Specjalna operacja bojowa Kutschera

strona PARASOLA

SS-Brigadeführer und- Generalmajor der Polizei Franz Kutschera, funkcję Dowódcy SS i Policji na Dystrykt Warszawski objął 25 IX 1943.

SS-Brigadeführer und- Generalmajor der Polizei [gen. bryg]

Wcześniej na terenie ZSRR, dał się poznać jako funkcjonariusz twardy, bezwzględny, stosujący brutalne metody ujarzmiania podbitych narodów.

Franz Kutschera jeszcze jako Stellvertreter Gauleiter, Kärnten

Po objęciu stanowiska w Warszawie, z miejsca zastosował zaostrzony kurs wobec Polaków. Już po sześciu dniach nastąpiła pierwsza egzekucja uliczna, po niej kolejne, którymi Kutschera chciał złamać ducha warszawiaków. Zwiększyła się także liczba ulicznych łapanek. Doprowadził do tego, że jesienią 1943 każde wyjście z domu po zapałki, stawało się wyprawą w niewiadome...

Gubernator Ludwig Fischer stan bezpieczeństwa w Warszawie przedstawiał następująco:

"[...] W październiku liczba zamordowanych Niemców wzrosła do 78 i 72 ciężko rannych. W odwecie Dowódca SS i Policji wydał ostre zarządzenie, że za każdy zamach będzie rozstrzeliwał publicznie Polaków. W listopadzie liczba zamordowanych Niemców spadła do 15, a ciężko rannych do 67. Ogółem sytuacja stała się bardzo napięta i wymagała wiele uwagi. Niemcy przebywający w Warszawie nie ukrywają, że czują się w Warszawie jak żołnierze czasowo delegowani na front.

W odwecie Dowódca SS i Policji wzmaga represje. Liczba zabitych Niemców znacznie się zmniejsza. Jeszcze w grudniu było 50 zabitych, w styczniu 1944 już tylko 5.

Ilość napadów najmniejsza ze wszystkich do tej pory.

Nastąpiła znaczna poprawa bezpieczeństwa w wyniku działalności SS-Brigadeführera [...]"

Tak więc "znaczna poprawa bezpieczeństwa" wg władz niemieckich sygnalizowała groźbę stłumienia żywego dotąd oporu społeczeństwa polskiego przeciw terrorowi niemieckiemu. Stanowiła przez to groźbę psychicznego załamania narodu. Komenda Główna AK i Kierownictwo Walki Podziemnej rozważały problem: cofnąć się czy przeciwstawić? Cofnąć się  - oznaczało dać się złamać, zastraszyć, a w efekcie - przegrać. Przeciwstawienie oznaczało jednak kolejne zagrożenie dla ludności...

Po pewnych wahaniach KWP postanowiło uderzyć i wprowadziło Kutscherę do wykazu akcji "Główki" - wymieniając go jedynie z pełnionej funkcji jako Szefa SS i Policji. Kutschera znając metody pracy polskiego wywiadu konspirował się i nikt z Polaków nie znał jego nazwiska. "Malinowe plakaty" z listami Polaków podpisane były jedynie nazwą jego stanowiska: "Dowódca SS- i Policji na Dystrykt Warszawski"...

Szef Niemieckiego Frontu Pracy [DAF] dr Robert Ley witany przez Gauleitera Franza Kutscherę.

Na trop Kutschery "Rayski" wpadł przypadkiem...

"Rayski"

chor. Aleksander Kunicki

Rozpracowywał właśnie SS-Hauptsturmführera Waltera Stamma, szefa Wydziału IV [Gestapo], w Urzędzie Komendanta Policji i Służby Bezpieczeństwa na Warszawę [KdS Warschau] oraz szefa tego Urzędu SS-Obersturmbannführera dr Ludwiga Hahna. Prace te często kierowały kroki "Rayskiego" do "dzielnicy policyjnej".

Pewnego dnia dostrzegł reprezentacyjną limuzynę Opel-Admiral nr SS-20795 wjeżdżającą na podjazd pałacyku przy al. Ujazdowskich 23. Pałacyk ten, jesienią 1939, Niemcy zamienili na siedzibę Dowódcy SS i Policji na Dystrykt Warszawski.

