Akcja "Pawiak"

Miała to być jedna z ostatnich akcji wykonanych przez oddziały warszawskiego podziemia przed podjęciem jawnej walki z Niemcami latem 1944. Zakładanym celem akcji było odbicie więźniów politycznych z III Oddziału Pawiaka. Inicjatywa uwolnienia wyszła od samych więźniów, którzy przez swoje kontakty rodzinne dotarli do żołnierzy, a później także do dowództwa Kedywu KG AK. Inicjatywa ta po wielu wahaniach została podjęta i rozpoczęto przygotowywanie do akcji połączone z rozpoznaniem Pawiaka. Do dziś nie wiadomo, kto z dowództwa Kedywu KG AK podjął decyzję wykonania akcji w nocy z 19/20.VII.1944, faktem jest, że przygotowania do niej były daleko zaawansowane, że przekazano na Pawiak broń [pistolet maszynowy], że prowadzono rozmowy ze współpracującym z inicjatorami buntu ukraińskim strażnikiem Iwanem Petrenko i że przez niego powiadomiono wtajemniczonych więźniów o dacie i godzinie akcji.

Zdjęcie z połowy XIX wieku. Na pierwszym planie skrzyżowanie Karmelickiej i Dzielnej (z latarnią gazową), dalej skrzyżowanie Dzielnej i Więziennej, za nią budynek "Pawiaka" oraz "Serbii".

 

Zewnętrznym wsparciem buntu więźniów, miało być uderzenie na Pawiak wykonane siłami "Brody 53", której miejsce koncentracji wyznaczono na cmentarzu Powązkowskim.

W południe 19.VII.1944, gdy rozkazy do akcji otrzymało szereg zespołów bojowych z "Brody 53", już po przekazaniu decyzji uderzenia, kontakt z Pawiakiem został zerwany... Komendant Kedywu KG AK ppłk "Sęp" [późniejszy "Radosław"] na podstawie meldunków wywiadowczych, ostrzegających, że próba buntu jest zapewne niemiecką prowokacją, nakazał odwołanie akcji. O ile odwołanie koncentrujących się oddziałów Kedywu było jeszcze możliwe, o tyle odwołanie wystąpienia zbrojnego więźniów nie leżało już w mocy żołnierzy podziemia...

Koncentracja...

W tej sytuacji dowódca "Brody 53" kpt. "Jan", odwołując atak na więzienie przygotowanych do tego oddziałów, nie wycofał z cmentarza Powązkowskiego grupy osłonowej, której zadaniem było umożliwienie więźniom ewentualnego przedostania się do Puszczy Kampinoskiej. Grupa ta złożona z zespołów OS "Sawicz" i OS "Topolnicki", już po skoncentrowaniu się na terenie cmentarza została przez jej dowódcę ppor. "Sawicza" częściowo zdemobilizowana. Na cmentarzu pozostał jedynie kilkunastoosobowy zespół z OS "Sawicz" opiekujący się przerzuconą tu wcześniej bronią w workach. Nieomal zaraz po rozpłynięciu się reszty grupy, mały oddziałek dowodzony przez ppor. "Witolda" został zaatakowany przez tyralierę lotników niemieckich, którzy przekroczyli mur cmentarny.

W starciu z lotnikami polegli:

ppor. "Witold" - Witold Matuszewski, d-ca I plutonu OS "Sawicz"

ppor. "Traktor" - Jerzy Jesiołowski, d-ca II plutonu OS "Sawicz"

pchor. "Oliwa" - Jerzy Zaufall,

pchor. "Jodła" - Mieczysław Horoch,

pchor. "Jodła"

Mieczysław Horoch

pchor. "Pożoga" - Andrzej Horodyński,

"Bronek" - Bronisław Pietrzak.

Czterej inni zostali w walce zranieni i w konsekwencji ujęci:

"Koka" - Cyryl Zinserling,

"Fredro" - Zbigniew Horodyński,

"Wojtek" - Zygmunt Rolof,

"Skowron" - NN

Następnie przewieziono ich do Komendy Miasta i do siedziby Gestapo w al. Szucha. Jedynie "Kubie" [Konradowi Bitnerowi], udało się przeskoczyć mur cmentarny przy ul. Ostroroga i ukryć się w domach przy ul. Płockiej. Żołnierze ppor. "Sawicza": pchor. "Spad" [Aleksander Wąsowicz], "Marek" [NN] i "Mały" [Hieronim Lubomirski] z OS "Topolnicki", którzy w czasie walki swych kolegów znajdowali się już za murem cmentarnym, uciekli w kierunku Żoliborza, jednak w rejonie Dworca Gdańskiego dostali się pod ostrzał strażników więziennych. Zginął tam "Mały".

