Ze względu na duże znaczenie strategiczne Stacji Telefonów Miejskich Niemcy dokonywali licznych prób przyjścia z odsieczą oblężonej od 1 VIII 1944 załodze. Natarcia szły z różnych kierunków: od ul. Szopena, z pl. Zbawiciela, Koszykowej i Piusa XI. Niemcy uciekali się do metod stosowanych również w innych dzielnicach Warszawy. Polskie kobiety były używane jako żywe osłony czołgów, które usiłowały przebić się przez polskie barykady. Pod osłoną ludności cywilnej załodze dostarczano żywność i amunicję. Dopiero zniszczenie kilku czołgów i zbudowanie podwójnej barykady w newralgicznym punkcie Krucza - Mokotowska - Piusa XI pozwoliły izolować załogę "małej PAST-y" i położyć kres próbom udzielenia jej pomocy z zewnątrz.

Rtm. "Piorun" [Franciszek Malik] otrzymał rozkaz wykonania szturmu na załogę Stacji Telefonów Miejskich przy ul. Piusa nr 19 w nocy 21/22 VIII 1944. Działanie poprzedziły przygotowania, trwające 3 dni. Staranne rozpoznanie nieprzyjaciela i terenu ustaliło, że gmach ten obsadza kompania policji w sile około 100 ludzi, posiadająca prócz karabinów i pistoletów maszynowych jeden ciężki i ok. 4 ręcznych karabinów maszynowych. Nieprzyjaciel umocnił wszystkie piętra gmachu głównego, którego bramę zabarykadował "kozłami hiszpańskimi". Powstańcy obsadzili jednak sąsiedni dom przy Piusa nr 21, przylegające oficyny domów od strony ul. Koszykowej, oraz spalone domy po parzystej stronie ul. Piusa; mieli więc bliski dostęp do atakowanego obiektu z trzech stron.

Sztab II rejonu Obwodu Śródmieście przed pierwszym szturmem na "mała PASTĘ". Od lewej stoją: ppor. "Abdank" [oficer uzbrojenia], por. "Jan" [Mokołajczyk] kwatermistrz, por. "Kordian" - z-ca dowódcy Rejonu, pchor. "Dolek" [Fijałkowski], rtm. "Litwin" [Władysław Abramowicz, d-ca Rejonu], pchor. "Mieczysław" [Czubalski], kpt. "Kryska" i ppor. "Dunin" [Dzięgielewski].

Na podstawie oceny nieprzyjaciela i możliwości terenowych powstał plan działania, obmyślony przez rtm. "Ruczaja" i rtm. "Litwina". Obsadzony ośrodek oporu nieprzyjaciela przy ul. Piusa nr 19 miał być związany ogniem od czoła, podczas gdy szturm wykonywały trzy oddziały z boku. Oddział ppor. "Stojewicza" [komp. z V zgrupowania por. "Tuma" z Czerniakowskiej] z zespołem saperów miał wedrzeć się na najwyższe piętro oficyny Stacji Telefonów przez wyłom od strychu domu przylegającego. Był to wysiłek główny, więc za oddziałem ppor. "Stojewicza" uszykował się oddział odwodowy. Jednocześnie oddział por. "Nałęcza" [Władysław Jarczewski z baonu "Ruczaj"] również z zespołem saperskim miał wykonać z domu pod nr 21 wyłom w ścianie na wysokości I piętra oficyny i stąd wykonać szturm na skrzydło nieprzyjaciela w gmachu głównym. Wreszcie trzeci oddział ppor. Ch. [NN] powinien wykorzystać zamieszanie wśród załogi niemieckiej na skutek walki wewnątrz gmachu i uderzyć na bramę od ul. Piusa.

Polewanie benzyną "małej PASTY"

W razie niepowodzenia szturmu rtm. "Piorun" przewidywał wykurzenie Niemców za pomocą pompy z długim wężem do oblania frontu gmachu benzyną i podpalenia go butelkami i miotaczami. Powyższy sprzęt umieszczono na piętrze spalonego domu pod nr 30. Jako środek łączności wybrano rakiety.

22 VIII 1944

O godz. 2:45 oddziały rtm. "Pioruna" odeszły na wyznaczone im stanowiska wyjściowe, zajmując je cicho i sprawnie do godz. 3:50. W tym czasie przecięto przewody telefoniczne oraz dopływ prądu do Stacji. Zespoły saperskie przystąpiły do założenia ładunków wybuchowych w miejscach, gdzie miały powstać wyłomy.

