Produkcja konspiracyjna ZWZ - AK

Armia Krajowa, [wcześniej ZWZ] pragnąc zmniejszyć poważne braki w uzbrojeniu oddziałów bojowych, już w 1940 przystąpiła do konspiracyjnej produkcji. Środki walki pozostałe po działaniach wojennych 1939, zdobyte na wrogu, a także pochodzące ze zrzutów - nie pokrywały rosnącego zapotrzebowania oddziałów ZWZ-AK.

ppłk Jan Szypowski "Leśnik"

Zarówno do walki bieżącej jak i planowanego zrywu powstańczego niezbędna była broń i amunicja w ilościach, które wyżej wspomniane źródła nie były w stanie pokryć.

Podjęte przez Związek Odwetu zadania dywersyjno-sabotażowe zainicjowały produkcję uzbrojenia i środków dywersyjnych. Po utworzeniu w listopadzie 1942 Kierownictwa Dywersji produkcję tę przejął Kedyw K-dy Gł. AK i jego ogniwa terenowe. Część produkcji podlegała Wydziałowi Uzbrojenia zorganizowanemu pod kryptonimem "Leśnictwo" w IV Oddz. K-dy Gł. AK. Szefem tego Wydziału był ppłk. Jan Szypowski "Leśnik". Część zakładów produkcyjnych związana była z Wydziałem Saperów w III Oddz. K-dy Gł. AK, na czele którego stał ppłk Franciszek Niepokólczycki "Teodor".

ppłk  Franciszek Niepokólczycki "Teodor"

 

W tym Wydziale umiejscowione było Biuro Badań Technicznych [BBT]. Zasadniczym zadaniem BBT było planowanie, organizowanie i prowadzenie kontroli technicznej produkowanych w konspiracji środków walki sabotażowo-dywersyjnej oraz szkolenie instruktorów i opracowywanie odpowiednich instrukcji. BBT ściśle współpracowało z Biurem Studiów, komórką o charakterze naukowo-doradczym, istniejącą przy Referacie ZO Komendy Głównej ZWZ. W BBT opracowano m.in. 12 typów zapalników saperskich, 2 typy granatów przeciwpancernych, 2 typy min szturmowych, 4 typy bomb termitowych, kilka typów min-pułapek, granaty ręczne, 2 typy butelek zapalających, 2 modele zapalarek elektrycznych, 2 modele galwanoskopu saperskiego.

Z BBT współpracowały konspiracyjne wytwórnie materiałów wybuchowych mieszczące się w Warszawie ["Farbiarnia" przy ul. Krochmalnej, "Kinga" przy ul. Solec, "Asfaltowa" przy ul. Asfaltowej].

DUG-41 - czyli "Filipinka"

W 1942 na szczeblu K-dy Gł. AK utworzono Szefostwo Produkcji Konspiracyjnej "Cieśla", na czele którego stanął inż. Witold Gokieli "Ryszard". Podlegały mu te konspiracyjne wytwórnie, których produkcja związana była z planowanym powstaniem powszechnym.

 

Stanisław Kopf: "Filipinki" z Królewskiej 16


Kiedy nazajutrz po kapitulacji Warszawy we wrześniu 1939 roku powstało polskie podziemie, mające walczyć z okupantem, zaistniał problem uzbrojenia. Polska broń dostała się w ręce Niemców. To, co ukryto lub zakopano, nie wystarczało na wyposażenie oddziałów dywersji i ochotników do tworzącej się partyzantki. Aby zdobyć broń na wrogu, trzeba było z czymś zacząć. Brakowało zwłaszcza granatów...
Przed wojną mieliśmy w kraju liczny zastęp ludzi znających się na produkcji materiałów wybuchowych. Wykształciły ich wydziały chemiczne politechnik i wojskowe szkoły specjalne. Jednym z nich był Edward Tymoszak (1), zawodowy wojskowy pirotechnik, któremu Ministerstwo Spraw Wojskowych powierzyło opracowanie konstrukcji granatu ręcznego, przeznaczonego do zwalczania czołgów i samochodów pancernych. Wybuch wojny uniemożliwił produkcję.

