Odbicie transportu więźniów 

na stacji w Celestynowie

18 maja 1943 kpt. "Mietek" od dowódcy Oddziału Dyspozycyjnego Kedywu KG AK "Motor 30" mjr. "Rudzkiego", otrzymał zadanie odbicia transportu więźniów politycznych, którzy mieli zostać przewiezieni koleją 19 maja z więzienia na Zamku w Lublinie poprzez Warszawę do Oświęcimia.

Już wcześniej wywiadowcy "Motoru" wysłani specjalnie do Lublina ustalili sposób organizowania  przez Niemców transportów. Na podstawie ich meldunków kpt. "Mietek" opracował plan odbicia i gdy z Lublina nadeszła wreszcie długo oczekiwana wiadomość o kolejnym transporcie, plan akcji był już w pełni gotowy. "Mietek", który rozkaz otrzymał o godz. 13:30, tego samego dnia na godz. 18:00 zarządził odprawę przedakcyjną z udziałem "Zośki" i "Maćka". Przekazał im wyniki rozpoznania oraz plan akcji. Polecił im następnego dnia osobiste rozpoznanie stacji Celestynów, na której zaplanował odbicie więźniów. 

kpt. "Mietek"

Mieczysław Kurkowski

Mała stacyjka, w odległym o około 40 km od Warszawy Celestynowie, zewsząd otoczona lasami, dawała duże możliwości łatwego przerzutu i ukrycia przed akcją wykonawców. Kolejną zaletą  był czas, w którym pociąg z Lublina zatrzymywał się na stacji: następowało to o godz. 22:35, tak więc wykonawcy mogli zaatakować i odskoczyć pod osłoną nocy. "Zośka" mianowany z-cą dowódcy akcji miał zorganizować zespół wykonawczy złożony z harcerzy hufców "Sad" [którym dowodził od śmierci "Grubego"] i "Centrum" [w tym czasie dowodził nim "Felek"]. Ponadto do grupy wykonawczej kpt. "Mietek" włączył żołnierzy z zespołu "Sęk".

19 V 1943, wczesnym rankiem "Zośka" i "Maciek" udali się samochodem Opel-Olimpia [zdobytym w akcji pod Arsenałem] do Celestynowa na rekonesans. Po ich powrocie do Warszawy u kpt. "Mietka" odbyła się odprawa z dowódcami grup i obserwatorem z ramienia d-cy "Motoru-30", którym został kpt. "Pług".

Kpt. "Mietek" podzielił zespół wykonawców na następujące grupy:

- grupa "więźniarka" - zadanie: likwidacja konwoju i uwolnienie więźniów

- grupa "pociąg": walka z Niemcami jadącymi w wagonach osobowych

- grupa "parowóz": sterroryzowanie obsługi parowozu i niemieckiego kierownika pociągu

- grupa "stacja": opanowanie budynków stacyjnych, zniszczenie telefonów

- grupa "zakręt": ubezpieczenie akcji na szosie do Kołbieli, zniszczenie linii telefonicznej.

Tego samego dnia, po południu grupy wyjechały trzema ciężarówkami i osobowym Oplem na miejsce akcji. Część ludzi miała dojechać do Otwocka pociągiem elektrycznym i dojść do Celestynowa pieszo.

O godz. 21:40 samochody dojechały na miejsce...

19 V 1943 o godz. 22:30 wszystkie grupy z miejsca koncentracji przeszły na wyznaczone planem stanowiska. Po chwili okazało się, że pociąg z Lublina przyjedzie z 3-godzinnym opóźnieniem [na trasie, którą jechał miała miejsce katastrofa kolejowa]. Dopiero o godz. 1:45 pociąg z Lublina wjechał na stację Celestynów. "Maciek" - dowódca grupy "więźniarka" - gdy jeszcze pociąg wolno wjeżdżał na stację, ruszył biegiem w kierunku ostatnich wagonów. Musiał ustalić czy więźniarka zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami znajduje się na końcu składu. Drzwi więźniarki były uchylone. Jeden z gestapowców bez butów i marynarki wysiadł właśnie. "Maciek" szybko biegnąc wpadł po ciemku na Niemca i domyślając się, że to jeden z konwojentów, zabił go jednym strzałem. 

