Sprawa zdrady "Hela":

- wielka wsypa w kościele św. Aleksandra

- aresztowanie szefa sztabu "Kosy  30"

- ucieczka z KL Auschwitz

Stanisław Jaster "Hel". Uczestnik kampanii wrześniowej 1939, następnie więzień KL Auschwitz, z którego zbiegł, później żołnierz oddziału "OSA" i "Kosa 30". Był 23-letnim mężczyzną ogromnego wzrostu, o niezwykłej sile fizycznej. Wśród uczestników akcji "Celestynów" znalazł się "nielegalnie". Jako znajomy "Katody" ubłagał go, by ten pozwolił mu jechać na akcję. Dołączył do uczestników w ostatniej chwili - gdy ci wsiadali już do ciężarówki na pl. Starynkiewicza. Co do osoby "Hela" w historiografii panuje krańcowe zróżnicowanie zdań. Według "Rayskiego" [Aleksandra Kunickiego] - byłego szefa wywiadu "Osy-Kosy" i "Parasola", był to zdrajca, który przyczynił się do wielkiej wsypy w "Kosie". Chodzi o głośne aresztowanie 5 VI 1943 większości żołnierzy oddziału w czasie ślubu Teofili Suchankówny i "Matrosa" - "Marynarza" [por. mar. Mieczysława Uniejewskiego], który odbywał się w kościele św. Aleksandra przy pl. Trzech Krzyży. Gestapo aresztowało wówczas ponad 90 osób.

Kościół św. Aleksandra na pl. Trzech Krzyży

- widok od strony Instytutu Głuchoniemych,

zdjęcie sprzed 1939 roku.

Ciężarówkami i samochodami osobowymi przewieziono wszystkich zatrzymanych na Pawiak. Tam, ukryty za firanką zdrajca, wskazywał gestapowcom członków oddziału, gdy ci przechodzili przez dziedziniec więzienny. Osoby zatrzymane przypadkowo wkrótce zwolniono do domów. Na Pawiaku zatrzymano 56 osób. Tylko kilku ludziom z "Kosy" udało się wówczas uniknąć aresztowania. W tej grupce był "Rayski", dla którego udział całego oddziału w ślubie kolegi, był niedopuszczalnym złamaniem żelaznych zasad konspiracji. Wszystkich zatrzymanych żołnierzy "Kosy", po okrutnym śledztwie, zamordowano na Pawiaku i w pobliskich ruinach getta.

W następnym okresie "Hel" naciskał na "Bognę" [Irenę Klimeszową], łączniczkę por. "Wiktora" [Mieczysława Kudelskiego], szefa sztabu "Kosy", aby ta umówiła ich spotkanie gdzieś na mieście. Do spotkania "Hela" z "Wiktorem" doszło 12.VII.1943 na rogu Nowogrodzkiej i Kruczej. Gdy tylko się przywitali, wokół zaroiło się od tajniaków, którzy ich błyskawicznie otoczyli, aresztowali i załadowali do osobowego Mercedesa. Świadkiem tego zajścia był kpt. "Szymon" [inż. Ryszard Krzywicki, adiutant Dowódcy AK gen. "Bora"]. "Szymon" dosłownie przed chwilą odbył spotkanie z "Wiktorem" w kawiarni "Aperitif", mieszczącej się na Nowogrodzkiej między Bracką a Kruczą. Gdy wyszedł po papierosy zobaczył aresztowanie obu konspiratorów.

Lecz już wkrótce "Hel" pojawił się na wolności - z lekką raną postrzałową nogi.

Twierdził, że uciekł z samochodu policyjnego zanim ten dojechał w al. Szucha... Postrzelono go w czasie ucieczki. Jednak lekarz, który go opatrywał, stwierdził ranę powstałą na skutek strzału z najbliższej odległości, oddanego z broni kal. 7 mm [gestapowcy w czasie aresztowania mieli pistolety i pistolety maszynowe kal. 9 mm]. Wtedy "Helem" poważnie zainteresował się kontrwywiad KG AK.

Po ujawnieniu wszystkich nieścisłości w jego zeznaniach, "Hel" załamał się. Wyznał, że jest agentem Gestapo. Przyznał się też do sfingowanej przez Politische Abteilung ucieczki z KL Auschwitz. Prawdopodobnie właśnie tam, w obozie,  został zwerbowany. Był więźniem nr 6438.

20 VI 1942 uciekł razem z trzema innymi więźniami, którzy nie wiedzieli, że całość przygotowało oświęcimskie Gestapo. Niemcy pragnęli umieścić "Hela" w organizacji podziemnej, którą miał rozbić od środka. Jego udział w akcji pod Celestynowem mógł być właśnie próbą przeniknięcia do kolejnego oddziału - w tym czasie "Kosa 30" była już przez niego praktycznie rozpracowana.

W rezultacie WSS [Wojskowy Sąd Specjalny] skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano.

Jednak według innych źródeł była to tragiczna pomyłka. Nie żyje już nikt z bezpośrednich uczestników tych wydarzeń i sprawa "Hela" prawdopodobnie nigdy nie zostanie wyjaśniona...