Z wozu wysiadł oficer SS, w czarnym, skórzanym płaszczu, który uchylił się odsłaniając patki generalskie. Od tego dnia zespół "Rayskiego" ["Hanka", "Kama", "Dewajtis" i "Żak"] obserwował przejazdy anonimowego generała na bardzo krótkiej trasie: dom - pałacyk - dom. Wkrótce "Żak" [pracownik Policji Kryminalnej] ustalił, że generał, który mieszka w Alei Róż pod numerem 2 nazywa się Franz Kutschera...

Fotografię Franza Kutschery zdobył i przekazał "Rayskiemu" wywiadowca Szarych Szeregów działający jako przedstawiciel firmy "E.Wedel" - Zygmunt Kaczyński "Wesoły", ten sam, który w marcu 1943 brał udział w przygotowaniach do odbicia Janka Bytnara "Rudego" pod Arsenałem.

"Rayski" o swoim odkryciu zameldował kpt. "Pługowi", a ten szefowi Kedywu KG AK płk. "Nilowi". Po kilku dniach w odwrotnym kierunku powędrował rozkaz wykonania wyroku KWP. Przeprowadzenie akcji kpt. "Pług" powierzył I plutonowi kompanii "Agat" [w trakcie przygotowań do akcji oddział musiał zmienić kryptonim na "Pegaz 81"].
"Lot", dowódca tego plutonu, postanowił dowodzić akcją osobiście. Po odebraniu od "Rayskiego" wszystkich ustaleń wywiadu, w I plutonie przystąpiono do układania planu uderzenia. Pierwsze "wystawienie akcji" nastąpiło w piątek; 29 I 1944 około godz. 9:00. Jednak oddział rozstawiony na stanowiskach w al. Ujazdowskich, na Piusa XI i Szopena nie doczekał się przejazdu Kutschery. Po półgodzinnym daremnym "wtapianiu się w tłum" - "Lot" zarządził zwinięcie akcji...
Następne "wystawienie", to które głośnym echem obiegło całą okupowaną Polskę, a później także Europę, nastąpiło we wtorek, 1 II 1944 o godz. 8:50.

Lot- dowódca akcji i I wykonawca, MP-40, Vis + granat,

Ali - zastępca d-cy i ubezpieczenie, STEN, granaty,

Kruszynka - II wykonawca, STEN, granaty,

Miś - kierowca wozu Adler Trumph-Junior i III wykonawca, Parabellum, granaty,

Cichy- ubezpieczenie, STEN, Parabellum, granaty,

Olbrzym - ubezpieczenie, STEN, Parabellum, granaty,

Juno - ubezpieczenie, STEN, Vis, granaty,

Bruno - kierowca wozu Opel-Kapitan, 2 x Parabellum, granaty,

Sokół - kierowca wozu Mercedes 170 V, 2 x Parabellum, granaty,

Kama - rozpoznanie / sygnalizacja,

Dewajtis - sygnalizacja,

Hanka - sygnalizacja.

Łącznie zespół przewidziany do przeprowadzenia akcji liczył 12 ludzi, których wspierać miały łączniczki donoszące broń i fałszywe dokumenty oraz "dr Maks", lekarz oddziału czekający na ewentualnych rannych od godz. 9:10 na pl. Bankowym. Uruchomiono również sanitariat Kedywu KG AK "Rola" z dr "Skibą", "Panią Stasią" i "Zosią Dużą".

Około godz. 8:30 w mieszkaniu pani Marii Pisarek przy ul. Mokotowskiej 59 m 31 [jej synowie byli przyjaciółmi "Kruszynki"] rozpoczął się ruch. Jako pierwsze zgłosiły się łączniczki po broń krótką dla kierowców i fałszywe dokumenty. Zaraz po nich zjawili się wykonawcy również pobierając broń i fałszywe dokumenty, w mieszkaniu [skrytka w kuchni pod parapetem] zostawiając swoje prawdziwe dokumenty. O godzinie 8:50 wszyscy byli na swoich stanowiskach, gotowi do wykonania przewidzianych planem zadań...

