Szeregowy oddziałów rosyjskich ROA [Russkaja Oswobodietelnaja Armia], 1942-1945.

01 - kurtka pochodzenia holenderskiego, upodobniona do niemieckiej, z patkami i naramiennikami ROA, na prawej piersi naszyty orzeł "Hoheitsabzeichen des Heeres"

02 - spodnie długie M-40

03 - znak tożsamości - niemiecki

04 - furażerka M-34 z kokardą ROA

05 - trzewiki żołnierskie, regulaminowe

06 - spinacze brezentowe M-42

07 - pas żołnierski niemiecki z ładownicami

08 - granat trzonkowy M-24

09 - menażka M-31

10 - bagnet do karabinu Mauser 98k

11 - szelki szturmowe M-39

12 - hełm M-35 z drucianą siatką maskującą

13 - gazeta w języku rosyjskim "Nowoje Żizń" - wydawana przez niemiecki Urząd Propagandy, a przeznaczona dla ochotników wschodnich

14 - karabin Mosin 1891/30 kal. 7,62 mm

 

Niemiecka bluza drelichowa [Drillichjacke M40] przerobiona na potrzeby żołnierzy ROA, poprzez naszycie obowiązujących w tej formacji dystynkcji.

 

Zwraca uwagę niechlujnie wykonana przeróbka niemieckiego munduru: taśma dystynkcyjna naszyta została maszynowo wprost na niemiecką patkę kołnierzową [Kragenspiegel]. Podobnie postąpiono z naramiennikami [Schulterklappen Mannschaft - Heer], naszywając na nie trzy 'belki" oznaczające stopień st. sierżanta oddziałów ROA.

Oznaczenia stopni służbowych w ROA:
  

szeregowy

st. szeregowy

kapral

  
plutonowysierżantst. sierżant
  
podporucznikporucznikkapitan
  
majorpodpułkownikpułkownik
  
generał majorgenerał porucznikgenerał

Tarcza naramienna wprowadzona dla formacji wschodnich rozkazem z 29.V.1943. Rosyjska Armia Wyzwoleńcza nosiła tarcze ROA, natomiast Ukraińskie Wojsko Wyzwoleńcze - UWW [Ukrainśkie Wyzwilne Wijsko].

Znane są różne warianty tych tarcz. Prawdopodobnie wykonywano je z wszelkich dostępnych materiałów, dlatego też różnią się między sobą zarówno kolorami podkładek jak i starannością wykonania.

Decyzja jaką tarczę naramienną naszywali sobie żołnierze poszczególnych jednostek wschodnich i kozackich, zależała praktycznie od woli niemieckiego dowódcy batalionu, kompanii czy plutonu. Tarczę naramienną ROA - armii, która faktycznie nie istniała - naszywały nie tylko jednostki składające się z Rosjan, ale także te o składzie narodowym mieszanym, część kozackich i z prawobrzeżnej Ukrainy.

 

Tarcza Ukraińskiego Wojska Wyzwoleńczego UWW.

Wśród legend o Powstaniu Warszawskim do dziś pokutuje informacja o udziale żołnierzy gen. Andrieja A. Własowa w walkach z powstańcami, a zwłaszcza o mordowaniu przez "własowców"  cywilnej ludności stolicy. Tymczasem w sierpniu i wrześniu 1944 nie było ich w Warszawie, bo być nie mogło...

Niemcy dopiero 16 września 1944 wyrazili zgodę na utworzenie Komitetu Wyzwolenia Narodowego Rosji [KONR] i jego sił zbrojnych. Ustalenia w tej sprawie zapadły podczas spotkania Reichsführera SS Heinricha Himmlera z gen. Andriejem A. Własowem. I dopiero od początku listopada 1944 - a więc ponad miesiąc po upadku Powstania Warszawskiego - rozpoczęto formowanie 600. Dywizji Piechoty Wehrmachtu. Żołnierze byli szkoleni od listopada 1944 do wiosny 1945 na poligonie Münsingen w Wirtembergii. Drugą jednostką KONR była 650. DP Wehrmachtu szkolona od marca 1945 na poligonie Heuberg. Jej dowódcą został gen. mjr Grigorij A. Zwieriew. Dywizja miała osiągnąć gotowość bojową do czerwca 1945. Trzecia wielka jednostka KONR to 599. Brygada Grenadierów, która powstała w Danii w kwietniu 1945, a jej dowódcą został gen. mjr Wilhelm von Henning. Utworzono jeszcze siły powietrzne KONR [gen. Malcew] oraz jednostki zapasowe i szkolne. Ale to wszystko w roku 1945.