31.VII.1944 na Pawiaku zostali zamordowani "Koka", "Skowron" i "Fredro", a dzień wcześniej "Wojtek" został wysłany w jednym z ostatnich transportów do obozu, który udało mu się przeżyć.

Rozbity w akcji OS "Sawicz" przestał praktycznie istnieć i w Powstaniu Warszawskim nie występował jako samodzielna jednostka.

na Pawiaku...

Na terenie więzienia przygotowywany bunt więźniów rozpoczął się o ustalonej porze.

Wachmeister Petrenko, który tego dnia pełnił nocną służbę na korytarzu III Oddziału, wypuścił z cel kilku wtajemniczonych więźniów. Jednak podczas wyjątkowo niezręcznie i mało energicznie przeprowadzonych działań, więźniom nie udało się opanować zbrojowni, ani kancelarii więziennej i po rzuceniu granatu przez jednego z niemieckich funkcjonariuszy wycofali się oni ze schodów na korytarz Oddziału III, skąd zaczęli ostrzeliwać wieżyczki strażnicze i teren wokół więzienia, pod który wkrótce zajechała zaalarmowana policja. Na teren Pawiaka wkroczył oddział żołnierzy z formacji wschodniej [Ukraińcy?], którzy po krótkiej walce opanowali korytarz III Oddziału. Petrenko i sześciu jego wspólników [w tym inni zbuntowani strażnicy], wobec braku szans na powodzenie akcji popełnili samobójstwo.

W walce rannych zostało dwóch lub czterech Ukraińców. Ciężką ranę odniósł również jeden Niemiec, oficer Gestapo SS-Hauptsturmführer Harald Wiesmann, od wiosny 1944 zastępca Waltera Stamma, kierownik referatu IV A [zwalczanie ruchu oporu] w warszawskim KdS [po kuracji we wrocławskim szpitalu do Warszawy już nie powrócił].

Na drugi dzień, 20.VII.1944 Niemcy krwawo rozprawili się z pozostałymi więźniami III Oddziału. Na dziedzińcu więziennym rozstrzelali ponad 80-ciu więźniów, a następnego dnia dalszych 300, likwidując praktycznie cały III Oddział Pawiaka. Z pogromu ocalało jedynie kilku więźniów funkcyjnych.

W  14 rocznicę akcji "Pawiak" tygodnik "Stolica" opublikował artykuł por. Kozłowskiego "Kmity"

AKCJA "PAWIAK" 19.VII.1944

Stare warszawskie więzienie przy ul. Dzielnej 26/28, zwane popularnie "Pawiakiem", spełniało w latach okupacji rolę centralnego więzienia politycznego, podlegającego bezpośrednio Gestapo. Niemal każdy mieszkaniec stolicy miał tam, w jakimś okresie wojny kogoś ze swych znajomych lub bliskich. Tysiące ludzi przeszło na Pawiaku śledztwo przed wysłaniem do obozów koncentracyjnych. Dla wielu tysięcy wreszcie był ten budynek ostatnim miejscem pobytu przed męczeńską śmiercią w podwarszawskich lasach lub w ruinach getta. Toteż wydarzenia, które rozegrały się na Pawiaku 19. VII. 1944, na kilkanaście dni przed wybuchem Powstania - krwawo stłumiony bunt grupy więźniów i równoczesna walka oddziału dywersyjnego z siłami niemieckimi na cmentarzu Powązkowskim - odbiły się w mieście dość żywym echem.
Rychły wybuch Powstania i tragedia płonącego miasta wyparły z pamięci tajemniczą i nie wyjaśnioną do reszty przed 1 sierpnia 1944 sprawę akcji z 19 lipca, która nosiła wszelkie cechy dobrze przemyślanej, perfidnej i tragicznej w skutkach prowokacji Gestapo wobec grupy więźniów Pawiaka oraz oddziałów dywersji AK.
Po czternastu latach próbujemy poniżej, zestawić fakty, które rzucą, być może, nowe, interesujące światło na to, co rozegrało się w owych dniach w więzieniu i na cmentarzu Powązkowskim [W.B.]