O godzinie 9:09 "Kama" przełożeniem białej pelerynki na ramię zasygnalizowała wyjście Kutschery z domu przy al. Róż 2. Rozpoczęła się akcja. 

"Kama" przeszła Aleje przed maską jadącego wozu i skierowała na północ, w kierunku ul. Szopena. Jej sygnał podjęła "Dewajtis". Ona również przeszła na nieparzystą stronę al. Ujazdowskich i weszła w ul. Szopena oddalając się z rejonu akcji. Był to znak dla "Hanki", która stojąc obok "Lota" ustnie przekazała mu rozpoznanie samochodu Kutschery. "Lot" stojący na rogu Alei i Piusa XI - w miejscu widocznym przez wszystkich uczestników, zdjął kapelusz, co było znakiem dla reszty oddziału, aby udali się z miejsc koncentracji na swoje pozycje bojowe. "Miś" Adlerem wolno ruszył Adlerem - przez cały czas oczekiwania trzymał silnik pracujący na niskich obrotach. Z Piusa skręcił w lewo, kierując się Alejami w stronę Belwederu. Z daleka dostrzegł limuzynę Kutschery.

Adler Trumph-Junior model 1938

Kutschera miał do przejechania zaledwie 140 metrów - tyle dzieliło jego dom od Dowództwa SS. Gdy dojeżdżał do bramy pałacu, drogę zajechał mu Adler Trumph-Junior kierowany przez "Misia". Kierowca Kutschery zwolnił chcąc przepuścić intruza. Zwolnił również "Miś". Niemiec żądając ustąpienia drogi włączył żółty, środkowy reflektor, używany przez niemieckich dygnitarzy - było to żądanie natychmiastowego ustąpienia z drogi. "Miś" zatrzymał wóz na nieprawidłowym pasie i w chwili, gdy Niemiec usiłował go wyminąć, ruszył ponownie blokując auto szefa SS. Do zatrzymanego wozu podbiegł "Lot" i z odległości jednego metra otworzył ogień do Kutschery siedzącego obok kierowcy. W tym samym czasie do wozu podbiegł "Kruszynka" - II wykonawca - i strzelił do wyskakującego z kabiny szofera, następnie oddał serię do Kutschery. Adiutant Dowódcy SS, poprzednio zawsze towarzyszący swojemu szefowi, tego dnia z nim nie jechał. Po pierwszych seriach generał osunął się ranny na siedzenie. Wówczas z Adlera wyskoczył "Miś" i razem z "Kruszynką" wyciągnęli z wozu dającego jeszcze oznaki życia SS-Brigadeführera, do którego "Miś" strzelił z Parabellum. Razem zaczęli szukać po jego kieszeniach dokumentów, których jednak nie mogli znaleźć. Musieli go przewracać, by dosięgnąć wszystkich kieszeni munduru. Wykonanie zadania było obwarowane uzyskaniem dokumentu tożsamości zabitego. Jednak nic nie znaleźli - zabrali tylko pistolet [pięknie inkrustowany złotem, z orłem hitlerowskim na rękojeści Walther PPK kal. 7,56 mm - obecnie w zbiorach MWP] i teczkę Kutschery.

Mercedes 170 V - rocznik 1939

Jeszcze w czasie gdy "Miś" zajeżdżał drogę Niemcowi, na stanowiska wbiegł cały zespół ubezpieczający, a stojące na ul. Szopena samochody "Sokoła" i "Bruna" ostro cofnęły tyłem do rogu al. Ujazdowskich. Ubezpieczenie: "Juno", "Olbrzym" i "Cichy" związali ogniem posterunek przed pałacykiem Dowództwa SS. Do walki nie włączył się jedynie "Ali"; przed akcją jako ostatni zjawił się na punkcie pobierania broni i nie otrzymał wcześniej przewidzianego STEN'a, a jedynie teczkę z granatami! To go strasznie zdeprymowało i miało fatalne dla przebiegu akcji skutki... Przez chwilę szarpał się z zamkami nieszczęsnej teczki, lecz w wielkim stresie nie mógł ich otworzyć... Pod gradem kul wycofał się do samochodu [aż do śmierci będzie to jego wielkim dramatem]. W tym czasie Aleje na odcinku pomiędzy ul. Piusa a ul. Szopena wypełniał huk granatów i serie z peemów.

