sierpień wrzesień
 

Godzina "W" w VIII Rejonie Okr. Warsz. Armii Krajowej

Zadaniem powstańczym VIII Rejonu "Łęgów" VII Obwodu "Obroża" [powiat warszawski] Okr. Warsz. AK było uderzenie na lotnisko bielańskie oraz zamknięcie szosy Warszawa - Modlin, dla ochrony Warszawy od strony Modlina.

Rozkaz nakazujący godzinę "W", dowódca VIII Rejonu kpt. "Szymon" [Józef Krzyczkowski] otrzymał 1.VIII.1944 ok. godz. 15:00. Do rozpoczęcia działań pozostały więc zaledwie 2 godziny...

Kpt. "Szymon" pamiętał jednak, że, jak uczono w konspiracji, podstawowym warunkiem powodzenia Powstania miało być jednoczesne uderzenie. Podjął więc decyzję uderzenia o wyznaczonej godzinie zmobilizowanymi już wcześniej oddziałami VIII Rejonu, które stacjonowały w lasach opaleńskich. Do  por. "Góry" - dowódcy oddziałów nalibockich stacjonujących w głębi Puszczy Kampinoskiej, wysłał rozkaz nakazujący bezzwłoczny marsz w rejon wzgórza 103 na Łużach. Jednocześnie rozkazał, aby szwadron kawalerii zamknął szosę Warszawa - Modlin na wysokości Pieńkowa.

Dokładnie o godz. 17:00 na lotnisko bielańskie uderzył I batalion por. "Janusza", składający się z trzech niepełnych kompanii: por. "Zetesa", por. "Olszy" i por. "Czarnego". Łącznie 190 żołnierzy.

Nie były to siły wystarczające do zdobycia silnie umocnionego obiektu. Por. "Janusz" otrzymał więc rozkaz wiązania nieprzyjaciela ogniem, dla odciążenia wykonujących swoje zadania oddziałów Żoliborza i Bielan. Początkowo zaskoczeni Niemcy cofali się przed nacierającymi, ponosząc straty. Wkrótce jednak dała się odczuć ich przewaga ogniowa. Naszym oddziałom wyczerpywały się skąpe zapasy amunicji. Po dwóch godzinach walki, por. "Janusz" uznając, że wyznaczone mu zadanie wykonał, wycofał oddziały w rejon wzgórza 103.

W tej walce poległo 5 naszych żołnierzy i 12 zostało rannych. Straty Niemców szacowano na 6 zabitych i 10 rannych.

W nocy 1/2.VIII.1944 do miejsca koncentracji dotarły oddziały stołpecko-nalibockie: dwa bataliony piechoty, dywizjon kawalerii oraz szwadron ckm, łącznie 984 żołnierzy [ZH 2/3 s. 37-39]. Wczesnym rankiem, połączone siły VIII Rejonu i oddziałów nalibockich, w składzie: batalion por. "Janusza", batalion por. "Dźwiga" i szwadron ckm por. "Jara", ruszyły do natarcia, z zadaniem zdobycia lotniska. Natarcie prowadził dowódca VIII Rejonu kpt. "Szymon".
Poprzednia walka wykluczyła niestety możliwość zaskoczenia. Tym razem Niemcy byli dobrze przygotowani do obrony. Pomimo brawurowego natarcia polskich oddziałów, siła ognia nieprzyjaciela przytłoczyła atakujących; padli zabici i ranni. Zginął dowódca I batalionu por. "Janusz" oraz dowódcy kompanii: kpt. "Karaś" i por. "Helski". Ranny został kpt. "Szymon", który dalsze dowodzenie przekazał por. "Górze". Walka trwała, ale nasze oddziały natrafiały na coraz silniejszy opór, a ponadto Niemcy wprowadzili do akcji broń pancerną i samoloty. Siła ognia nieprzyjaciela wzrastała, a naszym oddziałom wyczerpywała się amunicja. Nie widząc możliwości przełamania obrony, por. "Góra" wycofał oddziały w rejon Łuży. Straty nasze były znaczne: poległo 31 żołnierzy, w tym wielu z kadry dowódczej, wśród 45 rannych był dowódca VIII Rejonu kpt. "Szymon". Straty Niemców oszacowano na 20 zabitych i 30 rannych.

W tym czasie kiedy walczono o lotnisko, III szwadron kawalerii pod dowództwem wachm. pchor. "Narcyza" zamykający szosę od strony Modlina, zatrzymał kolumnę Niemców pod Pieńkowem, niszcząc w walce kilkanaście samochodów ciężarowych i zabijając 26 nieprzyjaciół. Straty własne: 1 zabity i 2 rannych. Zdobyto: 16 karabinów, 3 pistolety i sporo amunicji. Bielańskiego lotniska wprawdzie nie zdobyto, ale straty zadane Niemcom, spowodowały, że praktycznie lotnisko to nie mogło być już przez Niemców wykorzystywane.

Powstanie Grupy "Kampinos"

Po walkach o Bielany oddziały VIII Rejonu wycofały się w głąb Puszczy Kampinoskiej. Już 3.VIII.1944 stoczono zwycięską bitwę pod Truskawką, rozgramiając kompanię Wehrmachtu maszerującą z Leszna do Modlina. Zabito 70 Niemców, 19 raniono i 15 wzięto do niewoli. Zwycięstwo to podniosło na duchu żołnierzy. Duża ilość niemieckich trupów zalegających pole bitwy, przywołała wspomnienia historii i teren tej potyczki zaczęto nazywać "Psim Polem".

Po przybyciu oddziałów w głąb puszczy nastąpiła reorganizacja, powstał zalążek przyszłego pułku "Palmiry-Młociny" [nazwa pojawiła się dopiero we wrześniu]. Dowódca pułku, kpt. "Szymon", ranny w czasie walki o lotnisko, w rozkazie z dnia 3.08.1944 r. bezpośrednie dowodzenie w czasie akcji bojowych przekazał por. "Górze", który przyjął teraz pseudonim "Dolina" [ZH 2/3 s. 27-31].

Do oddziałów por. "Doliny", dołączyła większość żołnierzy miejscowego batalionu, rozwiązanego samowolnie przez jego dowódcę kpt. Stanisława Nowosada "Dulkę".

Pismem z dnia 08.08.1944 r., kpt. "Szymon" przekazał por. "Dolinie", otrzymane rozkazem Dowództwa AK, z dnia 07.08.1944 r., dowodzenie bojowe wszystkimi oddziałami na terenie Puszczy Kampinoskiej [ZH 2/3, s. 25-27].

Obecność w Puszczy Kampinoskiej liczącego ponad 1,4 tys. żołnierzy pułku "Palmiry-Młociny" spowodowała napływ oddziałów z innych rejonów, które z różnych powodów nie mogły kontynuować swoich zadań powstańczych, a szukały możliwości i warunków do dalszej walki. Zaczęli też dołączać pojedynczy żołnierze.
Zgrupowanie przyjmuje nazwę Grupa "Kampinos".
Organizacyjnie podlegało ono rozkazom płk. Karola Ziemskiego ps. "Wachnowski", dowódcy utworzonej 7.VIII.1944 grupy "Północ". Z chwilą powołania, rozkazem gen. "Bora" z dnia 20 września 1944 roku, Warszawskiego Korpusu Armii Krajowej, Grupa "Kampinos" weszła w skład 8. Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta, jako 13. pułk piechoty.
Według dostępnych danych, w połowie sierpnia 1944 roku, zgrupowanie liczyło już 2.751 ludzi. Szczegółowy stan poszczególnych oddziałów przedstawia poniższa tabela.

