część III

 

Globalne straty Warszawy 1939-1944

 

Na początku okupacji, według spisu z 28 października 1939, Warszawa liczyła 1.310.000 stałych mieszkańców, w tym 360 tys. ludności żydowskiej. We wszystkich encyklopediach ich autorzy, bez względu na orientację historyczną czy polityczną, zgodnie podają, że globalne straty biologiczne poniesione przez Warszawę w latach 1939-1944 wynoszą nie mniej jak 800 tys. osób.

W "Encyklopedii Powszechnej" PWN z 1980 stwierdzono: "[...] Łączne straty ludności Warszawy w latach 1939-1944 wyniosły około 850 tysięcy osób: około 400 tysięcy bezpośrednio w mieście i ponad 400 tysięcy w obozach i więzieniach hitlerowskich [...]."

Jeśli chodzi o straty poza Warszawą, sprawa jest stosunkowo prostsza, bo obejmują one przede wszystkim około 300 tys. Żydów straconych w Treblince i innych miejscach zagłady oraz Polaków straconych w więzieniach i obozach hitlerowskich poza Warszawą i poza granicami Polski.

Natomiast co się tyczy 400 tys. straconych bezpośrednio w mieście, składają się na to:

kampania wrześniowa 30.000
Powstanie Warszawskie 150.000
Palmiry 1800
Ogrody sejmowe kilkaset
Górki Szwedzkie [Żoliborz] ok. 100
lasy podwarszawskie kilkaset
łącznie około 200.000

Powstaje więc pytanie: gdzie się podziało drugie 200 tys. straconych mieszkańców Warszawy?

Żadna z encyklopedii i żaden z naukowców nie dają na to pytanie odpowiedzi... Według niektórych były to egzekucje uliczne, ale te wynoszą 3384 osoby. Według innych były to mordy "w ruinach Getta" i straty Pawiaka, ale te mogły wynieść ok. 20 tys. osób. Przy czym i w egzekucjach ulicznych, w ruinach getta i na Pawiaku traceni byli więźniowie KL Warschau, za których uważać należy również osoby zatrzymane w ulicznych łapankach i tego samego dnia tracone w doraźnych tajnych egzekucjach. Tak więc w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: gdzie straconych zostało 200 tys. mieszkańców Warszawy? - wszystkie drogi prowadzą do... Konzentrationslager Warschau!

"Plan Pabsta" z 6 lutego 1940 i nawiązujący do niego rozkaz Himmlera z 16 lutego 1943, przewidują zmniejszenie liczby mieszkańców Warszawy do 500 tys. osób. Kontyngenty dzienne narzucone przez berlińską centralę RSHA policji warszawskiej, wyznaczały tracenie ofiar po 400 osób na dobę. O tym, że kontyngenty takie były realizowane, zeznał przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie w dniu 25 maja 1954 Paul Otto Geibel, w okresie 4.III.1944-15.I.1945 dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski:

"Dr Hahn [komendant Sipo i SD w KdS Warschau] naświetlił mi sytuację, jaka panowała w tym czasie w Warszawie, a ponadto dodał, że przeciętnie na dobę w Warszawie ginie około 40 Niemców, za co Niemcy stosują odwet, tracąc 10-krotną ilość Polaków, wówczas ja zapytałem go, kto wydał taki rozkaz, na co odpowiedział mi, że rozkaz taki otrzymał z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy".

Paul Otto Geibel na podstawie pełnomocnictw wyjątkowych, przydzielonych policji w Warszawie zarządzeniem policyjnym z 8 lipca 1943, decydował faktycznie o wszystkich akcjach policyjnych i przedsięwzięciach w stolicy. Ponadto w jego siedzibie urzędowania [al. Ujazdowskie 23], na rozkaz Hössa z dnia 16 lipca 1943, urzędował Komendant KL Warschau. Przez ręce Geibla przechodziła cała korespondencja obozowa. Zachował nad obozem pełną kontrolę. Wspólnie z komendantem obozu decydował o przeprowadzeniu konkretnych egzekucji. On był więc głównym sprawcą tracenia po 400 osób na dobę. Stąd jego zeznania stwierdzające ten fakt, ponure i smutne w swej treści, stanowią miarodajny dowód dla ustalenia strat. Sąd PRL skazał go na karę... dożywotniego więzienia. [Dodam, że w tym samym okresie, ten sam "sąd" ferował kary śmierci w procesach tzw. "spekulantów"].

