Akcja "Sonderwagen"

historia OS "Jerzy"  - baonu AK "Zośka" 1942 - 1944

Wiosną 1944 na ulicach Warszawy pojawiły się wagony tramwajowe opatrzone napisem "Sonderwagen". Jeździły nimi ekipy niemieckich kontrolerów, których zadaniem była lotna kontrola ruchu tramwajowego. Towarzyszyli im funkcjonariusze warszawskiego Gestapo, którzy często przeprowadzali rewizje osobiste podejrzanych pasażerów. Szczególnie brutalne metody stosowali oni wobec wszystkich "wiszących" na stopniach wozów tramwajowych, nie wyłączając bicia i wysokich kar pieniężnych. Wozy "Sonderwagen", których było zaledwie kilka, czatowały w różnych dzielnicach miasta - zwłaszcza w godzinach szczytu. Bardzo szybko stały się one prawdziwą zmorą warszawiaków. Wobec narastających szykan stosowanych przez załogi wozów specjalnych, komenda AK, w ramach akcji samoobrony społeczeństwa, postanowiła zlikwidować załogi dwóch "Sonderwagen". 

Tramwaj linii "0" - "Nur für Deutsche", przeznaczony wyłącznie dla Niemców i Volksdeutschów...

Zadanie to szefostwo Kedywu KG zleciło dowódcy baonu "Zośka", a ten wykonanie akcji zlecił "Skalskiemu" - dowódcy II plutonu 1 kompanii. 

Drugi wóz, na Pradze, miał zlikwidować oddział z kompanii "Agat" [do akcji tej nie doszło].

"Skalski" rozstawił swoje posterunki obserwacyjne w różnych punktach miasta - zwłaszcza tam gdzie "wozy-widma" pokazywały się najczęściej. Zadaniem obserwatorów było zanotowanie numerów wozów, godzin i kierunków jazdy. Na wieczornych odprawach u "Skalskiego" próbowano wychwycić wszelkie stałe elementy rozpoznania. Po kilku dniach wytypowano jeden z wozów, który przez kolejne dni miał być szczególnie drobiazgowo obserwowany. Ustalono, że jeden z wozów "Sonderwagen" codziennie zatrzymywał się na pętli przy pl. Starynkiewicza, między godz. 14 a 16. W pobliżu, na rogu Lindleya i al. Jerozolimskich, znajdowała się mała knajpka, w której niemieccy kontrolerzy jedli obiad. I tutaj postanowiono wykonać akcję. Rozważano dwa warianty uderzenia. W pierwszym brano pod uwagę likwidację kontrolerów w wagonie, drugi wariant przewidywał akcję w restauracji. Zdecydowano się na uderzenie w wagonie... Przed akcją należało jeszcze zdobyć samochód potrzebny do odskoku. 

Podczas odprawy, która odbyła się 25 IV 1944 w lokalu "Strzegonia" przy ul. Koszykowej 40 pod kierownictwem "Skalskiego" i przy udziale Jana Kopałki "Antka z Woli", ustalono ostatecznie plan akcji; czas jej wykonania wyznaczono na dzień następny. W myśl planu zaakceptowanego uprzednio przez dowódcę 1. kompanii ppor. "Włodka" ustalono listę uczestników i podział zadań:

1) d-ca akcji Tadeusz Schiffers "Skalski"

Grupa ataku:

2) d-ca Jan Wiśniewski "Strzegoń"

3) Zbigniew Sokola-Maniecki "Mały"

4) Stanisław Rybka "Tur"

5) Stanisław Sadkowski "Stefan Czarny" - ubezpieczenie wykonawców 2-4

6) Henryk Deminet "Miś" - ubezpieczenie wykonawców 2-4

Grupa osłony - 4 zespoły rozstawione w 4 miejscach:

- na rogu ul. Lindleya i al. Jerozolimskich:

7) Tadeusz Malicki "Tos"

8) Wojciech Szymanowski "Synon"

- na rogu ul. Lindleya i ul. Nowogrodzkiej:

9) Ryszard Deszczyński "Parys"

10) Henryk Chmielewski "Hektor"

- na rogu ul. Lindleya i ul. Koszykowej:

11) Henryk Dziergwa "Heraklit"

12) Czesław Pollej "Młot"

- na rogu ul. Koszykowej i pl. Starynkiewicza:

13) Stanisław Krupa "Nita"

14) Mieczysław Kurowski "Miriam"

Grupa odwodu - miała być użyta w razie potrzeby stanowiła dodatkową osłonę akcji, miejsce wyczekiwania na rogu ul. Srebrnej i Miedzianej:

15) Wiktor Matulewicz "Luxor"

16) Bolesław Matulewicz "Virtus"

Szofer:

17) Roman Chmielewski "Dzibek"

Sanitariuszki:

18) Ewa Stefanowska "Ewa"

19) Danuta Gawin "Słoninka"

Obserwatorzy:

Andrzej Malinowski "Włodek"

