Ryszard Białous "JERZY"

"Walka w pożodze" - wspomnienia

1914 - 1992

Urodzony 4.IV.1914 w Warszawie jako syn Stanisława, pracownika PKP - ustawiacza pociągów na VI posterunku PKP w rejonie ul. Mszczonowskiej, jednym z węzłów stacji Warszawa- Towarowa, i Marcjanny z domu Dobrskiej. Mieszkał z rodzicami i starszą siostrą Haliną na warszawskiej Woli przy ul. Dzielnej 58 m 6.

Początkowe nauczanie odbył w szkole Marii Grzegorzewskiej przy ul. Chłodnej. We wrześniu 1924, po zdaniu egzaminu wstępnego, zostaje przyjęty do 8-klasowego Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki przy ul. Traugutta 1. W czasie nauki w gimnazjum wykazywał duże zdolności plastyczne i zainteresowania historyczne. Był członkiem Kółka Historycznego im. Jana Długosza, którego opiekunem był Aleksander Kamiński - jego wychowawca i instruktor harcerski w klasie szóstej.

Od dziesiątego roku życia należał do 6. Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. gen. Henryka Dąbrowskiego. Zdobywa kolejno wszystkie stopnie harcerskie od Młodzika do Harcerza Rzeczypospolitej. Po kursie "wigierskim" w 1931 zostaje instruktorem harcerskim, w grudniu 1932 mianowany podharcmistrzem. Od 1933 do grudnia 1935 drużynowy 6. WDH. Od 1936 pełni funkcję komendanta Hufca "Powiśle".

Rok 1937

W czerwcu 1932, po zdaniu matury przystępuje do egzaminu konkursowego na Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Wobec nie przyjęcia go, rozpoczyna studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego. Po roku studiów na tej uczelni, w roku akademickim 1933/34 już z powodzeniem wstępuje na Wydział Architektury. Jednocześnie składa podanie o zwolnienie go z czesnego, z uwagi na trudną sytuację rodzinną. Po trzech latach studiów, 24.VI.1936 przystąpił do tzw. pierwszego egzaminu dyplomowego [uprawniającego do używania tytułu inżyniera], który zdał z wynikiem dobrym.

W październiku 1937 przerywa kontynuowane studiów, zwracając się do dziekana Wydziału o udzielenie urlopu w związku z powołaniem do Centrum Wyszkolenia Saperów w Modlinie. Szkołę Podchorążych Rezerwy Saperów kończy z II lokatą w 1938, uzyskując stopień plutonowego podchorążego saperów.

Następnie powraca na uczelnię w celu uporządkowania swoich spraw. W marcu 1939, w czasie tzw. "tajnej mobilizacji", powołany zostaje do służby czynnej jako saper 8. batalionu saperów 8. DP w Modlinie, którego d-cą był mjr sap. Walerian Klimowicz. W tym samym miesiącu awansuje na stopień sierżanta podchorążego saperów. W atmosferze zbliżającej się wojny bierze udział w przygotowaniach Twierdzy Modlin do obrony. 

W czerwcu 1939 zostaje zwolniony z wojska na własną prośbę w celu uzyskania absolutorium na Politechnice Warszawskiej i zawarcia związku małżeńskiego.

29.VI.1939 w kościele św. Krzyża odbywa się jego ślub z koleżanką ze studiów, Krystyną Błońską.

1.VIII.1939 ponownie zmobilizowany do 8. baonu saperów w Modlinie. Jako d-cy plutonu przydzielono mu operacje opóźniające. Zostaje wysłany do Wyszogrodu, w specjalnej grupie dokonującej zniszczeń opóźniających. Po latach wspominał:

To było dla mnie straszne przeżycie, gdyż 8. dywizja załamała się i wycofywała przez most w Wyszogrodzie, most, który zresztą zapakietowałem i później wysadziłem...

Ze swoją grupą zostaje przerzucony do Modlina i Nowego Dworu, gdzie również pakietuje most, przygotowując go do wysadzenia. Następnie z wycofującymi się oddziałami wojska przez Radzymin i Czarną Strugę przybywa do Warszawy. Bierze udział w walkach w obronie stolicy na przedmościu praskim, od strony Radzymina. 19.IX.1939 zostaje ciężko ranny w obie nogi. Zabrany najpierw na punkt opatrunkowy w rejonie cerkwi przy ul. Zygmuntowskiej na Pradze [dziś al. Solidarności], następnie do wojskowego szpitala zorganizowanego na terenie Uniwersytetu Warszawskiego. Przechodzi operację, grozi mu amputacja nogi, na którą się nie godzi. Po wielkim bombardowaniu Warszawy 25.IX.1939, żona przy pomocy dwóch kolegów saperów transportuje go do mieszkania swoich rodziców p. Błońskich przy ul. Brackiej 23, gdzie przebywa do kapitulacji Warszawy. Już wtedy odwiedzają go dawni koledzy - saperzy z Centrum Wyszkolenia Saperów w Modlinie, kpt. dypl. Jan Wojciech Kiwerski i kpt. Mieczysław Kurkowski, poprzez których nawiązuje pierwszy kontakt z tworzącym się wojskiem konspiracyjnym.

