Aktorzy w Powstaniu Warszawskim

Wybitni aktorzy dzielili losy wszystkich mieszkańców swojego miasta. Wspominamy ich w 57. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Maria Przybyłko-Potocka, Franciszek Brodniewicz, Mariusz Maszyński, Józef Orwid, Zbigniew Rakowiecki. Wielcy - a przynajmniej bardzo znani - przedwojenni aktorzy. Wszyscy zginęli podczas Powstania Warszawskiego.


To dla Przybyłko-Potockiej - jak głosiła plotka - dyrektor Arnold Szyfman zbudował w 1913 roku Teatr Polski w Warszawie. W każdym razie artystka tam odnosiła największe triumfy. Oklaskiwano ją jako Balladynę, Damę Kameliową, Madame Sans-Gene, Elżbietę Królową Anglii, George Sand...
Miała dziewiętnaście lat, gdy debiutowała na scenie. Jako jedna z niewielu aktorek epoki unikała gry w filmie, uważając ten rodzaj sztuki za pośledniejszy od ról teatralnych.
Jesienią 1939 roku miała rozpocząć wykłady w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralanej przy Trębackiej. W czasie okupacji przeprowadziła się z ulicy Litewskiej (zaanektowanej w całości przez hitlerowców) na Mokotów. Wybuch powstania zastał ją w kamienicy u zbiegu Alej Niepodległości i Różanej. 30 sierpnia 1944 - w następstwie pobliskiej eksplozji - została we własnym mieszkaniu przygnieciona drzwiami wyrwanymi z zawiasów. Obrażenia okazały się śmiertelne. Pochowano ją w mogile powstańczej na podwórku. Rok później ekshumowano do grobu usytuowanego w Alei Zasłużonych na Powązkach.


Ekshumowano też ciało Franciszka Brodniewicza, czołowego amanta polskiego kina w okresie międzywojennym, pamiętnego odtwórcę wiodących postaci w często dziś wznawianych na małym ekranie filmach: "Trędowata", "Ordynat Michorowski", "Wierna rzeka", "Wrzos", "Doktor Murek".
W czasie okupacji podporządkował się uchwale kierownictwa Związku Artystów Scen Polskich zakazującej pracy w teatrach subwencjonowanych przez okupanta i grania w filmach realizowanych pod kontrolą Niemców. Odrzucił m.in. udział w polakożerczym filmie "Heimkehr". Pracował jako kelner w śródmiejskiej kawiarni. Potem awansował na kierownika sali. W mieszkaniu ukrywał znajomą Żydówkę Rachelę Adler (przeżyła wojnę), a gdy po sąsiada przyjechało Gestapo, umożliwił mu ucieczkę przez własny balkon. 17 sierpnia 1944 roku aktor zmarł na zawał serca spowodowany wybuchem bomby lotniczej na podwórzu przy Złotej 73. Detonacja była tak silna, że wyrwała okna z futrynami w komfortowej kawalerce Brodniewicza. Nagła śmierć 54-letniego aktora była raczej efektem nieleczonej choroby wieńcowej niż strachu.

Ina Benita i Franciszek Brodniewicz w filmie "Dwie Joasie" [1935]

 

 

Na cmentarzu powstańczym na Woli znalazł miejsce wiecznego spoczynku Zbigniew Rakowiecki, obiecujący aktor młodego pokolenia, który w latach trzydziestych zdążył jedynie zasygnalizować talent w filmach "Dzieje grzechu", "Papa się żeni", "Włóczęgi" czy ekranizacji wodewilu "Żołnierz królowej Madagaskaru". Walczył w kampanii wrześniowej. W czasie okupacji Rakowiecki występował na scenach jawnych teatrzyków warszawskich, będąc zarazem żołnierzem Armii Krajowej. Zgodnie z rozkazem, przed godziną "W" dołączył do macierzystego oddziału na Kole. Tam też w pierwszych dniach sierpnia jednostka została rozbita. Lekko ranny aktor trafił do niewoli i został rozstrzelany.


Grobu nie ma Józef Orwid, czołowy komik filmowy międzywojnia pamiętny z takich filmów jak: "Piętro wyżej" czy "Sportowiec mimo woli".

Zginął 13 sierpnia 1944. Tego dnia powstańcy zdobyli na placu Zamkowym niemiecki czołg [w rzeczywistości był to "ciężki nosiciel ładunków" Borgward B-IV]. Nie wiedzieli, że hitlerowcy specjalnie porzucili tam nafaszerowany materiałami wybuchowymi pojazd. Przejechano nim na ulicę Kilińskiego, gdzie tłum mieszkańców przyszedł podziwiać cenną - zdawałoby się - zdobycz. Wtedy nastąpił wybuch. Siła była tak ogromna, że zwłoki ponad 300 ofiar odnajdywano później nawet kilkaset metrów od miejsca tragedii. Był wśród nich 69-letni Orwid.

Tola Mankiewiczówna ["Lola"] i Józef Orwid ["Apoloniusz"] w "Pani minister tańczy" [1937].