Jednostka Oddziały Oficerów Podoficerów
Szeregowych
Razem
"Palmiry-Młociny" dowództwo i poczet 6 64 70
dywizjon kawalerii
4 szwadrony kawalerii
1 szwadron ckm
6 579 585
batalion piechoty
4 kompanie
zwiad konny
pluton zrzutu
24 740 764
RAZEM 36 1383 1419

oddziały
nie wchodzące
w skład
pułku "Palmiry - Młociny",
które znalazły się
na terenie
Puszczy Kampinoskiej

batalion sochaczewski
mjr. Władysława Starzyka "Korwina"
30 451 481
kompania POS "Jerzyki"
por. Jerzego Strzałkowskiego "Jerzego"
6 119 125
batalion legionowski
por. Bolesława Szymkiewicza "Znicza"
15 170 185
1. kompania batalionu "Pięść"
por. Stefana Matuszczyka "Porawy"
6 115 121
pluton ppor.  Tadeusza
Nowickiego "Orlika" z Pruszkowa
1 47 48
kompania lotnicza
por. Tadeusza Gaworskiego "Lawy"
1 63 64
kompania ppor.  Franciszka
Wiszniowskiego "Jurka" z Wierszy
1 75 76
oddział por. Mariana Olszewskiego
"Marysia" z Woli
2 98 100
pluton ppor. Jerzego Dudzieca "Puchały" z Ożarowa 1 49 50
pluton saperów
ppor. Bolesława Janulisa "Jurewicza"
1 11 12
pluton z Pragi
por. Henryka Małowieckiego "Rana"
1 47 48
oddział AL ppor.  Teodora Kufla "Teocha" 2 20 22
RAZEM 67 1265 1332
RAZEM                     Grupa "Kampinos" 103 2648 2751

Kadrę dowódczą pułku "Palmiry-Młociny" stanowili:
d-ca pułku por. Adolf Pilch "Dolina"
z-ca d-cy pułku por. Bohdan Jaworski "Wyrwa"
d-ca plutonu zrzutów por. Józef Karney "Drewno"
d-ca dywizjonu kawalerii chor. Zdzisław Nurkiewicz "Nieczaj"
z-ca d-cy dywizjonu kawalerii por. Zygmunt Koc "Dąbrowa"
d-ca I szwadronu wachm. Jan Jakubowski "Wołodyjowski"
d-ca II szwadronu wachm. Józef Niedźwiecki "Lawina"
d-ca III szwadronu wachm. pchor. Narcyz Kulikowski "Narcyz"
d-ca IV szwadronu ppor. Aleksander Pietrucki "Jawor"
d-ca szwadronu ckm por. Jarosław Gąsiewski "Jar"
z-ca d-cy szwadronu ckm por. Tomasz Lisowski "Tom"
d-ca batalionu piechoty do 15.08.1944 - por. Witold Pełczyński "Dźwig"
od 16.08.1944 - por. Witold Lenczewski "Strzała"
z-ca d-cy batalionu piechoty por. Zbigniew Luśniak "Gniew"
szef pocztu st. sierż. pchor. Mikołaj Gwiaździński
d-ca zwiadu konnego batalionu ppor. Józef Bazarowski "Lis"
d-ca I plutonu plut. Stanisław Baran "Wacław"
d-ca II plutonu plut. Józef Bylewski "Grom"
d-ca 1. kompanii por. Zygmunt Sokołowski "Zetes"
d-ca 2. kompanii por. Henryk Czerwiec "Jaskólski"
d-ca 3. kompanii plut. Walerian Żuchowicz "Opończa"
d-ca batalionowej komp. wsparcia ppor. Henryk Dobak "Olsza"
lekarz naczelny szpitala polowego w Krogulcu dr Antoni Banis "Kleszczyk"
kierownik szpitala w Laskach dr Kazimierz Cebertowicz "Świerk"
kwatermistrzostwo kpt. Wojciech Dwornicki "Wojtek", por. Aleksander Wolski "Jastrząb"
kapelani pułku ks. Jerzy Baszkiewicz "Radwan II", ks. Hilary Pracz-Praczyński "Gwardian"
kapelan szpitala w Laskach ks. Stefan Wyszyński "Radwan III"

Wobec niemożności bezpośredniego dowodzenia zgrupowaniem przez przebywającego w szpitalu w Laskach kpt. "Szymona", rozkazem dowództwa AK z dnia 9 sierpnia 1944 r., dowódcą wszystkich oddziałów przebywających na terenie Puszczy Kampinoskiej, zostaje mjr. Alfons Kotowski "Okoń", dotychczasowy d-ca baonu "Pięść". Mjr "Okoń" przybywa do Puszczy Kampinoskiej dopiero 16 sierpnia [już po wyjściu grupy ppłk. "Viktora"] i zgodnie z rozkazem d-cy Grupy "Północ" przejmuje dowodzenie oddziałami kampinoskimi. W puszczy powstaje obóz warowny obejmujący wsie: Ławy, Łubiec, Roztokę, Kiścienne, Krogulec, Wędziszew, Brzozówkę, Truskawkę, Janówek, Pociechę, Zaborów Leśny oraz Wiersze - gdzie znajdowało się m.p. dowództwa Grupy "Kampinos".
Był to teren całkowicie wolny od okupanta. Po tej stronie Wisły był obok Warszawy pierwszym wolnym terenem wyzwolonym przez oddziały Armii Krajowej.
Przez cały okres Powstania Warszawskiego teren ten był dla Niemców niedostępny i skutecznie blokował swobodę ruchów ich wojsk na ważnym odcinku zaplecza frontu, szczególnie swobodę komunikacji na najkrótszym dla nieprzyjaciela szlaku komunikacyjnym Leszno - Modlin.

Działania bojowe
Niezależnie od przeprowadzanych reorganizacji, oddziały Grupy "Kampinos" cały czas prowadziły działania bojowe. Stałe wypady na stacjonujące w okolicy oddziały nieprzyjaciela oraz bitwy i potyczki toczone z oddziałami wroga, które próbowały wkroczyć na teren zgrupowania, wiązały znaczne siły nieprzyjaciela, dzięki czemu nie mogły one być użyte przeciwko walczącej Warszawie.
Wyniki działań pułku "Palmiry-Młociny" i Grupy "Kampinos", to około 50 stoczonych bitew i potyczek. Wiele z nich było zwycięskich, w których nieprzyjaciel poniósł ciężkie straty. Poza już wymienionymi, do bardziej znaczących należy zaliczyć:
- bitwę pod Pieńkowem, gdzie 2.VIII.1944 padło 26 nieprzyjaciół, przy stratach własnych 1 zabity i 2 rannych.
- bitwę pod Lipkowem stoczoną 4.VIII.1944, w której pluton kawalerii dowodzony przez wachm. Józefa Niedźwieckiego "Lawinę" oraz kompania piechoty, zlikwidowały zmotoryzowany oddział niemiecki, który zmierzał do wsi celem rekwirowania żywności. Zginęło 10 Niemców, 5 zostało rannych. Strat własnych nie było. Zdobyto: ciężarówkę, 10 karabinów, 2 pistolety maszynowe oraz amunicję.
- w dniach 10 i 22.VIII.1944 oddziały kawalerii i piechoty, w bitwach pod Brzozówką, rozgromiły oddziały "własowców" [nazwa umowna, oddziały tzw. "armii Własowa" powstały dopiero po upadku Powstania Warszawskiego], które próbowały wtargnąć na teren kontrolowany przez Grupę "Kampinos". W tych dwóch starciach padło 28 żołnierzy nieprzyjaciela, a 30 raniono. Straty własne wyniosły 5 zabitych i 4 rannych.
- w starciu pod Krogulcem 13.VIII.1944 II szwadron zdobył półgąsienicowy samochód ciężarowy ze sprzętem telefonicznym, 1 pm i 1 kb oraz amunicję. Zabito 4 nieprzyjaciół i 1 raniono. Straty własne: 1 zabity i 1 ranny.
- 29.VIII.1944, pod Kiściennym, gdzie nieprzyjaciel zaatakował nasze placówki celem otwarcia sobie drogi do Kazunia, III szwadron kawalerii wachm. pchor. "Narcyza", okrążył i zlikwidował oddział wroga, zabijając 140 nieprzyjaciół. Straty własne: 1 zabity i 1 ranny. Zdobyto: 4 rkm, 20 pistoletów maszynowych, kilkadziesiąt karabinów oraz amunicję i granaty.
- 31.VIII.1944, nieprzyjaciel kilkakrotnie atakował południowy skraj puszczy, w kierunku Pociechy. Ataki odparto zabijając 31 Niemców, przy stratach własnych 3 poległych i 17 rannych. Zdobyto: 5 koni, 1 rkm, 5 karabinów oraz granaty.
- 1.IX.1944, 90-osobowy oddział Niemców natarł na nasze zachodnie placówki zajmując Roztokę. W brawurowym przeciwnatarciu nasze oddziały wyrzuciły nieprzyjaciela z Roztoki zabijając 23 Niemców, w tym 2 oficerów, 3 rannych wzięto do niewoli. Straty własne wyniosły 2 rannych. Zdobyto: 2 rkm, 3 pistolety maszynowe, 11 kb i ponad 2000 sztuk amunicji.
- w nocy z 2 na 3.IX.1944 dokonano uderzenia na wieś Truskaw. Stacjonowała tam przysłana z Warszawy brygada SS-RONA, znana z mordów, grabieży i gwałtów dokonywanych na ludności cywilnej Ochoty. Jednostka od pewnego czasu prowadziła ostrzał artyleryjski i atakowała nasze placówki. Postanowiono więc temu zapobiec [ZH 2/3, s. 76]. 80-osobowy oddział szturmowy, uzbrojony wyłącznie w broń maszynową, pod dowództwem por. "Doliny", obszedł Truskaw od zachodu i uderzył na tyły wroga. Liczące ponad 500 żołnierzy oddziały wroga, zaskoczone brawurowym uderzeniem, zostały całkowicie rozbite. Padło 250 rosyjskich żołnierzy, a ok. 100 zostało rannych. Straty własne: 10 poległych i 10 rannych. Zdobyto: działo artyleryjskie, 1 ckm, 13 rkm-ów, 2 ciężkie moździerze, kilkanaście pistoletów maszynowych, amunicję, granaty oraz radiostację.

