Akcja "Bielany"

Akcją dywersyjno-bojową na bardzo dużą skalę była tzw. akcja "Bielany". Przeprowadził ją zespół z dyspozycyjnego oddziału Kedywu KG AK OS "Jana" ["Osjan"], dowodzony wówczas przez por. "Sawicza" (Juliana Barkasa) i stąd określany jako OS "Sawicz". Akcja polegała na spaleniu niemieckich samolotów wojskowych na lotnisku polowym położonym pomiędzy Bielanami a Wawrzyszewem. Bezpośrednim impulsem do wykonania akcji, od dawna już projektowanej, była wiadomość, że na lotnisku bielańskim znajdują się trzysilnikowe samoloty transportowe Junkers Ju-52, załadowane sprzętem wojskowym przeznaczonym na front wschodni.

Junkers Ju-52, popularna "Ciotka Ju"

Dowodzący "Osjanem"   kpt. "Jan" rozpoznanie terenu i opracowanie planu akcji zlecił dwom podchorążym z OS "Sawicz": sierż. pchor. "Spadowi" (Aleksandrowi Wąsowiczowi) oraz sierż. pchor. "Oliwie" (Jerzemu Zaufallowi), a ostateczny plan akcji był syntezą obu projektów. Dowodzenie całością akcji otrzymał jako zadanie na stopień oficerski pchor. "Spad", jego zastępcą został "Oliwa", a obserwatorem z ramienia Kedywu KG AK został kpt. "Jan".

Wykonawcy tuż przed akcją,

od lewej: "Oliwa", "Jodła" (Mieczysław Horoch) i "Fredro" (Zbigniew Horodyński)

W nocy 3/4 V 1944, 17 ludzi uzbrojonych w peemy, pistolety, granaty i materiał wybuchowy zebrało się w piwnicy nie wykończonego domu u zbiegu ul. Kasprowicza i al. Zjednoczenia. Ulicami Bielan ruszyli w kierunku leżącej na północ od wsi Wawrzyszew Stary szosy, od której miano zaatakować otoczone drutem lotnisko. Z tej bowiem strony nie było stałych posterunków ani koszar lotników niemieckich (stały one po drugiej stronie). Dywersantom zagrażały jedynie krążące w kilkunastominutowych odstępach patrole oraz wartownik w budce z telefonem. Po odczekaniu przejścia nadchodzącego zawsze z tej samej strony patrolu, oddział "Spada" podkradł się do drutów kolczastych i po ich przecięciu podzielił się na 2 ubezpieczenia i 5 dwuosobowych patroli, z których każdy podbiegł do przeznaczonego sobie samolotu.

W październiku 1957 w "Stolicy" ukazał się opis akcji, do którego dołączono mapkę wykonaną przez jednego z uczestników.

Teraz jeden z członków patrolu podsadzał drugiego, który wdrapywał się na lewe skrzydło maszyny i błyskawicznie umieszczał na nim, tuż przy kadłubie, ładunek plastyku wraz z lontem prochowym. Po wykonaniu tego zadania drugi członek patrolu biegł do stojącego pośrodku pchor. "Spada" i składał mu meldunek. Gdy od wszystkich dwójek przyszły meldunki o założeniu ładunków, "Spad" głośnym gwizdnięciem na palcach dał sygnał do ich odpalenia, po czym wszyscy wydostali się z terenu lotniska. W tej chwili z prawej strony rozległy się serie z peemu. To strzelał nadchodzący patrol niemiecki. Odpowiedziano mu kilkoma seriami, ale już w tym momencie wybuchać zaczęły pierwsze samoloty. Założone na skrzydłach ładunki rozrywały baki z benzyną i maszyny ogarniał pożar połączony z eksplozjami znajdującej się w nich amunicji. Na lotnisku wybuchła panika, w pobliskim AWF-ie zawyły syreny, wystrzelono rakiety sygnałowe, w mieście ogłoszono alarm lotniczy. Po zatrzymaniu nadchodzącego patrolu, oddział "rozpłynął się" w nocy. Polnymi ścieżkami, omijając większe miejscowości, wycofano się do Starych Babic, przemaszerowano wieś Latoszew i przeskoczono szosę Warszawa - Błonie, docierając do Gołąbek i Włoch. Stąd już można było powrócić do miasta.

Wzniecony na lotnisku pożar, pomimo akcji ratowniczej trwał kilka godzin. Oprócz pięciu zaatakowanych przez oddział maszyn, które zostały kompletnie zniszczone, spowodowane pożarem eksplozje zniszczyły jeszcze 3 samoloty. 

W odwet za akcję Niemcy spalili 4 domy w Wawrzyszewie i aresztowali wszystkich mieszkających tam mężczyzn, których jednak już 4 maja wieczorem zwolnili - z wyjątkiem 8 rolników zamordowanych w lesie koło Łomianek. Innych akcji represyjnych nie stwierdzono.

"Spad" za przeprowadzenie akcji mianowany został podporucznikiem, innych uczestników przedstawiono do odznaczenia Krzyżem Walecznych.

Pożar lotniska w Bielanach tuż po akcji.

Zdjęcie lotnicze lotniska w Bielanach z roku 1945.