Wspomina "Katoda":

»Po strzale "Maćka" wzdłuż całej linii pociągu rozpoczyna się gwałtowna strzelanina. Grupa "więźniarka" doskakuje do "Maćka". "Słoń" na rozkaz "Maćka" mierzy ze Stena w otwarte jeszcze drzwi więźniarki. Sten jednak zacina się, zaś konwój zatrzaskuje drzwi, strzelając z pistoletów maszynowych. Zgromadzeni pod więźniarką ludzie zaczynają ją ostrzeliwać. "Kołczan" i "Długi" z "gitarą" [rkm] zajmują wyznaczone stanowisko.«

Sytuacja stała się trudna. "Hel" odebrał "Katodzie" odbezpieczony już granat i podskoczywszy do okienka więźniarki naderwał siatkę zabezpieczającą i drugą ręką cisnął granat do wagonu. Eksplozja wewnątrz nie osłabiła jednak oporu konwojentów więźniarki. Dopiero drugi granat spowodował ucieczkę Niemców, z których jeden podniósł ręce do góry, a drugi usiłował uciec w mrok nocy. Obaj zostali zabici [prawdopodobnie duży wpływ na taką decyzję atakujących miała postawa polskiego policjanta "granatowego" podczas akcji pod Arsenałem: początkowo błagał o darowanie mu życia i gdy już nikt nie zwracał na niego uwagi ponownie otworzył ogień do szturmujących jednego z nich ["Buzdygana"] raniąc śmiertelnie. Chłopcy nauczeni tym doświadczeniem postanowili nie brać jeńców...]. Więźniarka była otwarta. Wskoczyli do niej "Jur" i "Zośka", który nadbiegł ze stacji zaniepokojony przedłużającą się walką. W więźniarce bronił się jeszcze ranny czwarty konwojent. Zastrzelił go "Zośka". Uwolnieni więźniowie rzucili się do wyjścia.

W tym samym czasie "Jeremi" przeciął kable telefoniczne łączące stację z Celestynowem. Wszystkie grupy przystąpiły do wykonywania powierzonych im zadań. Opanowane zostaje pomieszczenie dyżurnego ruchu - tu również zniszczono połączenia telefoniczne.

Po kilku minutach "Zośka" daje rozkaz odwrotu. Grupa "więźniarka" wraz z częścią grupy "pociąg", wycofując się unosi ze sobą cenną zdobycz: 2 MP "Schmeisser" + 12 magazynków, 2 karabiny Mauser 98k z ładownicami, 2 pistolety Walther, jedną bluzę i czapkę gestapowca [członka Sonderdienst - oni stanowili konwój]. W trakcie wycofywania grupa dostała się pod ogień Niemców strzelających z wagonów "Nur für Deutsche". Lekkie rany otrzymali "Luty" i "Katoda". W odpowiedzi "Kuba", "Słoń" i "Felek" natychmiast pokryli ogniem z peemów niemieckie wagony osłaniając w ten sposób odwrót kolegów. W chwili gdy trwał jeszcze atak na więźniarkę, ludzie z OS "Sęk" przydzieleni "Zośce" jako rezerwa, zaatakowali przedział kierownika pociągu w wagonie służbowym. Kierownika zastrzelił "Sokół". Grupa "parowóz" po sterroryzowaniu maszynistów została ostrzelana tracąc dwóch rannych. Rany ppor. cc "Krona" ["Crowna"] i ppor. "Jana II" okazały się śmiertelne...

Odbitych więźniów i nieprzytomnych rannych załadowano do samochodów. Część uwolnionych pieszo ruszyła w kierunku pobliskich lasów - zbierano ich po drodze. Rozpoczął się pełen przygód powrót do Warszawy. Po drodze dwie ciężarówki "złapały gumy", co znacznie zwolniło tempo posuwania się kolumny. W związku z awarią jednej z ciężarówek, wypuszczono do lasu kolejną grupę uwolnionych zaopatrując ich w ubrania i pieniądze. Dopiero nad ranem, porzucając po drodze zepsutą ciężarówkę, żołnierze dotarli do melin przygotowanych w Warszawie.

Zakończenie akcji nastąpiło o godz. 6:00.

Kpt. "Mietek" za przeprowadzenie akcji otrzymał swój drugi KW. Do swoich zwierzchników wystąpił z wnioskiem o nadanie tych samych odznaczeń poległym oficerom z OS "Sęk". Ponadto wnioskował awansowanie podchorążych "Zośki" i "Maćka" do stopni podporuczników. "Zośkę" wyróżniono również Krzyżem Virtuti Militari V klasy.

Akcja była z całą pewnością jedną z najbardziej udanych w całej barwnej historii warszawskiej AK i chociaż strata dwóch poległych była bardzo bolesna, to obicie 49 więźniów politycznych stanowiło ogromny sukces wysoko oceniany przez KG AK.