Po lewej wysoki budynek kamienicy Granzowa - ul. Królewska 16, po prawej fragment budynku Giełdy - ul. Królewska 14.

Tymoszak, po ucieczce z niewoli niemieckiej odnalazł ukryte przez siebie plany; nawiązał kontakt z przyjaciółmi, którzy działali już w konspiracji, i wkrótce sam stał się żołnierzem Armii Krajowej jako "Chmielnicki". Natychmiast przystąpiono do realizacji przedwojennego projektu, przystosowując wersję granatu do walk ulicznych.
Trudno wyliczyć wszystkich, często bezimiennych ludzi, którzy przyczynili się do realizacji projektu "Chmielnickiego". Zapalniki i spłonki wyrabiał sam konstruktor z żoną "Mewą". Puszki z blachy tłoczono w różnych, prywatnych warsztatach, często pod szyldem niemieckim. Materiały wybuchowe produkowano sposobem domowym lub wykradano z magazynów kopalnianych do czasu, aż pojawiły się trotyl i plastik, zrzucane z samolotów alianckich.
Wreszcie nadszedł dzień, kiedy przedstawiono pierwszą serię granatów podpułkownikowi Janowi Szypowskiemu ps. "Leśnik", szefowi uzbrojenia Komendy Głównej Armii Krajowej. Było to wiosną 1941 roku w Lasach Kabackich pod Warszawą. Próba wypadła znakomicie. Wszystkie granaty wybuchały z potężną siłą. Komisja zatwierdziła model granatu do masowej produkcji. Fakt ten uznano za narodziny "Filipinki".

Powstanie Warszawskie - zbrojownia: inż. Stefan Dutkiewicz "Pilert" i Józef Gorzkowski "Szczepcio".


