Starszy marynarz Royal Navy, 1939 - 1941

01 - czapka marynarska, na taśmie otokowej haftowany napis "HMS" [His Majestry Ship - Okręt Jego Królewskiej Mości]

02 - bluza z oznakami sygnalisty optycznego III kategorii

03 - kołnierz marynarski regulaminowy - "Square rig"

04 - pas i szelki typu "web" wraz z ładownicami pistoletu maszynowego Lanchester Mk I.

05 - pistolet maszynowy Lanchester Mk I, kaliber 9 mm

06 - magazynek do pistoletu maszynowego Lanchester Mk I - pojemność 50 naboi

07 - przyrząd do ładowania magazynków

08 - bagnet wz. 1907 do pistoletu maszynowego Lanchester Mk I

09 - spodnie marynarskie kroju "noga słonia"

10 - getry "web" wzoru Royal Navy

11 - scyzoryk wielofunkcyjny - "Jack knife"

12 - książeczka żołdu Royal Navy

13 - papierosy "marynarskie"

14 - trzewiki skórzane wzoru Royal Navy - niepodkute.

pistolet maszynowy Lanchester Mk I, kaliber 9 mm

pistolet maszynowy Lanchester Mk I, kaliber 9 mm

pistolet maszynowy Lanchester Mk I, kaliber 9 mm
pistolet maszynowy Lanchester Mk I, kaliber 9 mm

Winston Leonard Spencer Churchill

Kiedy przed tygodniem poprosiłem Izbę o przeznaczenie tego popołudnia na wygłoszenie oświadczenia, obawiałem się, że z ciężkim sercem będę musiał ogłosić największą klęskę w naszych dziejach. Sądziłem – i wielu dobrych sędziów zgodziło się ze mną - że może 20 tysięcy lub 30 tysięcy ludzi będzie można przetransportować. Ale oczywiście wydawało się, że cała francuska pierwsza armia i cały Brytyjski Korpus Ekspedycyjny na północ od wyłomu Amiens-Abbeville zostaną rozbite w otwartej walce albo będą musiały skapitulować wskutek braku żywności i amunicji. Były to te złe wieści, z powodu których wezwałem Izbę i naród do przygotowania się tydzień temu. Wydawało się, że trzon i mózg brytyjskiej armii, wokół którego musieliśmy budować i musimy budować wielkość wojsk brytyjskich na późniejsze lata wojny, zginie na polu walki albo w haniebnej i głodnej niewoli.

