Zygmunt Kaczyński "Wesoły"

Wspomnienia...

Do Gestapo chodziłem przez pięć lat. Czasami codziennie, a nawet po dwa razy w ciągu dnia. Myślę, że w sumie byłem tam z tysiąc razy.

Aleja Szucha była miejscem, którego ludzie bali się najbardziej ze wszystkiego, ale ja bałem się nieco mniej. W odróżnieniu od wszystkich innych ludzi wiedziałem, że oni też się boją. Byłem przy tym, jak dowiedzieli się o śmierci Schultza i Langa, zastrzelonych z naszego wyroku. Zobaczyłem ich przerażenie. Kiedy widzi się strach innego człowieka, o wiele łatwiej jest opanować swój własny. Chodziłem tam z cukierkami i czekoladą "Wedla". Czekolady nie miał wtedy nikt, nawet Niemcy, wszystko szło dla frontu i kiedy jakiś nowy gestapowiec przyjeżdżał z Niemiec do nas i dowiadywał się, że do gmachu przychodzi facet ze słodyczami, które można wysłać rodzinie do Berlina, natychmiast pragnął je zdobyć. Gestapowcy wiedzieli przy tym, że zdobędą tę moją czekoladę tylko prośbą. Nie mogli mi wydać rozkazu w tej sprawie, nie mogli grozić. Dlatego nie tylko tolerowali mnie, ale byli dla mnie tolerancyjni, ba, wręcz starali się zaskarbić sobie moje względy. Ja, oczywiście, bardzo te swoje względy różnicowałem. Czekoladę twardą dawałem tylko komisarzom.

Aleja Szucha 25

siedziba Sipo

Cukierki polewane czekoladą - zastępcom komisarzy. Oficerom - toffi. Szeregowcom - landrynki i owoce miękkie.

Oczywiście podział ten nie dotyczył kartoteki [Wydział IV C] i wydziału czwartego [Gestapo], tych którzy wiedzieli najwięcej i byli mi najbardziej potrzebni. Dla nich miałem zawsze wyroby ekstra. Najważniejszym wydziałem dla mnie był czwarty, polityczny, przeznaczony do walki z Podziemiem. Szefem jego był Stamm. Oświęcim, Pawiak, przesłuchanie - wszystko zależało od czwartego wydziału, a ten Stamm to był prawnik z zawodu, sędzia. Wydział dzielił się z kolei na oddziały z komisarzem na czele. Każdy z nich był również sędzią i każdy miał prawo podpisywać wyroki śmierci. Dla szeregowego Niemca na Szucha, dla referenta, który wchodził z teczką do podpisu, wszystko było więc legalne i praworządne: po prostu wnosił akta do sędziego, który miał prawo podpisywać wyroki. Jednego skazywał na śmierć, drugiego na Oświęcim i referent wracał do swojego pokoju z decyzją szefa, normalnie, jak w każdym biurze. Znałem osobiście ich wszystkich. Wiedziałem, kto siedzi w którym pokoju i czym się zajmuje - było to zresztą jedno z pierwszych zadań jakie otrzymałem: przedstawić dokładny plan gmachu, strukturę wydziałów, numery pokoi i adresy prywatne gestapowców.

Dziedziniec al. Szucha 25