19 kwietnia 1943 roku, o świcie, 850 żołnierzy Waffen SS dowodzonych przez dowódcę SS i Policji na Dystrykt Warszawski SS-Oberführera Ferdinanda von Sammern-Frankenegga wkroczyło za mury tzw. "dużego getta". Akcja miała na celu wyłapanie wszystkich mieszkających tam Żydów, których zamierzano przetransportować do obozu zagłady w Treblince. Likwidację "małego getta" przeprowadzono w okresie sierpień - wrzesień 1942. Teraz postanowiono wpisać Warszawę na listę "miast wolnych od Żydów" ["Judenfrei"].

zobacz film video z getta krakowskiego

SS-manów ostrzelali ukryci bojownicy żydowscy. Po kompromitującym odwrocie, pułkownik von Sammern-Frankenegg został odwołany z zajmowanego stanowiska Dowódcy SS i Policji dystryktu, a jego miejsce zajął SS-Brigadeführer und Generalmajor der Polizei Jürgen Stroop, który bez rozgłosu przyjechał do Warszawy kilka dni wcześniej.

Po kilku godzinach Niemcy pod nową komendą ponowili szturm - tym razem udało im się pojmać pierwszych Żydów. SS-mani  natychmiast rozpoczęli pacyfikację mieszkańców dzielnicy żydowskiej. Pojmanych z bronią w ręku rozstrzeliwali na miejscu, tych, którzy nie stawiali zbrojnego oporu - głównie starców, kobiety i dzieci - w silnych konwojach gnali na osławiony "Umschlagplatz", czyli plac przeładunkowy położony przy bocznicy kolejowej na Stawkach. Stąd codzienne transporty wywoziły pojmanych Żydów do komór gazowych Treblinki.

Taktyka bojowa stosowana przez oddziały Stroopa polegała na działaniu kilkunastu małych grup SS wypierających Żydów z poszczególnych kwartałów domów. Zajmowane domy były natychmiast podpalane aby uniemożliwić ich ponowne obsadzenie przez członków bojowych grup żydowskich.

W powietrze wysadzano piwnice i kanały, w których schronienie znalazło wielu Żydów.

Znane są nieliczne przypadki przetrwania w kanałach małych grup aż do wybuchu Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944.

SS-Brigadeführer Jürgen Stroop w rozmowie z oficerami Wehrmachtu.

Przegląd oddziału SS przed atakiem - zdjęcie z albumu Stroopa.

W walkach przeciwko Żydom brali udział łotewscy żołnierze wchodzący w skład pomocniczych oddziałów policyjnych. Niemcy nazywali ich "askarisami".

Stroop na Umschlagplatz

Wykryto kolejną kryjówkę...

»Kilku SS-manów i saperów z Wehrmachtu tak się wyspecjalizowało w wykrywaniu kryjówek i umocnień żydowskich, że Hahn zaproponował żartem, aby ustanowić specjalną odznakę frontową dla "Bunkermajstrów". Zdobyto tego dnia 26 bunkrów oraz mnóstwo konserw, żywności, kosztowności i pieniędzy, a szczególnie dolarów.«

Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

Schwytanych z bronią w ręku rozstrzeliwano na miejscu.

Litwini nie oszczędzali starców, kobiet i dzieci...

Jedno z licznych miejsc doraźnych egzekucji...

Obwieszczenie Stroopa

Po kilku godzinach pierwszego szturmu Stroop wprowadził do akcji artylerię...

»Ruszyliśmy. Znów przez pierwsze kilka minut było spokojnie. Nagle, z kilku domów, nieprzyjaciel położył ogień karabinów i pistoletów maszynowych oraz chyba granatników. Kazałem zatrzymać na krótko natarcie i podciągnąć artylerię.«

Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

»Dysponowaliśmy przecież jedną haubicą "dziesiątką" i trzema działami przeciwlotniczymi o piekielnej sile uderzenia. Zniszczyłem kilka budynków, które stanowiły tego dnia główne punkty oporu Żydów. [...]