 

 

HENRYK PAWEŁ KOZŁOWSKI

PLAN - PRZYGOTOWANIA - ODWOŁANIE

 


W końcu czerwca 1944 roku za pośrednictwem jednego z chłopców z 1. kompanii "Maciek" batalionu "Zośka" przedstawiona została propozycja odbicia "Pawiaka" przy jednoczesnym zorganizowaniu buntu więźniów. [Pośrednikiem w przekazaniu tej propozycji, która wyszła z więzienia przez ukraińskich strażników, był syn konsula Chile - Jerzy Margolli "Cyklop", 16-letni żołnierz II plutonu 1. kompanii bat. "Zośka". "Cyklop" poległ w Powstaniu Warszawskim 22.VIII.1944 w natarciu na Dworzec Gdański]. Za zgodą dowódcy batalionu "Jerzego" kontakty zostały podjęte. Rozpoczęto wstępne rozmowy i przygotowania na szczeblu dowództwa kompanii, prowadzone w ścisłej tajemnicy. Informatorką udzielającą wiadomości z więzienia była kobieta nieznanego nazwiska, lat około 30, brunetka, której mąż (według jej oświadczenia) znajdował się na Pawiaku. Za pośrednictwem strażnika-Ukraińca utrzymywała stały kontakt z mężem, przesyłając mu paczki i wiadomości. Była dość dobrze zorientowana w planie więzienia i panujących tam zwyczajach.
Śmierć "Włodka", dowódcy 1. kompanii "Maciek" w dniu 13 lipca 1944 na pl. Unii  Lubelskiej przerwała przygotowania do akcji "Pawiak".
Nowym dowódcą kompanii "Maciek" został w lipcu jej dotychczasowy szef wyszkolenia i z-ca d-cy kompanii "Blondyn" [pchor. Andrzej Łukoski], który na polecenie d-cy batalionu wprowadzony' został w dotychczasowy stan przygotowań do akcji "Pawiak" i objął dalsze kierownictwo nad nimi. Akcją tą żywo interesował się pośredni przełożony batalionu - kpt. "Jan", d-ca "Brody 53", polecając finalizować przygotowania. 17 lipca odbyło się spotkanie w lokalu wskazanym przez kobietę, na ul. Wspólnej przy Emilii Plater, gdzie obecni byli: kpt. "Jan", "Blondyn", "Kmita", strażnik-Ukrainiec wraz z informatorką.

Promocja IV turnusu "Agricoli". Komendant kursu kpt. "Gustaw" [Eugeniusz Konopacki] wręcza prymusowi turnusu - "Blondynowi" - lornetkę. W pierwszym szeregu od lewej stoją: "Scott", "Kindżał", "Hrabia", "Stefan Czarny".


Ukrainiec nie znał języka polskiego, a przy tym był wyjątkowo ograniczony umysłowo. Wzbudzał jednak zaufanie swym przywiązaniem do nieszczęśliwej kobiety, zdecydowaniem w zamierzonym przedsięwzięciu oraz rzetelnością informacji, o dość zresztą ograniczonym zasięgu. Całe zagadnienie sprowadzało się u niego do odpowiedzi - kiedy strzelać? W wyniku rozmowy kpt. "Jan" ustalił na miejscu szkicowy plan akcji oraz wyznaczył jej termin: pojutrze, tj. 19 lipca - godz. 23.00. O tej porze strażnik-Ukrainiec, który tej doby pełnił służbę, miał wypuścić z cel cały swój oddział, gdzie uwięziony był właśnie m.in. organizator spisku, a mąż informatorki. Jednocześnie o tej samej godzinie zaatakowany miał być Pawiak z zewnątrz, w celu przyjścia z pomocą więźniom.
Więzienie na Pawiaku, składające się z oddziału męskiego i tzw. "Serbii", tj. oddziału kobiecego, obejmowało dość rozległy kompleks zabudowań. Ilość więźniów była bardzo różna i w przypadkach nasilenia aresztowań dochodziła do trzech tysięcy ludzi. Cele były wtedy niesłychanie zatłoczone, tak że nawet zimą ludzie mdleli z braku powietrza. Sam budynek otoczony był wysokim murem z wieżami strażniczymi, zwanymi "zwyżkami" lub "kogutami". Strażnicy na tych wieżach wyposażeni byli w karabiny maszynowe oraz ruchome reflektory. Na Pawiak wjeżdżało się od strony ul. Dzielnej przez dwie bramy: jedną żelazną zewnętrzną, drugą ażurową, siatkową - wewnętrzną. Między tymi bramami, które dzieliła odległość kilku metrów, znajdowała się wartownia. Na obszernym dziedzińcu, tuż za drugą bramą, stały wysokie druciane klatki z psami. Od psich kłów zginął niejeden więzień.
Na każdy dzień ustalone było hasło dla wjeżdżających samochodów. Więzienie, oprócz normalnych połączeń telefonicznych, posiadało bezpośrednie połączenie z aleją Szucha, tj. z centralą Gestapo, oraz - zdaje się - własną sieć alarmową.