W momencie gdy Niemcy rozpoczęli poszukiwania i rejestrację rannych oficerów WP, zostaje przewieziony do Milanówka. Tam przechodzi 4-miesięczną rehabilitację. Chodząc jeszcze o kulach, rozpoczyna działalność konspiracyjną. Od wiosny 1940 był już zaangażowany w działalność Związku Odwetu [ZO] - organu walki bieżącej - działań sabotażowo-dywersyjnych Związku Walki Zbrojnej [ZWZ]. W ramach ZO, którego oficerem operacyjnym i zastępcą komendanta jest kpt. Jan Wojciech Kiwerski, opracowuje instrukcje sabotażu i dywersji pomocne do nauki techniki saperskiej, wykonuje prace związane z dywersją kolejową, m.in. rozpracowuje pod względem możliwości dywersyjnych warszawski węzeł kolejowy. 

Jednocześnie utrzymuje kontakty z Aleksandrem Kamińskim i pierwszym komendantem Chorągwi Warszawskiej "Szarych Szeregów" hm. Władysławem Dehnelem ["Feliksiak"].

W okresie 1941-1942 pracuje jako magazynier w fabryce obuwia "Elka" ["Liner-Kaczyński"] na Stawkach. Ukrywał tam broń, odbywając także na terenie fabryki kontakty konspiracyjne. Następnym miejscem jego pracy w 1942 było przedstawicielstwo Fabryki Okuć Meblowych "Fema", mieszczące się przy ul. Moniuszki 4. Pełni tam jednoosobowo różne funkcje [dyrektora, sekretarza, buchaltera, sprzątacza], wykorzystując pomieszczenie jako lokal kontaktowy.

Po aresztowaniu rodziny Błońskich w nocy z 2 na 3 XI 1942 w ich mieszkaniu na Brackiej 23 [syn Błońskich Jan "Sum", a jego szwagier, działał w konspiracji, początkowo w organizacji "PLAN", następnie związany z Organizacją Małego Sabotażu "Wawer", zorganizował w mieszkaniu i piwnicy domu laboratorium chemiczne i magazyn materiałów sabotażowych], zostaje "spalony" wówczas jego lokalem kontaktowym staje się mieszkanie Zofii Kreczmar przy ul. Stalowej 13, kuzynki Eugeniusza Koechera ["Kołczan"].

Działając w ZO współpracuje z "Szarymi Szeregami". Pełni funkcję referenta spraw wojskowych przy naczelniku "Szarych Szeregów" Florianie Marciniaku ["Nowak"].

Po utworzeniu w listopadzie 1942 "Grup Szturmowych" i powołaniu jesienią tego roku "Kedywu" KG AK, przejmującego Oddziały Dyspozycyjne ZO, zostaje z ramienia Kedywu dowódcą wojskowym około 300-osobowego Oddziału Specjalnego "Jerzy" [OS "Jerzy"] - utworzonego z harcerzy warszawskich "Grup Szturmowych".

Jego zastępcą, a zarazem komendantem harcerskim z ramienia Chorągwi Warszawskiej ["Ul Wisła"] "Szarych Szeregów" był Tadeusz "Zośka" Zawadzki, zaś oddział w nomenklaturze harcerskiej nosił kryptonim OS "Wisła".

"Jerzy" odpowiedzialny za szkolenie dywersyjne oddziału, w porozumieniu z "Zośką" organizuje i przeprowadza natychmiast kursy dywersyjne [kursy "Wielkiej Dywersji" - WD].

Pierwszy z nich odbywa się w Podkowie Leśnej. Egzaminem są akcje zbrojne pod Kraśnikiem w woj. lubelskim i pod Radomiem, przeprowadzone w nocy z 31 XII 1942 na 1 I 1943 [tzw. "Akcja sylwestrowa"].