Do dziś nieznane są okoliczności powstania nazwy granatu. Niektórzy twierdzą, że wywodzi się ona z pseudonimu inżyniera "Filipa", jednego z współtwórców; choć oficjalnie granat posiadał inicjały głównego konstruktora - ET. W tych czasach chłopcy często nadawali swym karabinom czy pistoletom imiona dziewczęce. Były więc "Jagódki" - mauzery; "Kasie" - erkaemy czy "Ewki" - pistolety. Może właśnie w ten sposób powstała "Filipinka".
Aby uruchomić seryjną produkcję granatów należało znaleźć odpowiednie miejsce na montowanie poszczególnych części, wybrać zaufanych i odważnych ludzi, zapewnić transport gotowych granatów. Wybór padł na lokal przy ulicy Królewskiej 16 (2).
W budynku przy ulicy Królewskiej mieściła się w latach międzywojennych znana w Warszawie szkoła średnia Towarzystwa Krzewienia Wiedzy Handlowej. Potężne mury budynku przetrzymały wrześniowe oblężenie Warszawy. Tylko część oficyny oraz górne piętra uległy zniszczeniu. Jesienią 1940 roku budynek częściowo odrestaurowano i rozpoczęły się zajęcia szkolne. Była to szkoła, jakich wiele istniało wtedy w okupowanej Warszawie. Zwane oficjalnie zawodowymi I i II stopnia, potajemnie kształciły młodzież według normalnego programu szkół średnich.
Byłem jednym z uczniów tej szkoły. Zanim zostałem żołnierzem batalionu "Unia", poznawałem swoich nowych wykładowców. Większość z nich działała już od dawna w podziemiu. Matematyki uczył sam dyrektor szkoły, profesor Marian Mokrzycki (3), doskonały pedagog, porucznik rezerwy, współorganizator podziemnej podchorążówki, humanista z przekonań.
Po złożeniu uroczystej przysięgi rozpoczęły się wykłady o regulaminie służby wewnętrznej, taktyce walk w mieście, broni niemieckiej i ... granatach. Wtedy pokazano nam po raz pierwszy "Filipinkę". Instrukcji udzielał sam dyrektor. Nikt z nas wówczas nie przypuszczał, że na czwartym piętrze szkoły, za pozornie zamurowaną ścianą są jeszcze dwa pomieszczenia, w których dzień i noc trwa produkcja granatów. Ta konspiracja w konspiracji pozwoliła przetrwać podziemnej wytwórni i ludziom związanym z produkcją aż do wybuchu Powstania.
Było ich czworo, specjalnie zaprzysiężonych żołnierzy batalionu "Unia". Dwóch braci dyrektora szkoły - Ludwik Mokrzycki "Sęp", Henryk Mokrzycki "Ciaudis" i jego żona Jadwiga "Venturska" oraz Jan Majerowski "Wąsowicz". Poza tym ostatnim, wszyscy mieszkali w domu na Królewskiej. Oprócz materiałów wybuchowych, spłonek i różnych części granatów, w lokalu zgromadzono duże ilości żywności i papierosów. Przyjęto bowiem zasadę, że w trakcie produkcji żaden z pracowników nie powinien wychodzić z budynku. Załoga została uzbrojona w broń maszynową i granaty, które były zawsze pod ręką. Dzienna wydajność wytwórni rosła w miarę, jak zespół nabierał wprawy w czynnościach montażowych. Wkrótce wynosiła około 300 granatów.
Co pewien czas odbywały się transporty "Filipinek" do różnych miejsc magazynowania. Część trafiała do oddziałów partyzanckich na terenie całego kraju. Inne szły bezpośrednio do akcji w Warszawie. To "Filipinka" Alka Dawidowskiego uratowała na ulicy Długiej odwrót oddziału harcerskiego spod Arsenału. Eugeniusz Schielberg "Dietrich" cisnął ją w niemiecki tramwaj na rogu Litewskiej i Marszałkowskiej w czasie zamachu na kata Pawiaka Franza Bürkla. "Filipinki" osłaniały żołnierzy "Parasola" w akcji na Kutscherę. [trudno zgodzić się z Autorem odnośnie użycia "Filipinek" w tej ostatniej akcji: "Alemu" nie udało się otworzyć teczki z granatami; przyp. - Whatfor]. Granaty te przesyłano także za mury getta.
Nikt z żołnierzy podziemia nie znał wtedy historii narodzin granatu zwanego "Filipinką", a dla zmylenia okupanta oznaczonego symbolem DUG-41 (Desantnyj udarnyj granat). Według danych Szefostwa Uzbrojenia KG AK, do oddziałów podziemia trafiło ponad pół miliona tego typu granatów.
1 sierpnia 1944 roku eksplozje "Filipinek" obwieściły Warszawie wybuch Powstania. Ze wszystkich produkowanych w sierpniu i we wrześniu "sidolek", "szmaciaków" a nawet tzw. "tłuczków niemieckich" - "Filipinki" miały najlepszą opinię. Działały niezawodnie. Po kapitulacji Powstania nie znam przypadku oddania Niemcom choćby jednego egzemplarza. Jeśli gdzieś ocalała "Filipinka", zakopywano ją pośród mogił powstańczych.


PS. W maju tego roku (jeszcze data nie ustalona) odbędzie się uroczyste odsłonięcie pamiątkowej tablicy na ścianie Banku Rozwoju Eksportu - w miejscu, gdzie był budynek szkoły przy ulicy Królewskiej 16.