Tracenie kontyngentów po 400 osób na dobę znajduje też potwierdzenie w raportach polskiego wywiadu AK i Delegatury Rządu na Kraj. W "Raporcie Wydziału Bezpieczeństwa Oddział Polityczno-Informacyjny Nr 227, z 22.XI.1943" przekazanym do Rządu RP w Londynie, podano: "W Warszawie [...] ginie co dzień 300 Polaków, którzy oprócz publicznych egzekucji, traceni są w komorze gazowej [...]".

Zaś meldunek AK zawarty w "Informacji Bieżącej" nr 49/122 z dn. 15.XII.1943 oraz meldunek Społecznego Komitetu "Antyk" z 6.XII.1943 zgodnie stwierdziły, że liczba rozstrzelanych w egzekucjach ulicznych oraz w egzekucjach obozowych wynosi przeciętnie po 100 ludzi dziennie [dotyczy to Lagrów w getcie i na Kole].

Z powyższych dowodów wynika, że skoro tracono po 400 osób dziennie [365 dni x 400 osób = 146.000], to w ciągu prawie dwóch lat działania komór gazowych i przeprowadzania egzekucji na Kole i w dawnym getcie, zamordowano w kompleksie KL Warschau nie mniej jak 200 tys. mieszkańców Warszawy. Daje to odpowiedź na pytanie: gdzie się podziało 200 tysięcy mieszkańców stolicy, których nie mogły doliczyć się powojenne spisy ludności...

KL Warschau - obóz koncentracyjny w centrum Warszawy działał przez blisko dwa lata, tj. przez trzecią część okupacji stolicy. Wśród globalnych strat 800 tys. mieszkańców Warszawy 200 tys. z nich, tj. czwarta część, zostało zamordowanych właśnie w KL Warschau. Wykazuje to, że KL Warschau obok warszawskiego getta i Powstania Warszawskiego był trzecim o podobnym ciężarze zbrodni sprawcą Holocaustu Warszawy. Według planów hitlerowskich Warszawa miała na zawsze zniknąć z mapy Europy.

Warszawa - Kartagina XX wieku, Holocaust przetrwała...

W powojennym śledztwie zostały ustalone nazwiska komendantów i dowódców różnych szczebli formacji policyjnych odpowiedzialnych za zbrodnie na terenie KL Warschau. Ustalono także 153 nazwiska członków załogi obozowej. Cennym źródłem wiedzy okazała się Prokuratura Krajowa w Monachium, która także prowadziła własne śledztwo w sprawie KL Warschau i stronie polskiej przekazała informacje wraz ze zdjęciami części załogi obozowej.

Oto niektórzy członkowie Komendantury KL Warschau:

SS-Obersturmbannführer Wilhelm Goecke [komendant KL Warschau]

SS-Obersturmbannführer Klaus Martsen [komendant KL Warschau]

SS-Sturmbannführer Walther Adolf Langleist

SS-Hauptsturmführer Nikolaus Herbert [Lagerführer]

SS-Hauptsturmführer Willy Ruppert [Lagerführer]

SS-Hauptsturmführer Alfred Krammer [komendant oddziału wartowniczego SS]

Mjr d. Pol. Otto Bundke [dowódca III/SS-Polizei Regiment 23].

Siedziba III batalionu policyjnego mieściła się na granicy "strefy zamkniętej" obozu przy zbiegu ulic Nowolipie 90 i Żelaznej 103. W tym usytuowaniu batalion dozorował obóz od strony zewnętrznej.