Zmusiliśmy bojowców żydowskich do wycofania się z dachów i wyższych pięter budynków umocnionych i zatarasowanych.«

Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

»Nad gettem kotłowały się dymy - czarne, brązowe, szare, niebieskawe. Z okien i dachów wyrywały się płomienie. Wiatr niósł iskry i kurz. I spaleniznę.

Huki, donośne głosy komendy SS-mańskiej, płacze, przekleństwa, jęki i wybuchy granatów. Z bunkra, z dymu wyczołgują się Żydzi i Żydówki.«

Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

Podpis pod oryginałem: Ein Stosstrup ["Grupa uderzeniowa"].

Stanowisko ckm przy murze getta.

Stroop przy kolejnym wykrytym schronie. Uzbrojeniem SS-mana stojącego na pierwszym planie jest fiński pistolet maszynowy Suomi.

Stroop wiele miejsca w swoim raporcie poświęcił "bunkrom"

Wstępna selekcja.

Podpis pod oryginałem: Diese Banditen verteidigten sich mit der Waffe 

["Ci bandyci opierali się z bronią w ręku"].

»Myślę - powiedział kiedyś Stroop - że nie były to ludzkie istoty: chyba diablice albo boginie. Spokojne. Sprawne jak cyrkówki. Często strzelały z pistoletów jednocześnie z obu rąk. Zażarte w walce, do końca. Niebezpieczne w bezpośrednim zbliżeniu.

Taka schwytana "Haluzzenmädel" wyglądała niby trusia. Całkowicie zrezygnowana. Aż tu raptem - gdy grupa naszych podeszła do niej na kilka kroków - jak nie sięgnie po ukryty w spódnicy lub szarawarach granat, jak nie rąbnie w SS-owców, jak nie zacznie miotać przekleństwa do dziesiątego pokolenia w przyszłość - to włosy się jeżyły! Ponosiliśmy w takich sytuacjach straty, więc rozkazałem nie brać więcej dziewczyn do niewoli, nie dopuszczać ich zbyt blisko i z daleka rozwalać pistoletami maszynowymi.«

Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

W przesłuchiwaniu schwytanych Żydów pomagali Stroopowi warszawscy funkcjonariusze SD.

Mężczyzna wyskakuje z płonącego domu. Woli śmierć niż oddanie się w ręce Niemców. Takich ludzi SS-mani nazywali "spadochroniarzami"...

»- Krüger polecił również wszystko fotografować.

To będzie cenny materiał dla historii, dla Führera, dla Heinricha Himmlera oraz dla przyszłych badaczy dziejów III Rzeszy.«

Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

»- Ale tegoż 1 maja byłem świadkiem niezwykłej sceny. Na placu zebrano jeńców. Część ich - zgnębiona do ostateczności. Ale niektórzy trzymali się hardo. Pokornie ale hardo. Stałem opodal, otoczony pocztem ochronnym. Przyglądałem się tym mężczyznom. Raptem słyszę suchy trzask i widzę, jak młody Żyd, w wieku 25-28 lat, strzela z pistoletu do oficera naszej policji. Błyskawicznie oddał trzy strzały. Jeden pocisk trafił oficera w dłoń. Wszyscy, jak tam byliśmy, posialiśmy po Żydzie ogniem. Zdążyłem wyszarpnąć mój pistolet z kabury i strzelić Żydowi w tułów, gdy padał. Stanąłem nad nim - konał. Takie są prawa rzemiosła wojennego. Konał, ale toczył mściwym wzrokiem. I wie pan, co on zrobił? Splunął w moim kierunku. Gdy to zobaczyli ludzie z ochrony - popruli go ogniem ciągłym pistoletów maszynowych.

Wyglądał jak krwawy, spłaszczony worek z mięsem.«

Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

»Ogółem ujęto tego dnia prawie trzy tysiące Żydów i kilkudziesięciu "aryjczyków", a zastrzeliliśmy około tysiąca ludzi.

