu KG i Kedywu OW. Poprzednie akcje zastrzeżone: "Kośba" i "Czyszczenie", wymierzone były w rodzimych zdrajców, agentów i kolaborantów, a w ich przeprowadzenie zaangażowane były oddziały 993/W - "Wapiennik", "Anatol" i grupy dywersji bojowej Kedywu OW. Pierwszym "zleceniem" jakie otrzymał "Agat" w ramach akcji "Główki" miała być likwidacja Antona Hergla, niemieckiego zarządcy drukarń w dystryktach lubelskim i warszawskim. Akcję kpt. "Pług" powierzył III plutonowi "Lutego", który na jej dowódcę wyznaczył "Marylę", rozpoznaniem zajął się "Rayski".

Pierwsze wystawienie nastąpiło 3 XII 1943 przed Domem Prasy przy Marszałkowskiej. Po trzech godzinach daremnego wyczekiwania "Maryla" zwinął akcję. Postanowiono znaleźć inne miejsce do jej przeprowadzenia. Odkryto, że Hergl codziennie bywa w drukarni przy Lesznie 139/141 i tam 10 XII postanowiono przeprowadzić uderzenie. 

Po godzinnym wyczekiwaniu, o 14:20 Hergl wyjechał z bramy Leszno 139/141 samochodem prowadzonym przez kierowcę. Na tylnym siedzeniu, obok Hergla siedział nie rozpoznany mężczyzna. "Maryla" i "Madziar" podbiegli do samochodu i ostrzelali go z peemów. Kierowca przytomnie odbił w przeciwną stronę. Został zatrzymany celną serią dopiero przez ubezpieczającego akcję "Leszka". Hergl strzelał z samochodu, ale po kilku oddanych w jego kierunku seriach osunął się na podłogę. Ostrzeliwali się także mężczyzna i kierowca, którzy wyskoczyli z auta. Po chwili obaj leżeli na bruku. "Maryla" nakazał odskok. Bez problemów wykonawcy przekonani o zlikwidowaniu Hergla odjechali w kierunku Woli. Nazajutrz na odprawie w Kedywie KG "Pług" zdający raport z akcji dowiedział się, że Hergl żyje! Żyli także pozostali mężczyźni jadący z nim samochodem - wszyscy zostali jedynie ranni. "Maryla" w czasie akcji popełnił kilka błędów, z których największym było przedwczesne zwinięcie zespołu bez upewnienia się czy obiekt ataku został zastrzelony. Nie zabrano jego dokumentów, co po każdej akcji stanowiło dowód jej prawidłowego wykonania.

powrót