Dowodzi patrolem dywersyjnym, w skład którego wchodzą m.in. "Zośka" i "Rudy" [Jan Bytnar], w akcji wysadzenia pociągu pod Kraśnikiem. Udana i wzorowo przeprowadzona akcja staje się punktem zwrotnym w historii warszawskich "Grup Szturmowych". Równocześnie z konieczną dyscypliną wojskową i konspiracyjną zawiązuje się między nim, dowódcą oddziału - a funkcyjnymi żołnierzami, z którymi ma kontakty służbowe, prawdziwa przyjaźń. Jego dom, zmieniający często swój adres, staje się domem kadry oddziału, gdzie rozważa się różne problemy, skąd wychodzi często na akcje. Niezależnie od dowodzenia warszawskimi "Grupami Szturmowymi", podporządkowano mu "Grupy Szturmowe" na terenie całego kraju. Stanowiły one pomoc i bazę przy akcjach odbywających się poza Warszawą.

Po przeprowadzonej z inicjatywy "Jerzego" 2.II.1943 akcji, mającej na celu ewakuację materiałów konspiracyjnych z zaplombowanego przez Gestapo mieszkania Błońskich - po ich aresztowaniu, dalsze jego pozostawanie w Warszawie stało się niemożliwe [zdekonspirowany podczas akcji przez lokatorów kamienicy]. Zatrzymuje się na krótko w mieszkaniu rodziców na Saskiej Kępie przy ul. Berezyńskiej nr 37, skąd następnie wyjeżdża do Brzozówki koło Kobyłki pod Warszawą, gdzie zamieszkał w willi historyka prof. Marcelego Handelsmana. Ten z kolei, zmuszony wcześniej do ukrywania się, zamieszkał od lipca 1942 w Milanówku.

W Kobyłce mieszka z najbliższą rodziną prawie pół roku, utrzymując kontakty służbowe przez swoją łączniczkę Wandę Różewicz ["Kropka", "Wanda"]. Po wyrobieniu nowych dokumentów na nazwisko "Andrzej Czeczotka", przeprowadza się do kolegi z Wydziału Architektury, Jerzego Berowskiego ["Czesław Szczerba"] na ul. Kawczą 5 na Grochowie. Mieszkanie było wyposażone w kilka skrytek na broń, a nawet wielką skrytkę mogącą pomieścić ludzi, z tylnym wyjściem ewakuacyjnym na sąsiednią ulicę. Mieszkanie spełniało także rolę lokalu kontaktowego. Pracował wówczas w zakładach "Junkers", dojeżdżając codziennie do pracy na rowerze.

Od marca 1943 uczestniczy w I Kursie Kształcenia Harcmistrzów o kryptonimie "Charyzma", na który uczęszcza m.in. ze swoim zastępcą "Zośką" i "Czarnym Jasiem" [Jan Wuttke]. Uzyskuje stopień harcmistrza nadany ze starszeństwem z 15.VIII.1943.

W tym czasie uczestniczy w przygotowaniach do akcji "Taśma" [atak na strażnice Grenzschutz na wschodniej granicy Generalnego Gubernatorstwa]. Wraz z mjr Kiwerskim był obserwatorem uderzenia w Sieczychach 20.VIII.1943. Akcja ta, choć udana, okupiona została wielką stratą: zginął w niej zastępca "Jerzego" - "Zośka".

Po podjęciu decyzji o utworzeniu z warszawskich "Grup Szturmowych" batalionu o strukturze całkowicie wojskowej [odprawa z 24.VIII.1943 przy ul. Szopena, z udziałem mjr. "Rudzkiego" Kiwerskiego, "Piotra Pomiana" Eugeniusza Stasieckiego, "Orszy" Stanisława Broniewskiego, "Wacka" Jana Rossmana i "Jerzego" Ryszarda Białousa], powstaje jednostka, w której w miejsce hufców i drużyn utworzone zostają kompanie i plutony.

"Jerzy" mianowany dowódcą baonu wydaje rozkaz:

90 Sztuka

Baon SS "Zośka"

Rozkaz L.1/43                   1 IX 43

1. Z dniem dzisiejszym oddział SS noszący nazwę OS "Wisła" zostaje przekształcony na Baon Kedywu KG 90 Sztuka.

2. W związku z tym mianuję:

d-cą komp. 1 pchor. Maćka

d-cą komp. 2 pchor. Giewonta

d-cą komp. 3 pchor. Kowalskiego Jurka

3. Dla uczczenia pamięci bohaterskiej śmierci na polu walki poległego d-cy OS "Wisła" ś.p. Tadeusza "Zośki" - przyjmujemy go na patrona Baonu, którego nazwa zostaje ustalona na Baon SS "Zośka" (...)

Czuwaj!

(-) Jerzy d-ca Baonu "Zośka"

Następuje intensywne szkolenie kadry dowódczej i żołnierzy baonu [kursy dowódców kompanii, niższych dowódców, instruktorów broni i in.] Jako d-ca wymaga od swoich żołnierzy normalnej nauki szkolnej i wraz z "Pasieką" stwarza odpowiednie warunki dla niej [batalionowe liceum, subsydiowane przez Kedyw KG - komplety prowadzone przez profesorów Gimnazjum i Liceum im. Stefana Batorego]. 