- w nocy z 3 na 4.IX.1944 podobną akcję przeprowadzono na stacjonujące w Marianowie oddziały SS-RONA. Po rozpoznaniu przeprowadzonym przez ppor. Zygmunta Koca "Dąbrowę", oddział kawalerii liczący ok. 80 ułanów, pochodzących w większości z II szwadronu wachm. Józefa Niedźwieckiego "Lawiny", oraz pluton szwadronu ckm por. Tomasza Lisowskiego "Toma" po spieszeniu w Grabinie, uderzył na tyły nieprzyjaciela. Zaskoczenie było całkowite: w krótkiej walce nieprzyjaciel stracił ok. 100 zabitych i 20 rannych. Straty własne: 1 zabity i 5 rannych. Zdobyto: 2 rkm, 7 pistoletów maszynowych, kilkadziesiąt karabinów i kilka koni z siodłami.

- 6.IX.1944 w nocy, przeprowadzono akcję mającą na celu zniszczenie tartaku w Piaskach Królewskich, gdzie Niemcy przygotowywali materiał na budowę mostu przez Wisłę mającego powstać w okolicy Wyszogrodu. Ochronę tartaku stanowili SS-mani, a obsługę najemnicy różnej narodowości z Organizacji "Todt". Jak się okazało, było wśród nich 2 Polaków, którzy nawiązali kontakt z naszymi oddziałami i udzielili cennych informacji o rozlokowaniu sił wroga.
Uderzenie przeprowadziła kompania por. "Lawy", I i II szwadron kawalerii dowodzony przez st. wachm. "Wołodyjowskiego" i ppor. "Jawora", szwadron ckm pod d-twem por. "Toma" oraz poczet por. "Doliny". Por. "Dolina", mimo że był osłabiony po przebytej chorobie, udał się na akcję, aby osobiście śledzić jej przebieg. Oddziały AK niepostrzeżenie otoczyły wroga. Po cichu zostają obezwładnieni wartownicy, po czym następuje gwałtowny szturm. Walka trwała krótko. Padło 33 SS-manów, najemnicy "Todta" poddają się bez walki. Część z nich przyłączyła się do partyzantów, resztę puszczono wolno. Po naszej stronie nie było zabitych, 11 odniosło rany. Zdobyto: 3 ckm, kilka rkm, kilkadziesiąt kb, 5 pm, amunicję, mundury i kilka wozów żywności. Tartak został kompletnie zniszczony, co dla Niemców było ogromną stratą, gdyż pozbawiło ich możliwości szybkiego wybudowania mostu.
- 16.IX.1944, natarcie nieprzyjaciela na Pociechę wsparte bronią pancerną, zostaje rozbite na polach minowych. Zniszczono: 1 samochód pancerny, zabito 2 Niemców. Straty własne: 1 zabity i 1 ranny. Zdobyto: 3 samochody, 1 motocykl, 1 działko szybkostrzelne kal. 22 mm i 1 rkm.
- 17.IX.1944 nieprzyjaciel ponownie atakuje placówki pod Pociechą. Atak odparto bez strat własnych, zabijając 15 żołnierzy wroga i 18 raniąc.

- 24.IX.1944, w potyczce pod Rybitwą, bez strat własnych zabito 12 Niemców.


Na pomoc Warszawie...


W dniu 11.VIII.1944 pułk "Palmiry-Młociny" w Kampinosie posiadał już poważne uzupełnienie broni i amunicji ze zrzutów, lecz jak napisał Stanisław Podlewski ["Przemarsz przez piekło"], w jednostce brakowało chęci do pospieszenia pomocy z odsieczą Warszawie. Pierwszy zrzut zaopatrzenia dla oddziałów kampinoskich dokonany został w nocy 10.VIII.1944 i zawierał: 9 rkm, 24 włoskie pistolety maszynowe [prawdopodobnie 9 mm Beretta M 1942], 6 miotaczy min, 47 pistoletów, 554 granatów, dużo amunicji, materiały wybuchowe oraz inny sprzęt, opatrunki i odzież. Następnego dnia zrzut powtórzono na tę samą placówkę odbiorczą.

Stan pułku wynosił: 46 oficerów i 1306 szeregowych. Na terenie Puszczy Kampinoskiej przebywał jeszcze oddział kpt. "Serba" z Żoliborza w sile ok. 160 ludzi. Nadto przybył tam ppłk "Viktor" ["Victor", "Wiktor" - Ludwik Wiktor Konarski] - inspektor Podokręgu "Hajduki" ze swym szefem sztabu kpt. "Mścisławem", przyprowadzając oddział 110 uzbrojonych żołnierzy z Obwodów Błonie [krypt. "Bażant"] i Sochaczew [krypt. "Skowronek"]. Był tu jeszcze oddział por. "Andrzeja" z żoliborskiego zgrupowania "Żmija"; przeszedł on do baonu 78. pp biorąc z kompanią por. "Dana" udział w wypadzie na Zaborów. Z Lasów Chojnowskich dołączyły wkrótce: pluton 1109 z por. "Nowiną" z 1. dyonu AK "Jeleń" oraz oddział por. "Lawy" z Okęcia.

Do tego czasu pułk AK "Palmiry-Młociny" stoczył szereg walk z pododdziałami niemieckimi i wschodnimi zadając wrogowi znaczne straty oraz zdobywając broń, amunicję i szereg różnego typu pojazdów wojskowych.

8.VIII.1944 komendant Obszaru Warszawskiego AK gen. Albin Skroczyński "Łaszcz" nakazał komendantowi Podokręgu Zachodniego "Hajduki" ppłk Franciszkowi Jachieciowi "Romanowi" skierować na pomoc Warszawie co najmniej po jednym baonie dobrze uzbrojonych żołnierzy na: Mokotów i Żoliborz.