Do Pawiaka przylegał obóz pracy ["Gęsiówka"], oddzielony jedynie ul. Gęsią. W obozie tym znajdowali się przeważnie ludzie zatrzymani w łapankach, zaliczeni przez Niemców do kategorii tzw. "Arbeitsscheu" czyli uchylających się od obowiązku pracy, nigdzie nie zatrudnionych lub po prostu nie mających odpowiednich zaświadczeń i dokumentów. Do obozu pracy na Gęsiej przylegały baraki, gdzie pracowało kilkuset rzemieślników Żydów. Cały teren Pawiaka i przyległych obozów stanowił jedyną zamieszkałą wyspę w zburzonym i bezludnym getcie. Wzdłuż granic getta biegł wysoki mur, strzeżony z rzadka od zewnętrznej strony przez Niemców. Silniejsze kilkuosobowe posterunki znajdowały się natomiast przy kilku bramach wjazdowych do getta. Najczęściej używano bram od strony ulic Karmelickiej, Żelaznej i Nalewek; rzadziej - od strony Okopowej i Bonifraterskiej. Ze względu na możliwość ukrywania się w getcie nielicznych Żydów, krążyły tam nieregularne patrole policyjne z psami; każdego schwytanego na tym terenie rozstrzeliwano na miejscu.
Przed zakończeniem spotkania na Wspólnej w dniu 17 lipca uzgodniono, że strażnik przeniesie do więzienia w dniu proponowanej akcji pistolet maszynowy "Błyskawicę" i kilka granatów, które - zgodnie z rozkazem kpt. "Jana" - zostaną mu doręczone bezpośrednio przed objęciem służby na Pawiaku.
W przeddzień akcji, 18 lipca, odbyła się narada dowódców plutonów w mieszkaniu "Blondyna" przy ul. Ogrodowej. "Blondyn" zapoznał wszystkich dokładnie z planem akcji oraz wyznaczył zadania dla poszczególnych grup.
19 lipca przeprowadzono na mieście rekwizycję kilku niezbędnych samochodów wojskowych oraz zdobyto kilka mundurów niemieckich, a przy tej okazji - i broń. Wszystkie te rozbrojenia i rekwizycje odbyły się bez strzału, z wyjątkiem jednej: żołnierz SS niebacznie chwycił za broń, próbując stawić opór patrolowi pod dowództwem "Strzegonia" [Jan Wiśniewski]. Przypłacił to życiem.
W godzinach popołudniowych kolumna samochodów, składająca się z wozów kompanii "Maciek" oraz świeżo zdobytych samochodów wojskowych, zapadła na dalekim Żoliborzu. Znajdowała się tu również część grupy atakującej, przebrana w niemieckie mundury. Reszta oczekiwała w kilku konspiracyjnych lokalach i tuż przed godziną policyjną miała dołączyć do żoliborskiego rejonu koncentracji.
Dowództwo nad całością akcji objął kpt. "Jan". Pod jego bezpośrednim kierownictwem samochody miały wjechać do getta, wioząc na Pawiak rzekomych "więźniów" - konwojowanych przez chłopców przebranych w niemieckie mundury. Po ewentualnym zaskoczeniu i bezgłośnym rozbrojeniu "wachy" przy ul Karmelickiej, kilku chłopców miało zostać tutaj, pełniąc dalej rolę "posterunku niemieckiego" i stanowiąc ewentualnie pierwsze ubezpieczenie. Podobny wybieg był przewidziany przy wjeździe na teren więzienia. Oczywiście, obowiązujące w tym dniu hasło niemieckich posterunków miało być znane atakującym. Tuż po ich wjeździe na podwórze więzienne, a więc o godz. 23, powinna być wszczęta akcja wewnątrz budynku. W przypadku, gdyby zaskoczenie zawiodło, poszczególne grupy zaatakować miały - wg szczegółowo opracowanego, planu - wieżyczki strażnicze, wartownię i bramy przy pomocy przygotowanych ładunków wybuchowych oraz "Piata". Kierunek wycofania przewidziano wzdłuż Gęsiej do Okopowej, na teren graniczących ze sobą trzech rozległych cmentarzy: ewangelickiego, żydowskiego i katolickiego, zamkniętych w granicach ulic: Okopowej, Mireckiego, Młynarskiej, Tatarskiej i Powązkowskiej. Do ubezpieczenia rejonu wycofania się od strony zachodniej przeznaczony był oddział "Osjan", skoncentrowany poprzednio na terenie cmentarza katolickiego na Powązkach. Uwolnieni więźniowie mieli schronić się pod osłoną mocy w mieście lub przedostać się wraz z oddziałem do pobliskiej Puszczy Kampinoskiej.
Organizacją sanitariatu zajęła się "Zosia Duża" [Zofia Krassowska], dowodząca plutonem dziewcząt "Oleńka" w batalionie "Zośka", wraz z dr "Bromem" [Zygmunt Kujawski].
O godz. 17, na kilka godzin przed akcją, odbyła się ostatnia odprawa w mieszkaniu sanitariuszek "Ewy" i "Zosi" [siostry Ewa i Zofia Stefanowskie] przy ul. Kopernika 11. Na odprawie tej byli obecni: "Blondyn", "Skalski" [Tadeusz Schiffers], "Kindżał" [Leszek Kidziński], "Kmita" i "Zosia Duża". Zamiast oczekiwanego kpt. "Jana" przybył d-ca batalionu "Jerzy" oraz zastępca naczelnika Szarych Szeregów "Piotr Pomian" [Eugeniusz Stasiecki]. "Jerzy" i "Piotr" powiadomili zebranych w zwięzłych słowach, że zgodnie z rozkazem przełożonych, akcja zostaje odwołana. Kierownictwo Kedywu otrzymało w ostatniej chwili dane, świadczące o tym, że zamierzona akcja jest jakoby zręczną prowokacją niemiecką.