Barykada na rogu Marszałkowskiej i Piusa. Z prawej strony ostrzał prowadziła załoga PASTY

O godz. 4:15 wybuchły pierwsze miny. Na odgłos detonacji stanowiska niemieckie w gmachu frontowym ogarnął gwałtowny ogień powstańczych pistoletów maszynowych, zaczęły rwać się granaty, rzucone przez wyłomy w ścianie oficyny. Ppor. "Stojewicz" rzucił się z czołową drużyną swego oddziału do szturmu na strych oficyny. Jednak otwór wybity przez wybuch w narożniku dachu był tak mały, że żołnierze jego musieli przeciskać się pojedynczo. Pozwoliło to ochłonąć Niemcom, którzy stali przy strzelnicach i juz po 5 minutach otworzyli gwałtowny ogień na wyłom, uniemożliwiając dojście. Próby wdarcia się na strych dawały tylko dalsze straty. Pierwsi trzej powstańcy, którzy wdarli się na strych zostali zabici, ciężko ranny ppor. "Stojewicz" dostał się do niewoli - został zamordowany przez niemieckiego dowódcę Oberleutnanta Junga po uprzednim torturowaniu. W tym czasie jakiś ranny podchorąży przybiegł do rtm. "Pioruna", meldując o niepowodzeniu szturmu.

Powstańcze miotacze ognia przed akcją

 

Oddział por. "Nałęcza" uszykowany w domu nr 21 wykonał wyłom w ścianie atakowanego obiektu o średnicy ok. 1,5 metra. Zanim oczyszczono dojście po wybuchu, wdzierający się na piętro powstańcy zostali obrzuceni gradem granatów z wyższych pięter. Nie mogąc szturmować wzniecili o godz. 7:00 w oficynie mieszkalnej Stacji Telefonów pożar butelkami zapalającymi, które wrzucono także przez otwór na strych.

W tych warunkach rtm. "Piorun" zdecydował przerwać szturm rakietą, by oszczędzić swych żołnierzy. Barwna rakieta dała jednocześnie znak rozpoczęcia działania miotaczami płomieni od frontu. Z przeciwległej strony ul. Piusa, z domu nr 30 trysnęły smugi benzyny na okna gmachu, poleciały butelki zapalające wśród gorącego ostrzału przez nieprzyjaciela z okien bocznych i górnych przy spokojnym wtórze polskich strzelców wyborowych. Jednak pocisk przerwał rurę pompy i wzniecony pożar wkrótce zagasł [jak się później okazało Niemcy usunęli od okien przedmioty drewniane, a podłogi wysypali grubą warstwą piasku], gorzała natomiast coraz mocniej oficyna, choć nieprzyjaciel ugasił ogień na strychu. Walka przeciągała się bez skutku, choć z polskiej strony wzięły w niej udział granatniki i "Piaty".

O godz. 13:00 rtm. "Piorun" wzmocnił działanie ściągnąwszy zapasy benzyny i nafty z okolicy. Nie osiągnął jednak pożądanego skutku; rozszerzył się tylko pożar oficyny. Potężny miotacz płomieni działał z przerwami, gdyż pociski dziurawiły rurę i trzeba ją było 3-krotnie naprawiać. O godz. 17:00 załoga niemiecka wywiesiła żółtą chorągiew. Początkowo rtm. "Piorun" nakazał przerwanie ognia, sądząc, że Niemcy poddają się, lecz wkrótce sprawa się wyjaśniła. Nad płonącą Stacją Telefonów zaczął krążyć samolot rozpoznawczy. Wkrótce ulica Piusa, Koszykowa i ich okolice od al. Ujazdowskich po Kruczą znalazły się pod ogniem ciężkich moździerzy salwowych z Parku Ujazdowskiego, przysłanych w tym czasie Oberstowi Geiblowi przez gen. Rohra. Alejami Ujazdowskimi podjechały do wylotów Piusa i Szopena dwa czołgi, lecz ograniczyły się do ostrzału działowego polskich barykad. O godz. 18:00 rozwinęło się natarcie odsieczy nieprzyjaciela na ul. Piusa od al. Ujazdowskich i ul. Koszykową od al. Róż. Na zagrożony odcinek pospieszył mjr. "Mechanik" z posiłkami. Natarcie to prowadzone przez oddziały policji i kompanię Ukraińców załamało się przed polskimi barykadami. O zmierzchu nieprzyjaciel wycofał się w al. Ujazdowskie.

Ulica Piusa - płonie "mała PASTA", poniżej krajobraz po walce.

Wieczorem, gdy nadzieja na odsiecz zawiodła, Oberleutnant Jung zwrócił się do rtm. "Pioruna" za pośrednictwem jednego z więzionych na Stacji Telefonów Polaków z prośbą o zawieszenie broni i umożliwienie rokowań z dowódcą powstańców w stopniu co najmniej majora, o wyjście oddziału niemieckiego z bronią na Dworzec Główny. Rtm. "Piorun" oświadczył wysłannikowi, że żąda natychmiastowego złożenia broni przez Niemców i poddania się bez żadnych zastrzeżeń.

Walka wznowiła się. Rtm. "Piorun" pod osłoną ciemności ściągnął drugą pompę, postanawiając podpalić gmach główny i przystąpić do ostatecznego szturmu o godz. 4:00 nad ranem w dniu 23 sierpnia.