14 VIII 1944 gen. "Bór"-Komorowski wydał "Rozkaz nr 6", wzywający "wszystkie oddziały Armii Krajowej do marszu na pomoc walczącej Warszawie". Rozkaz przesłany do Oddz. VI Sztabu Naczelnego Wodza z prośbą o powtarzanie w całości przez BBC - emitowano otwartym tekstem! Nie trzeba chyba dodawać, że ten komunikat w pierwszym rzędzie na nogi postawił... Niemców.

W Kampinosie nakazaną przez KG AK "wyprawę do stolicy" odwlekano przez szereg dni z powodu "niejasnej sytuacji w rejonie Powązek", a właściwie z braku mocnego bodźca do działania. Lecz dnia 14.VIII.1944 kpt. "Szymon", dotychczasowy dowódca pułku, otrzymał rozkaz od dowódcy Grupy "Północ" płk "Wachnowskiego", zarządzający "natychmiastową gotowość bojową zdolnych do walki oddziałów z posiadanym dotychczas uzbrojeniem i przesunięcie ich na podstawy wyjściowe do natarcia". W myśl wytycznych "Wachnowskiego" natarcie to miało być wykonane dwuczłonowo: z cmentarza powązkowskiego z kierunkiem na Stawki, a z cmentarza żydowskiego na ul. Okopową w pasie od ul. Dzielnej do Dzikiej - w celu nawiązania łączności z oddziałami Grupy "Północ" w rejonie Muranowskiej ["Radosław" - "Leśnik"]. Rozkaz ów zapowiadał objęcie dowództwa nad wszystkimi oddziałami przez skierowanego do Puszczy Kampinoskiej mjr "Okonia" [Alfons Trzaska-Kotowski, dowódca baonu "Pięść"], wytyczał także drogi dojścia; oficerowie łącznikowi mieli oczekiwać na leśne oddziały w portierni Zakładu dla Ociemniałych w Laskach od godz. 24:00 dn. 14.VIII.1944.

Kpt. "Szymon" przystąpił do przygotowań wyprawy, tak aby mogła ona ruszyć w nocy 15/16.VIII.1944. Miały w niej wziąć udział oddziały piesze, zorganizowane w trzy baony szturmowe pod dowództwem por. "Witolda". W Kampinosie miał pozostać jedynie dyon z 27. p.uł. ze szwadronem ckm. Ostatecznie z pułku "Palmiry-Młociny" sformowano jeden tylko baon piechoty [kompanie: por. "Dana", por. "Czerwca" i por. "Prawdzica"] w sile ok. 450 ludzi bardzo dobrze uzbrojonych, zaopatrzonych w żywność na 3 dni. Podobnie zaopatrzono oddziały ppłk "Viktora" i kpt. "Serba". Zapowiedziani łącznicy wysłani przez płk "Wachnowskiego" ze Starówki "górą" przez Żoliborz - por. cc "Agaton", por. cc "Kubuś" [Stefan Bałuk], kpr. pchor. "Wojtek" [Jan Wojtowicz] i strz. z cenz. "Jacek" [Kazimierz Piechotka] zgłosili się 15.VIII.1944; "postawa ich była budująca" - jak określił ich kpt. "Szymon".
Po południu 15.VIII.1944 w Laskach, gdzie zbierały się oddziały odsieczy, odbyła się odprawa bojowa dowódców; wziął w niej udział także ppłk "Viktor".

Kpt. "Szymon" przedstawił plan działania dwiema kolumnami uderzeniowymi w myśl rozkazu płk "Wachnowskiego". Plan ten zakładał wymarsz oddziałów z Lasek o godz. 21:00, by rozpocząć natarcie kolumny ppłk "Viktora" na miasteczko Powązki, na ul. Elbląską, a kolumną por. "Witolda" na Koło i cmentarz żydowski w dniu 16.VIII.1944 przed świtem, tj. ok. godz. 3:30. Wówczas ppłk "Viktor" okazał rozkaz ppłk "Romana" [Franciszek Jachieć], komendanta Podokręgu "Hajduki", podporządkowujący mu wszystkie oddziały na terenie Puszczy Kampinoskiej.

Stało się to na skutek rozkazu gen. "Bora" z 14.VIII.1944. W wykonaniu tego rozkazu ppłk "Roman" zarządził dnia 14.VIII.1944 wieczorem alarmową mobilizację wszystkich posiadających broń żołnierzy w Obwodach Błonie i Sochaczew, kierując ich drobnymi oddziałami do Puszczy Kampinoskiej, gdzie zbierały się pod komendą ppłk "Viktora". Z Obwodu Błonie miało przybyć 400 ludzi. Pierwsze oddziały miały zgłosić się w nocy 15/16.VIII.1944, ostatnie, najdalsze - w nocy 17/18.VIII.1944. Ppłk "Viktor" nie czekając nadejścia całości sił miał grupę kpt. "Szymona" "bezwzględnie wciągnąć do działania" i uderzyć w kierunku Powązek.

Rozkaz powyższy - jakkolwiek powoływał się podobnie jak wcześniejszy rozkaz płk "Wachnowskiego" na Komendę Główną - wywołał poważny konflikt pomiędzy kpt. "Szymonem" a ppłk "Viktorem", tym bardziej, iż nakazywał pozbawić dowództwa ppor. "Dolinę", faktycznego dowódcę pułku "Palmiry-Młociny" i oddać go pod sąd polowy za współpracę z wojskiem niemieckim na froncie...

Poza tym przez płk "Wachnowskiego" [ze względu na ranę kpt. "Szymona"] został już mianowany nowym dowódcą oddziałów kampinoskich mjr "Okoń", który nie przybył jeszcze na miejsce. Trafnie po latach tą dziwną odprawę opisał w "Rapsodii żoliborskiej" Stanisław Podlewski; rozdział nosił tytuł: "Wszyscy chcą dowodzić"...

Wydawało się, że zagadnienie odsieczy dla powstańczej Warszawy zostało pomyślnie załatwione. Tymczasem pod sam koniec odprawy przychodzą ppłk "Wiktor" i kpt. "Mścisław". Kpt. "Szymon" zapoznaje ich z wydanymi zarządzeniami i rozkazami bojowymi.

Ppłk "Wiktor" od razu orientuje się, że nie przeprowadzono żadnego rozpoznania. Owe zarządzenia organizacyjne i rozkazy bojowe zawierają wiele danych, lecz brak w nich najważniejszych wiadomości o nieprzyjacielu i sytuacji powstania.

- Mam dowodzić oddziałem, który otrzymał zadanie zdobycia Stawek. Co to są Stawki? - zapytuje ppłk "Wiktor".

Kpt. "Szymon" oraz por. "Agaton" odpowiadają, że są to wielkie niemieckie magazyny intendenckie oddziałów SS, zawierające mundury, oporządzenie i żywność. W pierwszych dniach powstania oddziały zgrupowania ppłka "Radosława" zdobyły Stawki. Od 10 sierpnia nieprzyjaciel nieustannie je bombardował z powietrza i ziemi oraz nacierał przy wsparciu czołgów. Przez kilka dni toczyły się gwałtowne walki, w wyniku których oddziały powstańcze zostały z magazynów wyparte.

- Są to wiadomości ogólne, i to sprzed kilku dni - oświadcza ppłk "Wiktor". - Nie wiemy, jakimi siłami Niemcy obsadzili ten ważny punkt oporu, jak go umocnili. W moim przekonaniu przedstawione nam do wykonania zadania to dwie samodzielne odosobnione akcje w dwóch rozchodzących się kierunkach. W tym założeniu zamiast łączyć nasze siły my je dzielimy. W ten sposób sami się osłabiamy. Marsz zbliżenia do celu z odległości 16-20 kilometrów, w nocy, po omacku, na ślepo, na domiar z żołnierzami bez przeszkolenia w służbie polowej i na nierozpoznanego nieprzyjaciela - to akt rozpaczy bez uświadomienia sobie tragicznego zakończenia z góry przegranej walki.