Od stycznia 1944 współpracuje z szefem Głównej Kwatery Szarych Szeregów "Piotrem Pomianem", oddelegowanym w charakterze wizytatora "Pasieki" do batalionu z zadaniem sprawowania opieki wychowawczej nad żołnierzami.

W końcu maja 1944, jako dowódca baonu zostaje równocześnie zastępcą dowódcy "Deski 81" dowodzonej przez dawnego kolegę sapera kpt. "Jana". Do wybuchu Powstania Warszawskiego żołnierze, którymi dowodził przeprowadzili ponad 30 akcji zbrojnych i dywersyjnych [akcje kolejowe, odbijanie więźniów, zdobywanie materiałów potrzebnych do prowadzenia walki, akcje represyjne i osłonowe, podejmowanie zrzutów].

W czerwcu 1944 dokonuje ostatniej reorganizacji batalionu "Zośka". 19.VII.1944, uzyskawszy informacje o prawdopodobnej prowokacji, w czasie ostatniej odprawy odwołuje akcję "Pawiak" - na kilka godzin przed jej rozpoczęciem.

27.VII.1944 poległym sobie pododdziałom wydaje rozkaz:

Baon "Zośka" 27. 07. 44, godz. 18.00.


Do dowódców kompanii Maciek i Rudy.


1. Zarządzam stan pogotowia dla ludzi pod bronią plus 50% ludzi nie uzbrojonych. Dla pozostałych stan czujności.
2. W miarę przybywania broni zwiększyć stan ludzi na pogotowiu, utrzymując tę samą proporcję.
3. Uprzedzam o możliwości prowokacji i zalecam jak największą ostrożność.
4. Łączność należy dublować w ten sposób, że po wysłaniu łączniczki w 15 minut wysłać drugą.
5. Polecam zorganizować przygotowanie opasek biało-czerwonych o 5-centymetrowej szerokości każdy pasek.
6. Proszę przygotować butelki zapalające w zakresie wewnętrznych możliwości.
7. Polecam przygotować na jutro godzina 11 wykaz broni i środków wraz z rozmieszczeniem.
8. Mój lokal na Marszałkowskiej "C" zamieniam na punkt materiałowy. Sposób jego funkcjonowania omówię oddzielnie.
Czuwaj!
(-) Jerzy
D-ca Baonu "Zośka"

Do Powstania Warszawskiego przystępuje na czele 2-kompanijnego baonu kadrowego, powiększonego w pierwszych dniach sierpnia o sformowaną 3. kompanię "Giewonta". Baon na miejscu koncentracji w fabryce Telefunken przy ul. Mireckiego na Woli liczy około 320 żołnierzy, w tym ponad 30 dziewcząt - łączniczek i sanitariuszek. Jednocześnie pełni funkcję zastępcy d-cy "Brody 53" [zmieniony kryptonim "Deski 81"] - kpt. "Jana", największej jednostki wchodzącej w skład zgrupowania "Radosław" dowodzonego przez komendanta Kedywu KG AK ppłk. Jana Mazurkiewicza. Swoim zastępcą mianuje dowódcę 2. kompanii "Rudy" - plut. pchor. "Andrzeja Morro". Zastępcą do spraw wychowawczych zostaje hm. ppor. "Piotr Pomian".

Po pierwszych starciach i walkach z Niemcami oraz zdobyciu przez baon 2 czołgów typu "Panther", 5 sierpnia po wcześniejszym osobistym rozpoznaniu wraz z "Piotrem Pomianem" terenu, zostaje dowódcą natarcia na "Gęsiówkę" - obóz koncentracyjny przy ul. Gęsiej 24, po zdobyciu którego uwolniono 348 Żydów różnych narodowości. Część uwolnionych Żydów zasiliła szeregi baonu "Zośka" i innych oddziałów powstańczych.

6 sierpnia pod jego i kpt. "Jana" dowództwem z Cmentarza Żydowskiego ruszyło natarcie dwóch plutonów kompanii "Rudy", które odzyskało sąsiedni Cmentarz Ewangelicki.

Po krwawych walkach i znacznych stratach osobowych, jakie poniosły oddziały "Brody 53" w walkach na Woli, w dowództwie zgrupowania ścierały się koncepcje wymarszu do Kampinosu, aby z siłami tam zgromadzonych oddziałów partyzanckich atakować Niemców na ich liniach komunikacyjnych i bezpośrednim zapleczu. Projekt ten wywołał także dyskusje wśród dowództwa "Zośki", o czym sam po wojnie wspomina:

Dziś po latach uważam, że koncepcja przebicia [do Kampinosu] nie była bynajmniej błędna, wprost przeciwnie, nasz oddział jako kadrowy mógłby rozszerzyć się wtedy w większą jednostkę i nareszcie zostać właściwie wykorzystany.