Tuż przed zbliżeniem się frontu wschodniego do Warszawy Konzentrationslager Warschau zmienił swą dotychczasową nazwę na "Waffen-SS Konzentrationslager Warschau", czyli "Obóz Koncentracyjny Broni SS". W tym właśnie czasie zacieśniła się współpraca pomiędzy SS a Wehrmachtem. Ten ostatni dostarczał m.in. samochody ciężarowe, którymi wożono ludzi do komór gazowych [tablice rejestracyjne "WH"]. Podczas ewakuacji obozu w konwoju znalazło się 40 żołnierzy Wehrmachtu.

Za zbrodnie popełnione w KL Warschau, jeśli nie liczyć Geibla, przed polskimi sądami nikt nie odpowiadał. Dlaczego?

Przez prawie pół wieku zawyżano straty Powstania Warszawskiego do 250, a nawet do 280 tys. ludzi, podczas gdy wynosiły one 150 tys. Jak do tego doszło i w jakim celu to robiono?

Żeby to wyjaśnić trzeba się cofnąć do lata 1944...

14 lipca 1944 Stalin, w wydanej Dyrektywie nr 37 dotyczącej "rozbrojenia polskich sił zbrojnych uważających się za podlegające Emigracyjnemu Rządowi Polskiemu", nakazywał:

"[...] pkt. 1. Niezwłocznie po ujawnieniu składu osobowego tych oddziałów rozbroić i odstawić do specjalnie zorganizowanych punktów dla wyjaśnienia".

Już wiosną 1945, przy pomocy kilkuset jeńców niemieckich, w obiektach pohitlerowskiego KL Warschau zorganizowano obóz pracy NKWD, który był miejscem izolacji i eksterminacji żołnierzy AK i polskiej inteligencji, sprzeciwiających się sowietyzacji Polski. Polskie "uregulowanie" obozów nastąpiło "Dekretem z dnia 16 listopada 1945 o Komisji Specjalnej do walki z nadużyciami i szkodnictwem gospodarczym", który w art. 10 wprowadził [na wzór sowiecki] "kierowanie sprawcy do pracy przymusowej". Obóz pracy w Warszawie działał od wiosny 1945 do marca 1955, czyli przez 10 lat, jako twór pozakonstytucyjny i pozakodeksowy. Zgodnie z dyrektywą Stalina najwcześniejszymi jego więźniami byli żołnierze polskiej konspiracji. W ciągu 10 lat przeszły przez obóz tysiące Polaków - "opornych" wobec wprowadzonego nowego ustroju politycznego. Władze NKWD i UB rozpowszechniały plotki, że jest to obóz dla jeńców niemieckich i Volksdeutschów. Miało to wywołać niechęć społeczeństwa Warszawy do więźniów pracujących w dawnej "Gęsiówce". Polskich patriotów i żołnierzy AK przebrano w stare mundury niemieckie! Chciano ich w ten sposób pozbawić godności i honoru. Był to dla nich kolejny bolesny cios moralny...

Z tych właśnie przyczyn powojenne badania nad KL Warschau zostały przerwane, bowiem ich kontynuowanie ujawniłoby niejako automatycznie wymienioną działalność powojennego obozu - a takowej ujawniać nie chciano...

Przyjęto więc kierunek stopniowego "wyciszania" KL Warschau, aż do całkowitego zanegowania jego istnienia. Zaś ofiary tego obozu wliczono do strat Powstania Warszawskiego - ok. 100 tys., a drugie 100 tys. łączono z gettem. W ten sposób KL Warschau, który był ewidentnym miejscem ludobójstwa na mieszkańcach Warszawy, został "skasowany", a jego ofiary "rozpłynęły się" wśród ofiar getta i Powstania Warszawskiego. Przez prawie pół wieku "dyspozycyjni historycy" utrwalali w świadomości Polaków obraz Warszawy bez KL Warschau, a zawyżonymi stratami Powstania obarczyli Armię Krajową. To było potrzebne ówczesnym czynnikom politycznym [PPR-PZPR] i było po ich "linii". Przez dziesiątki lat stan taki utrwalali w swych publikacjach niektórzy "historycy", a także funkcjonariusze Instytutu Pamięci Narodowej [IPN].