 


(1) por. Edward Tymoszak "Chmielnicki" - kawaler Orderu Virtuti Militari, zmarł w 1979 r. [powrót]


(2) W dniach Powstania Warszawskiego budynek szkoły stał się jedyną polską redutą po stronie Ogrodu Saskiego. W jego ruinach polska placówka utrzymała się aż do kapitulacji. Resztki murów rozebrano dopiero w latach sześćdziesiątych. [powrót]


(3) por. Marian Mokrzycki "Bicz" - dowódca 2. kompanii VIII Zgrupowania na Powiślu. Poległ we wrześniu 1944 r. na przyczółku czerniakowskim. [powrót]

Ocenia się, że w wytwórniach Armii Krajowej wyprodukowano łącznie ponad 350.000 granatów ręcznych. Produkcję prowadzono w Okręgach Warszawskim [115.000], Krakowskim, Wileńskim, Lubelskim i Śląskim. Przyjmuje się, że warsztaty AK wyprodukowały około 70 ton materiałów wybuchowych.

Poza granatami i materiałami wybuchowymi AK podjęła konspiracyjną produkcję pistoletów maszynowych.

W 1943 w Warszawie przy pl. Grzybowskim uruchomiono produkcję pistoletu maszynowego "Błyskawica" stanowiącego oryginalne rozwiązanie konstrukcyjne opracowane przez inż. Seweryna Wielaniera i inż. Wacława Zawrotnego.

Składano też wykradzione Niemcom pistolety Vis. Po przejęciu w 1939 radomskiej Fabryki Broni Niemcy nadal produkowali tam Visy pod nazwą 9 mm Pistole 35 [p], jednak w obawie przed wykradaniem gotowych pistoletów, produkcję luf przenieśli do austriackich zakładów Steyer.

W tej sytuacji produkcję luf do Visów podjęto w konspiracyjnej wytwórni STEN'ów inż. Czajkowskiego w Warszawie przy ul. Leszno 18.

W Suchedniowie i inicjatywy inż. Kazimierza Czerniewskiego ["Korebko"], w tym samym 1943 roku, przystąpiono do produkcji polskiego STEN'a według adaptacji inż. "Korebki".

Również w 1943 w rejonie Gór Świętokrzyskich podjęto produkcję innego pistoletu maszynowego: "KIS", wykonując części w fabryce w Starachowicach, a montując w polowym warsztacie przy oddziale partyzanckim AK por. Eugeniusza Kaszyńskiego [cc "Nurt"].

STEN'y produkowano także w Krakowie przy ul. Mogilskiej. Nie udało się dokładnie ustalić liczby wykonanych konspiracyjnie pistoletów maszynowych. Szacuje się, że jest to liczba nie mniejsza niż 3000 sztuk. Było to zjawisko niespotykane w całej okupowanej Europie - podjęcie produkcji peemów własnej konstrukcji, stawia Polaków na zaszczytnym I miejscu w tej dziedzinie.

Innym walczącym nacjom nie przychodziło to do głowy - z bardzo prostego powodu: wszystko dostawali od aliantów.

W czasie Powstania Warszawskiego w małych warsztatach podjęto produkcję granatników dla potrzeb walczących oddziałów. Wykonano także kilkaset miotaczy ognia - w większości konstrukcyjnie opartych na... spryskiwaczach ogrodowych!

Zaradność i pomysłowość polska w czasie walk powstańczych błysnęła kilkoma ciekawymi rozwiązaniami. Np. ze starych resorów samochodowych i kilku desek wykonano wyrzutnik do butelek zapalających, pozwalający znacznie zwiększyć zasięg tej "epokowej broni".

Butelki zapalające

Kolejnym elementem uzbrojenia, nierozłącznie kojarzonym z Powstaniem Warszawskim były butelki zapalające. Ich produkcję poszczególne oddziały podjęły jeszcze w latach okupacji. Warszawskie Grupy Szturmowe Szarych Szeregów używały ich z powodzeniem m.in. w czasie akcji pod Arsenałem, w Sieczychach i w Wilanowie.

Jest to rodzaj prymitywnego granatu zapalającego. Broń tania i bardzo efektywna w walkach ulicznych przeciw oddziałom piechoty, bronionym obiektom i pojazdom pancernym. Składa się ze szklanej butelki napełnionej w 2/3 łatwopalną cieczą [najczęściej benzyną], zaczopowanej zwitkiem tkaniny stanowiącym lont. W prostej wersji przed rzutem lont należy podpalić, w wersji drugiej eksplozja następuje w wyniku połączenia rozlanej benzyny ze specjalnym proszkiem inicjującym, przyklejonym do butelki.
Znacznie lepsze efekty daje mieszanina benzyny z olejem w stosunku ok. 2:3. Benzyna łatwo się zapala, a olej przedłuża palenie i ogranicza spływanie cieczy z przedmiotów powodując większe zniszczenia. Można także butelki napełniać denaturatem lub naftą, a do benzyny dodawać oleje jadalne lub smołę. Butelka prawie zawsze jest miotana ręcznie.

Do miotania butelek zapalających w czasie Powstania Warszawskiego konstruowano [np. wykorzystując resory samochodowe] specjalne wyrzutnie. Zwiększało to znacznie zasięg lotu butelek [nawet do 50-60 m], jednak kosztem celności.
Nazwa "koktajl Mołotowa" została wymyślona przez żołnierzy fińskich, którzy używali tej broni przeciw wojskom sowieckim w czasie wojny zimowej 1939/40.

fińskie butelki z "wojny zimowej" 1939-40

Od pseudonimu dowódcy Powstania Warszawskiego, Niemcy nazywali tą broń "Monter-koktail". Z relacji i raportów Ericha von dem Bacha wiemy, że butelki zapalające były prawdziwą zmorą atakujących Niemców.

4.VIII.1944 w "Biuletynie Informacyjnym" nr 40 ukazała się instrukcja: "Jak przygotować butelki samozapalające" [pisownia zachowana zgodnie z oryginalną]:

W braku amunicji przeciwczołgowej ludność cywilna powinna przygotować sobie do walki z czołgami niezawodne butelki samozapalające, któremi łatwo i bezpiecznie można unieruchomić czołg nieprzyjacielski.

Najlepiej do tego celu wziąć półlitrową butelkę cienkościenną - od wódki lub octu - i napełnić do 2/3 dowolną mieszaniną łatwozapalną (benzyna, nafta, ropa, denaturat, benzol, aceton w dowolnym stosunku). Do butelki trzeba ostrożnie dolać potrochu ⅛ kwasu siarczanego. Tak napełnioną butelkę szczelnie zakorkować i zabezpieczyć lakiem, pakiem, świecą od przenikania.

Następnie sporządzić należy mieszaninę kalichloricum (wziąć z apteki, składu aptecznego, mydlarni) z pudrem cukru mniej więcej dwie trzecie na jedną trzecią. Czubatą łyżkę tego proszku rozsypać na mocnym, niemoknącym papierze (natron, pergamin) wielkości 40 na 40 cm. Jeżeli takiego proszku nie można sporządzić, wystarczy użyć chloran. Zrobić z tego szczelnie zamkniętą torebkę i przykleić lub mocno przywiązać u samej szyjki butelki. Butelkę owinąć sznurkiem z pentlą, przyczem trzeba pamiętać, że pentla powiększa rzut o 10 mtr. kosztem celności. Butelki należy przechowywać o ile możności nie oddzielnie, lecz w skrzyniach najlepiej monopolowych po 25 sztuk, gdyż są bardzo czułe na wstrząsy. Przypadkowe rozlanie płynu na sam papier, a tymbardziej z proszkiem powoduje niezwłoczny wybuch.

Zwykłe rzucenie butelki na czołg lub bruk wśród maszerującej piechoty daje wynik podobny do granatu "Filipinka".

W książce "Na barykadach Warszawy" kpr. pchor. "Nałęcz" [Stanisław Komornicki] ze 104. kompanii Związku Syndykalistów Polskich zgrupowania AK "Róg" tak opisał przygotowanie butelki zapalającej:

Do cienkościennej półlitrowej butelki, najlepiej od wódki lub octu, wlać dowolną mieszankę zapalającą, np. benzynę, naftę, denaturat, benzol, aceton itp. Do tego dolać ostrożnie kwasu siarkowego. Butelkę szczelnie zakorkować i zalakować. Następnie na pasek papieru wysypać ostrożnie łyżkę stołową proszku detonującego. Zrobić z tego podłużną torebkę i przykleić ją do butelki. Butelkę rzucać samą lub uwiązaną na sznurku.