Na Starym Mieście baon "Zośka" toczy ciężkie boje o magazyny na Stawkach, redutę "Jan Boży", i w ruinach getta ponosząc kolejne ciężkie straty.

W natarciu na getto 16 VIII ginie jego zastępca "Piotr Pomian". W ataku na Dworzec Gdański 22 sierpnia ginie 21 żołnierzy baonu. Dalsze straty ponosi oddział w czasie nalotów: 28 sierpnia na Franciszkańskiej nr 12 ginie prawie cały pluton "Sad"; 30 sierpnia na Zakroczymskiej nr 7 giną resztki 3. kompanii "Giewonta" wraz z dowódcą.

W ostatnich dniach sierpnia uczestniczy w przygotowaniach do przebicia się oddziałów powstańczych ze Starówki do Śródmieścia.

Po latach tak to zapisze:

Trudno mi dziś powiedzieć, jakich sztuk i jakiego wyczynu trzeba było, aby o godz. 23:00, gdy "Jan" wrócił z rozpoznania, można było zameldować że wszystko w porządku, batalion gotowy do wyruszenia na podstawę wyjściową [...] "Jan" mówi parę słów, dziękuje. Ja robię krótki bilans naszych walk powstańczych. Poległych czcimy ciszą. Wybiegam myślą ku kolegom poległym w konspiracji, którym nie dane było być z nami w momencie powstańczego zrywu. Przypominam, że okna tego budynku, w którym się znajdujemy [Bank Polski na Bielańskiej] tylekroć patrzyły na samochody wiozące naszych kolegów, nasze rodziny, na Pawiak i Szucha, do obozów i na stracenie. Nieraz już Bielańska rozbrzmiewała strzałami, a teraz otwiera nam drogę do swoich - do braci! Patrzę na skupione twarze chłopców - dzieci prawie, i czuję, jak duma jakoś wypełnia mi piersi - duma, że właśnie mnie dane było dowodzić tymi wspaniałymi ludźmi, którzy już w konspiracji zdobyli batalionowi najwspanialszą sławę, a powstanie ją utrwaliło i pogłębiło. W paru słowach daję upust tym uczuciom. Wreszcie omawiam zadanie. Mówię prosto i szczerze, nie ukrywając trudności i przewidując niespodzianki - tak właśnie, jak miałem zwyczaj to robić przed każdą akcją, drobiazgowo może, dokładnie, ale też i z wiarą, że udać się musi [...]

Natarcie oddziałów powstańczych załamuje się w zmasowanym ogniu nieprzyjaciela. Ginie dowództwo "Brody 53" z mjr. "Janem" na czele. Po drugiej stronie ul. Bielańskiej znalazły się tylko zdziesiątkowane plutony 2. kompanii "Rudy": "Sad" i "Alek" pod dowództwem "Morro" i pluton ppor. "Śnicy" z "Kolegium A". Wraz z por. "Jerzym" i kpt. "Trzaską" [obaj ranni] grupa liczyła ponad sześćdziesięciu ludzi - w tym wielu rannych.

W ruinach domów ul. Senatorskiej ustala zadanie opanowania położonego po drugiej stronie ulicy kościoła św. Antoniego. Tu sanitariuszki opatrują rannych, po czym nie czując się bezpiecznie - możliwość otoczenia przez Niemców - po rozpoznaniu, przez ogrody na tyłach kościoła, przeskakuje z oddziałem do piwnic wypalonego budynku Biblioteki Zamoyskich na rogu ul. Alberta i Fredry, na styku z opanowanym przez Niemców Ogrodem Saskim:

W tym miejscu oddział przeczekał aż do zmierzchu. "Jerzy" zgromadził większość żołnierzy w wąskim korytarzu między piwnicami i kazał pozamykać drzwi wszystkich piwnic. W ten sposób korytarz stał się ciasnym bardzo i niewygodnym, ale bardziej bezpiecznym schronieniem. Sam "Jerzy" po wystawieniu ubezpieczeń, pozostał we frontowej piwnicy obserwując pilnie wszystko wokół [...] Było gorąco i duszno, wśród żołnierzy większość stanowili ranni, nie było wody aby zaspokoić pragnienie. Nie było też środków, aby uśmierzyć cierpienia ciężej rannych. Sanitariuszki i łączniczki czuwały nad rannymi i zmieniały im opatrunki, dwoiły się i troiły, same będąc w większości ranne [...]