Przykłady z ostatnich lat:

Były naczelnik archiwum IPN, historyk Stanisław Biernacki, były sekretarz Egzekutywy POP PZPR d/s Ideologicznych w Ministerstwie Sprawiedliwości, nie posiadający żadnego liczącego się dorobku naukowego w dziedzinie historii, na naradzie Kierownictwa IPN w 1991 powrócił "do linii" całkowitego zanegowania KL Warschau, nazywając go "utopią", a następnie wersję tę jako stanowisko IPN upowszechniał w mediach, na Radzie Naukowej i wśród historyków na zewnątrz. Przyniosło to sprawie niepowetowaną szkodę, czyniła ją niewiarygodną, co utrudniło dalsze prowadzenie śledztwa w odniesieniu do jakoby "nie istniejącego" obozu.

Z jego inicjatywy została rozwiązana Warszawska Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich! W następstwie tego Warszawa, która była największym ośrodkiem zbrodni hitlerowskich w kraju i której straty ludzkie były większe od strat całej Wielkiej Brytanii i Francji razem wziętych, pozbawiona została organu do ich badania i ścigania...

Pani prokurator Krystyna Smardzewska została Naczelnikiem Wydziału Śledczego d/s Zbrodni Hitlerowskich IPN. Tę pracę załatwił jej mąż: dyrektor Departamentu Nadzoru w Ministerstwie Sprawiedliwości. Pani prokurator nigdy nie zajmowała się zawodowo dziejami II wojny światowej, okupacją hitlerowską ziem polskich, Gestapo, policją niemiecką, zbrodniami NKWD, nie znała nawet nazewnictwa tych formacji. Nie czytała nigdy historii Warszawy...

Nie posiadając wymaganej wiedzy i kompetencji do pozytywnego kierowania takim wydziałem, dołączyła do tych "kompetentnych", którzy negowali istnienie KL Warschau lub pomniejszali jego wielkość. Z dokumentacji przygotowanej do wysłania do Niemieckiej Prokuratury w Hamburgu usunęła całą grupę dokumentów, w tym:

- Protokół Norymberski w części stwierdzającej funkcjonowanie KL Warschau od października 1942,

- "Specjalny rozkaz" Heinricha Himmlera z 31 lipca 1942 skierowany do dowódców SS i policji, zakazujący używania słowa "partyzanci" i nakazujący zastąpienie go słowem "bandyci".

Na podstawie m.in. tego rozkazu członkowie polskiej konspiracji, polscy patrioci walczący o niepodległość Polski, traceni byli w komorach gazowych KL Warschau jako "kryminalni bandyci" nie podlegający ochronie prawa międzynarodowego,

- ekspertyzę biegłych dotyczącą komór gazowych w KL Warschau.

Stanisław Kaniewski, zastępca dyrektora d/s śledczych IPN w latach 90., były prokurator stalinowski, którego "idolem" przywoływanym jako wzór do naśladowania był twórca CzK Feliks Edmundowicz Dzierżyński. Pan prokurator Kaniewski prowadził śledztwo przeciwko Prymasowi Polski kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, on też w roku 1974 został wydalony z Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce "za udział w świadomym udzielaniu pomocy w oszustwie" - w związku ze staraniami jednej z byłych więźniarek o uznanie jej za ofiarę eksperymentów pseudomedycznych i wypłatę odszkodowania...

W 1992, po powrocie do IPN, zażądał od sędziego prowadzącego śledztwo w sprawie KL Warschau nieprzesyłania do niemieckiej prokuratury jeszcze innych dokumentów poza tymi, które zatrzymała pani Krystyna Smardzewska. A mianowicie:

-  głównego rozkazu Himmlera z 16 lutego 1943 wyznaczającego cel jaki przez KL Warschau miał być spełniony tj. zmniejszenie liczby mieszkańców miasta do 500 tys. osób

- protokołu przesłuchania Paula Ottona Geibla, w którym zeznał on, że w Warszawie likwidowano po 400 osób dziennie.

Kiedy manipulacje z dokumentami nie powiodły się, pan Kaniewski przerwał śledztwo w sprawie KL Warschau na dwa lata [a było ono już przerywane trzykrotnie], odebrał akta sędziemu i zamknął je w szafie pancernej, całkowicie uniemożliwiając dalsze badania.