23 VIII 1944

O godz. 2:00 w nocy od al. Ujazdowskich odezwały się karabiny maszynowe i działa odsieczy, ponownie usiłującej przebić przejście ul. Piusa ku jej skrzyżowaniu z Kruczą. Jednak wzmocnione załogi barykad i placówek skutecznie zatrzymały z tej strony nieprzyjaciela. Jednocześnie oblężony oddział niemiecki wszczął gwałtowny ogień ze wszystkich okien frontowej części obleganego gmachu.

O godz. 2:20 Niemcy gwałtownie otworzyli bramę i zaczęli wybiegać na ulicę, mając na czele oddział szturmowy, który granatami, rzucanymi do bram domów, i ogniem pistoletów maszynowych torował drogę ku al. Ujazdowskim. Niemcy jednak na ul. Piusa w jednej chwili dostali się w skupiony ogień powstańców, pod którym część ich zawróciła z powrotem do gmachu, inni rozsypali się, tracąc zabitych i rannych. Około 60 Niemcom udało się dobiec do ul. Kruczej. Większość popędziła dalej ul. Piusa ku barykadzie, bronionej przez sierż. pchor. "Wicka", który w tym czasie odpierał natarcie wroga od al. Ujazdowskich. Otrzymawszy uderzenie od tyłu, oddział "Wicka" przyjął walkę na dwa fronty. W starciu wręcz udało się 15 Niemcom z Oberleutnantem Jungiem przedrzeć przez barykadę ku alejom, lecz kilku żołnierzy nieprzyjaciela zabito, a 14 wzięto do niewoli, sąsiednia placówka zmusiła 17 Niemców do złożenia broni. [za to wyrwanie się Jung został awansowany przez Himmlera do stopnia Hauptmanna]

Reszta przebijającego się oddziału niemieckiego, pod ogniem ścigających go powstańców, zawróciła od rogu ulicy Piusa i Kruczej ku Mokotowskiej i Szopena. Dziesięciu z nich zabito przy Kruczej. Dwóch dosięgły polskie pociski już koło barykady na Mokotowskiej przy pl. Zbawiciela; jeden z nich w cywilnym ubraniu miał dokumenty wyższego oficera Gestapo. Kilkunastu Niemców zbiegło do podziemi spalonego budynku d. Ambasady Niemiec [ul. Piusa nr 17], gdzie ich ujęto nazajutrz.

Tymczasem pod Stacją Telefonów por. "Nałęcz" z własnej inicjatywy wdarł się o godz. 3:30 do gmachu głównego. Poddało się tam kilkunastu żołnierzy Wehrmachtu, pozostałych - ukrywających się w piwnicach - zmuszono do złożenia broni. Uwolniono tam 20 zakładników polskich. Przed świtem obsadzono gmach główny, którego Niemcy nie zdołali jeszcze zniszczyć, ocalała tam hala maszyn na II piętrze. Energicznie przystąpiono do gaszenia oficyny, jednak udało się tylko umiejscowić ogień. Zniesiono ze strychu ciała poległych tam powstańców, odnaleziono zwłoki zamordowanego por. "Stojewicza".

Żołnierze baonu "Ruczaj" po walce

Nazajutrz - 24 VIII - o godz. 11:00 pchor. "Cuduś" i łączniczka "Jagienka" z oddziału, który wspierał natarcie [z baonu "Golski"] wzięli do niewoli 19 Niemców z porucznikiem policji, ukrywających się w oficynie Ambasady Niemiec. Zdobyto 4 czeskie "zbrojowki", kilka karabinów, kilkanaście pistoletów z amunicją.

Zdobycie gmachu Stacji Telefonów Miejskich okupiono śmiercią 7 powstańców, kilkunastu odniosło rany.

Z ogólnej liczby 112 Niemców zginęło 21, do niewoli dostało się 76, w tym 5 rannych, którymi natychmiast zajęły się polskie sanitariuszki. Zdobycz wynosiła 3 karabiny maszynowe, kilkanaście pm, kilkadziesiąt karabinów z dużą ilością amunicji, 3 samochody w dobrym stanie.

Gmach obsadziła kompania por. "Nałęcza" [Władysław Jarczewski] z baonu "Ruczaj".

Od 6 IX 1944 w gmachu "małej PASTY" mieściło się mp Komendy Głównej AK.

Policjant niemiecki zastrzelony przez powstańców w czasie próby wyrwania się z "małej PASTY" i rozjechany przez niemiecki czołg.

Tylko nielicznym udało się przebić do swoich pozycji...

Spalone samochody na dziedzińcu Stacji Telefonów

Na samochodach ciała poległych policjantów...

Pamiątkowe zdjęcie przed zniszczonym włoskim czołgiem Fiat U 14/41 - Pz.Kpfw 736(i)

Powstańcy po zdobyciu "małej PASTY"

ppor. "Wilk" Jerzy Zamecki – zastępca dowódcy III plutonu 1. kompanii baonu "Piorun" - ze zdobytym w "małej PAŚCIE" niemieckim radioodbiornikiem.