Nawiązując do istniejących od 1942 batalionów i kompanii, sformowanych głównie z byłych jeńców sowieckich, generał Własow polecił używać w Siłach Zbrojnych KONR tarczki naramiennej z krzyżem św. Andrzeja i napisem ROA. Jednakże Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej [Ruskaja Oswoboditielnaja Armia] nigdy nie było w rzeczywistości. Tarczę naramienną ROA naszywały jednostki złożone zarówno z Rosjan, jak i z Ukraińców zadnieprzańskich, część Kozaków itp. Nigdy nie połączono ich w związek taktyczny nie mówiąc już o utworzeniu armii.

Jarosław Gdański

"Polska Zbrojna" nr 31 [3.VII.2003]

Własow podczas inspekcji w 1943

Własow podczas wizytacji ochotniczych oddziałów rosyjskich latem 1943

Przed siedzibą redakcji "Za rodinu".

W Generalnej Guberni stacjonujących tam żołnierzy kolaboracyjnych formacji wschodnich polska ludność nazywała bardzo różnie; "własowcami", "Ukraińcami", "czarnymi" [członków Schuma], a jeśli rysy ich twarzy były kaukaskie - "kałmukami". Liczne relacje z Powstania Warszawskiego pełne są "Ukraińców" i "kałmuków" - co najczęściej mija się ze stanem faktycznym i określenia te należy traktować czysto umownie. Formacje wschodnie były wykorzystywane przez Niemców głównie do działań przeciwpartyzanckich, represyjnych i ochronnych. Były to oddziały o niskiej wartości bojowej, dlatego też Niemcy bardzo późno zdecydowali się wprowadzić "legiony wschodnie" do walk na froncie wschodnim.

Generał Własow poddał się Anglikom wiosną 1945. Ci jednak błyskawicznie wydali go w ręce Stalina, wraz ze wszystkimi oficerami jego sztabu i tysiącami żołnierzy. 2 sierpnia 1946 moskiewska "Prawda" zamieściła komunikat, że gen. Własow i 12 jego oficerów zostało przez Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR skazanych na karę śmierci i wyrok natychmiast wykonano.

Już następnego dnia ówczesna "Polska Zbrojna" triumfalnie ogłosiła, że: "Kaci Warszawy zawiśli na szubienicy"... Prawdopodobnie od tego komunikatu, wzięło swój początek mylne nazywanie wszystkich formacji wschodnich na służbie niemieckiej - "własowcami".

Moskwa 1946. Odczytanie wyroków Sądu Wojskowego:

gen. por. A. Własow
gen. mjr W. Małyszkin
kom. bryg. G. Zielnikow
gen. mjr F. Trukhin
gen. mjr I. Błagowieszeński
gen. mjr D. Zakutny
płk W. Maltszew
płk S. Bunjachenko
płk G. Zwierjew
płk M. Meandrow
ppłk. W. Korbukow
ppłk. N. Szatow

- kara śmierci przez powieszenie!

Wyrok wykonano natychmiast na dziedzińcu więzienia...

... Korbukow, Szatow i Własow...

Oberwachtmeister Feldgendarmerie w "rozmowie" ze strzelcem ROA. Niemcy organizowane przez siebie formacje wschodnie najczęściej uzbrajali w zdobyczną broń sowiecką. Było to rozwiązanie z kilku powodów najpraktyczniejsze. Po pierwsze: na początku operacji "Barbarossa" w ich ręce wpadły gigantyczne ilości sowieckiej broni, z którą początkowo nie bardzo wiedzieli co począć. Po drugie: gdy już doszło do formowania "Legionów Wschodnich", łatwiej było uzbroić ich żołnierzy w broń, którą bardzo dobrze znali jeszcze z czasów swojej służby w szeregach Armii Czerwonej, niż tracić czas i pieniądze na przeszkolenie ochotników w obsłudze broni niemieckiej - której już wówczas zaczynało brakować dla samych Niemców. Tak więc podstawowym uzbrojeniem zarówno żołnierzy ROA oraz innych tego typu oddziałów były karabiny Mosina lub popularne "pepesze".

Chociaż w sierpniu 1944 tzw. "armia Własowa" formalnie jeszcze nie istniała, to po naszej stolicy grasowali żołdacy z tarczami ROA na rękawach. Klasycznym tego dowodem jest powyższa fotografia, wokół której latem 2003 rozgorzała na łamach prasy ostra dyskusja. Stojący po prawej oficer [w mundurze pancerniaka], bez cienia wątpliwości na lewym ramieniu nosi tarczkę z krzyżem św. Andrzeja. Czy można go zatem nazwać "własowcem"?

Front wschodni

Plakat propagandowy...

Żołnierze ROA - zawsze "między młotem a kowadłem"...

Tematy pokrewne:

policjant ukraiński Schuma

oficer Kozaków Dońskich 1943