Kolejne działania pana Kaniewskiego w Instytucie Niepamięci Narodowej:

- nie dopuścił do przyjazdu do IPN niemieckich prokuratorów chcących zapoznać się na miejscu z polską dokumentacją

- blokował przekazanie przez IPN materiałów dowodowych do Niemieckiej Prokuratury,

- polecił wyłączyć z akt KL Warschau materiały dotyczące egzekucji ulicznych. Akta te "wrzucono" do niedomykającej się szafy na otwartym balkonie, gdzie uległy "zniszczeniu i zaginięciu". A były to cenne materiały, akta egzekucji, w sprawie których toczyły się śledztwa w prokuraturze w Hamburgu.

W tym samym czasie okazało się nagle, że "zniknęła" z archiwum GKBZHwP dokumentacja KL Warschau zebrana i skompletowana w nieistniejącej już Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Owe "zaginione" dokumenty miały ogromną wartość historyczną i procesową. Były to materiały zawierające zeznania naocznych świadków wydarzeń z okresu funkcjonowania KL Warschau. Zeznania te zostały złożone we wczesnych latach powojennych, kiedy pamięć wydarzeń jeszcze była świeża, dlatego miały pierwszorzędnie znaczenie. Obecnie większość świadków już nie żyje...

Te wszystkie manipulacje spowodowały bardzo poważne uszczuplenie materiałów dowodowych dotyczących całego kompleksu KL Warschau. Wtedy właśnie pan Kaniewski osobiście przygotował wniosek o... umorzenie śledztwa! W jego uzasadnieniu przedstawił stan faktyczny, w którym potraktował KL Warschau [gdzie wymordowano 200 tys. ludzi] jako "jednolagrowy obóz pracy przeznaczony do rozbiórki getta", marginalizując i minimalizując dokonane w nim masowe mordy. W ten sposób śledztwo zostało umorzone bez wiedzy i zgody sędziego prowadzącego...

W dniu 6 lutego 2004 Sąd Apelacyjny w Warszawie Wydział V Lustracyjny wydał orzeczenie stwierdzające, że prokurator w stanie spoczynku Stanisław Kaniewski złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne...

Dyrektorem IPN do roku 1998 był dr Ryszard Walczak, były pracownik kadrowy Akademii Nauk Społecznych KC PZPR. Znane mu były pokrętne działania prokuratorów pp Smardzewskiej i Kaniewskiego. Akceptował je. Nie uwzględnił wniosku sędziego prowadzącego o wyłączenie tej dwójki od nadzoru nad śledztwem, nie uwzględnił też odwołania sędziego od postanowienia o umorzeniu śledztwa i wnioskującego jego wznowienie celem uzupełnienia. Co więcej, sam inspirował działania sprzeczne z przepisami KPK. Kiedy próba zatarcia istnienia KL Warschau nie powiodła się, wówczas grupa skupiona wokół dyrektora Ryszarda Walczaka podjęła forsowanie wersji, jakoby to Polacy dokonali zbrodni na... Niemcach i po wojnie założyli w obiektach "Gęsiówki" obóz dla Niemców.

W latach 1995-97 Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie zwrócili się pisemnie do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich - IPN o przekazanie właściwych informacji dotyczących faktografii KL Warschau, potrzebnych do podjęcia stosownych kroków zmierzających do upamiętnienia ofiar tego Obozu. Wówczas prokuratorzy S. Kaniewski i K. Smardzewska przekazali urzędom następującą odpowiedź, zaakceptowaną przez pana dyrektora Walczaka:

"Główna Komisja informuje, że:

1) Nie posiada dokumentacji świadczącej o lokalizacji KL Warschau I, II, III w tunelu pod Dworcem Zachodnim,

2) Nie dysponuje materiałami mogącymi potwierdzić przypuszczenie, że tunel ów był używany jako komora gazowa w celu ludobójczym".