Miejsce akcji: al. Ujazdowskie skrzyżowanie z ul. Piusa XI. W głębi po lewej, przesłonięty drzewami wysoki, jasny budynek, to kamienica Spokornego: al. Ujazdowskie 19 róg Chopina 1, w centrum zdjęcia [za latarnią i drzewami] Pałacyk Gawrońskich - al. Ujazdowskie 23, w prawo Pałacyk Śleszyńskich oraz Józefa Foxa - al. Ujazdowskie 25.

 

Zaskoczeni Niemcy początkowo prowadzili dosyć chaotyczny, gęsty ogień z siedziby Komendy SS i z sąsiednich budynków. Lecz po otrząśnięciu się z pierwszego zaskoczenia ich pociski ciężko raniły "Lota" i "Cichego" - obu w brzuch, oraz "Olbrzyma" w pierś. Niegroźny postrzał w głowę otrzymał "Miś", tuż po tym jak wraz z "Kruszynką" wyciągnął na jezdnię ciało Franza Kutschery. Pod silnym ostrzałem oddział unosząc rannych wycofał się do samochodów czekających przy rogu ul. Szopena. Zanim rozpoczął się odskok wcześniej wyznaczonymi trasami, samochody zostały ostrzelane. Lecz na tym akcja się nie zakończyła...

Samochód prowadzony przez "Bruna" zabrał zdrowych, "Kruszynkę" i "Alego". Jechał ulicami: Szopena, Mokotowską, Żelazną, dojechał do ul. Krochmalnej, gdzie oddano broń łączniczce i zamieniono dokumenty. Stamtąd dojechał do Nowego Zjazdu, gdzie "Ali" i "Kruszynka" wysiedli, "Bruno" zaś odprowadził wóz do garażu przy ul. Ogrodowej 68, po czym wszyscy spotkali się w mieszkaniu pp. Sottów [rodzice "Sokoła"], na Nowym Mieście 25.

Samochód prowadzony przez "Sokoła" zabrał rannych: na przednim siedzeniu wpółleżącego "Lota", na tylnym siedzeniu siedzieli ranni, "Olbrzym" i "Miś", oraz jako ich ubezpieczenie "Juno" i zsuwający się z ich kolan na podłogę "Cichy". Jechali ulicami: Szopena, Mokotowską, Kruczą, Bracką, Zielną i Graniczną na pl. Bankowy, stamtąd zabrali czekającego "dr Maksa".

Ranni...

Należało przetransportować ciężko rannych do warszawskich szpitali; "Lot" i "Cichy" wymagali natychmiastowych operacji. Wspomina "dr Maks":

"Pierwszy luty 1944 roku. Dzień ładny, ciepły, słoneczny. Oczekiwałem koło restauracji «Melodia». W przeddzień otrzymałem od doktora "Skiby" rozkaz odtransportowania ewentualnych rannych do Szpitala Maltańskiego, gdzie rannych miała odebrać oczekująca siostra przełożona. Auto podjechało około godziny dziewiątej czterdzieści. Karoseria mocno postrzelana, szyby wybite. Przy prowadzącym auto "Sokole" w pozycji wpółleżącej, blady, bez czapki "Lot". W tyle siedzą "Olbrzym" i "Miś", o "Misia" oparty, zsunięty na podłogę Marian - "Cichy". Ubezpieczający rannych, skulony za szoferem. Gdy spytałem, kto i w co ranny, otrzymałem odpowiedź: "Lot" i "Cichy" ranni w brzuch, "Olbrzym" w piersi, "Miś" w głowę. Usadowiłem się przy "Cichym" i poleciłem jechać do Szpitala Maltańskiego [szpital ten w czasie okupacji mieścił się w gmachu dawnej Resursy Kupieckiej przy ul. Senatorskiej]. Poleciłem broń ukryć, gdyż w szpitalu stał SS-man.