Taka była perspektywa przed tygodniem. Jednak inny cios, który mógł okazać się ostateczny, miał dopiero na nas spaść. Król Belgii poprosił nas o pomoc. Gdyby ten władca i jego rząd nie zerwali z aliantami, którzy ocalili ich kraj przed wymarciem podczas ostatniej wojny, i gdyby nie szukali ratunku w tym, co okazało się nieszczęsną neutralnością, francuskie i brytyjskie armie mogłyby na początku ocalić nie tylko Belgię, ale może nawet Polskę. Jednak w ostatniej chwili, gdy już nastąpiła inwazja na Belgię, król Leopold poprosił nas o pomoc i nawet w tym ostatnim momencie przybyliśmy. On i jego dzielna i skuteczna armia, licząca prawie pół miliona żołnierzy, chronili naszą lewą flankę i tym samym mieliśmy otwartą naszą jedyną linię odwrotu do morza. Nagle, bez uprzednich konsultacji, bez jakiegokolwiek powiadomienia, bez zasięgnięcia rady u swych ministrów, działając samodzielnie, wysłał pełnomocnika do niemieckiej kwatery, poddał swoje oddziały, wystawił całą naszą flankę i odciął możliwość odwrotu.
[...] Nieprzyjaciel atakował ze wszystkich stron z wielką siłą i zawziętością; rzucił do walki swoją główną potęgę, znacznie liczniejsze siły powietrzne, koncentrując się na Dunkierce i na plażach. Naciskając w wąskim wyjściu, zarówno ze wschodu, jak i z zachodu, nieprzyjaciel zaczął ostrzeliwać z dział plaże, do których mogły zbliżyć się okręty lub z których mogły odpłynąć. Niemcy rozsiali miny magnetyczne w kanałach i na morzach; wysyłali eskadry lotnicze, czasem liczące przeszło sto samolotów, żeby zrzucały bomby na jedyną przystań, która pozostała, i na piaszczyste wydmy, gdzie chronili się nasi żołnierze. Niemieckie okręty podwodne, jeden z nich został zatopiony, i łodzie motorowe poniosły straty, kiedy zaczął się ten wielki ruch. Przez cztery czy pięć dni toczyła się intensywna walka. Wszystkie niemieckie dywizje opancerzone – albo to, co z nich pozostało – wraz z wielkimi masami piechoty i artylerii na próżno atakowały wciąż zwężający się i kurczący cypelek, o który walczyły oddziały brytyjskie i francuskie.
Jednocześnie Królewska Marynarka Wojenna, z pomocą niezliczonych marynarzy z floty handlowej, wytężyła wszystkie siły, aby załadować brytyjskie i francuskie wojska; 220 lekkich okrętów wojennych i 650 innych statków uczestniczyło w tej operacji. Działali na trudnym wybrzeżu, często przy niepomyślnej pogodzie, pod nieustannym gradem bomb i wzmożonej koncentracji ognia artylerii. Jak zaznaczyłem, morze było pełne min i torped. W takich warunkach działali nasi ludzie, niemal bez odpoczynku, w końcowym etapie dniem i nocą, płynąc tam i z powrotem przez niebezpieczne wody, przywożąc uratowanych żołnierzy. Liczba osób, które przetransportowali, jest miarą ich oddania i odwagi. Okręty-szpitale, które przywiozły wiele tysięcy brytyjskich i francuskich rannych, stanowiły specjalny cel nazistowskich bomb, ponieważ były oznakowane; jednak mężczyźni i kobiety na statkach nieugięcie pełnili swoje obowiązki.
Jednocześnie Królewskie Siły Powietrzne, które już interweniowały w walce na tyle, na ile pozwalał ich zasięg z krajowych baz, teraz użyły części myśliwców i zaatakowały niemieckie bombowce oraz liczne myśliwce, które je chroniły. Była to długa i zacięta walka. Nagle scena się rozjaśniła, łoskot i huk na moment – ale tylko na moment – ustał. Cud ocalenia – osiągnięty dzięki dzielności, wytrwałości, doskonałej dyscyplinie, bezbłędnej służbie, zaopatrzeniu, zręczności, niepokonanej wierności – jest przykładem dla nas wszystkich. Nieprzyjaciel rzucił się na wycofujące się oddziały brytyjskie i francuskie. Tak ostro go potraktowano, że nie przyśpieszył poważnie ich odwrotu. Królewskie Siły Powietrzne zajęły się główną siłą niemieckiego lotnictwa i zadały mu straty przynajmniej cztery do