Funkcjonariusze IPN udzielili takiego wyjaśnienia w czasie, kiedy w IPN znajdowało się 41 tomów akt dokumentacji dotyczącej KL Warschau. W ten sposób funkcjonariusze IPN uniemożliwili upamiętnienia ofiar KL Warschau. A przecież ofiary KL Warschau były jednymi z nas. Zamordowane w komorach gazowych i spalone w krematoriach w ramach zagłady ich miasta. Ich prochów nie kryją mogiły. Ich prochy zostały rozsiane na gruntach miejskich i upłynnione kanałami do Wisły. A Instytut Pamięci Narodowej odmówił Im choćby skromnego Pomnika, który byłby symbolicznie Ich wspólną mogiłą...

Sprawa KL Warschau i ludobójstwa w Warszawie jest częścią zagadnienia szerszego: ludobójstwa na Polakach.

Do "Encyklopedii Powszechnej" PWN z lat 60. ówczesny dyrektor ówczesnej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Janusz Gumkowski, naniósł zapis, z którego wynika, że ludobójstwo hitlerowskie dokonywane było wyłącznie na ludności żydowskiej, natomiast wobec Polaków ludobójstwa rzekomo nie przeprowadzono... To stwierdzenie, w sposób oczywisty, koliduje z obowiązującym prawem międzynarodowym. Otóż 9 grudnia 1948 Zgromadzenie Ogólne ONZ w "Konwencji w Sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa" podaje definicję ludobójstwa, według której jest to: "każdy czyn dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub w części grup narodowych, etnicznych, rasowych czy religijnych jako takich".

W 1993, dawny ideolog PZPR, pan Stanisław Biernacki, który upowszechniał negowanie KL Warschau, na konferencji historyków w Brukseli obniżył straty biologiczne poniesione przez Polskę w latach II wojny światowej. Pan Biernacki "w sposób cudowny" zredukował liczbę poległych i zamordowanych Polaków z 6 mln do 3 mln. Tymczasem - wg ogłoszonego w 1947 przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów "Sprawozdania w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939-1945" utraciło życie 6.028.000 obywateli polskich, w tym wskutek bezpośrednich działań wojennych - 644.000 [straty wojska - 123.000, straty ludności cywilnej - 521.000], wskutek terroru okupanta - 5.384.000 [Encyklopedia II wojny światowej, Warszawa 1975, s. 399].

Natomiast "Historia Polski w liczbach. Ludność. Terytorium" [Warszawa 1994, s. 197], ujmuje to następująco:

"ogółem straty: 6 milionów obywateli polskich

w tym Polaków 3,1 miliona

Żydów 2,3 miliona

innych 0,1 miliona".

[Zawsze byłem słaby z rachunków i pewnie dlatego mi wychodzi... 5,5 mln?]

Powyższe opracowania, z "przyczyn naturalnych", przemilczają, że od 1939 Polacy byli mordowani również przez Sowietów na Wschodzie. Andrzej Albert ["Najnowsza Historia Polski. 1914-1993", Warszawa 1995, tom II, s. 28] omamiając straty polskie w czasie II wojny światowej pisze:

"Do liczby tej [6.028 tys.] dodać należy około 680 tys. ludności cywilnej i 150 tys. żołnierzy i oficerów wymarłych lub wymordowanych w ZSRR w latach 1939-1941 oraz prawdopodobnie drugie tyle osób, które wyginęły w latach 1941-1945. Zbliżałoby to ogólny szacunek do około 7.600 tys. ofiar".

Przypomnijmy przy tym, że niemal przez dwa lata wojny ludobójcze plany niemieckie i sowieckie istniały tylko w odniesieniu do Narodu Polskiego i były to: Unternehmen Tannenberg, Intelligenzaktionen: Pomern, Posen, Masowien, Litzmannstadt, Schlesien, Sonderaktionen: Krakau, Tschenstochau, Lublin, Bürgebraukeller, Ausserordenliche Befriedungsaktion [Akcja-AB] i wiele innych. Sowieci zaznaczyli swe dążenia masowymi mordami i deportacjami, czego symbolem ["szczytem góry lodowej"] stał się mord na oficerach WP, policjantach i inteligencji polskiej z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.

