Akcja "Polowanie"

historia OS "Jerzy"  - baonu AK "Zośka" 1942 - 1944

Na początku zimy 1943 na 1944 rok komórki wywiadu AK uzyskały informacje, że w lasach leśnictwa Mienia, niedaleko Mińska Mazowieckiego, odbywają się polowania, urządzane specjalnie dla gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera oraz jego współpracowników. Bywali na nich także dygnitarze warszawskiej policji, a w śród nich komendant KdS Warschau SS-Standartenführer dr Ludwig Hahn oraz dowódca SS i policji SS-Brigadeführer und Generalmajor der Polizei Franz Kutschera.

Ludwig Hahn

Franz Kutschera

Wiadomość ta zelektryzowała całe dowództwo Kedywu KG opracowujące w tym czasie działania w ramach "Akcji Główki". Oto po raz pierwszy pojawiła się realna możliwość uderzenia nie w jednego oprawcę, ale w cały zespół kierujący akcją eksterminacyjną w Warszawie i dystrykcie. Zapadła decyzja: zamach wykonać mają Oddziały Dyspozycyjne Kedywu KG AK, z których najliczniejszym był OS "Jerzy", czyli baon "Zośka" z pułku dywersyjnego "Deska 81". 

Na dowódcę akcji por. "Jerzy" wyznaczył cichociemnego por. "Szyba" [Bronisława Gruna].

Po rozmowie z leśniczym, żołnierzem AK, organizującym "z urzędu" polowania dla niemieckich dygnitarzy, ustalono plan akcji. W grę wchodziła zasadzka założona gdzieś na drodze pomiędzy Mińskiem a Warszawą.

Dziedziniec gmachu komendy Sipo w al. Szucha 25.

Hahn [tyłem, w kapeluszu] z żoną tuż przed wyjazdem na kolejne polowanie...

 

Ze względu na szybko zapadający w zimie mrok, a w raz z nim łatwość ukrycia oddziału w terenie, Niemców należało zaatakować podczas ich wieczornego powrotu do Warszawy. Na miejsce zasadzki wybrano niewielki lasek położony przy szosie lubelskiej na wysokości Wawra.

W stan gotowości postawiono cały baon "Zośka" oraz dwa inne oddziały "Deski": kompanię "Sawicz" [dawny "Osjan"], dowodzoną obecnie przez por. "Sawicza" [Juliana Barkasa], i kompanię por. "Poli" [Romana Kiźnego] oraz 10-osobową grupę kpt. "Żmudzina" z oddziału "Podkowa".

por. "Pola" - Roman Kiźny

por. "Pola"

Roman Kiźny

Opracowano szczegółowy plan oraz harmonogram czynności, przygotowano do akcji broń i samochody, znaleziono przewodnika, wyznaczono lekarza i sanitariuszki. Po kilku dniach przygotowań do por. "Szyba" dotarła zaszyfrowana wiadomość, że na polowaniu 8 stycznia będzie sam gubernator Fischer.

Tego dnia o godzinie 7:00 dwuosobowy patrol pchor. "Blondyna" z "Zośki" zaobserwował na pl. Teatralnym grupę niemieckich myśliwych zbierających się do wyjazdu. W tym czasie na rondzie Waszyngtona czuwali "Szyb" i "Tadziunio" [Tadeusz Jan Gaworski]. Tuż po godzinie 8:00 pięć limuzyn oraz osobowe auto niemieckiej jednostki sanitarnej przejechało przez miasto i znikło na szosie lubelskiej.

O godzinie 11:00 rozpoczęła się odprawa dowódców wszystkich sekcji biorących udział w akcji. Po raz kolejny przeanalizowano plan uderzenia. Tylko jeden element budził poważne obawy zgromadzonych na odprawie: sposób zatrzymania wozów. W planie por. "Szyba" rolę tę spełnić miała stalowa lina, przeciągnięta ukośnie do szosy na wysokości ok. 70 cm i umocowana przy pomocy haków do drzewa i słupa telegraficznego. Chłopcy z "Zośki", mający złe doświadczenia z zatrzymywaniem samochodów [akcje "Meksyk II" i "Wianuszek"], wysunęli projekt zatarasowania szosy dwoma lub trzema bronami obróconymi zębami do góry i połączonymi ze sobą przy pomocy lin lub łańcuchów. Ostatecznie zwyciężyła koncepcja "Szyba".