jednego; flota za pomocą prawie tysiąca okrętów wszelkiego rodzaju przetransportowała przeszło 335 tysięcy ludzi, Francuzów i Brytyjczyków, wyrwanych ze szponów śmierci i hańby, do ojczyzny i pilnych zadań, które na nich czekają. Musimy być ostrożni, aby nie przypisywać temu ocaleniu atrybutów zwycięstwa. Wojen nie wygrywa się ewakuacjami. Jednak trzeba zauważyć, że to ocalenie oznaczało również zwycięstwo. Zwyciężyło lotnictwo. Wielu naszych żołnierzy, którzy powrócili, nie widziało działań lotnictwa; widzieli tylko bombowce, które uciekły przed jego ochronnymi atakami. Żołnierze pomniejszali osiągnięcia lotnictwa. Słyszałem dużo na ten temat; dlatego chcę wam o tym opowiedzieć.
Była to wielka próba sił pomiędzy lotnictwem brytyjskim i niemieckim. Czy możecie sobie wyobrazić ważniejszy cel dla niemieckiego lotnictwa niż uniemożliwienie ewakuacji z plaż i zatopienie wszystkich okrętów, których było prawie tysiąc? Czy mógł być cel o większej wadze militarnej i większym znaczeniu dla wojny niż ten? Twardo próbowali i zostali odparci; ich plany zostały udaremnione. Zabraliśmy naszą armię, a oni zapłacili czterokrotnie za straty nam zadane. Ogromne eskadry niemieckich samolotów – a my wiemy, że są tam bardzo dzielni ludzie – kilkakrotnie rozproszyły się w różnych kierunkach w skutek ataku naszego lotnictwa liczącego o jedną czwartą mniej maszyn. Dwa samoloty ścigały dwanaście samolotów wroga. Jeden samolot przegnano nad morze, gdzie rozbił się dzięki szarży brytyjskiej maszyny, która nie miała już amunicji. Wszystkie typy naszych samolotów – Hurricane, Spitfire oraz nowy Defiant – i wszyscy nasi piloci potwierdzili swoją wyższość.
Kiedy zastanawiamy się, o ile większa będzie nasza przewaga w obronie powietrznej tej wyspy przeciw atakom zza morza, muszę powiedzieć, że te fakty są podstawą, na której można oprzeć praktyczne i uspokajające myśli. Oddaję hołd tym młodym pilotom. Wielka armia francuska pod naporem kilku tysięcy pojazdów opancerzonych musiała w znacznej mierze się wycofać. Oby się tylko nie okazało, że sprawy cywilizacji dzięki swoim umiejętnościom i poświęceniu broni kilka tysięcy lotników. Przypuszczam, że nigdy nie było na całym świecie, w całej historii wojen, takiej szansy dla młodzieży. Rycerze Okrągłego Stołu, krzyżowcy, wszyscy ponieśli klęskę w przeszłości: nie tylko odległej, ale prozaicznej; ci młodzi ludzie, idąc naprzód każdego poranka, aby bronić swojej ojczyzny i wszystkiego, co reprezentujemy, trzymając w dłoniach narzędzia ogromnej i niszczącej siły, o których można powiedzieć: „Każdy poranek to szlachetna szansa, a każda szansa to szlachetny rycerz”, zasługują na naszą wdzięczność, jak i wszyscy dzielni ludzie, którzy w tak wielu okolicznościach i w tak rożny sposób są gotowi oddać życie i wszystko dla swojego kraju.
[...] Wobec straty 30 tysięcy ludzi możemy powiedzieć, że zadaliśmy nieprzyjacielowi znacznie większe straty. Jednak nasze straty materialne są ogromne. Możliwe, że straciliśmy jedną trzecią żołnierzy, jak na początku bitwy 21 marca 1918 roku, ale straciliśmy również wiele armat – prawie tysiąc – i cały transport, wszystkie pojazdy opancerzone, które były z wojskiem na północy. Ta strata oznacza dalszą zwłokę w rozwoju naszej siły militarnej. Ten rozwój nie odbywa się tak szybko, jak oczekiwaliśmy. Wszystko, co najlepsze, oddaliśmy Brytyjskiemu Korpusowi Ekspedycyjnemu, i chociaż nie mieli tylu czołgów i niektórych części wyposażenia, których potrzebowali, byli bardzo dobrze uzbrojoną armią. Otrzymali pierwsze owoce pracy naszego przemysłu, i to wszystko przepadło. A teraz jeszcze ta zwłoka. Jak długo tak będzie, jak długo to potrwa, zależy od naszego wysiłku na tej wyspie. Takiego wysiłku nie znaliśmy jeszcze w naszych dziejach. Praca wrze wszędzie, dzień i noc, w niedziele i w dni powszednie. Kapitał i robotnicy odłożyli na bok swoje interesy, prawa, zwyczaje i połączyli siły. Już płynie strumień zbrojeń. Nie ma powodu, abyśmy nie mogli w ciągu kilku miesięcy wyrównać tych nagłych i poważnych strat bez opóźniania realizacji naszego programy ogólnego.
