Janusz Bohdan Bokszczanin "SĘK"

1894 - 1973

Pseudonimy: "Bartek", "Sęk", "Wir".

Dyplomowany oficer służby stałej kawalerii WP:

- podpułkownik (1935),

- pułkownik (20 marca 1943).
Urodzony 29 października 1894 r. w Grodnie, syn Emanuela, poległego w wojnie rosyjsko-japońskiej, i Pauliny Godlewskiej. Od 1905 r. uczył się. w gimnazjum w Grodnie. Od tego roku należał do konspiracyjnego koła młodzieży polskiej, kierowanego przez PPS i w 1911 r. przekształconego w oddział Związku Walki Czynnej w Grodnie. Od 1906 r. uczeń Korpusu Kadetów w Pskowie, Połocku i ponownie w Pskowie, gdzie w 1914 r. otrzymał świadectwo dojrzałości Zmobilizowany w sierpniu tego roku, po ukończeniu Mikołajewskiej Szkoły Kawalerii w Petersburgu od grudnia 1914 r. służył w 4. pułku huzarów. Od listopada 1917 r. w I Korpusie Polskim na Wschodzie, jednocześnie czynny w Związku Wojskowych Polaków. W lutym 1918 r. wysłany jako kurier dowódcy I Korpusu do dowódcy III Korpusu Polskiego, pozostał tam na stanowisku dowódcy szwadronu karabinów maszynowych w pułku szwoleżerów. Po rozbrojeniu III Korpusu (lipiec tego roku) służy w 4. pułku huzarów Armii Ochotniczej gen. A. I. Denikina jako dowódca plutonu.

Od marca 1919 r. w WP. Początkowo był zastępcą dowódcy 6. pułku ułanów, od października tego roku zastępcą dowódcy szwadronu zapasowego 26. pułku ułanów, od czerwca 1920 r. dowódcą 2. szwadronu 16. pułku ułanów, od lipca dowódcą spieszonego szwadronu 1. Dywizji Jazdy, od sierpnia tego roku dowódcą szkoły podoficerskiej 16. pułku ułanów, od listopada 1920 r. dowódcą szwadronu zapasowego 26. pułku ułanów, a od marca 1921 r. także dowódcą szkoły podoficerskiej tego pułku.
Instruktor w Centralnej Szkole Kawalerii w Grudziądzu od czerwca 1922 do listopada 1924 r., z przerwą na odbycie kursu w Centralnej Szkole Wojskowej Gimnastyki i Sportów w Poznaniu. Po ukończeniu kursu doszkolenia w Centralnej Szkole Kawalerii był od października 1925 r. kolejno dowódcą 2. szwadronu 26. pułku ułanów, od października 1927 r. dowódcą 1. szwadronu, od stycznia 1929 r. dowódcą 2. szwadronu, a od sierpnia 1929 r. dowódcą szwadronu zapasowego 3. pułku ułanów. W 1930-1932 ukończył WSWoj. Od października 1932 r. szef sztabu Wołyńskiej Brygady Kawalerii, od 1935 r. zastępca dowódcy 7. pułku strzelców konnych, od listopada 1937 r. szef Wydz. Wyszkolenia Departamentu Kawalerii MSWojsk. Uczestnik kursu dla szefów sztabu i kwatermistrzów armii (jesień 1938 - wiosna 1939).
W kampanii wrześniowej 1939 r. dowódca 10. pułku strzelców konnych 10. Brygady Kawalerii (pancerno-motorowej). Ciężko ranny 16 września pod Zboiskami k. Lwowa, leczył się w szpitalu w Dublanach, a następnie przedostał do Warszawy.

W konspiracji od lutego 1940 r. w ZWZ-AK. Pierwszy przydział nie jest znany. Aresztowany w łapance w maju, przebywał na Pawiaku i w obozie przejściowym przy ul. Skaryszewskiej. Zwolniony w październiku 1940 r., po "kwarantannie" wrócił do działalności w ZWZ.

Szef Wydz. Broni Szybkich w Oddziale III (operacyjnym) K-dy Gł. ZWZ-AK w stopniu podpułkownika dyplomowanego pod pseud. "Sęk", "Wir".