Pracowity i denerwujący był ten wtorek, 27 kwietnia 1943.«

Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

»Stwierdziliśmy, że wzięci do niewoli posiadają sprytnie ukrytą broń, której używają dopiero, gdy znajdą się w kolumnach transportowych albo w czasie przesłuchań przez moich oficerów informacyjnych.

- Wobec tego nakazałem - ciągnął Stroop - aby od tego dnia wszyscy ujęci rozbierali się do naga pod murem i aby straż nasza czuwała  w odległości 50 metrów z bronią gotową do natychmiastowego użycia.

Po dokładnym zrewidowaniu leżącego na ziemi odzienia, nagusy znów biegiem wracali... albo nie wracali. Jeśli wrócili, to szli do wagonów.«

Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem"

Stroop i jego świta...

Kolejny transport schwytanych.

Podpis pod oryginałem: Mit Gewalt aus Bunkern herausgeholt.

["Siłą wyciągnięci z bunkrów"].

Schwytani idą pod eskortą na Stawki...

Droga na Stawki...

Nad bezpieczeństwem Stroopa stale czuwało kilkunastu SS-manów. Jak widać, nie zdejmowali palców z cyngli nawet na "oczyszczonym terenie".

Plac przy szkole na Stawkach - słynny Umschlagplatz.

Żydzi czekają na transport, plac przy szkole na Stawkach.

Z końcowego raportu Stroopa przesłanego 24.V.1943 do SS-Obergruppenführera Krügera:

"Z ogólnej liczby 56 065 ujętych Żydów zgładzono w toku samej Wielkiej Akcji w b. żyd. dzielnicy mieszkaniowej około 7000. Przez odtransportowanie do T II zlikwidowano 6929 Żydów, tak że łącznie 13 929 Żydów zostało zlikwidowanych. Poza liczbą 56 065 zginęło prawdopodobnie 5-6 tys. Żydów na skutek akcji wysadzania w powietrze i pożarów. Zniszczono 631 budynków.

Zdobycz: 7 polskich karabinów, 1 karabin ros., 1 karabin niemiecki, 59 pistoletów różnego kalibru, kilkaset ręcznych granatów, między innymi polskie i własnego wyrobu, kilkaset butelek zapalających, własnego wyrobu ładunki wybuchowe, maszyny piekielne z lontami [?]. Wielkie ilości materiału wybuchowego, amunicja do broni różnego kalibru, w tym także amunicja do karabinów maszynowych. Co do zdobywania broni, to należy uwzględnić, że w większości wypadków nie można było broni zabrać, gdyż bandyci i Żydzi, przed wzięciem ich do niewoli, wyrzucali posiadaną broń do trudnych do ustalenia i wykrycia schowków i dziur. Zabranie było również niemożliwe ze względu na zadymianie bunkrów przez naszych żołnierzy. Wobec tego, że bunkry trzeba było niezwłocznie wysadzać, późniejsze zbieranie broni nie wchodziło w rachubę. Zdobyte granaty ręczne, amunicja wybuchowa i butelki zapalające były natychmiast przez nas używane do zwalczania bandytów.

Prócz tego zdobyto: 1240 starych kurtek mundurowych [część ze wstążkami orderowymi do Żelaznego Krzyża oraz Medalu Wschodniego], 600 starych spodni, części ekwipunku i niemieckie hełmy stalowe [patrz zdjęcie nad tekstem], 108 koni, z czego 4 jeszcze w byłym getcie [wóz na zwłoki].

Do dnia 23.5.43 r. naliczono: 4,4 milionów złotych, prócz tego około 5-6 milionów złotych nie przeliczonych, wielką ilość dewiz, między innymi 14 300 dolarów w banknotach i 9 200 dolarów w złocie, prócz tego kosztowności [obrączki, łańcuszki, zegarki itp.] w wielkich ilościach.