Kpt. "Szymon" nie podziela tych obaw. Zaznacza z naciskiem, że rozkaz dowództwa musi być bezwzględnie wykonany. Nie czas ani pora na dyskusje. Żadne argumenty nie są w stanie go przekonać.

Ppłk "Wiktor" oświadcza, że nie może respektować takiego rozkazu. Jako najstarszy rangą oficer służby czynnej Wojska Polskiego sam poprowadzi oddziały z Puszczy Kampinoskiej do Warszawy. Właśnie w dniu dzisiejszym otrzymał rozkaz od płka "Romana", komendanta Podokręgu "Hajduki" - Hallerowo I, następującej treści:

"Zarządzenie Komendy Głównej AK w sprawie akcji na Warszawę jest kategoryczne i musi być wykonane. Do akcji należy użyć wszystkie oddziały, jakie są w rejonie puszczy. Por. "Dolinę" należy pozbawić dowództwa i oddać pod sąd. Wobec niekaralności "Doliny" i możliwości wyłamania się jego oddziałów z dyscypliny nakazałem w Obwodach "Skowronek" i "Bażant" zmobilizowanie wszystkich oddziałów uzbrojonych i odesłanie ich do Pana dyspozycji, kierując je na dotychczasowe miejsce postoju [...]."

Ostatecznie "po dłuższej i bardzo nieprzyjemnej rozmowie" dowodzenie całością wyprawy objął - jako najwyższy stopniem - ppłk "Viktor" z kpt. "Mścisławem", jako szefem sztabu. Do wieczora zebrano trzy oddziały:

- baon por. Witolda Pełczyńskiego "Witolda" - 450 żołnierzy [z "Hajduków"],
- komp. kpt. Władysława Jeleń-Nowakowskiego "Serba" ["Żubr"] - 120 żołnierzy,
- komp. kpt. Wilhelma Kosińskiego "Mścisława" - 100 żołnierzy.
Łącznie grupa liczyła [w zależności od źródeł]: 500-, 670-, lub 760 żołnierzy.

Według relacji z 1963 złożonej przez ppłk "Viktora" siły te przedstawiały się następująco:

lewa skrajna kolumna: kpt. "Serb" - 160 ludzi,

lewa środkowa kolumna: ppor. "Prawdzic" - 150 ludzi,

prawa środkowa kolumna: kpt. "Mścisław" - 150 ludzi,

prawa skrajna kolumna: por. "Witold" - 300 ludzi.

Stan grupy: 760 ludzi.

Wymarsz nastąpił o godz. 21:00. Do Powązek ppłk "Viktor" postanowił dojść jedną kolumną, by tam rozdzielić zadania. Kolumna szła polami obok wsi: Mościska, Gać i Parysów w kierunku Powązek, nie napotykając po drodze wrogich oddziałów. W oddziałach panował jednak nieporządek, poszczególne grupy gubiły się, kolumna uległa dużemu rozciągnięciu - nie zachowano ustalonego dystansu 150 m pomiędzy oddziałami. Początkowo w straży przedniej szedł oddział kpt. "Serba", lecz przed Powązkami skręcił na północ - samowolnie oddalając się w kierunku Żoliborza [sic!]. Teraz na czele maszerował baon por. "Witolda" nie mając ani określonego zadania ani organizacji straży przedniej. W miasteczku Powązki czoło baonu podeszło na odległość ok. 70 m do dużej kolumny samochodów, wśród której zauważono czołgi. Obsługa ich spała bez ubezpieczeń w pobliskim domu. W tym momencie przy czołowym oddziale powstańczym był jedynie por. "Lot" [Edward Redel], dowódca plutonu. Oficer nie wiedział co robić. Idący w tym plutonie zespół por. "Agatona" wysunął do przodu rkm szpicy na stanowisko. W ciemnościach zaczęto szukać dowódcy baonu, którego nie odnaleziono. Ostatecznie oddział zawrócił bez powodu... W tym zamęcie ppłk "Viktor" przybył na czoło kolumny. Nie uległ on namowom por. "Agatona", który sugerował natychmiastowy nocny atak i rozbicie wrogiego oddziału pancernego - co w warunkach zaskoczenia mogło się powieść. Ppłk "Viktor" jednak stanowczo odmówił zgody na nocny szturm. Por. "Agaton" poprowadził kolumnę [ok. 300 ludzi] śladami kpt. "Serba" - na Żoliborz. Nie wszyscy tam dotarli, po drodze część oddziałów pogubiła się i zawróciła do Kampinosu. Z baonu por. "Witolda" do ul. Suzina dotarło tylko 202 ludzi, reszta - tak jak kompania por. "Prawdzica" wróciła do Puszczy Kampinoskiej. Ppłk "Viktor" dotarł na Żoliborz godzinę po tym, jak u "Żywiciela" meldunek złożył ppor. "Agaton". Nie omieszkał przy tym dodać, że dowodzący całą kolumną "Viktor" poniechał ataku na niemiecką kolumnę. Dopiero w południe 16.VIII.1944 ppłk "Żywiciel" wezwał do siebie ppłk "Viktora". Jeszcze w 1963 pułkownik Ludwik Konarski czuł gorycz tego spotkania. Tak to wspominał:

Po wejściu do pokoju i przedstawieniu się - bez podania rąk - ppłk "Żywiciel" zapytał mnie, dlaczego nie wykonałem rozkazu. Odpowiedziałem również pytaniem: jaki rozkaz, kto był moim rozkazodawcą i kto mi go doręczył? W napiętej i nieprzyjemnej sytuacji rozmowa nagle zamarła i została niedokończona. Po chwili milczenia ppłk "Żywiciel" powiedział:

- Przybyłe rano oddziały kapitana "Szymona" i kapitana "Serba" organizacyjnie mnie podlegają, a panu podpułkownikowi jedynie kompania kapitana "Mścisława". Dla zachowania jednolitego kierownictwa proszę o oddanie tego oddziału do mojej dyspozycji.

- Dobrze.

Wyszedłem od dowódcy Żoliborza. Byłem wolny i nikomu niepotrzebny. Poleciłem kpt. "Mścisławowi", aby zameldował się u dowódcy Żoliborza.  

Ppłk "Viktora" za chaos panujący w czasie marszu i nie wykonanie zadania - pozbawiono dowództwa. Próżno by szukać jego nazwiska wśród bohaterów kolejnych dni...

A jak wyglądała sytuacja na Starym Mieście i Muranowie, czyli tam, gdzie skierowano leśną "grupę odsieczy"?

16.VIII.1944, przed świtem do płk "Wachnowskiego" dotarł meldunek z 14.VIII.1944 przyniesiony przez bohaterską łączniczkę z Żoliborza, której udało się przejść stanowiska koło Fortu Traugutta [kobieta wyruszyła nocą z okolic ul. Krajewskiego, minęła Dworzec Gdański po stronie wschodniej i w czasie przechodzenia przez tory została postrzelona. Doczołgała się do Fortu Traugutta gdy nastawał już świt. Postanowiła udawać martwą i przeleżeć tam cały dzień na murawie, by pod osłoną następnej nocy próbować doczołgać się na Stare Miasto. W dzień Niemcy zauważyli ją, potraktowali jako zwłoki, ale dla pewności ostrzelali - ponownie przy tym raniąc. Dziewczyna nie drgnęła i dalej udawała, że nie żyje. Podwójnie ranna doczekała nocy i gdy nastał mrok doczołgała się do powstańczej placówki przy ul. Konwiktorskiej], awizujący przez ppłk. "Żywiciela" natarcie zgrupowania kampinoskiego wsparte oddziałami żoliborskimi w nocy 15/16.VIII.1944 o godz. 3:00. W zgrupowaniu "Paweł" [d. "Radosław"] zarządzono alarm i gotowość bojową do wyruszenia na spotkanie oddziałów mających nadejść od strony Powązek i Okopowej. Jednak "do rana nie było nic słychać"...