W szpitalu nikt nas nie oczekiwał, zwróciłem się do lekarza dyżurnego z prośbą o przyjęcie rannych, lecz odmówił mi, tłumacząc się tym, że nie ma chirurgów i czystej bielizny do operacji. ponieważ pozostawienie rannych w brzuch bez operacji nie miało sensu, zdecydowałem, zostawić tylko "Misia" i "Olbrzyma", jako nie wymagających operacji. [...] Pozostałych rannych postanowiłem odwieść do Szpitala Ujazdowskiego, lecz "Lot" z wielkim wysiłkiem uprzedził mnie, że w pobliżu szpitala była akcja.

Zdecydowałem jechać do Szpitala Przemienienia Pańskiego, gdzie pracowałem. Jechaliśmy przez plac Teatralny, Senatorską i Miodową. W czasie jazdy zrobiłem opatrunek "Cichemu". Miał ranę brzucha, przez którą wydostawały się pętle jelit. [...] Przed szpitalem auto zatrzymałem od strony ulicy Brukowej i poleciłem zajechać im po dwóch - trzech minutach, które potrzebne mi były na uprzedzenie lekarza dyżurnego, żeby nie meldował telefonicznie policji o przypadku postrzelenia. Uprzednio pouczyłem rannych, by udawali nieprzytomnych, a "Sokołowi" poleciłem, by zeznał, że rannych zabrał z Dworca Wschodniego, gdzie byli postrzeleni przez straż kolejową w czasie przechodzenia przez tory."
"Sokół" i "Juno", po odwiezieniu "Lota" i "Cichego" do praskiego Szpitala Przemienienia Pańskiego, postanowili wrócić samochodem na lewobrzeżną Warszawę - choć mieli nakazane porzucenie wozu po zabezpieczeniu rannych. Nie wiadomo czemu zdecydowali się wrócić postrzelanym samochodem do miasta. Może szkoda im było pozbywać się cennego auta? A może nie chcieli narazić rannych zbyt bliskim zostawieniem pojazdu? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi...

Na moście Kierbedzia, zablokowanym już przez niemiecką policję, "Sokół" i "Juno" podjęli nierówną walkę. Podobno przedtem "Sokół" próbował nawrócić, jednak pojazd uderzył w kratownicę mostu. Nastąpiło ostre starcie ogniowe, w którym Niemcy stracili 1 zabitego i 5 rannych! Po wymianie ognia z patrolem policji [koniec amunicji?], obaj dywersanci zdecydowali się na skok do Wisły. Gdy ich głowy wynurzyły się z nurtów rzeki, policjanci ponownie otworzyli ogień...

Wkrótce Niemcy wyłowili ich ciała. Przy "Sokole" znaleźli jego prawdziwe dokumenty [sic!], co sprowadziło poważne niebezpieczeństwo zarówno na jego rodzinę jak i kolegów z oddziału.

Most Kierbedzia

 

Most Kierbedzia

- płd. chodnik, widok na Pragę.

 

Ciąg dalszy akcji nastąpił tego samego dnia - po południu. Wkrótce w Szpitalu Przemienienia Pańskiego pojawili się polscy policjanci ["granatowi"], którzy powiadomili praski Komisariat Policji Kryminalnej o przywiezieniu dwóch ludzi z ranami postrzałowymi. Komisariat z kolei powiadomił o zajściu Gestapo - takie wówczas obowiązywały przepisy i nadgorliwość polskich policjantów sprowadzała poważne zagrożenie, nie tylko na ciężko rannych "Lota" i "Cichego", lecz na cały oddział. Kpt. "Pług, do którego dotarły te wiadomości [dostarczył ich zaufany polski policjant], musiał działać błyskawicznie. Nie było chwili do stracenia...

Miejsce akcji: al. Ujazdowskie w 1938.