Podzielono role pomiędzy poszczególne zespoły wykonawcze i dokonano podziału broni. Do dyspozycji co najmniej 40-stu uczestników akcji dowództwo Kedywu oddało: 1 ckm, 1 rkm, 22 pistolety maszynowe oraz dużą ilość broni krótkiej i granatów.

Miejscem koncentracji oddziału był niewielka polanka w lesie pod Wawrem.

Pierwszy przybył tu organizujący ubezpieczenie patrol "Blondyna" z 1. kompanii baonu "Zośka".

O godz. 14:20 pojawił się por. "Szyb" i natychmiast rozstawił ludzi regulujących ruch bojowców, którzy przybywali tu w parominutowych odstępach i różnymi trasami. Przybył także kpt. "Jan" [Jan Kajus Andrzejewski], który miał pełnić rolę obserwatora. O godz. 15:45 pojawiły się oczekiwane z niepokojem dwa samochody z bronią ukrytą w butlach tlenowych. Spóźnienie wozów spowodowały defekty po drodze.

Gdy zapadł zmierzch, na punkt obserwacyjny przy szosie wysłany został obserwator, a pomiędzy nim i przesuniętym na skraj lasu oddziałem ustawiło się sześciu łączników z latarkami. Oddział podzielony na kilkanaście dwuosobowych patroli zajął stanowiska wzdłuż szosy - za zaporą z liny - na przestrzeni około 200 metrów. Zadanie głównej grupy uderzeniowej było jasne: zasypanie strumieniem ognia z broni maszynowej zatrzymanych niemieckich samochodów.

Była godzina 18:00, gdy dawane latarką znaki zasygnalizowały zbliżanie się oczekiwanej kolumny. Zaledwie "Szyb" zdołał wydać rozkaz: "Na stanowiska!" i chłopcy dopadli do swych miejsc w rowie przydrożnym, gdy tuż przed liną zasadzki pojawił się pierwszy, jadący z dużą prędkością wóz niemiecki i oświetlając sobie drogę nie zaciemnionymi reflektorami, zbliżył się do liny dosłownie na chwilę przedtem rozciągniętej przez szosę. Równocześnie po masce wozu zabębniły pociski pistoletowe. Szofer zwiększył prędkość i auto z rozpędem uderzyło w przeszkodę. Pod siłą tego uderzenia stalowa lina raz tylko okręcona wokół drzewa i nie zabezpieczona jeszcze hakiem, odwinęła się gwałtownie i wyskoczyła z oplotu. Wóz ostrzelany z rkm-u [ckm się zaciął] zniknął w mroku...

Następne trzy samochody, jadące za pierwszym w odległości kilkudziesięciu metrów, zostały wprost zasypane pociskami i granatami wybuchającymi pod karoseriami i na dachach. Przedostały się jednak przez obsadzony odcinek drogi. Podobnie czwarty wóz, który na chwilę zatrzymał się po czym ostro ruszył wykorzystując krótką przerwę w ogniu Polaków - mimo wznowienia ognia samochód przeskoczył na drugą stronę zapory i zniknął w ciemnościach...

Walka była skończona. "Szyb" zarządził natychmiastowy odskok do punktu koncentracji, gdzie czekali doktor "Brom" [Zygmunt Kujawski] i dwie sanitariuszki.

Akcja nie udała się. Podstawowe zadanie nie zostało wykonane. A jednak nie było to starcie bez poważnych konsekwencji. 

W akcji "Polowanie" zostało ranionych 9 Niemców, wśród nich szef Schupo, Krieger, któremu amputowano nogę, oraz szef aprowizacji dystryktu warszawskiego - Krecker. 

Wszystkie pięć samochodów nie nadawało się do użytku i można je było oglądać w Kraftfahrpark przy ul. 6 Sierpnia.

Ale nie straty w ludziach i straty materialne były najważniejsze... Po raz pierwszy szefowie dystryktu na własnej skórze odczuli, że nie są nietykalni. Zrozumieli, że z "myśliwych", w krótkim czasie mogą stać się tropioną "zwierzyną"... Nigdy zapewne nie dowiemy się, co się działo w urzędach Sipo i Orpo, gdy do Warszawy wróciły podziurawione jak sito wozy komendantów. Może to właśnie dlatego gen. Franz Kutschera zaprzestał stałych wizyt na pl. Teatralnym w siedzibie gubernatora Fischera i ograniczył codzienne przejazdy do 140-metrowej trasy pomiędzy swoim mieszaniem a biurem? Jak wiemy trzy tygodnie później i on został "upolowany" przez "Pegaz" - ale to już inna historia...