Więc czymże to było, jak nie ludobójstwem przede wszystkim na Polakach? Z tą tylko różnicą, że o ile ludność żydowską tracono z przyczyn rasowych, to Polaków niszczono głównie z przyczyn narodowych i narodowościowych.

Żołnierze i członkowie polskiej konspiracji, "osądzani" przez Standgerichty [policyjne sądy doraźne], traceni byli w egzekucjach ulicznych i w komorach gazowych, wbrew prawu międzynarodowemu, za walkę o odzyskanie niepodległości zagarniętej przez agresora. Natomiast ludności cywilnej, łowionej w obławach i łapankach ulicznych, nie było za co sądzić, zabijana była w KL Warschau w ramach z góry na zimno podjętego planu zagłady Warszawy.

Mieszkańcy Warszawy byli likwidowani dlatego, że likwidowano ich miasto, likwidowano stolicę Polski.

Jest to postać ludobójstwa, której żadną miarą zaprzeczyć się nie da. A jednak funkcjonariusze IPN takiej negacji się dopuszczali... Na skutek takiego działania dziś, po 50 latach, bilans jest taki, że właściwie nie doszło do ani jednego procesu w Niemczech o zbrodnie dokonane przez Niemców w Polsce na Polakach.

Niemiecki publicysta Reinhard Henkys w swojej książce "Die NS-Gewaltverbrechen, Geischichte und Gericht [Stuttgart 1964] tak charakteryzuje ten problem:

"W Niemczech okresu powojennego [...] udało się z powodzeniem wymazać z pamięci [...] okres terroru stosowanego przeciwko Polakom. Prawie nie doszło do procesów o zbrodnie popełnione przez nas w Polsce na Polakach. Tylko kilka procesów o mordowanie Polaków, prowadzonych najczęściej na marginesie procesów o zbrodnie popełnione przeciwko polskim Żydom, nie wywarło żadnego wrażenia na społeczeństwie niemieckim. W istocie zaś zbrodnie, których dopuścili się hitlerowcy przeciwko Polakom, są w swym ogromie i bestialstwie równe zbrodniom, których dopuszczono się wobec Żydów".

Tymczasem działania obecnego kierownictwa IPN nie wydają się zmierzać do zmiany tej sytuacji. Wręcz przeciwnie...

Pan prof. Leon Kieres i pan prof. Witold Kulesza zapowiedzieli wszczynanie i prowadzenie śledztw przeciwko... Polakom. I danego słowa - jak wiemy - dotrzymali. Przy nakładzie sporych sił i środków IPN przeprowadził śledztwo w sprawie mordu na 300 Żydach w Jedwabnem. Wybudowano szybko pomnik, na którym kilka razy trzeba było zmieniać tablice. A później, przed dziesiątkami kamer TV z całego świata, ustami Prezydenta Wszystkich Polaków, przeprosiliśmy całą ludzkość za Holocaust...

W miejscu ludobójczego KL Warschau, w którym hitlerowcy wymordowali 200 tys. Polaków, nie ma nawet tablicy informacyjnej - choć upłynęło ponad pół wieku...

Poseł Tomasz Wójcik, w wygłoszonym w Sejmie w dniu 15 lutego 2001 apelu o upamiętnienie ofiar KL Warschau, powiedział:

"Doszło do tego, że hitlerowcy dla wymazania Warszawy z mapy Europy założyli w niej obóz koncentracyjny, a my zamiast przekazania i utrwalenia tego faktu dla historii, uczyniliśmy z tej bezprecedensowej zbrodni na Narodzie Polskim największą "białą plamę" w Europie, jako że straty globalne poniesione podczas okupacji w stolicy, są większe od strat całej Anglii i Francji razem wziętych".

Kiedy w 2001 roku przyjechali do Warszawy przedstawiciele Unii Europejskiej i RFN, nie było w Warszawie miejsca, przy którym mogliby złożyć hołd straconym ludobójczo mieszkańcom stolicy. Wobec tego premier rządu Rzeczypospolitej Polskiej zawiózł gości 25 km za miasto, do wioski Palmiry, gdzie hitlerowcy rozstrzelali 1800 osób...