 

[Batalion "Zośka" - A. Borkiewicz-Celińska]

Sam, tak to wspomina:

W ten sposób zaczął się jeden z najbardziej dramatycznych dni, jakie przeżyłem - dzień, który wrył się głęboko w pamięć, stając się symbolem karności i dyscypliny silniejszej niż śmierć, bo płynącej z głębokiego zaufania dowódcy do żołnierza i odwrotnie, zaufania, które zrodzić mogła głęboka przyjaźń i wspomnienie przeżytych niebezpieczeństw [...] Stan nerwowego napięcia osiąga kulminacyjny punkt, gdy po obrzuceniu piwnic granatami Niemcy zaczynają pruć w okna krótkimi seriami lkm-u. Drzwi piwnic są niewystarczającą ochroną i trzeba mieć wiele hartu, by znieść ogień pocisków uderzających metr nad głowami wtulonych w ziemię chłopców [...]

 

Jerzy Białous "Walka w pożodze"

Po zapadnięciu zmierzchu na jego rozkaz oddział opuszcza piwnice i rozproszony, rojem, przemieszcza się przez Ogród Saski. Na dany znak wszyscy łączą się w kolumnę na czele której obok dowódcy idzie "Drogosław" i "Witold Czarny" - obaj płynnie rozmawiający po niemiecku, oraz ranny "Morro". Oddział ubrany w zdobyczne "panterki" i hełmy, udając kompanię niemiecką zdołał - minąwszy niemiecką barykadę - przebiec ulicę Królewską i dotrzeć do polskiej placówki. Był to jedyny oddział AK, któremu udało się dotrzeć ze Starówki do Śródmieścia górą.

3.IX.1944 [ze starszeństwem z 8.VIII.1944] zostaje mianowany kapitanem, obejmując po śmierci mjr. "Jana" dowództwo "Brody 53". W m.p. w Śródmieściu [Poselstwo Bułgarskie, al. Ujazdowskie 39] zarządza odprawę, na której dokonuje reorganizacji oddziału. Ze względu na poniesione duże straty - na Woli i Starym Mieście poległo 275 żołnierzy, łączniczek i sanitariuszek - rozwiązuje 1. kompanię "Maciek" i 3. kompanię "Giewonta". Pozostali przy życiu żołnierze tych kompanii zostają wcieleni do 2. kompanii "Rudy", jedynej obecnie kompanii baonu "Zośka". W jej skład wszedł także pluton Kedywu "Kolegium A" dowodzony przez por. "Śnicę", detaszowany do "Zośki" 12.VIII.1944 - po opuszczeniu Woli.

Do dowodzonej przez niego "Brody 53" wchodziły ponadto: oddział "Topolnicki" [pluton bojowy i oddział gospodarczy], pluton saperów por. "Szczerby", pluton pancerny por. "Wacka" oraz resztki baonu "Parasol" por. "Jeremiego". Stan osobowy "Brody 53" na początku września wynosił około 300 żołnierzy.

Wieczorem 5.IX.1944 oddziały "Brody 53" wyruszyły na nowe stanowiska na terenie Górnego Czerniakowa, obsadzonego do tej pory przez oddziały kpt. "Kryski". Walki toczą się na ul. Książęcej, Ludnej, Czerniakowskiej, Rozbrat. Stopniowo powstańcy spychani są przez Niemców w rejon ulic  Wilanowska - Solec, mały skrawek ziemi nad Wisłą. Poszczególne domy, nawet ich piętra i mieszkania i strychy przechodzą wielokrotnie z rąk do rąk. Powiększa się liczba rannych i zabitych. Brak środków opatrunkowych, lekarstw i żywności. Daje o sobie znać narastające wyczerpanie i zmęczenie. Oczekiwana pomoc i przeprawa z drugiego brzegu Wisły zawodzi:

Oddziały berlingowców puszczały pozycje za pozycją, własnymi siłami zasilałem oddziały berlingowców, nocą odbijałem część straconych pozycji. W ten sposób próbowałem ratować południowe skrzydło przyczółka. Od 19 września nasze walki są już bardzo utrudnione. Nie mamy praktycznie żadnych możliwości uzupełnienia broni, jest mnóstwo rannych. Niemcy osłaniają się ludnością cywilną przy atakach czołgowych. Zostaliśmy odcięci od Śródmieścia, tracimy ZUS. Robimy z inicjatywy "Radosława" próby połączenia się kanałami z oddziałami Mokotowa...