Z wyjątkiem 8 budynków [kwatery dla policji, szpital, kwatery przewidziane dla straży fabrycznej] byłe getto zostało zupełnie zburzone. To, czego nie wysadzono w powietrze, pozostało tylko jako wypalone mury. Z pozostałych jednak ruin można wykorzystać w nieprzebranej ilości cegłę i złom."

Walki na terenie getta trwały [oficjalnie] do 16 maja 1943 roku.

Tego dnia Stroop zawiadomił depeszą SS-Obergruppenführera Krügera:

"[...] Była żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie przestała istnieć. Wielka Akcja ["Großaktion"] została zakończona o godzinie 20:15 przez wysadzenie w powietrze warszawskiej Synagogi.

Łączna liczba Żydów ujętych i tych, których zagładę udało się stwierdzić, wynosi razem 56 065". 

Meldunek Stroopa o zakończeniu "Großaktion"

wysłany 16 maja 1943 do krakowskiego biura 

SS-Obergruppenführera Krügera

- Wyższego Dowódcy SS- i Policji Wschód.

W tym samym raporcie Stroop podaje również liczbę strat po stronie niemieckiej: 16 zabitych i 85 rannych członków różnych formacji. Liczby te jednak wydają się mocno zaniżone. Jest mało prawdopodobne, by miesięczne, ciężkie walki uliczne Niemcy opłacili stratami zaledwie 100 żołnierzy.

W okresie kwietnia i maja 1943 getto było terenem wielu starć pomiędzy oddziałami SS i policji, a grupami polskich organizacji podziemnych. Grupy z AK i GL atakowały niemieckie posterunki pilnujące murów getta - wiadomo o kilkunastu takich atakach. Oddziały AK brały także udział w akcji wyprowadzania części Żydów na stronę aryjską.

Po zakończeniu walk Niemcy przystąpili do niszczenia wszystkich obiektów na terenie dzielnicy. Cały teren zrównali z ziemią. Dzień po dniu, cegła po cegle nadzorowani przez nich więźniowie żydowscy rozbierali wszystkie domy i fabryki. Do wybuchu Powstania Warszawskiego teren byłego getta był już tylko ogromną kamienną pustynią. Na tym ogrodzonym terenie Niemcy dokonywali wielu tajnych egzekucji. Rozstrzeliwano i palono tam zarówno więźniów pobliskiego Pawiaka jak i ludzi wziętych w  łapankach ulicznych.

W pobliżu ul. Okopowej przy ul. Gęsiej założono warszawską filię obozu koncentracyjnego w Majdanku - KL Warschau.

Obóz ten został wyzwolony 5 VIII 1944 przez batalion "Zośka". Uwolniono 348 Żydów, z których część natychmiast wstąpiła do batalionu.

Na terenie getta Stroopowi stale towarzyszyła uzbrojona świta funkcjonariuszy SD.

Polizei-Nachrichtenabteilung

Nie ma słynniejszego zdjęcia ukazującego powstanie w getcie...

Zdjęcie, które obiegło cały świat: schwytani Żydzi po lufami członków SD. Mała dziewczynka po lewej to Hanka Lamet - stoi obok matki, Matyldy [kobieta druga od lewej]. Chłopiec niosący plecak zidentyfikowany został jako Leo Kartuziński, a kobieta przed nim to Chana Zeilinwarger. Niektórzy rozpoznają w chłopcu z tyłu Artura Domb Semiontek, Issraela Rodla lub Leviego Zeilinwargera, ale nikt tej identyfikacji do końca nie jest pewien...

Po wojnie, na podstawie tej właśnie fotografii rozpoznano SS-Rottenführera Josefa Blösche [sadystyczny morderca, przezywany w getcie "Frankensteinem", mierzy ze Schmeissera do chłopca]. Ten oprawca żydowskich starców, kobiet i dzieci, aż do 1967 roku spokojnie mieszkał w NRD. Tam go rozpoznano, w 1969 postawiono przed sądem i w lipcu tego roku powieszono...