Nakazał "Jeremiemu" zabranie rannych z zagrożonego szpitala na Pradze. "Jeremi" w ciągu kilkudziesięciu minut zmontował cztery zespoły bojowców, z którymi pojechał do Szpitala Przemienienia Pańskiego. Po sterroryzowaniu policjantów, przeniesiono rannych do podstawionej karetki [samochód z kierowcą pożyczyli kpt. "Pług" i dr "Skiba" z Miejskich Zakładów Sanitarnych na ul. Spokojnej]. Wóz odjechał w chwili, gdy na podjazd szpitala zajeżdżało już auto wezwanego Gestapo... Rannych przewieziono do Kliniki Położniczo-Chirurgicznej Henryka Webera przy ul. Chmielnej 34. Właściciel kliniki zgodził się jedynie na "przenocowanie rannych". Tam też, po zmianie opatrunków, spędzili noc z 1/2 II 1944. Rankiem 2 II 1944, tuż po godzinie policyjnej, do kliniki przybyły pielęgniarka dypl. "Pani Stasia" i "Zosia Duża" - obie z sanitariatu Kedywu KG AK "Rola". Przed godz. 7:00 "Zosia Duża" załatwiła miejsce - niestety, tylko dla jednego rannego w Szpitalu Wolskim przy ul. Płockiej. Tam, sanitarką pożyczoną ze Szpitala Maltańskiego przewieziono "Lota". Dla "Cichego" miejsce w Szpitalu Ujazdowskim załatwić miał szef sanitariatu Kedywu dr "Skiba", do którego [już z rannym] pojechali kpt. "Pług" i "Pani Stasia". Jednak na miejscu okazało się, że ordynator szpitala nie zgadza się na przyjęcie rannego. Wobec tego zadecydowano szóste już przenosiny "Cichego"... Tym razem miał to być Szpital Maltański. I tam też "Cichy" został przyjęty. Lekarze określili jego stan jako krytyczny.

4 II 1944 w Pałacu Brühla Niemcy urządzili wstępne uroczystości pogrzebowe Kutschery. Podobno tam też miała miejsce makabryczna ceremonia zaślubin narzeczonej z trupem generała. Następnie trumnę z jego ciałem przewieziono specjalnym pociągiem do Berlina.

W ciągu kolejnych dni straty "Pegaza" powiększyły się...

4 II 1944 w Szpitalu Wolskim zmarł "Lot", 

6 II 1944 w Szpitalu Maltańskim zmarł "Cichy". 

Niemcy w odwecie za akcję, nałożyli na Warszawę 100 milionów zł kontrybucji, a dzień po zamachu, 2 II 1944 w al. Ujazdowskich 21 [w pobliżu miejsca akcji], rozstrzelali 100 zakładników przywiezionych z Pawiaka.

Była to jedna z ostatnich publicznych egzekucji przed wybuchem Powstania Warszawskiego.

Pomimo poniesionych strat Komenda Główna AK wysoko oceniła przeprowadzenie akcji. Na wniosek kpt. "Pługa" Dowódca AK rozkazem nr 267/B.P. z dnia 25 III 1944 pośmiertnie odznaczył Orderem Virtuti Militari V klasy pchor. "Lota" i mianował go podporucznikiem czasu wojny. Krzyż Walecznych, nadany tym samym rozkazem otrzymali: "Cichy", "Sokół" i "Juno" [pośmiertnie] oraz "Olbrzym", "Miś", "Kruszynka", "Bruno", "Hanka", "Kama" i "Dewajtis". 14-letnia wówczas "Dewajtis", była prawdopodobnie najmłodszym żołnierzem Armii Krajowej, którego wyróżniono tym odznaczeniem. Do stopnia ppor. cz. w. sł. st. awansowano chor. "Rayskiego", natomiast dowódcę oddziału - kpt. "Pługa" - odznaczono Orderem Virtuti Militari V klasy.