Tegoż dnia - 16.VIII.1944 - do Kampinosu w okolicę Lasek przybył mjr "Okoń" [ze Starówki miał ruszyć... 9.VIII.1944] z zadaniem objęcia dowództwa nad oddziałami puszczańskimi i jak najszybszego uderzenia przez Parysów lub Koło ku Młynarskiej i Okopowej. mjr. "Okoń" natychmiast przystąpił do organizowania drugiego rzutu pomocy dla Warszawy, mobilizując miejscowych zaprzysiężonych członków AK oraz nowych ochotników.

O położeniu w okolicy Powązek [poza wywiadem] poinformowało go ośmioro powstańców z plutonu "Felek" kompani "Rudy" baonu "Zośka", którzy od 11.VIII.1944 [upadek Woli] przedzierali się nocami do Puszczy. Jednak ich wiadomości o położeniu w rejonie Powązek były już dawno nieaktualne...

W tym czasie w Puszczy zameldował się kolejny oddział z "Hajduków" - ok. 250 ludzi pod dowództwem mjr "Korwina" komendanta Obwodu Błonie, oraz pluton ppor. "Lawy", rozbity w Warszawie. Przejęto dalsze zrzuty broni i amunicji. Mjr "Okoń" zorganizował kolejny dobrze uzbrojony baon w sile ok. 450 ludzi w kompaniach: ppor. "Wara", por. "Prawdzica", por. "Grota" i por. "Mazura".

Wieczorem 16.VIII.1944 spóźnioną próbę połączenia z oddziałami kampinoskimi podjęły baony Kedywu: "Czata 49" i "Zośka". Po kilkugodzinnej walce w gruzach getta, wobec braku odzewu z drugiej strony oddziały wycofały się na Starówkę. W natarciu tym poległ d-ca natarcia "Zośki", z-ca Naczelnika Szarych Szeregów hm. kpt. "Piotr Pomian" [Eugeniusz Stasiecki]...

Dopiero 19/20.VIII.1944 wyruszyły do Warszawy główne siły Grupy "Kampinos" - tym razem osobiście dowodzone przez mjr. "Okonia". I znów nie obyło się bez "pogubienia oddziałów". Część żołnierzy powróciła do puszczy...

Ostatecznie 20 sierpnia znalazły się na Żoliborzu siły Grupy "Kampinos" w składzie batalionu piechoty i kompanii karabinów maszynowych liczące łącznie 1150 żołnierzy. Tego samego dnia oddziały puszczańskie zostały po raz pierwszy użyte do natarcia na Dworzec Gdański, celem połączenia się ze Starym Miastem [ZH 7 s. 4-7]. Mimo morderczego ognia z niemieckich bunkrów i umocnień, oddziały parły naprzód. Przybywało jednak zabitych i rannych. Nawała ognia, jaka spadła na nacierających z pancernego pociągu, przesądziła o załamaniu się natarcia. Resztki oddziałów wycofały się na pozycje wyjściowe [ZH 2/3 s. 56-62]. Już następnej nocy ruszyło drugie natarcie. Niestety i to uderzenie utknęło w nawale ognia jeszcze lepiej przygotowanych stanowisk obronnych Niemców. Wycofujące się oddziały były dziesiątkowane huraganowym ogniem artylerii i pociągu pancernego. W tych bitwach Grupa "Kampinos" poniosła największe straty. Zginęło około 450 żołnierzy, a 100 zostało rannych. Byli to przeważnie partyzanci z Puszczy Nalibockiej, zaprawieni w bojach leśnych, jednak w walkach w mieście ich bogate doświadczenia bojowe nie mogły być w pełni wykorzystane. Większość z nich Warszawę - swoją Stolicę, widziało po raz pierwszy i niestety po raz ostatni w życiu...

Po tych nieudanych natarciach część oddziałów wraz z mjr. "Okoniem" wróciła do Puszczy, pozostawiając powstańcom Żoliborza broń i amunicję. Wielu jednak [nie chcąc oddać cennej broni] pozostało w Warszawie i walczyło do końca Powstania w różnych oddziałach na Żoliborzu, Starówce, Mokotowie i Czerniakowie.
Na Żoliborzu przez kilka dni istniało składające się z partyzantów Grupy "Kampinos", samodzielne zgrupowanie "Żaba", pod dowództwem por. Witolda Pełczyńskiego "Dźwiga", które jednak po paru dniach zostało włączone do zgrupowania "Żaglowiec".
Partyzanci Grupy "Kampinos" między innymi bronili wraz z powstańcami warszawskimi, jednego z głównych bastionów obronnych Żoliborza, gmachu gimnazjum im. księcia Józefa Poniatowskiego tzw. "Poniatówki", gdzie walczono krwawo aż do kapitulacji Żoliborza [30.IX.1944]. "Chłopcy z lasu", w większości kompletnie umundurowani według przedwojennych regulaminów i dobrze uzbrojeni byli przez warszawiaków przyjęci z radością i nadzieją.

Niezależnie od skierowania do Warszawy oddziałów bojowych, wydzielone oddziały Grupy "Kampinos" często jeszcze przerzucały do Warszawy broń, amunicję, lekarstwa i żywność.
Przy sztabie Grupy "Kampinos" przez cały okres Powstania Warszawskiego działała radiostacja Komendy Głównej AK, pod dowództwem kpt. Aleksandra Jedlińskiego "Franka", która utrzymywała stały kontakt z Londynem oraz przez Londyn z Warszawą. To ta radiostacja odbierała umówione kody - melodie sygnalizujące mające nastąpić zrzuty i nadawała meldunki o gotowości ich przyjęcia. Chorał "Z dymem pożarów" oznaczał odwołanie zrzutów, natomiast "Jeszcze jeden mazur dzisiaj" był potwierdzeniem, że z Włoch ruszyły samoloty. Radiostacja ta miała ogromne znaczenie dla losów nie tylko Grupy "Kampinos", ale i całego Powstania Warszawskiego [ZH 8 s. 31-36].

Dla Niemców Grupa "Kampinos" przez cały czas istnienia była poważnym problemem. Stopniowo zwiększali oni siły otaczające zgrupowanie. Jednakże przez cały sierpień i prawie do końca września, nie zdecydowali się na uderzenie. Powodem tego, było prawdopodobnie między innymi, przecenianie sił polskiego zgrupowania. Przyjęta przez partyzantów taktyka szybkiego przerzucania oddziałów, co stosowała zaprawiona w takich działaniach kawaleria nalibocka, dezorientowała Niemców, którzy siły Grupy "Kampinos" szacowali na co najmniej 15 tysięcy ludzi...
Jednak w końcu września, gdy sowiecka operacja na Pradze została zakończona, a walki w Warszawie wygasały, nieprzyjaciel zdecydował się na podjęcie działań zmierzających do rozbicia oddziałów w Puszczy Kampinoskiej.
W tym celu wydzielili specjalne dwie grupy bojowe do operacji "Sternschnuppe" ["Spadająca Gwiazda"], która - choć nieudana - zakończyła działania powstańcze w Puszczy Kampinoskiej.

O d B VIII Rejonu i pułku "Palmiry-Młociny"

VIII Rejon - Łomianki - krypt. "Łęgów"
komendant - kpt. Józef Krzyczkowski "Szymon"


I Batalion - por. Janusz Langner "Janusz"


1. kompania - ppor. Zygmunt Sokołowski "Zetes"
pluton 1776 - plut. pchor. Bernard Freisleben "Bernard"
pluton 1777 - plut. pchor. Franciszek Sznajder "Dąb II"
pluton 1778 - plut. Marian Kajszczak "Kuleczka"


3. kompania - kpt. Ignacy Jezierski "Karaś"
pluton 1784 - plut. Nikodem Kosiorek "Kapron"
pluton 1785 - sierż. Bronisław Gromadka "Wiatrak"
pluton 1786 - plut. Eugeniusz Przystawski "Tulipan"
pluton 1787 - chór. Kazimierz Kozłowski "Rybak"


5. kompania - ppor. Marian Grobelny "Macher"
pluton 1792 - plut. pchor. Zbigniew Pecyński "Polan"
pluton 1793 - plut. pchor. Janusz Warmiński "Murzyn"
pluton 1794 - plut. Stefan Burczyński "Szczapa"


II Batalion - kpt. Stanisław Nowosad "Dulka"


2. kompania - por. Zbigniew Luśniak "Gniew"
pluton 1780 - wachm. pchor. Józef Snarski "Czarny"
pluton 1781 - plut. Józef Gutowski "Twardy"
pluton 1782 - plut. Antoni Michalak "Edek"
pluton 1783 - sierż. Tomasz Miazga "Młot"


4. kompania - por. Bolesław Kiełbasa "Gniewosz"
pluton 1788 - plut. Karol Maj "But"
pluton 1789 - plut. Kazimierz Majcowski "Łoś"
pluton 1790 - plut. Henryk Rydel "Tygrys"
pluton 1791 - NN "Nur"


pluton łączności - plut. sł. st. Edward Pawlikowski
pluton saperów - Ryszard Świerczyński "Samson"
pluton żandarmerii - NN "Dzik"


Pułk "Palmiry-Młociny"


(po włączeniu oddziałów zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego do Rejonu Łomianki)
dowództwo - kpt. rez. Józef Krzyczkowski "Szymon",
p.o. por. rez. Adolf Pilch ("Góra") "Dolina" od 3.08.1944


I Batalion (VIII Rejonu) - por. Janusz Langner "Janusz"


1. kompania - por. Zygmunt Sokołowski "Zetes"
3. kompania - kpt. Ignacy Jezierski "Karaś"
5. kompania - ppor. Henryk Dobak "Olsza"
kompania szturmowa - por. Józef Snarski "Czarny"


II Batalion (VIII Rejonu) - kpt. Stanisław Nowosad "Dulka"


2. kompania - por. Zbigniew Luśniak "Gniew"
4. kompania - por. Bolesław Kiełbasa "Gniewosz"


batalion 78. pułku piechoty - por. Witold Pełczyński "Dźwig"
1. kompania - por. Franciszek Baumgart "Dan"
2. kompania - por. Witold Lenczewski "Strzała"
3. kompania - por. Jerzy Piestrzyński "Helski"


27. pułk ułanów - chor. Zbigniew Nurkiewicz "Nieczaj"
I szwadron - wachm. Jan Jakubowski "Wołodyjowski"
II szwadron - wachm. Józef Niedźwiecki "Lawina"
III szwadron - wachm. pchor. Narcyz Kulikowski "Narcyz"
IV szwadron - ppor. Aleksander Pietrucki "Jawor"
szwadron ckm - por. Jarosław Gąsiowski "Jar"


kompania Wojskowej Służby Ochrony Powstania (WSOP) - Eugeniusz Wyszomirski "Świt"
Wojskowa Służba Kobiet - por. Zofia Roesler "Polka"

Nierealny rozkaz

Stanisław Markowski

Jednym z kontrowersyjnych epizodów Powstania Warszawskiego jest sprawa odsieczy dla walczących i rola w niej Podokręgu Zachodniego "Hallerowo" oraz jego dowódcy ppłk "Romana".

Zgodnie z planami powstania okalające Warszawę podokręgi Armii Krajowej miały zatrzymać posiłki wroga. Ponadto część sił tych podokręgów już drugiego dnia miała pośpieszyć stolicy z pomocą. Jednak Podokręg Zachodni (obejmujący powiaty: Błonie, Grójec, Skierniewice, Sochaczew i Łowicz Obszaru Warszawskiego AK) nie potrafił osłonić i odciążyć Warszawy. Generał von dem Bach, dowódca oddziałów tłumiących powstanie, dziwił się później, że oddziały z Puszczy Kampinoskiej tak słabo atakowały jego linie zaopatrzenia. Gdyby czyniły to energiczniej, generał musiałby przeznaczyć do ich ochrony część wojska zajętego tłumieniem Powstania.

Tragiczna seria

Opracowane na emigracji materiały o Armii Krajowej ("Polskie Siły Zbrojne w czasie II wojny światowej" t. III) podają, że dowódca Podokręgu Zachodniego, ppłk dypl. Franciszek Jacheć "Roman", dopiero 6 sierpnia otrzymał rozkaz nasilenia działalności partyzanckiej na liniach komunikacyjnych do Warszawy oraz dostarczenia broni i żywności. Praca lakonicznie stwierdza, że "Roman" uznał, "iż nie ma warunków do wykonania tego rozkazu". Ani w opublikowanych dokumentach, ani w pracach historyków nie wyjaśniono, na czym polegał ów "brak warunków". Mało znany był również fakt odwołania "Romana" ze stanowiska dowódcy podokręgu 19 sierpnia 1944 r.
Dopiero w latach 90. ujawniono dokumenty, w tym opracowanie "Romana" i jego zastępcy ppłk. Zygmunta Marszewskiego "Kazimierza", które pokazują przebieg wydarzeń z punktu widzenia dowódców podokręgu. Pojawiło się również kilka publikacji, które są częścią dyskusji toczonych wśród żołnierzy Armii Krajowej*.
Ostatnie dni lipca i pierwszy tydzień sierpnia 1944 r. przyniosły tragiczną serię pomyłek w dostarczaniu rozkazów i meldunków związanych z powstaniem. Rozkaz dotyczący realizowania planu "Burza" oraz niedopuszczania Niemców do Warszawy został doręczony przez łączniczkę do Milanówka (gdzie znajdowała się komenda Podokręgu Zachodniego) dopiero 1 sierpnia po godz.17. Rozkaz i wybuch Powstania były więc dla ppłk. Jachecia i jego sztabu zaskoczeniem.
Siłom niemieckim podokręg mógł przeciwstawić najwyżej 1200–1300 żołnierzy AK, gdyż tylko dla tylu starczało broni. Oznaczało to, że do akcji przystąpi ledwie 29 uzbrojonych plutonów – 15 proc. wszystkich zorganizowanych oddziałów. Ponadto znaczną część uzbrojenia stanowiła broń krótka, mało przydatna w polu.
Choć więc ppłk Jacheć i jego sztab podjęli decyzję o rozpoczęciu "Burzy", nie widzieli szans na realizację zadania polegającego na niedopuszczaniu oddziałów niemieckich do stolicy. Jacheć tłumaczy: rozkaz oznaczał powrót do zarzuconego ponad rok wcześniej planu powstania powszechnego, obejmującego cały obszar podokręgu i zamknięcia w ten sposób dróg dojazdowych do Warszawy. Teraz odpadał ważny czynnik zaskoczenia – powstańcy atakowaliby umocnione garnizony bez szans powodzenia. Ponadto należałoby wykonać równocześnie natarcie na przybyłe niedawno oddziały pancerne. "Taka akcja mogła zadać nieznaczne straty nieprzyjacielowi, natomiast pewny był pogrom oddziałów własnych" – stwierdza.