SS-Rottenführer Josef Blösche - "Frankenstein"

Ta fotografia stała się symbolem męczeństwa Żydów w czasie Holocaustu. Kim jest ten mały chłopiec? Czy przeżył wojnę? Po wojnie to zdjęcie było publikowane na wielu wystawach, w książkach, magazynach, gazetach i w dokumentach telewizyjnych omawiających Holocaust. Ponad milion dzieci poniżej 16 roku życia zginęło w latach II wojny światowej - wyrwanych ze swoich domów, odartych z dzieciństwa, żyły i umierały w czarnych latach Holocaustu jako ofiary reżimu hitlerowskiego. Niektórzy oceniają na 1,5 miliona liczbę zamordowanych dzieci. Włączają w to ok. 1,2 mln dzieci żydowskich, dziesiątki tysięcy dzieci cygańskich i tysiące innych zamordowanych przez nazistowską maszynę śmierci. I miliony ludzi były przekonane, że ten mały chłopczyk ze słynnego zdjęcia został również zamordowany. "Washington Post" komentował: "Nie ma wątpliwości, ten chłopiec, jak miliony innych Żydów, został zamordowany przez Nazi..." Ale po kilku dekadach ten chłopiec został znaleziony - Tsvi C. Nussbaum, fizjolog żyjący w Rockland County w stanie Nowy Jork powiedział, że to on jest tym siedmioletnim chłopcem. Opowiedział, jak on i jego ciotka zostali aresztowani przez frontem hotelu w Warszawie, gdzie Żydzi z zagranicznymi paszportami byli zgromadzeni, cały czas szukając drogi i nadziei na ucieczkę z Polski. Zapamiętał datę, 13 lipca 1943 [data jednak nie jest ścisła - likwidację getta Niemcy zakończyli 16 maja 1943] i jak został zmuszony do podniesienia rąk: "Pamiętam żołnierza przede mną. On rozkazał mi podnieść ręce do góry"...

Tsvi C. Nussbaum

Historia Nussbauma jest szczególnie tragiczna, bowiem jego rodzice emigrowali do Palestyny w 1935 roku. Jednak było to dla nich za trudne życie, więc w 1939 roku wrócili do Sandomierza. Zostali zamordowani jeszcze przed deportacją Żydów, a jego brat zaginął. Nussbaum i jego ciotka dostali się do Warszawy, gdzie udało im się przeżyć przez rok. Kiedy ich złapano zostali przewiezieni do obozu śmierci w Bergen-Belsen. Po wyzwoleniu obozu przez żołnierzy brytyjskich w 1945 roku pojechał do Palestyny, gdzie spędził kolejne osiem lat, do czasu powstania państwa Izrael. Później pojechał do USA. Nie znał języka angielskiego, ale zaczął się pilnie uczyć. Po latach dostał się do szkoły medycznej i został specjalistą od nosów, uszu i gardeł, szczególnie motywowany potrzebą pomocy swojemu wujowi, który cierpiał na wadę wymowy, spowodowaną uszkodzeniami powstałymi w czasie pobytu w obozie śmierci. Ożenił się, miał cztery córki i dwójkę wnuczek.

To słynne zdjęcie powiesił pośród innych ze sobą w tamtym wieku, w swojej poczekalni...

Ostatnia strona "raportu Stroopa" przesłanego do sztabu Reichsführera SS

Po wojnie Stroop oddał się w ręce Amerykanów. Ci osądzili go za zbrodnie popełnione przez podległe mu jednostki SS na Froncie Zachodnim i skazali, po krótkim procesie na karę śmierci. Następnie wydali go Polakom...

Rok 1951.

Były SS-Brigadeführer Jürgen Stroop zeznaje w swoim procesie przed warszawskim sądem. 

23 lipca 1951 ogłoszono wyrok.

Karę śmierci przez powieszenie wykonano 6 III 1952 o godzinie 19:00 w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej.