Proces norymberski był jednym z największych i najdłuższych procesów świata. Tak oceniano go jeszcze w latach 70-tych.

Dziś już oczywiście znamy "większe i dłuższe"... [znamy nawet procesy, które nigdy się nie zakończą...]

Lecz jego "rekord" pobity został dopiero po 20 latach przez tzw. "proces oświęcimski", toczący się przed hamburskim Sądem Przysięgłych.

Pierwszy proces przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze rozpoczął się 20.XI.1945 o godz. 10:00, a zakończył ogłoszeniem wyroku w południe 1.X.1946.

Skład Trybunału przedstawiał się następująco:

- Lord Geoffrey Lawrence - przewodniczący [GB],

- Francis Biddle [USA],

- gen. Nikiczenko [ZSRR],

- prof. Donnedieu de Vabres [F].

Sędziowie byli przedstawicielami tzw. "Czterech Mocarstw" [do dziś zastanawiam się nad pytaniem: co wśród Mocarzy robili Francuzi? - i nie potrafię znaleźć na nie odpowiedzi].

Obok nich zasiedli oskarżyciele:

- H. Shawcross [GB]

- A. Champetier de Ribes [F]

- R. H. Jackson [USA]

- R. A. Rudenko [ZSRR] - ten sam, który kilka miesięcy wcześniej oskarżał 16 przywódców Polskiego Podziemia!

W ciągu 10 miesięcy i 10 dni Trybunał urzędujący w norymberskim Pałacu Sprawiedliwości odbył 403 sesje jawne w ciągu 218 dni pracy. Wysłuchano zeznań 240 świadków i zapoznano się z ogromną liczbą złożonych pod przysięgą oświadczeń. Cały proces był tłumaczony na cztery języki. Protokół stenograficzny objął ponad 4.000.000 słów spisanych na 16.000 stron. Oskarżyciele w toku przewodu przedłożyli 2630 dokumentów, obrona - 2700. Oskarżeni mieli 27 obrońców, którym pomagało 54 asystentów-prawników i 67 sekretarek.

Galeria prasowa.

Amerykańskie biuro tłumaczenia dokumentów...

Na powielenie przedłożonych dokumentów dla użytku sądu, obrony, prasy itd. zużyto 5.000.000 arkuszy papieru. Specjalnie zainstalowane laboratorium fotograficzne wykonało 780.000 fotokopii różnych dokumentów. Pod każdym względem był to proces-monstrum... Dla utrwalenia przebiegu rozprawy zużyto 27.000 metrów taśmy magnetofonowej i 7000 płyt gramofonowych. Cały przebieg procesu był filmowany.

Norymberga 1938: "Dzień Wehrmachtu".

Na tym stadionie po raz pierwszy pokazano sprawność "Panzerwaffe".

Nie przypadkowo alianci wybrali bawarskie Nürnberg na miejsce tego historycznego procesu. To właśnie tu w latach 30-tych odbywały się z udziałem bonzów NSDAP słynne Parteitagi. Tu w 1933 roku świętowano dojście Hitlera do władzy. Tu odbywały się doroczne "Dni Wehrmachtu". Tu, w 1935 roku uchwalono słynne "ustawy norymberskie", skierowane przeciwko obywatelom narodowości żydowskiej.

To z tego miasta rozlała się fala rasowej nienawiści...

Wiosną 1945 było to już zupełnie inne miasto... Nikt już nie wykrzykiwał radosnego "Heil", ulicami nie paradowały zwarte oddziały SA.

Jeżeli już w jakimś rozbitym oknie łopotała na wietrze flaga - to była biała!

Dziwnym trafem, gmach Pałacu Sprawiedliwości uniknął poważniejszych uszkodzeń w trakcie licznych bombardowań, które przeżyła Norymberga. Po wojnie pojawiały się różne spekulacje na ten temat, lecz nie chce mi się jakoś uwierzyć, w tak zegarmistrzowską precyzję amerykańskich lotników, która pozwoliła by im oszczędzić budynek, wytypowany na miejsce przyszłego procesu. Prawdą jest, że latem 1945, był to jeden z mniej zniszczonych obiektów w tym mieście i bez większych trudów można w nim było urządzić "proces stulecia".

Z więzienia wprost do Pałacu  Sprawiedliwości prowadził podziemny korytarz. Bezpieczeństwo procesu zapewniał specjalny baon MP [Military Police] wzmocniony... dwoma czołgami! "Młodzi, rośli chłopcy. Ręce skrzyżowane z tyłu, w rękach białe pałki. Czysty symbol - nie użyli ich ani razu. Stoją nieruchomo. Żują gumę. Mają obserwować każdy ruch oskarżonych, nie spuszczać ich z oka".

Akt oskarżenia...

Akt oskarżenia przeciwko 21 dygnitarzom hitlerowskim został opublikowany 6.X.1945. Nad jego przygotowaniem alianci pracowali jeszcze w czasie prowadzonych działań wojennych. Wywołał on zrozumiałe zainteresowanie na całym świecie i... oburzenie w Polsce. Dla świata był to podstawowy dokument wstępny do procesu, który budził powszechną ciekawość. Po jego przestudiowaniu okazało się jednak, że jest to dokument bardzo niedoskonały, zawierający wiele błędów i braków. Szczególnie rażące były braki dotyczące polityki okupacyjnej i zbrodni popełnionych w Polsce. Jeszcze przed rozpoczęciem procesu, nasz korespondent oddelegowany do Norymbergii, Edmund Osmańczyk pisał:

"Proces norymberski ma sprawić, by przywódcy Trzeciej Rzeszy nigdy nie stali się bohaterami narodowymi, by sztandary niemieckie nigdy nie pochyliły się przed pomnikami historycznych zbrodniarzy. By przyszłe pokolenia Niemców uznały krwawą winę i spłacić mogły - i chciały - straszliwy dług wobec całego świata. By dzieci niemieckie nie słuchały z dumą wykładów historii o potędze państwa niemieckiego, które sięgało od Atlantyku po Kaukaz, lecz by wiedziały, na czym ta potęga była oparta i do jak straszliwej klęski światowej i narodowej doprowadziła.

Takim powinien być proces w Norymberdze...

Taka powinna być linia postępowania aliantów w pracy nad wychowaniem narodu niemieckiego.

Dziwnym jest więc fakt, że zbyt mało miejsca poświęca się u nas uwagi tym zagadnieniom zasadniczym, a przygotowania do procesu traktuje się od strony najbłahszej sensacji. Notatkom o schudnięciu Göringa czy o histerycznych atakach Streichera poświęca się więcej miejsca niż aktowi oskarżenia.

[...] Najdziwniejszym zaś jest... akt oskarżenia.

Akt oskarżenia opracowany jest w sposób zdumiewający...

W akcie oskarżenia nie ma ani słowa o Powstaniu Warszawskim, ani słowa o Palmirach, o terrorze i egzekucjach ulicznych osławionego Kutschery. Nie ma ani słowa o masowym wywożeniu Polaków na katorgę »robót w Rzeszy«. Nie ma ani jednego przykładu z Polski w punkcie dotyczącym mordowania zakładników. Nie ma nic - dosłownie nic - w omówieniu »rabunku własności prywatnej i publicznej«. Akt oskarżenia nie znalazł w Polsce żadnych przykładów na »nakładanie kar pieniężnych na społeczeństwo«, na »złośliwe niszczenie miast i wsi i spustoszenia dokonywane bez uzasadnionej konieczności wojskowej«. Ani jednego przykładu z Polski na »przymusową rekrutację robotników cywilnych«, na »germanizację okupowanych terenów«.

Pominięto całkowicie zagładę gett żydowskich w miastach polskich.

Długi byłby rejestr faktów nie uwzględnionych w tym dziwnym dokumencie. Niemal tak długi, jak długa jest lista niezliczonych przestępstw i zbrodni niemieckich w Polsce..."

Do aktu oskarżenia, strona sowiecka próbowała przemycić "sprawę katyńską". Z Bułgarii sprowadzono nawet, aresztowanego tam przez NKWD lekarza, dr Markowa, tego samego, który wiosną 1943 wszedł w skład utworzonej przez Niemców międzynarodowej komisji badającej ekshumowane w lasku katyńskim zwłoki zamordowanych polskich oficerów. Jednak Sowietom, pomimo ich ogromnych wysiłków, nie udało się przypisać swojej zbrodni Niemcom. Po kilku kompromitujących zeznaniach, wycofali ten punkt z aktu oskarżenia tłumacząc się, że zaszło "małe nieporozumienie": im chodziło o białoruską wioskę Chatyń, spacyfikowaną przez Niemców! Przez kolejnych 45 lat nie wracali już do tej sprawy...

Główny oskarżyciel sowiecki gen. Roman Rudenko.

W swoich licznych wystąpieniach zgrabnie usiłował pominąć fakt, że we wrześniu 1939 Związek Sowiecki - na równi z Rzeszą niemiecką - współuczestniczył w rozpętaniu II Wojny Światowej.

Nieco wcześniej, bo w dniach 18-21.VI.1945 Rudenko był oskarżycielem w... "procesie szesnastu"!

Kolejną ich "wpadką" była wydobyta na światło dzienne przez obrońców niemieckich, tajna klauzula do paktu "Ribbentrop-Mołotow", podpisanego 23 sierpnia 1939 w Moskwie, a będąca faktyczną podstawą IV rozbioru Polski. Dokument ten stawiał Sowietów w roli agresorów - na równi z Niemcami. Po krótkim zamieszaniu na sali sądowej, strona sowiecka wymusiła... wycofanie niewygodnego dokumentu z akt procesowych...

Tuż przed wybuchem II wojny światowej, na jednej z ostatnich odpraw Sztabu Generalnego Wehrmachtu, Adolf Hitler domagając się by armia działała bezlitośnie, uspokajał sowich niezdecydowanych generałów: "Nikt nie sądzi zwycięzców".

Ta maksyma otrzymała żałosne potwierdzenie w Norymberdze roku 1945...

Po odczytaniu aktu oskarżenia, lord Geoffrey Lawrence, przewodniczący Trybunału, zadał oskarżonym pytanie czy przyznają się do winy. Wszyscy wstawali po kolei, podchodzili do mikrofonu i odpowiadali: "Nie przyznaję się do winy". "Nie jestem winien".

Żaden z nich nie był winien...

Ława oskarżonych

Jeszcze przed rozpoczęciem procesu, w celi więziennej powiesił się dr Robert Ley - przywódca Niemieckiego Frontu Pracy [Deutsche Arbeitsfront - DAF].

dr Robert Ley

Kolejnym oskarżonym miał być Martin Bormann - oficjalnie szef Kancelarii i zastępca Hitlera d/s NSDAP - nieoficjalnie "szara eminencja", człowiek nr 1 w najbliższym otoczeniu Führera. Wobec jego tajemniczego zniknięcia w ostatnich godzinach obrony Berlina, Trybunał postanowił sądzić go zaocznie.

Robert Ley i Martin Bormann

Natomiast Gustav Krupp, legendarny "król armat", został uznany za "zbyt starego" by stawić się przed sądem...

Ostatecznie na ławie oskarżonych zasiadło 21 osób.

Hermann GoringRudolf HessJoachim von RibbentropWilhelm KeitelErnst KaltenbrunnerAlfred RosenbergHans FrankWilhelm FrickJulius StreicherWalther FunkHjalmar SchachtKarl DönitzErich ReaderBaldur von SchirachFranz SauckelAlfred JodlFranz von PapenArthur Seyss-InquartAlbert SpeerKonstantin von NeurathHans Fritzsche

Numery zgodne z kolejnością poniższego opisu oskarżonych. U dołu zdjęcia widoczne są stanowiska obrońców i ich asystentów.

 

Lista sądzonych wyglądała następująco:

1. Hermann Göring

Reichsmarschall,

Beauftragter für den Vierjahresplan,

Präsident des Reichstags,

Reichsluftfahrtminister,

Oberbefehlshaber der Luftwaffe,

Reichsforstmeister,

Reichsjägermeister,

Preußischer Ministerpräsident,

Reichsstatthalter von Preußen u.a.

Ufff....

Krótko mówiąc: wielka szycha!

Jako minister spraw wewnętrznych Prus w 1933 powołał do życia Pruski Urząd Tajnej Policji Państwowej [Preußische Geheime Staatspolizeiamt - Gestapa, późniejsze Gestapo. Choć to jemu przypisuje się pomysł tej nazwy, prawda jest nieco inna: po raz pierwszy skrót ten zaczęły stosować urzędniczki berlińskiej poczty, dla których nazwa tego nowego urzędu wydawała się zbyt długa...].

Hermann Göring to jednak przede wszystkim współtwórca i głównodowodzący odrodzonej w 1935 Luftwaffe. Przez wiele lat był prawą ręką Adolfa Hitlera w NSDAP, i z jej mandatu od 1933 sprawował urząd  przewodniczącego Reichstagu.

Lata dwudzieste - początek działania partii Hitlera. Göring podtrzymywał wówczas mit o niepokonanej Reichswerze i rzekomym "nożu wbitym w plecy".

Jako "drugi człowiek w Rzeszy" Hermann Göring aktywnie uczestniczył we wszystkich istotnych wydarzeniach polityki niemieckiej. Gdy leciwy marszałek Hindenburg w styczniu 1933

powierzył władzę Hitlerowi, wpływy grubego Hermana znacznie wzrosły.

W 1934 Göring przekaże swoje Gestapo szefowi Schutzstaffel - Himmlerowi. Zdjęcie wykonano jeszcze przed "nocą długich noży" [insygnia Himmlera].

 Dla ludzkości byłoby lepiej, gdyby Göring pozostał tylko Wielkim Łowczym Rzeszy

Reichsjagd- und Forstmeister

W kolejnych latach był też ministrem d/s "Planu Czteroletniego", "Wielkim Łowczym Rzeszy" i szefem służb leśnych [Reichsjagd- und Forstmeister]. Prowadził wówczas bardzo wystawny tryb życia. Do legendy przeszły jego "kapiące przepychem" posiadłości, w których gromadził tysiące dzieł sztuki, zrabowanych w podbitych krajach Europy. Był przedstawicielem Rzeszy na uroczystościach pogrzebowych marszałka Piłsudskiego, które odbyły się w maju 1935 w Warszawie. W tym czasie często odwiedzał Polskę. Brał udział w licznych polowaniach organizowanych na jego cześć przez prezydenta Mościckiego w Białowieży. Strona polska traktowała go jako reprezentanta umiarkowanej frakcji polityków niemieckich. Było to jednak fałszywe przekonanie naszych polityków, którzy do końca nie zrozumieli czym jest Rzesza Adolfa Hitlera. Hermann Göring rolę "wielkiego przyjaciela Polski" grał do ostatnich dni sierpnia 1939...

Na jego rozkaz, samoloty niemieckie we wrześniu 1939, bombardowały polskie obiekty cywilne, niszcząc setki naszych wiosek i miast. Był zwolennikiem "terroru lotniczego", którym chciał doprowadzić do kapitulacji armii polskiej. Lotnicy Luftwaffe zasłynęli z bezlitosnego ostrzeliwania kolumn uciekinierów na zatłoczonych drogach, niszczyli szpitale i pociągi sanitarne oznaczone symbolami Czerwonego Krzyża.

Do czasu klęski jego Luftwaffe w "bitwie o Anglię", uchodził za "człowieka nr 2" w Trzeciej Rzeszy. Później popadł w niełaskę Wodza i jego wpływy zaczęły gwałtownie maleć. Stresy topił w alkoholu, a jego "różowe wizje", jak się później okazało, były efektem coraz większych dawek narkotyków...

W czasie procesu norymberskiego był "oskarżonym nr 1", co stale podkreślał, dbając przy tym, aby nikt z oskarżonych nie pozbawił go tej zazdrośnie strzeżonej pozycji. Występował w szaro-stalowym mundurze lotniczym bez odznak [podobno Amerykanie w jego garderobie odkryli ok. 100 różnych uniformów, które sam projektował].

Tu jeszcze uśmiechnięci.

Göring, Himmler i Hitler skończą identycznie...

 

Jako oskarżony niczym już nie przypominał dawnego "grubego Hermanna". Mundur zwisał na nim żałośnie. Był to efekt kuracji, jakiej został poddany natychmiast po aresztowaniu. Od czasów I wojny światowej [walczył w słynnej eskadrze barona von Richthofena] Göring był narkomanem. Wówczas ranny, następnie leczony morfiną, szybko uzależnił się od niej. W latach 30-tych, w Szwecji przeszedł pierwszą kurację odwykową. Do nałogu powrócił już po wybuchu wojny.

Walizka Göringa -

jest teraz eksponatem w muzeum...

Z przyniesionego do więzienia bagażu skonfiskowano mu wielki zapas narkotyków. Szef więzienia norymberskiego, płk Andrus, lubił to tak wspominać:

"Gdy Göring przyszedł do mnie do Mondorf, był sztucznie uśmiechającym się łamagą. Miał dwie walizki wyładowane paracodeiną. Myślałem, że to handlarz narkotyków. Zabraliśmy mu ten towar i zrobiliśmy z niego człowieka".

Konferencja prasowa zwołana przez Amerykanów wkrótce po aresztowaniu marszałka.

 

Hermann Göring był primadonną procesu norymberskiego - od jego początku do samego końca. Całym swym zachowaniem, od pierwszego dnia rozprawy, wysuwał się na pierwszy plan, odgrywał główną rolę. Na codziennym spacerze w więzieniu ściśle przestrzegał protokolarnej kolejności i przywoływał do porządku kolegów, którzy próbowali zająć jego miejsce. Gdy w trakcie rozprawy zdarzyło się, że chwilowa sensacja usuwała w cień jego osobę, nie ukrywał swego rozdrażnienia i irytacji. Tak było, gdy na sali po raz pierwszy pojawił się Kaltenbrunner, tak było, gdy zeznawali najciekawsi świadkowie.

Göring czuł się wielkim człowiekiem i postacią historyczną - kilkakrotnie w takich słowach mówił sam o sobie...

Obiad w przerwie między rozprawami.

Na sali sądowej słuchał bacznie każdego słowa rozprawy, bezustannie robił notatki, posyłał jakieś karteczki i dyspozycje do swoich obrońców i współoskarżonych. Gdy tylko na chwilę zacięła się transmisja tłumaczenia, sygnalizował to natychmiast szerokimi gestami, żądając przerwania rozprawy i powtórzenia opuszczonego fragmentu. Mimiką twarzy, ruchami głowy, szerokimi gestami ramion potwierdzał odczytywane właśnie dokumenty i fakty, innym zaś zaprzeczał z ostentacyjnym oburzeniem. Stale usiłował dojść do głosu i zadawać pytania świadkom. Uspokoiły go dopiero stanowcze interwencje przewodniczącego. Na pytania swojego obrońcy odpowiadał 3 dni. W ciągu tych dni marszałek Rzeszy wygłaszał właściwie jedną, wielką mowę polityczną.