Bez kontaktu z Warszawą

Koncentracja oddziałów przebiegała sprawnie w obwodach Błonie, Grójec i Sochaczew. Zakończono ją 3-4 sierpnia. Padał ciągły deszcz, brakowało żywności, oddziały były słabo uzbrojone, a zrzuty nie następowały. Przybywali żołnierze z oddziałów rozbitych na przedmieściach Warszawy. Podjęto pierwsze próby niszczenia torów kolejowych. Rychło okazało się, że sytuacja nie pozwala na realizację "Burzy" – która miała polegać na atakowaniu cofających się oddziałów nieprzyjaciela. Armia niemiecka zatrzymała się na Wiśle i nic nie wskazywało, by zamierzała się wycofać.
W tej sytuacji 4 sierpnia wieczorem sztab podokręgu zdecydował o odwołaniu koncentracji. Jedynie w Puszczy Kampinoskiej i w lasach Chojnowskich utworzono zgrupowania, których zadaniem była pomoc Warszawie. Rozgoryczeni żołnierze nie chcieli jednak wracać do domów – żądali marszu na pomoc Warszawie bądź pozostania w lesie. Mimo to oddziały stopniowo demobilizowano.
Przez pierwszy tydzień powstania sytuację komplikował brak kontaktu między podokręgiem a Komendą Obszaru Warszawskiego (na jej czele stał gen. Albin Skroczyński "Łaszcz"). Powodem były błędy w szyfrowaniu depesz. Dopiero od 7 dnia łączność radiowa między Milanówkiem a Warszawą zaczęła działać. W Komendzie Głównej AK rosło tymczasem zniecierpliwienie, że mimo rozkazów nie dociera do Warszawy pomoc z Podokręgu Zachodniego, a oddziały skoncentrowane w Puszczy Kampinoskiej nie nacierają w kierunku Woli i Powązek.
Udzielanie pomocy utrudnił – obok słabości sił podokręgu – system dowodzenia. Ppłk Jacheć oraz oddziały w Kampinosie otrzymywali rozkazy równocześnie z Komendy Głównej AK, z Komendy Obszaru (gen. Skroczyński) i z Komendy Grupy Północ (płk Ziemski "Wachnowski") – nieraz sprzeczne i niekonsekwentne w określaniu podległości służbowej dowódców poszczególnych zgrupowań. Powodowało to spory kompetencyjne między dowódcami w Kampinosie i Podokręgu Zachodnim.

Potajemne odwołanie

W Komendzie Głównej trwała w tym czasie dyskusja nad inicjatywą Stronnictwa Ludowego: Warszawie z odsieczą miałyby pospieszyć oddziały Batalionów Chłopskich. Gen. Pełczyński rozszerzył ten pomysł na wszystkie oddziały AK, choć wśród oficerów sztabu – jak pisze Majorkiewicz – inicjatywa ta nie znalazła wielu zwolenników. Taka była geneza głośnego rozkazu "Bora" z 14 sierpnia, wzywającego wszystkie terenowe oddziały AK do "niezwłocznego marszu na pomoc stolicy".
Rozkaz "Bora" ppłk Jacheć potraktował z powagą: pod dowództwem ppłk. Konarskiego "Victora" skierował do Puszczy, a następnie do Warszawy oddziały zmobilizowane w obwodach Błonie i Sochaczew. Do stolicy wysłał również oddziały zgromadzone w lasach Chojnowskich pod dowództwem ppłk. Mieczysława Sokołowskiego "Grzymały". Ale oddział Sokołowskiego został rozbity, dowódca zginął i tylko część żołnierzy dotarła do Mokotowa. Natomiast oddziały z Kampinosu wykrwawiły się w dwóch nieudanych natarciach na Dworzec Gdański. Jak pisze Majorkiewicz: "Nikt z nas nie był zaskoczony, że żołnierz Kampinosu w ulicznej walce jest miękki, a jego dowódcy słabi, gdyż walka uliczna jest krańcowo różna od boju leśnego". Sprowadzenie oddziałów leśnych do Warszawy, zamiast użycia ich do intensywniejszego nękania niemieckich szlaków zaopatrzeniowych, było więc błędem.
"Bór" jednak – przychylając się do sugestii gen. Pełczyńskiego – polecił gen. Skroczyńskiemu "natychmiast zdjąć »Romana« z dowodzenia, które [należy] oddać w ręce najlepszego oficera, jaki jest do dyspozycji Pana Generała". Sztab podokręgu oraz następca Jachecia, ppłk Marszewski "Kazimierz", byli zdziwieni tą decyzją. Od tej chwili depesze do Komendy Głównej podpisywał "Kazimierz", choć w praktyce komendantem podokręgu pozostawał "Roman", z którym Marszewski zgodnie współpracował. Ponieważ uznano, że podanie do wiadomości odwołania ppłk. Jachecia może ujemnie wpłynąć na postawę oddziałów, postanowiono nie ujawniać żołnierzom depeszy Komendy Głównej.
29 sierpnia Komenda Główna AK odwołała "Burzę" i powstanie w Podokręgu Zachodnim. Podstawowym zadaniem miało być teraz dosyłanie broni, amunicji i żywności do Warszawy. W Puszczy Kampinoskiej nadal walczył batalion dowodzony przez mjr. Władysława Starzyka "Korwina", skierowany tu przez ppłk. Jachecia, złożony z 480 żołnierzy, w większości zmobilizowanych w obwodach Błonie i Sochaczew. Ponadto w podokręgu dokonywano nadal, choć z mniejszym natężeniem, sabotażu na liniach telekomunikacyjnych i kolejowych.

Czy 1300 ochotników uratowałoby Powstanie?

Wydaje się, że siły Podokręgu Zachodniego mogły być lepiej wykorzystane. Karygodne było choćby zaniechanie przygotowań do likwidacji dział kolejowych ostrzeliwujących Warszawę. Zamiast zaś ściągać z łowickiego i sochaczewskiego oddziały, które bezcelowo ginęły pod Dworcem Gdańskim, należało je wykorzystać do ataku na podkrakowskie lotnisko, z którego startowały samoloty bombardujące Warszawę.
Stanowisko zajęte przez ppłk. Jachecia ma zwolenników i krytyków, z których najbardziej zawzięty jest Jan Gozdawa-Gołembiowski. Zdaniem Lecha Dzikiewicza: "Gozdawa-Gołembiowski (...) nie dokonał analizy rozlokowania sił wojsk niemieckich na tym terenie w dniu 1 sierpnia, niezaistnienia warunków dla rozpoczęcia planu »Burza« oraz przewidywanych skutków niszczących działań niemieckich wobec ludności cywilnej miejscowości podwarszawskich, gdyby doszło do mechanicznego wykonania niejasnych rozkazów. A niebawem okazało się, że te miejscowości miały stać się azylem i bazą nie tylko dla wypędzonej i zmaltretowanej ludności Warszawy, ale ośrodkiem nowej Komendy Głównej AK i władz Podziemnego Państwa Polskiego. Gołembiowski nie odpowiada na pytanie, jak oceniono by decyzje Podokręgu Zachodniego AK dotyczące improwizacji blokowania posiadanymi siłami dopływu przeważających oddziałów niemieckich z zachodu i południa, gdyby w wyniku tych walk Niemcy spalili Sochaczew, Żyrardów, Skierniewice, Grójec, Błonie, Milanówek, Brwinów czy Grodzisk Mazowiecki i wypędzili ludność tych miejscowości, jak to zrobili w Warszawie, nie mówiąc o wymordowaniu tak słabo uzbrojonych akowców".
Płk Jacheć ryzykując złamanie kariery, znalazł dość sił, by podjąć decyzje, które nakazywał mu rozsądek i odpowiedzialność za losy podległych żołnierzy i mieszkańców podwarszawskich powiatów. My, młodzi żołnierze AK, z niecierpliwością oczekiwaliśmy wówczas na rozkaz wymarszu do Warszawy i mieliśmy pretensje do dowództwa. Teraz jesteśmy "Romanowi" wdzięczni, że uratował nam życie, a nasze rodziny i domy uchronił od zniszczenia – tym bardziej, że nasze ofiary nie zmieniłyby losów Powstania.

Jan Gozdawa-Gołembiowski, "Obszar Warszawski Armii Krajowej", Lublin 1992;
Tadeusz Sowiński, "Jedwabna konspiracja", Warszawa 1998;
Lech Dzikiewicz, "Konspiracja i walka kompanii »Brzezinka« 1939–1945", Warszawa 2000;
Felicjan Majorkiewicz, "Lata chmurne, Lata dumne", Warszawa 1983.

Autor w czasie Powstania Warszawskiego był kapralem Armii Krajowej, służył w Podokręgu Zachodnim.