Specjalna operacja bojowa Rodewald

Następnym celem ataku "Pegaza" był komendant Schutzpolizei (policji ochronnej) Oberstleutnant Wilhelm Rodewald. Według rozpoznania "Rayskiego"

"Siłą uderzeniową komendanta policji ochronnej był pułk policyjny, później zwany SS Polizei-Regiment 22, złożony z 2-4 batalionów. Zwykle jeden z tych batalionów, alarmowy, używany był do łapanek, większych obław i egzekucji. Drugi był rezerwowym, trzeci stacjonował poza Warszawą na terenie dystryktu". 

"Rayski" ustalił również trasę jaką pokonuje Rodewald w drodze z domu do swego biura, trasa biegła ulicami: Chocimska 2/4 - Willowa - Puławska - pl. Unii Lubelskiej - al. Szucha 23 gmach komendy Ordnungspolizei. Zauważono, że Rodewald zachowuje szczególną ostrożność, siedzi obok swego kierowcy z pistoletem maszynowym trzymanym na kolanach, często też zmienia trasę przejazdu. W połowie kwietnia 1944 "Rayski" przekazał wszystkie ustalenia dotyczące Rodewalda kpt. "Pługowi", który do wykonania akcji wyznaczył II pluton pchor. "Mirskiego"

"Mirski" - Jerzy Zapadko

d-ca akcji

"Mirski" postanowił kierować akcją osobiście ustalając skład i uzbrojenie grupy następująco:

"Mirski" - dowódca, II wykonawca, MP.40, Vis, granat,

"Kopeć" - I wykonawca, STEN, Colt 11,43 mm, granat,

"Bolec" - ubezpieczenie, STEN, Vis, 2 granaty,

"Garbaty" - ubezpieczenie, STEN, Vis, 2 granaty,

"Góral" - ubezpieczenie, STEN, Vis, 2 granaty,

"Pajączek" - ubezpieczenie, STEN, Vis, Parabellum,

"Kajtek" - kierowca Opel-Kapitan, zatrzymanie Rodewalda, Vis, Parabellum, 2 granaty,

"Otto" - kierowca Wanderer, Vis, Parabellum, 2 granaty,

"Bartek" - kierowca Mercedes, Vis, Parabellum, 2 granaty,

"Hanka" i "Maja" - łączniczki do identyfikacji i sygnalizacji,

"Scarlett" i "Kaja" - łączniczki zbierające broń i dokumenty.

26 IV 1944 o godzinie 8:45 zespół, za wyjątkiem "Otta" i "Bartka", zajął stanowiska. Po krótkiej konsternacji "Mirski" postanowił rozpocząć akcję mimo braku samochodu "Otta" - o braku drugiego wozu dowiedział się dopiero po akcji. W planie akcji przyjęto schemat wypróbowany w zamachu na Kutscherę. Najważniejsze zadanie, czyli zatrzymanie samochodu Rodewalda, podobnie jak w tamtej akcji, postanowiono wykonać samochodem blokującym przejazd.

Po sygnałach "Hanki" i "Mai", "Mirski" dał znak rozpoczęcia akcji. "Kajtek" wyjechał swoim wozem prawie na środek ul. Chocimskiej. Kierowca Rodewalda dał sygnał ostrzegawczy, ale "Kajtek" nadal blokował przejazd. W tym momencie zespół atakujący otworzył ogień. "Mirskiemu" zaciął się MP.40, samochód ostrzeliwali "Bolec" i "Kopeć". Niemiecki kierowca zwiększył szybkość i minął ich stanowiska. "Mirski" wyjął Visa i biegnąc strzelał do odjeżdżającego samochodu. W tym momencie "Kajtek" doprowadził do lekkiego zderzenia z wozem Rodewalda ostatecznie go blokując. Z wozu wyskoczył ranny kierowca - Oberwachtmeister. Usiłował wbiec do bramy nr 29, lecz dostał postrzał w plecy od "Mirskiego". Do unieruchomionego samochodu dobiegł "Kopeć" - tak zapisze to po latach:

"Podbiegam do wozu od strony prawych przednich drzwiczek, otwieram je szybko, puszczam pistolet maszynowy i wyrywam zza paska colta. Szyby w przedniej części wozu są stłuczone. Gresser usiłuje użyć małego pistoletu maszynowego [?], który trzyma na kolanach. Kieruje lufę najpierw w lewą stronę, a gdy ja nadbiegam z prawej, odwraca ją w moim kierunku. Jednak sprawność ruchów ma ograniczoną, bo na siedzeniu przy kierowcy jest ciasno. Strzelam do niego pierwszy, jego oczy na chwilę spotykają się z moimi. Po pierwszych dwóch strzałach przypuszczalnie ma już dosyć - dla pewności oddaję jednak jeszcze dwa strzały. Huk rewolweru [prawdopodobnie chodzi nie o rewolwer lecz o pistolet Colt 45 - M1911A1] jest donośny, a ręka podskakuje mi po każdym strzale, jak bym trzymał w niej małą armatkę.