Meldunek szefa sztabu Okręgu Wojskowego w Generalnym Gubernatorstwie:
"... 1 lutego ok. godz. 9:00 przed budynkiem Komendy SS i Policji w Warszawie bandyci ostrzelali pistoletami maszynowymi i obrzucili granatami ręcznymi samochód osobowy Dowódcy SS i Policji Dystryktu Warszawskiego. SS-Brigadeführer und Generalmajor der Polizei Kutschera został śmiertelnie ranny i zrabowano mu pistolet. Poza tym zabity jest kierowca samochodu oraz dwóch wartowników przed gmachem Komendy. Z przechodzących zostali ranieni lekarze wojskowi, major i porucznik, oraz dwaj żołnierze. Uciekających bandytów zatrzymał patrol żandarmerii na moście na Wiśle. Po rzuceniu granatów wskoczyli oni do Wisły, gdzie zostali zastrzeleni. Straty własne: 4 zabitych, 5 rannych. Zabrano im 2 samochody, pistolet maszynowy i 3 pistolety". W starciu na moście, wg tego samego meldunku, Niemcy ponieśli straty: 1 zabity, 5 rannych. Łącznie strona niemiecka oceniła swoje straty na 5 zabitych i 10 rannych.

Meldunek kpt. "Pługa" określa straty niemieckie [bez starcia na moście] na 5 zabitych: "1 generał i przypuszczalnie 4 żandarmów". Natomiast straty broni: "3 Steny, jeden MP-40 i około 8 sztuk pistoletów". Straty własne - łącznie z ciężko rannymi, którzy zmarli, wynosiły 4 poległych i 2 rannych.

ur. 1922 r., zmarł 4 lutego na skutek ran odniesionych w akcji.

ur. 1923 r., zmarł 6 lutego na na skutek ran odniesionych w akcji.

ur. 1923 r., zginął wraz z "Juno" na moście Kierbedzia.

ur. 1919 r., zginął wkrótce po akcji, gdy po ewakuacji rannych do szpitala na Pradze został wraz z "Sokołem" otoczony przez Niemców na moście Kierbedzia.

"Lot"

Bronisław Pietraszewicz

"Cichy"

Marian Senger

"Sokół"

Kazimierz Sott

"Juno"

Zbigniew Gęsicki

ur. 1921 r., po wojnie był cywilnym pracownikiem wojska, zmarł w 1952 r.

ur. 1921 r., został aresztowany przez Niemców w kwietniu 1944 r., był w obozie w Stutthoffie, uciekł z transportu w maju 1945 r., po wojnie był inżynierem budownictwa lądowego, głównym specjalistą w centrali handlu zagranicznego.

ur. 1920 r., poległ w Powstaniu Warszawskim.

ur. 1923 r., zmarł 22 lipca 1945 r. na skutek ran odniesionych w zamachu na Waltera Stamma, szefa warszawskiego Gestapo

"Kruszynka"

Zdzisław Poradzki

"Miś"

Michał Issajewicz

"Olbrzym"

Henryk Humięcki

"Bruno"

Bronisław Hellwig

ur. 1922 r., zginął 11 lipca 1944 w czasie odwrotu po nieudanym zamachu na Wilhelma Koppego.ur. 1915, po wojnie była inżynierem geodetą. W 1958 r. aresztowana, sądzona za współpracę z paryską "Kulturą". Zmarła w 1970 r.Maria Stypułkowska-Chojecka wyszła z Powstania z ludnością cywilną. Po wojnie ukończyła studia polonistyczne, następnie jako redaktor pracowała w Wydawnictwach Szkolnych i Pedagogicznychur. 1929 r., po wojnie pracowała naukowo jako muzykolog, m.in. w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, była redaktorką wydawnictw muzycznych, m.in. "Encyklopedii muzycznej" PWM.

"Ali"

Stanisław Huskowski

"Hanka"

Anna Szarzyńska-Rewska

"Kama"

Maria Stypułkowska

"Dewajtis"

Elżbieta Dziębowska

 

Gubernator warszawski dr Ludwig Fischer napisał w sprawozdaniu za I półrocze 1944:

"[...] jest nieszczęściem, że człowiek, który tyle zdziałał i przyczynił się do bezpieczeństwa żyjących tu Niemców, padł ofiarą zamachu. Stan bezpieczeństwa znacznie się pogorszył. W lutym zginęło 20 Niemców, w marcu 40, w kwietniu i maju 186 i 310 pracujących w służbie niemieckiej oraz zostało ciężko rannych 244. Sytuacja w Warszawie jest najgorsza z dotychczasowych [...]"

 

Franz KUTSCHERA
SS-Brigadeführer und Generalmajor der Polizei/Gauleiter a.D./Stellvertreter Gauleiter a.D./M.d.R.:
ur: 22 II 1904 Oberwaltersdorf/Niederösterreich.
zm: 1 II 1944 Warszawa
NSDAP-Nr. 363 031 [
przyjęty w szeregi: 5 XII 1930]

SS-Nr. 19 659 [przyjęty w szeregi: 1 XI 1931]

Nominacje:
Gen.Maj.d.Pol.: 9 XI 1942;

SS-Brigf.: 9 XI 1940;

SS-Oberf.: 30 I 1939;

SS-Staf.: 25 VI 1938;

SS-OStubaf.: 16 III 1938;

SS-Stubaf.: 14 IX 1937;

SS-OStuf.: 9 XI 1936;

SS-UStuf.: 9 XI 1935;

SS-HSchaf.:II 1933.

Stanowiska:
SS-und Polizeiführer "Warschau": 25 IX 1943 - 1 II 1944.
SS-und Polizeiführer "Mogilew": 20.
IV 1943 - 20 IX 1943.
Representative of Stabshauptamt RKFDV on Stab HSSPF "Rußland-Mitte: (30 I 1942)
[staż w sztabie HSSPF "Rußland-Mitte" (SS-OGruf. von dem Bach): I 1942 - IV 1943.
Offiziersanwärter [kadet] w/rank - Oberjäger in 6.Gebirgs-Division: 10 III 1940 - 11 XI 1940 (służba na froncie: Vosges, France: 19.-23 VI 1940)
Gaugeschäftsführer - Gau Kärnten: 1940 - 1941.
Beauftragter des Reichwsverteidigungskommissar, Wehrkreis XVIII: 22 IX 1939
Poseł do Reichstagu: IV 1938 - 1 II 1944.
Stellvertreter Gauleiter, Kärnten: III 1938 - XI 1941.
Gauleiter von Kärnten (Carinthia): 20 II 1938 - III 1938.
Stab SS-Abschnitt XXX (Kassel): III 1938 - VI 1943.
d-ca/Führer 90.SS-Standarte "Kärnten" (HQ: Klagenfurt): 1 VII 1935 - 16 III 1938.
Stellvertreter Gauleiter, Kärnten: 1934.

Przed 1939:

służba w austro-węgierskiej Marynarce Wojennej jako Maschinenjunge, 1918-1919;

słuchacz szkoły mechanicznej w Budapeszcie

w latach 1920 - 1928 pobyt w Czechosłowacji
Odznaczenia:
1939 EK I

1939 EK II

KVK I ohne Schw. 

KVK II

Ostmedaille

Medaille zur Erinnerung an den 13. März 1938

Goldenes Parteiabzeichen

Dienstauszeichnung der NSDAP in Bronze

SS-Dienstauszeichnungen

Ehrendegen des RFSS
Totenkopfring der SS

Uwaga:
W październiku 1944 "SS-Standarte 90" z Klagenfurt, po śmierci swego dawnego d-cy, otrzymał tytuł honorowy "Franz Kutschera".

Zdjęcia konspiracyjne wykonane z ukrycia - górne: przemarsz przez pl. Piłsudskiego. 4 II 1944 pustymi ulicami Warszawy przeciągnął ponury kondukt... Na ten czas Niemcy nakazali tysiącom warszawiaków opuścić swoje mieszkania i klucze pozostawić u gospodarzy domów. Wzdłuż całej trasy ustawiono szpalery SS i policji. Przykryta czarną flagą z runami SS, trumna przejechała przez wymarłe miasto na Dworzec Główny, skąd odwieziono ją do Berlina.

Następca Kutschery, SS-Oberführer Herbert Böttcher, nie chciał w ten sposób wracać do domu. Wkrótce represje wobec Polaków zostały nieco złagodzone. Niemcy zastanawiali się nad nową "Polenpolitik".

powrót