Współpracownik miesięcznika "Insurekcja", wydawanego od stycznia 1941 r., jednocześnie od tego roku kierował redagowaniem miesięcznika "Towarzysz Pancerny". Mianowany pułkownikiem służby stałej rozkazem Naczelnego Wodza z 24/25 marca 1943 r. ze starszeństwem od 20 marca tego roku. Współautor tzw. drugiego planu powstania powszechnego (wrzesień 1942) i planu "Burza" (listopad 1943). Po zapadnięciu decyzji o odlocie z kraju gen. Stanisława Tatara w styczniu-lutym 1944 r. został okresowo Szefem Operacji i I zastępcą Szefa Sztabu K-dy Gł. AK. Stanowisko to zdał gen. Leopoldowi Okulickiemu na początku czerwca 1944 r., po czym nadal kierował Wydz. Broni Szybkich w Oddz. III K-dy Gł. AK. Rozkazem L.1307 z 13 lipca 1944 r. mianowany z dniem 5 lipca (po ppłk. Antonim Sanojcy) II zastępcą gen. Tadeusza Pełczyńskiego, Szefa Sztabu K-dy Gł. AK do spraw organizacyjnych.

Wybuch Powstania Warszawskiego zastał go w pobliskim Boernerowie. Ranny w czasie próby dostania się do miasta i wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec, zbiegł w końcu września i wrócił do kraju. Początkowo miał objąć stanowisko komendanta Obsz. Warszawa AK. Od października 1944 r. Szef Sztabu K-dy Gł. AK, według listu Okulickiego z 10 grudnia "kierował całością pracy sztabu" (formalnie mianowany Szefem Sztabu K-dy Gł. AK dopiero 31 grudnia 1944). Od kwietnia 1945 r. był zastępcą płk. Jana Rzepeckiego, Delegata Sił Zbrojnych na Kraj, a od września 1945 r. doradcą J. Rzepeckiego, prezesa ZG Zrzeszenia "WiN" (S. Kluż twierdzi mylnie, iż B. był wiceprezesem "WiN").
Wezwany przez emigracyjne władze polskie do Londynu, opuścił kraj w październiku 1945 r. Po rocznym pobycie w Londynie przebywał od jesieni 1946 r. w Paryżu. Do 1953 r. członek Delegatury "WiN" za granicą.

Zmarł 1 sierpnia 1973 r. w Paryżu.
 

Odznaczony:

 

Złotym Krzyżem Zasługi (1935)

Medalem Niepodległości (1938)

Virtuti Militari V klasy [1921]

 

 

JANUSZ BOKSZCZANIN


Pseudonim: "Sęk", "Wir"
Stopień: płk dypl.
Funkcja: szef Wydziału Broni Szybkich w Oddziale III Komendy Głównej AK

Data i miejsce wywiadu: wiosna 1965, Paryż, Francja.