Stoję przy otwartych drzwiach samochodu, które w pewnej chwili powoli zamykają się. Wkładam rewolwer za pasek i machinalnie prawą ręką odpycham drzwi od siebie, nie patrząc na nie, a wzrokiem staram się ogarnąć sytuację w samochodzie. W pewnym momencie kaleczę dłoń o rozbite kawałki szyb w drzwiczkach, lecz w ferworze walki nie czuję bólu. Szukam dokumentów Gressera w kieszeniach jego munduru. Na ulicy słychać pojedyncze, a następnie seryjne strzały z broni maszynowej. Zabieram Gresserowi pistolet maszynowy, zostawiając ciało gestapowca pochylone w kierunku miejsca kierowcy."

Opel-Kapitan 1939

Widząc to "Mirski" dał sygnał do odwrotu. Zajął miejsce w Oplu obok "Kajtka", z tyłu siedli "Bolec" i "Kopeć", a po przejechaniu kilkudziesięciu metrów dosiedli się "Góral" i "Garbaty". Ostrzeliwany wóz, mimo przeciążenia i przestrzelonej opony odjechał ul. Chocimską do Belwederskiej i dalej ulicami Podchorążych, Chełmską do Czerniakowskiej, przy której z przestrzelonego koła spadła opona. Na samej feldze "Kajtek" doprowadził jednak wóz do zbiegu Solca z Mączną, lecz tu okazało się, że nie ma również trzeciego wozu. Żołnierze zdali broń łączniczkom, po czym piechotą udali się na Wilanowską 16, do mieszkania "Grafa". Na ul. Mącznej ewentualnych rannych oczekiwał "Dr Maks". W pobliskiej bramie opatrzył skaleczenie "Kopcia", po czym przeszli na Wilanowską. Tam nastąpiło rozwiązanie akcji i pierwsza odprawa z udziałem kpt. "Pługa". Po ogólnym raporcie "Mirskiego", każdy z uczestników zdawał relację o swoim działaniu.

Tak zapamiętał to "Kopeć":

"Duma rozsadzała mi piersi, gdyż byłem przekonany, że miałem w tej akcji najwięcej do powiedzenia, że na mnie spoczywało najważniejsze zadanie i że zadanie to wykonałem bardzo dobrze. Jak się spodziewałem, "Dyrektor" [inny ps. "Pługa"] pochwalił mnie i bardzo serdecznie pogratulował mi sukcesu. Myślałem, że wszystko wykonałem bezbłędnie i zgodnie z planem, a tymczasem na końcu usłyszałem: "Panie Kopeć, cztery strzały z takiego colta w głowę, to za dużo co najmniej o dwa".

Przełknąłem tę uwagę w milczeniu, ale pomyślałem sobie, że w takiej sytuacji dwa strzały więcej, to chyba nie nadmierna rozrzutność [...]".

Dopiero po dwóch dniach, na kolejnej odprawie u kpt. "Pługa", pchor. "Mirski" dowiedział się, że zastrzelonym Niemcem nie był Rodewald lecz Oberstleutnant policji Erwin Gresser - dowódca 17. pułku policji.

Z Rodewaldem żołnierze "Parasola" mieli do czynienia pięć miesięcy później - w czasie Powstania Warszawskiego. 16 VIII 1944, po przejściu SS-Brigadeführera Geibla do sztabu von dem Bacha, płk. Rodewald mianowany został komendantem sektora obronnego "D" [dzielnica policyjna]. Jego pułk policji w ramach grupy bojowej "Rohr" atakował Górny Czerniaków, z kierunku dzielnicy policyjnej i kompleksów Sejmu. Po upadku Czerniakowa jednostki Rodewalda brały czynny udział w szturmie na Mokotów [24-27 IX]. Gdy powstańcze walki w Warszawie wygasły, Hitler wydał rozkaz całkowitego zburzenia stolicy. Wykonanie tego zadania powierzono SS-Brigadeführerowi Geiblowi, a koordynatorem miał być właśnie płk. Rodewald jako szef "Räumungs-stab". 

Dalsze losy Rodewalda są nieznane.

powrót