 

 

Nie wiadomo, gdzie spoczywa Mariusz Maszyński, główny bohater "Każdemu wolno kochać", najlepszej komedii dwudziestolecia według ankiety czytelników pisma "Kino", znany też z recytacji wierszy polskich poetów nagrywanych na płyty przez firmę Bolesława Rudzkiego. Nie sposób też ustalić dokładnej daty jego śmierci. Wiadomo jedynie, że padł ofiarą jatki, jaką w sierpniu zgotowali mieszkańcom Kolonii Staszica Ukraińcy, walczący pod sztandarem ze swastyką [nie byli to Ukraińcy lecz żołdacy z brygady SS-RONA dowodzonej przez Bronisława Kamińskiego].

"Każdemu wolno kochać" - 1933.


Zbigniew Zapert


"Życie" 1 sierpnia 2001

 

 

Ina Benita

 

W sierpniu 1944, w czasie ewakuacji ludności ze Starówki, w kanałach wraz z maleńkim synkiem zginęła popularna aktorka Ina Benita - właśc. Janina Ferow-Bułhak.

Do Polski przyjechała wraz z rodziną w 1920. Ukończyła paryską Sacre Coeur, a po powrocie do Warszawy - Kursy Wokalno-Dramatyczne H. J. Hryniewieckiej. W latach 1932-33 występowała w teatrach m.in. "Morskie Oko" i kabarecie "Femina". W latach następnych rzadko pojawiała się na scenie, poświęcając niemal całą swoją uwagę karierze filmowej.

Filmografia:
1932 Puszcza - Renia
1933 Jego ekscelencja subiekt - Ania
1933 Przybłęda - Maryjka
1934 Hanka - Hanka Bereza
1935 Dwie Joasie - Flora
1935 Jaśnie pan szofer - Hania, córka Pudłowicza
1937 Trójka hultajska - Inez
1938 Gehenna - Lorka
1938 Ludzie Wisły - Anna, siostra Julci
1938 Moi rodzice rozwodzą się - Nina Kostówna
1938 Serce matki - Hanka
1939 Czarne diamenty - Irena
1939 Doktór Murek - Karolka
1939 Ja tu rządzę - Joasia Kopytkiewiczowa, córka majstra szewskiego
1939 O czym się nie mówi... - Mańka
1939 Sportowiec mimo woli - Lili Madecka

Od 1937 związana była z warszawskimi teatrzykami rewiowymi; grała m.in. w "Cyruliku Warszawskim" (1937), "Wielkiej Rewii" (1938-39), i w Teatrze Malickiej (1938), a od wiosny 1939 w "Ali Babie". Podczas wojny występowała w jawnych teatrach "Komedia", "Niebieski Motyl", "Miniatury". Więziona na Pawiaku, została zwolniona 31 lipca 1944...

Ina Benita jako Joasia Kopytkiewiczowa w "Ja tu rządzę" [1939] - był to ostatni polski film zrealizowany przed wojną, którego premiera miała miejsce już podczas okupacji 23.XII.1939 [wg innych źródeł 21.XII.1941].

 

 

Alina Janowska - łączniczka "Setka" z "Kilińskiego"

 

 

 

Jestem aktorką od "wesołych rzeczy". Zdążyłam się przyzwyczaić do tej opinii. Rozmowa na temat wojny i Powstania Warszawskiego jakoś rzadko wchodziła w grę. Żyłam w takich czasach, że udział w patriotycznym zrywie, jakim było Powstanie Warszawskie, uważałam za normalny obowiązek i starałam się spełniać go najlepiej, jak mogłam. To wyniosłam z domu.
W czasie powstania byłam łączniczką w III plutonie [8. kompanii] batalionu "Kiliński". Pełniłam tę służbę po przeniesieniu się w najbliższe sąsiedztwo najbardziej strategicznego punktu w Warszawie, czyli skrzyżowania Marszałkowskiej z aleją Sikorskiego, dzisiejszymi Alejami Jerozolimskimi. W poprzek alei ustawiona była ogromna barykada, która dość skutecznie chroniła przed ostrzałem od strony zachodniej. Tę pozycję nazywaliśmy "Żywiec", od baru, który znajdował się niedaleko na parterze, w tym miejscu, gdzie teraz stoi Rotunda PKO.