Janusz K. Zawodny: - Czego nie pisze się o powstaniu?
Janusz Bokszczanin: - Nie wspomina się, jaki był plan działania wojskowego. Pierwszy plan powstania, opracowany jeszcze za życia gen. Roweckiego, miał jako myśl przewodnią "ochronić miasto przed zniszczeniem i ludność przed wymordowaniem". Celem było wtedy zabezpieczenie miasta, wypchnięcie Niemców z Warszawy, dla których miała być zachowana droga odwrotu przez mosty na Wolę w kierunku Skierniewic. Nie chciano stawiać przeszkód, ale pozwolić na odpływ Niemców na zachód. Uderzenie nasze miało być z północy - z Żoliborza i z południa - z Mokotowa, aby skanalizować odwrót wroga. Przygotowano umocnienia Kwatery Głównej na Mokotowie, łączność itd. Zamiarem Roweckiego było szybkie "wydalenie" Niemców z Warszawy, ale nie bitwa, myślą przewodnią była ochrona miasta. Przez kilka lat pracowano nad tym, nagle, w ciągu 5 dni wszystko zmieniono. Ten plan został przekształcony w ostatnich dniach. Nawet pora rozpoczęcia akcji przeniesiona została ze świtu na popołudnie.
Z: - Jaką postawę zajął gen. Okulicki?
B: - Krytykował plan Roweckiego. Pamiętam, jednego z ostatnich dni lipca (29 albo 30), podczas odprawy na ulicy Krochmalnej 2 (poznałem wtedy Jana Nowaka), "Bór" w czasie przerwy, paląc papierosa, zapytał mnie: "Co wy myślicie o zamknięciu Niemców i zniszczeniu ich w Warszawie?" Myślałem wtedy, że to są tylko jego rozważania. To już było po decyzji o powstaniu. Generała Okulickiego znałem stąd, że to jemu zdawałem funkcję [zdanie funkcji Szefa Operacji i I zastępcy Szefa Sztabu KG AK nastąpiło 3 VI 1944 r.]. Okulicki uważał plan powstania za słaby, defetystyczny, jego zdaniem: "Niemcy są już pobici". Ale jaki był jego plan, to mi tego nie powiedział. Na podstawie porannej odprawy, mogę powiedzieć, że "Monter" nie parł do powstania.
Z: - Jak przebiegała odprawa dowództwa AK rano 31 VII 1944?
B: - Był "okrągły stół", "Bór", Pełczyński, Okulicki, Szostak [płk dypl. Józef Szostak "Filip", szef Oddziału III operacyjnego KG AK], "Monter" i ja. "Kortum" [ppłk Antoni Sanojca, szef Oddziału I organizacyjnego i zastępca Szefa Sztabu KG AK d/s organizacyjnych] spóźnił się. Była pani "Ha-Ka", byli "Kuczaba" [płk dypl. Józef Kazimierz Pluta-Czachowski, szef Oddziału V łączności i zastępca Szefa Sztabu KG AK d/s technicznych, dowodzenia i łączności] i Rzepecki. Tam w dokładnej formie sztabowej przedstawił sytuację Iranek [płk dypl. Kazimierz Iranek-Osmecki "Heller", szef Oddziału II wywiadowczego KG AK]. Mówił o rozlokowaniu Niemców w promieniu 50 km i o Rosjanach. Podkreślał elementy czasu, w jakim Niemcy mogli ściągnąć oddziały do Warszawy. Był to bardzo szczegółowy i rzeczowy raport, zupełnie odpowiadający rzeczywistości. Potem zabrał głos Okulicki, który w bardzo ostrej formie zarzucił tchórzostwo "Borowi" przez cytowanie analogii do 1831 roku. Używał słowa "tchórzostwo". To było bardzo przykre. Przedstawił swoją tezę o tym, jak należy zarządzić powstanie. Po nim też bardzo ostro wystąpił Szostak z Oddziału III operacyjnego, który zakończył przemówienie swoje tak: "lepiej zacząć o tydzień za wcześnie, niż o godzinę za późno". Szostak nie atakował "Bora", popierał go.
Z: - Jaka była rola Delegata Rządu w tej sprawie?
B: - Delegat Rządu zażądał opanowania Warszawy na 24 godziny przed wkroczeniem Sowietów. Delegat przyjechał na Pańską dwa czy trzy dni wcześniej, do tego samego lokalu, w którym odbyła się później odprawa 31 lipca rano. Było to zrobione dość formalnie. Delegat powiedział: "Daję panu zadanie etc, 24 godziny". "Bór" przyjął to bez krytyki. Powiedziałem wtedy Okulickiemu, że nie wiem, jak my to mamy zrealizować: "żeby Rosjanie wjechali na karkach Niemców". Okulicki odrzekł: "To się zrobi". Moim zdaniem ten wymóg 24 godzin zaważył. Stworzyła się psychoza, aby się nie spóźnić! Samo zadanie wykluczało wybór najdogodniejszego momentu do wybuchu powstania - trzeba było mieć 24 godziny na zorganizowanie władz administracyjnych. Aby mieć ten czas, nie czekano już na pobicie Niemców, ale uchwycono Warszawę od środka! To zaciążyło na wszystkich decyzjach. Szostak na tym się opierał. Ja twierdziłem, że nie da się wcześniej obliczyć naszej akcji. Przemówiliśmy się z Szostakiem. Potem "Bór" zarządził dwukrotne sondowanie opinii na pytanie, czy już jest czas na powstanie czy nie. Za pierwszym razem, oprócz Okulickiego i Szostaka, nikt nie odpowiedział konkretnie "tak". "Monter" dowodził, że stan uzbrojenia jest za słaby, rozwodził się nad brakiem amunicji, nad tym, że Niemcy nie są jeszcze rozbici. Innymi słowy, wobec licznych komentarzy, "Bór" zarządził drugie głosowanie, prosząc o odpowiedź "tak" lub "nie". Odpowiedzieli wtedy, po kolei: "Iranek - raczej nie (nie pamiętam);

Okulicki - tak;

Szostak - tak;

"Kuczaba" - nie pamiętam;

Bokszczanin - nie;

Rzepecki - nie pamiętam;

"Monter" - nie (stanowczo nie!).