Henryk Kozłowski "Kmita"

26 IV 1944 w południe, czteroosobowy patrol dowodzony przez "Strzegonia" na pl. Grzybowskim zdobył napędzany gazem drzewnym samochód ciężarowy Ford. Dowództwo batalionu w ostatniej chwili przydzieliło drugi wóz, który miał wesprzeć akcję. Po godzinie 13:00 zespół wykonawców wyruszył z miejsca koncentracji na Sosnowej. Na ul. Śliskiej w jednej z bram łączniczki rozdały chłopcom broń i odebrały od nich dokumenty. Uzbrojone sekcje wzajemnie się ubezpieczając dotarły do pl. Starynkiewicza. Tam chłopcy spotkali sanitariuszki "Ewę" i "Słoninkę", które korzystając z pięknej pogody "opalały się" na jednej z ławek tamtejszego skweru. Samochody stanęły na ul. Lindleya przed Szpitalem Dzieciątka Jezus. 

Po długim oczekiwaniu, około godz. 15:30 w Al. Jerozolimskie od strony Marszałkowskiej wjechał "Sonderwagen". Wóz po objechaniu pętli zatrzymał się na przystanku. Zespół natychmiast zajął stanowiska. "Strzegoń", "Mały" i "Tur" - wszyscy uzbrojeni w Steny - weszli do otwartego wozu. Zaskoczenie kontrolerów było tak duże, że żaden z nich nie zdążył sięgnąć do kabury. Chłopcy otworzyli ostry ogień w kilkanaście sekund kładąc załogę wagonu na podłodze.

Jednak dwóch Niemców rzuciło się do drzwi prowadzących na przedni pomost. Pod wagonem ukrył się motorniczy. W tym momencie do strzelaniny włączyła się także osłona akcji: "Stefan Czarny", "Miś", "Tos" i "Parys" z broni krótkiej ostrzelali uciekających. Po około dwóch minutach "Skalski" gwizdkiem dał sygnał do odwrotu. 

W trakcie pospiesznej ewakuacji jeden z grupy ubezpieczenia, "Synon", został ostrzelany przez Niemców. "Stefan Czarny" pistoletem wyrwanym "Synonowi" położył jednego z atakujących. Ford prowadzony przez "Dzibka" przejechawszy al. Jerozolimskie wjechał na wiadukt prowadzący na ul. Żelazną. I nagle, zupełnie niespodziewanie ciężarówka została ostrzelana: ogień prowadziła załoga Poczty Dworcowej i Domu Turystycznego [mieściło się tam stanowisko artylerii plot]. Pierwsze strzały uszkodziły szoferkę. Następnie półotwarta ciężarówka dostała się pod ogień niemiecki prowadzony z Domu Kolejowego na rogu Żelaznej i Chmielnej. Pierwszy został ranny "Skalski", po chwili padł ranny "Parys". Po nich rany otrzymują również "Hektor" i "Tur". Ostatnią serię ze Stena oddaje "Strzegoń" na rogu Złotej i Żelaznej, po czym wóz po skręceniu w ul. Śliską staje... Dalsza jazda jest niemożliwa: przestrzelony wielokrotnie kocioł wytwarzający gaz przestał zasilać silnik. "Skalski" trzykrotnie ranny nie może już dowodzić, jego funkcję przejmuje teraz "Strzegoń". Nakazuje opuścić ciężarówkę i ucieczkę przez gruzy znajdujące się między Śliską i Sienną. Chłopcy z trudem unoszą nieprzytomnego "Parysa" [miał ok. 2 m wzrostu]. Wspierają kulejącego "Skalskiego". Na Siennej zatrzymali konną platformę ciężarową, na której ułożyli "Parysa". Woźnica dowiózł ich szczęśliwie do swojej wozowni przy ul. Grzybowskiej 81. Tam, na słomie umieszczono rannych "Parysa", "Hektora" i "Skalskiego". Kierowca Forda "Dzibek" udał się na ul. Wolską do swego kuzyna, od którego pożyczył samochód. Po pewnym czasie przywiózł nim lekarza baonu dr "Broma" i sanitariuszkę "Ewę", którzy opatrzyli rannych. Najciężej rannego "Parysa" [postrzał głowy] przewieziono do szpitala przy Szkole Pielęgniarek na rogu Koszykowej i Al. Niepodległości. Do pełni zdrowia powrócił on dopiero po trepanacji czaszki wykonanej w 1946 roku. Lżej ranni zostali odwiezieni do domów.

Wyniki akcji są trudne do ustalenia. Wg "Biuletynu Informacyjnego" z dnia 11 V 1944 na pl. Starynkiewicza zastrzelono trzech i raniono czterech niemieckich kontrolerów. W meldunku d-cy "Brody 53" podana jest liczba 6 zabitych Niemców. 

Jedno jest pewne: w maju 1944 wozy "Sonderwagen" ostatecznie znikły z warszawskich ulic!