 

[meldunek kpt. "Jerzego" złożony już po przebiciu się do Śródmieścia]

W nocy 21/22.IX.1944 następuje decyzja dowództwa 1. AWP wycofania swoich oddziałów na praski brzeg, z równoczesnym zapewnieniem, że ewakuacja obejmie także powstańców. Resztki "Brody 53" bronią się w ostatniej reducie: domu przy ul. Wilanowskiej 1. Rankiem tego dnia godzi się na godzinna przerwę w walce w celu zebrania z przedpola rannych i zabitych. Z rozejmu korzysta przede wszystkim ludność cywilna, wyniesiono także część rannych powstańców. Po zakończeniu rozejmu Niemcy atakują ze zdwojoną siłą.

Kiedy wieczorem zapowiedziana przeprawa nie nadchodzi, zbiera ludzi, by pod osłoną nocy z 22/23 IX przebić się do Śródmieścia. Wraz z "Ojcem Pawłem" [kapelanem zgrupowania] znajduje się na czele blisko 100-osobowej grupy, wśród której znajduje się około 20 berlingowców z mjr. Łatyszonkiem. Krótko po wymarszu trafiono na niemiecką placówkę, po jej ostrzale ginie idący w straży przedniej "Słoń".

W strzelaninie potracono łączność, grupa rozpierzcha się w ciemnościach. Kiedy mimo nawoływań nie udaje się jej zebrać ponownie, z niewielką grupką podąża ustaloną trasą do ul. Czerniakowskiej, Rozbrat, ogrodami na skarpie, ku Śródmieściu. Po obrzuceniu niemieckiej placówki przed Ambasadą Chińską granatami, przedostaje się obok willi prof. Pniewskiego do pobliskiego gmachu YMCA - zajętego przez powstańczy oddział. Razem z nim do Śródmieścia dotarło jedynie 5 osób: jego łączniczka "Wika", "Halicz", "Bląd" [nie z "Zośki"] i jeden berlingowiec.

Po kapitulacji Powstania Warszawskiego, od października 1944 do 29 IV 1945 był jeńcem obozów niemieckich, początkowo Bergen-Belsen, następnie Gross-Born, a potem po kilkustetkilometrowym marszu na mrozie - Sandbostel.

Na emigracji...

Po wyzwoleniu obozu przez wojska brytyjskie, od maja 1945 stara się odnaleźć i skupić swoich żołnierzy w przygotowanym do tego domu na terenie okupowanym przez 1. Dywizję Pancerną gen. Maczka w miejscowości Haren, zwanej przez Polaków "Maczkowem". W końcu lata 1945 zostaje dowódcą plutonu opieki w 1. Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej gen. Sosabowskiego, do której został wcielony po wyzwoleniu Bergen-Belsen. Organizuje Klub Oficerski oraz szkołę dla żołnierzy zaniedbanych podczas wojny w nauce, umożliwiającą im zdobycie zawodu.

kpt. Białous jako żołnierz 1. SBSpad

Działa również w Harcerskich Oddziałach Wojskowej Służby Wewnętrznej, które zajmują się pomocą w łączeniu rodzin byłych więźniów, służbą informacyjną, ściąganiem rodzin z Polski.

W związku z niepewną sytuacją w Polsce i prześladowaniem byłych AK-owców, decyduje się na pozostanie na Zachodzie. W maju 1946 przybywa do kraju w składzie wojskowego konwoju z darami dla Polski. Po krótkim pobycie nielegalnie wywozi tym samym konwojem żonę z dziećmi, zabierając również kilkunastu zagrożonych aresztowaniami towarzyszy broni. Po przerzuceniu 1. SBSpad. do Anglii, w 1947 zamieszkał w Londynie.

Pracuje w Komisji Historycznej angielskiego Sztabu Wojskowego z ramienia rządu londyńskiego, mając niemały udział w opracowaniu pierwszego, udokumentowanego wydawnictwa, poświęconego Armii Krajowej [Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej T III. Armia Krajowa, Londyn 1950]. W Anglii nie pozostaje długo. Razi go wyniosłość Anglików i ich stosunek do Polski i Polaków. Za namową kolegi z 1. SBSpad. decyduje się na wyjazd do Argentyny. 9 VII 1948 przybył z rodziną do Buenos Aires.

Tak to wspomina:

Początki były bardzo trudne, ciężki klimat, choroby, nostalgia, trudności finansowe, nieznajomość języka. Pracowałem początkowo z żoną przy opracowaniu projektów dla polskiej spółki. Po kilku miesiącach, na skutek choroby żony, której klimat stolicy nie służył, podjąłem decyzję osiedlenia się w Patagonii, około 1500 km od Buenos Aires, u podnóża Andów.