Ja z nim po tej odprawie rozmawiałem, on był przeciwny, ale mówił mi: "Ja się nie mogę spóźnić, wszystko, byle się nie spóźnić. Jak ja się spóźnię, to cała myśl powstania, to wyrwanie bolszewikom oswobodzenia Warszawy - wszystko się zawali".
Pełczyński nie wyraził swego zdania, ale reasumując, większość odpowiedziała: "nie".
Z: - Jaka była rola gen. "Montera" w podjęciu decyzji o wybuchu powstania?
B: - "Monter", głowę daję, że on się nie pchał do powstania. Ale był zahipnotyzowany tą myślą, aby się nie spóźnić!
Z: - Jaki był stosunek Okulickiego i Pełczyńskiego do "Bora"?
B: - Pełczyński był bardzo lojalny w stosunku do "Bora". Okulicki miał swoje koncepcje i narzucał je. To byli ludzie zmęczeni. Pełczyński miał wpływ na "Bora", był to trochę idealista i mistyk. Okulicki miał dużo tupetu.
Z: - Czy był rozważany przyjazd Sosnkowskiego do kraju?
B: - W początku lipca mówiono o przyjeździe Sosnkowskiego. Muszę powiedzieć, że właściwie nie wiedziałem, po co Okulicki przyjechał do Polski. Jednego dnia Pełczyński i Okulicki rozmawiali [pisali list?] na ten temat, ja pracowałem wtedy w tym samym pokoju. Zaskoczyło mnie, że Okulicki był przeciwny przyjazdowi Sosnkowskiego do Polski. "On nam tu wszystko przewróci". To mnie zaskoczyło, bo moim zdaniem świadczyło to o nielojalności. Pełczyński i Okulicki bardzo długo debatowali nad listem, który przygotowywali, zmieniali, przerabiali każde zdanie tego listu.
Z: - Co pan może powiedzieć o gen. Okulickim?
B: - Moim zdaniem był to alkoholik. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie po powstaniu. Właściciel restauracji w Milanówku zawiadomił dowódcę Okręgu AK, że jakieś typy piją i mówią o polityce w jego lokalu. Sprawę zbadano, okazało się, że był to Okulicki. Mianował ludzi po pijanemu: "Jest pan kapitanem - mianuję pana pułkownikiem". Na zwróconą mu uwagę odpowiedział, że nie jest pijany. Uważam, że Okulicki zaważył nie tylko na wyborze daty powstania, ale także na sposobie przeprowadzenia powstania. Okulicki po powstaniu nie przeżywał tego zupełnie.
Z: - Czy istniał w ogóle przewodni plan powstania? Jak ten plan miał być wykonany?
B: - Zamknięcie Woli świadczy o zmianie planu. Te "24 godziny" (instrukcja Delegata Jankowskiego) zaważyły bezapelacyjnie na całej akcji, bo nie rozpoczęto powstania w najdogodniejszym momencie, to znaczy wtedy, kiedy Niemcy byli osłabieni, ale wtedy, kiedy zdecydowano o owym terminie 24 godzin.
Z: - Proszę mówić z własnej inicjatywy.
B: - Ekipa artyleryjsko-obserwacyjna dla potrzeb dowództwa AK była zorganizowana. Zgodnie z planem i za zgodą Pełczyńskiego zorganizowałem w początku lipca taką ekipę. Dowódcą jej był oficer artylerii, specjalista w pomiarach, który dobrał sobie podoficerów. Zostali oni przerzuceni na przedpola Warszawy i na podstawie kalibru, nasilenia i kierunków ognia artylerii sowieckiej i niemieckiej mieli przesyłać meldunki do Komendy Głównej AK. Oni byli na Pradze, ale nic nie meldowali, bo nie tylko, że nie było szturmu, ale nawet przygotowania artylerii nie było.
Z: - Skąd i jakie meldunki otrzymywał "Monter"?
B: - Tego rodzaju meldunki, jakie "Monter" przekazał, przychodziły już wcześniej do Komendy, np. o pojawieniu się kawalerii rosyjskiej 31 lipca rano na lewym brzegu Wisły. Jednak nie brano ich poważnie. A po południu "Monter" zameldował o czołgach. No i już robi się powstanie! Dlaczego? Żeby się nie spóźnić! "Monter" uległ tej psychozie, bo przecież rano jego meldunek o uzbrojeniu wyglądał tragicznie!
Z: - Jakie były motywy decyzji o wybuchu powstania?
B: - Demonstracja polityczna, bo taktyczne elementy pozostały na drugim planie.
Z: - Kiedy pan spotkał Okulickiego pierwszy raz?
B: - W 1934 roku u [Jerzego] Kirchmayera. Upił się wtedy do nieprzytomności - pił ciągle!
Z: - Czy rzeczywiście Komenda AK liczyła na pomoc z Zachodu?
B: - W dowództwie AK wiedzieliśmy, że bezpośredniej pomocy spadochroniarzy polskich nie będzie. To było jasno i kategorycznie powiedziane przez Naczelnego Wodza.
Z: - Pańskie zdanie o gen. Sosnkowskim?
B: - On nie mógł wydać wyraźnego rozkazu zabraniającego rozpoczęcia powstania, bo nie był w kraju. Moim zdaniem nie mógł tego zrobić.
Z: - A gen. Tatar?
B: - Wysłano go, aby się go pozbyć.

powrót