Przed godziną "W" w magazynach warszawskiej AK zgromadzono ok. 12.000 butelek zapalających. Już w czasie walk praktycznie przy wszystkich oddziałach uruchomiono wytwórnie tej niepozornej, choć bardzo groźnej broni, która pozwoliła powstańcom wyeliminować z pola walki kilkadziesiąt pojazdów pancernych wroga.

Wydarzeniem bez precedensu było zbudowanie w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego własnego samochodu pancernego "Kubuś" - użytego bojowo w ataku na Uniwersytet Warszawski.

Własną produkcję konspiracyjną uruchomiło również Dowództwo Wojsk Łączności AK. W takim nasileniu było to również działanie nie mające odpowiednika w okupowanej Europie. Ogółem wyprodukowano około 1500 odbiorników i około 200 nadajników różnych typów i mocy. Nadajniki polskiej konstrukcji były trudniejsze do wykrycia przez niemieckie ekipy goniometryczne!

Fragment  "Mapy Warszawy i okolic" BOM.

Innym działaniem bez precedensu w podziemnej Europie było podjęcie przez Służbę Kartograficzną  KG AK "Schronisko" druku map dla potrzeb przyszłego wystąpienia zbrojnego. Ogółem wydano 174 arkusze map, w tym 117 arkuszy map taktycznych w podziałce 1:100.000, które przekazano do poszczególnych Okręgów AK objętych planem "Burza".

Celom przyszłej walki miała również służyć "Mapa Warszawy i okolic" w skali 1:25.000 wydana w 1943 przez "Schronisko". Za punkt wyjścia posłużyła mapa WIG z 1934 roku, sporządzona na podstawie rosyjskich zdjęć topograficznych z lat 1889 i 1890, sprawdzonych następnie w latach 1930-34. Mapa ta składała się z czterech arkuszy, które w nomenklaturze kartograficznej nosiły godła:

Pas 39 - Słup 32 - G. Warszawa-Żoliborz

Pas 39 - Słup 32 - H. Warszawa-Praga

Pas 40 - Słup 32 - A. Warszawa-Wola

Pas 40 - Słup 32 - B. Warszawa-Mokotów.

Tak jak większość map wydanych przez "Schronisko", była ona sygnowana w prawym dolnym rogu symbolem "BOM", utworzonym z inicjałów pseudonimów:

"B" - "Bury" ppłk Mieczysław Szumański - szef Służby Geograficznej KG AK,

"O" - "Ogończyk" por. inż. Stanisław Twardowski - szef zakładów reprodukcyjnych,

"M" - "Maks" Czesław Śmieciński - drukarz.

Wszystkie cztery arkusze wydrukowane zostały w kolorze zielonym [cała sytuacja: hydrografia, lasy, warstwice i obiekty terenowe] oraz czerwonym [obiekty wojskowe oraz instytucje niemieckie oznaczone literą N, naniesiono także budynki "dzielnicy żydowskiej" wyburzone po upadku powstania w getcie]. Łącznie w wyniku wywiadu terenowego przeprowadzonego przez oficerów "Schroniska", na cztery arkusze mapy naniesiono 179 obiektów zajętych przez wojsko, SS, policję, Luftwaffe oraz cywilne instytucje niemieckie.

W roku 1944 Referat Topograficzny "Schroniska" przystąpił do opracowania "Mapy sieci kanalizacyjnej Warszawy" w skali 1:25.000. Zakończenie prac nastąpić miało w lipcu 1944, jednak z powodu trudności w uzyskaniu potrzebnych danych terminu nie dotrzymano. Wybuch Powstania Warszawskiego przerwał prace.