Mimo to nasza wdzięczność z powodu ucieczki naszych wojsk i tak wielu ludzi, których najbliżsi przeżyli tydzień męczarni, nie powinna zaciemniać faktu, że to, co wydarzyło się we Francji i Belgii, to ogromna militarna klęska. Francuska armia została osłabiona, belgijska przestała istnieć, większa część linii fortyfikacyjnych, w które tak wierzyliśmy, przepadła, wiele ważnych okręgów górniczych i przemysłowych należy do nieprzyjaciela, wszystkie porty kanału są w jego rękach; z tych faktów wypływają tragiczne konsekwencje i musimy spodziewać się niemal natychmiast innego ataku na nas albo na Francję. Powiedziano nam, że Herr Hitler planuje inwazję na Wyspy Brytyjskie. O tym często myślano już wcześniej. Kiedy Napoleon stacjonował przez rok w Boulogne, ze swymi płaskodennymi łodziami i Wielką Armią, ktoś mu powiedział: „W Anglii jest dużo żałobnych szat”. Jest ich z pewnością znacznie więcej od czasu powrotu Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego.
Na problem obrony kraju wpływa oczywiście fakt, że mamy na razie na tej wyspie nieporównanie więcej potężnych sił wojskowych niż kiedykolwiek podczas tej wojny albo ostatniej. Ale tak zawsze nie będzie. Nie powinniśmy zadowalać się wojną defensywną. Mamy obowiązki wobec naszego sojusznika. Musimy odtworzyć i odbudować Brytyjski Korpus Ekspedycyjny pod dowództwem dzielnego lorda Gorta. Wszystko jest w toku; ale w przerwie musimy doprowadzić obronę naszego kraju do takiego stopnia organizacji, że do skutecznej obrony będzie potrzebna możliwie najmniejsza liczba żołnierzy i że zostanie zrealizowany możliwie największy potencjał wysiłku ofensywnego. Tym się teraz zajmujemy. Będzie bardzo dobrze, jeżeli Izba zechce poświęcić temu tematowi tajną sesję.
[...] Ja sam w pełni ufam, że jeżeli wszyscy wykonają swoje obowiązki, jeżeli niczego się nie zaniedba i jeżeli wszystkie przygotowania zostaną poczynione, tak jak do tej pory, dowiedziemy znów, iż potrafimy obronić naszą wyspę, przetrzymać burzę wojny i przeżyć groźbę tyranii, jeżeli to konieczne – latami, jeżeli to konieczne – samotnie. W każdym razie spróbujemy to zrobić. Takie jest postanowienie rządu Jego Królewskiej Mości – każdego członka tego rządu. Taka jest wola parlamentu i narodu. Brytyjskie imperium i francuska republika, połączone wspólną sprawą i wspólną potrzebą, będą bronić aż do śmierci ojczystej ziemi, pomagając sobie wzajemnie jak dobrzy towarzysze, ze wszystkich sił. Choć ogromne obszary Europy i wiele starych i sławnych państw wpadło w ręce gestapo i potwornego aparatu nazistowskich rządów, my nie damy za wygraną, nie zabraknie nam odwagi.

Będziemy walczyć do końca. Będziemy walczyć we Francji, będziemy walczyć na morzach i oceanach, będziemy walczyć z coraz większą wiarą i siłą w powietrzu, będziemy bronić naszej Wyspy bez względu na koszty, będziemy walczyć na plażach, na lotniskach, na polach, na ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach; nigdy się nie poddamy i nawet jeżeli ta Wyspa lub duża jej część, w co nie wierzę ani przez chwilę, zostanie podbita i będzie głodować, nasze zamorskie imperium, uzbrojone i chronione przez brytyjską flotę, będzie kontynuować walkę, dopóki w stosownym dla Boga czasie Nowy Świat nie przybędzie ze swoją potęgą i mocą, by uratować i wyzwolić Stary Świat.

 

Winston Leonard Spencer Churchill (1874-1965): fragment słynnego przemówienia przed Izbą Gmin wygłoszonego 4 czerwca 1940 w Londynie.