Baon AK "KILIŃSKI"

Atakowani byliśmy właściwie bez przerwy, każdym rodzajem broni. Najbardziej dotkliwe były strzały oddane z tak zwanej "Grubej Berty" - ciężkiego działa nazwanego tak na pamiątkę żony Kruppa. Ostatni meldunek brzmiał (zacytuję za książką Nycza, który opisał dzieje naszego batalionu): "8. kompania batalionu "Kiliński" przez cały czas Powstania Warszawskiego utrzymała pozycję, walcząc z nieprzyjacielem, który bezskutecznie usiłował się przebić i oczyścić arterię wschód - zachód wzdłuż alei Sikorskiego i południe - północ wzdłuż ulicy Marszałkowskiej". To były nasze zadania.
Łączniczki miały do wykonania zarówno to, co zwykle należy do kobiet, jak to, do czego przeznaczeni są mężczyźni. Tak więc oprócz normalnych zadań wojskowych były jeszcze czynności sanitarne i gospodarcze. Po każdym dniu wracałyśmy do naszej kwatery w dawnym kinie "Stylowy". Ponieważ zabrakło miejsc w pomieszczeniach administracyjnych - te zajmowali koledzy - mnie i Lilce, drugiej łączniczce, ustawiono łóżka na widowni kina tuż pod balkonem. Po każdym dniu padałyśmy na nie bez ducha. Wychowanie mego ojca bardzo się przydało. Pamiętam, że był on szalenie dokładny. Wymagał od nas porządku w pokoju, bardzo dokładnego składania rzeczy na krześle lub przy stoliku nocnym. Mówił: "Tak to składaj, że jak będzie pobudka, musisz wskoczyć w ubranie w trzy minuty". To mi zostało do dzisiaj. Tato był wychowawcą leśników po SGGW i tuż przed wojną wypuścił bardzo dużo młodzieży, która potem stanowiła trzon partyzantki leśnej. Niemal każdy z jego wychowanków trafił do lasu.
Czy jako powstańcy mieliśmy świadomość osamotnienia w walce? Na początku liczyliśmy na pomoc aliantów. Od 8 września, kiedy usłyszeliśmy w radiu Londyn, że wojska sowieckie stanęły na Wiśle "celem przegrupowania i odpoczynku", zrozumieliśmy, że praktycznie jesteśmy skazani na siebie.

Kwatera 8. kompanii ["Collegium C"] baonu "Kiliński" w kinie "Stylowy" przy ul. Marszałkowskiej 112; obok Aliny siedzi ppor. Węgliński.

Jako były więzień Pawiaka [Alina Janowska przez 9 miesięcy siedziała na Pawiaku] długo nie byłam w stanie wejść po raz drugi w te mury. Od lat związana jestem z warszawskim Teatrem Syrena i zawsze dojeżdżałam tam ulicą Marszałkowską, choć znacznie wygodniej byłoby przez aleję Szucha. Ta jednak, jak wiadomo, wiąże się z najbardziej mrocznymi wspomnieniami. Pamiętam, jak Andrzej Wajda zaproponował mi udział w filmie "Samson". Z przefarbowanymi włosami grałam Żydówkę, która zgłasza się do gmachu Gestapo właśnie przy alei Szucha. W czasie jednego z ujęć zaczął padać śnieg. Wszyscy schowaliśmy się więc do środka. Doznałam wstrząsu, bo poczułam zapach tych sal, który znałam z czasu wojny. Przed kamerą pojawiłam się więc w nastroju adekwatnym do tego, co przeżywała grana przeze mnie bohaterka.
"Zakazane piosenki" obejrzałam dopiero po latach.

"Czerwone jabłuszko" w "Zakazanych piosenkach"; uliczna orkiestra zagłusza wykonanie wyroku na Volksdeutschce Marii Kendzorek vel Kędziorek:)

Nie byłam zaproszona na premierę, bo przecież grałam w nich epizod. W tym roku, otwierając wystawę powstańczą w Paryżu, miałam okazję zaśpiewać znów "Czerwone jabłuszko". I co ciekawe, dopiero teraz nauczyłam się go na pamięć. W filmie bowiem śpiewałam z kartką w ręku, czego na szczęście nie było widać. Pierwszy raz, kiedy obejrzałam film, poczułam pewne rozczarowanie. Wydawało mi się, że Warszawa nie była nigdy tak rozśpiewana, jak tego chcieli scenarzyści. Za każdym następnym razem oglądało mi się go jednak coraz lepiej. I myślę, mimo zastrzeżeń, że dobrze, iż taki film powstał.

W naszej historii przez całe lata było wiele przekłamań. Długo nie godzono się na budowę pomnika Powstania Warszawskiego. Potem wybudowano go po decyzji generała Jaruzelskiego w kształcie takim, jaki możemy obserwować na placu Krasińskich. Bardzo się cieszę, że wtedy nie zgodziłam się wejść do Komitetu Honorowego. Kiedy popatrzyłam niedawno na rzeźby dwóch zabandażowanych głów autorstwa Igora Mitoraja, pomyślałam, że to właśnie byłby piękny, symboliczny pomnik ku czci powstańców. Z Muzeum Powstania było jeszcze gorzej. Skandaliczne jest to, że nie udało się uratować reduty przy Bielańskiej. Mam nadzieję, że sprawa nie jest jeszcze przesądzona. Cieszę się jednak, że w ogóle udało się je otworzyć. I że ja dożyłam tych czasów. Nieprawdopodobne!


"Rzeczpospolita" dod. spec. 2004
notował JAN BOŃCZA-SZABŁOWSKI
 

 

powrót