W akcji "Pawiak" po raz pierwszy miały być użyte "Błyskawice" - pistolety maszynowe produkcji konspiracyjnej. Wiosną na terenie Puszczy Kampinoskiej baon "Zośka" zorganizował strzelnicę dla swoich żołnierzy. Na zdjęciu: strzela łączniczka d-cy baonu "Zośka" - "Wika" Maria Całka, za nią [w marynarce] jeden z konstruktorów "Błyskawicy". Na dalszym planie [w koszuli - podparty] "Kmita", obok niego ktoś z działu produkcji, na ostatnim planie, w środku "Strzegoń".

 

Sytuacja była dramatyczna. Więźniowie Pawiaka mieli zgodnie z planem wszcząć bunt o godz. 23, a więc już za kilka godzin. Decyzję o odwołaniu akcji można było przekazać na Pawiak najwcześniej następnego dnia po obiedzie. Wobec takiej sytuacji poszczególni dowódcy grup uderzeniowych byli gotowi podjąć akcję nawet wbrew zakazowi. Zdecydowana interwencja "Piotra Pomiana" zmusiła ich do bezwzględnego podporządkowania się wydanemu rozkazowi.
Akcja uderzenia na Pawiak została odwołana.
Kpt. "Jan", aczkolwiek nie był na tej odprawie - wiedział jednak o wstrzymaniu akcji. Najprawdopodobniej spodziewając się, że może jednak część ludzi z Pawiaka zdoła przedrzeć się za mury getta, nie wycofał oddziału osłonowego "Osjan", przewidzianego do działań w rejonie cmentarza katolickiego na Powązkach.

HENRYK PAWEŁ KOZŁOWSKI

 

"Trzydziestka" - dzięki za materiały!

Foto Pawiaka: serwis www.warszawa.1939.pl - wielkie dzięki!