Zamieszkał w miejscowości Quillen w prowincji Neuquen, wówczas indiańskiej wiosce, w okresie zimy przez pół roku odciętej praktycznie od reszty świata. Początkowo działa w spółce mającej tworzyć małą fabrykę domów. Po plajcie spółki z determinacją przystępuje do kolejnych działań. Wykorzystując saperskie umiejętności buduje drogi i mosty. Prowadzi eksploatację lasów, buduje dom według własnego projektu. Równocześnie nawiązuje kontakty z miejscowymi Indianami. Jest konstruktorem i nadzoruje budowę lotniska - najwyżej położonego w Ameryce Południowej, jedynego w Kordylierze, w Quillen. Staje się przez to osobą powszechnie znaną i szanowaną za wiedzę i solidność.

Gdyby nie fakt, że posiadaliśmy tyle sprawności harcerskich, wątpię, czy przetrzymalibyśmy ten pierwszy okres. Kiedy miał się rodzić syn Jerzy, spadł prawie metrowy śnieg. Lekarze nie byli w stanie dojechać.

Poród musiałem odbierać sam...

W 1961 kończy pierwszy, pionierski etap pracy i przenosi się z Quillen do położonego 150 km dalej Zapala, gdzie buduje drugi dom. Tu jego dzieci mogły kształcić się w szkole średniej, typu polskiego studium nauczycielskiego.

W końcu 1963 Rząd Prowincji w Neuquen składa mu ofertę zaprojektowania uzdrowiska w Copahue, na granicy Chile. Realizuje to wielkie przedsięwzięcie wraz z Haliną Bukowińską, rodaczką z Belgii, również architektem. Zostaje dyrektorem technicznym Zarządu Turystyki i Uzdrowisk, następnie dyrektorem generalnym Służby Hydrologicznej i Energii Elektrycznej.  Podlega mu całkowicie sieć wodna, wodociągi oraz produkcja i dystrybucja elektryczności.

W latach 1966-1969 jest dyrektorem realizacji projektów z ramienia Ministerstwa Budownictwa prowincji Neuquen. Jako dyrektor firmy "Adelphia" przez kolejne dwa lata buduje linię przesyłową elektroenergetyczną, drogę w górach, gazociąg. Od 1976 dodatkowo mianowany zostaje dyrektorem Uzdrowisk Termalnych.

Mimo intensywnej pracy zawodowej i wielu zajęć jest stale aktywny społecznie. Udziela się w Związku Polaków w Argentynie, czynnie działa w organizacjach kombatanckich. W Patagonii zakłada pierwszy w Argentynie klub biathlonowy. Jest aktywnym narciarzem i alpinistą. Wspinał się w Andach, zdobywając kilka dziewiczych szczytów.

Od 1983 na emeryturze. Mieszka z żoną w Neuquen. Przez cały czas utrzymuje kontakty z Polakami na emigracji, i dawnymi kolegami w kraju.

W roku 1974, w 30 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego odwiedza Polskę. Zamierzał być 2 miesiące, przedłużał jednak swój pobyt, ciesząc się ze spotkań ze swym 98-letnim ojcem, siostrą, rodziną i przyjaciółmi. Odwiedził szlak bojowy baonu "Zośka", groby kolegów i podkomendnych w kwaterze baonu na Powązkach. Odbył wiele spotkań, udzielił kilku wywiadów.

Wyjeżdżał ociągając się, jakby przeczuwał, że już nigdy do Polski nie wróci...

O żołnierzach swego batalionu powiedział:

Ludzie, którymi miałem zaszczyt dowodzić, to nie wyspa oderwana od społeczeństwa ani cierpiętnicy, dla których było ideałem polec za Ojczyznę, lecz świadomi swych obowiązków młodzi obywatele Rzeczypospolitej, dla których ideałem było żyć dla Niej i pracą przyczynić się do Jej świetności.

W 1987 zaczął chorować. Po długotrwałej, ciężkiej chorobie, zmarł 24 III 1992.

Spoczął na cmentarzu w Neuquen.

Na Mogile Symbolicznej w kwaterze cmentarnej baonu "Zośka", gdzie wypisane są nazwiska tych, którzy nie mają tam grobów, umieszczono jego epitafium, odsłonięte 31 VIII 1993.

Autor wspomnień "Walka w pożodze" - opublikowanych w Niemczech w 1947.

Od 1939 żonaty z Krystyną z domu Błońską, architektem.

Miał troje dzieci: córkę Zofię [ur. 1945], nauczycielkę, oraz synów: Jana [ur. 1942], architekta i Jerzego [ur. 1951], topografa.

[zwracają uwagę imiona dzieci - ściśle związane z konspiracyjną działalnością ojca: Zośka, Jerzy, Jan...]

 

Odznaczony:

Krzyż Walecznych - 1939

Krzyż Walecznych - 1944

Virtuti Militari kl. V - 1944

 

 

powrót