Później nastąpiły jeszcze pytania innych obrońców i prokuratorskie "przesłuchania krzyżowe". W sumie Göring przy pulpicie świadka zasiadał 10 dni - przez 20 pełnych sesji Trybunału. Poza salą sądową marszałek wywierał stałą presję na pozostałych oskarżonych. Wpadał w złość, gdy ktokolwiek wyłamywał się z narzuconej przez niego dyscypliny. Na sali sądowej potrafił obrzucać obelgami świadków takich jak feldmarszałek Friedrich von Paulus, gen. SS Erich von dem Bach czy Hans Bernd Gisevius, którzy swoimi zeznaniami obciążyli osobiście jego, reżym hitlerowski lub III Rzeszę. Gdy stało się jasne, że Göring wszelkimi sposobami stara się wpływać na zeznania współoskarżonych, władze więzienia postanowiły odizolować go od reszty kolegów. Odtąd posiłki jadał samotnie - a właśnie w czasie wspólnych obiadów oskarżeni mogli swobodnie kontaktować się ze sobą. Lecz nawet wówczas, gdy był już sam, potrafił przez swoich obrońców przesyłać kolegom "prośby i groźby", szantażował ich, a opornych straszył "sądem kapturowym". Stale sugerował jaką linię obrony mają przyjąć, z jakich świadków zrezygnować... O czym nie mówić.

Przygarbiony nad miską zupy, więzień Göring zapewne przywoływał w pamięci dawne wystawne uczty Wielkiego Łowczego Rzeszy. Marszałek zawsze kochał dobre jedzenie. W 1943 krzyczał, że gdy choć jedna aliancka bomba spadnie na Berlin, to zje własną czapkę. Oczywiście swej groźby nie spełnił. W tych ciężkich czasach wolał jadać dziczyznę, ptasie języki i kawior...

Do końca, uparcie bronił zbrodniczego systemu. Gdy wyświetlono wstrząsający sowiecki film o zbrodniach niemieckich popełnionych na Białorusi i Ukrainie, Göring oświadczył - ku zdumieniu nawet części współoskarżonych - że to w ogóle nie jest żaden dokument i że taki film może sobie każdy zrobić. Gdy mówiono o eksterminacji Żydów - nazwał to "grubą przesadą". Przy tej okazji dodał: "Może tam rzeczywiście ten psychopata Himmler wymordował w tajemnicy jakieś paręset tysięcy osób, ale o żadnych milionach mowy być nie może". Zeznania byłego komendanta KL Auschwitz Rudolfa Hössa wprawiły go w wielkie zakłopotanie... Po nich zrewidował swoją dotychczasową linię obrony. Odtąd utrzymywał, że nikt poza Himmlerem nie wiedział o rozmiarach tych niewiarygodnych zbrodni, a podobne przestępstwa popełniane były w historii przez różne narody i państwa - i historia przeszła nad nimi do porządku dziennego. Gdy któregoś dnia sensacją stało się dodanie do aktu oskarżenia 38 tomów "Dziennika Franka", w których skrupulatnie, na 11 tysiącach stron, dzień po dniu opisano terror w Generalnej Guberni, Göring usiłował podważyć autentyczność tego niecodziennego dokumentu. Do końca pozował na ostatniego człowieka wiernego Hitlerowi. Wiedział, że z procesu nie wyniesie głowy, postanowił więc zadbać o własną legendę. "Lwi pazur" pokazał, gdy doszło do jego "krzyżowego przesłuchania". Starł się w bezpośrednim pojedynku z czołowymi przedstawicielami oskarżenia. Mówił ze swadą, błyskotliwie, od niechcenia wtrącając anegdoty, zabawne sentencje...

Gdy Göring po raz pierwszy pojawił się na sali rozpraw, prasa całego świata donosiła, że "marszałek strasznie schudł".

Wówczas jego zbrodnie jakoś nie interesowały dziennikarzy...

Drugi raz wzbudził powszechną sensację dopiero w czasie swoich 10-dniowych zeznań.

Wszystkim bacznym obserwatorom, którzy dotąd uważali go jedynie za "śmiesznego kabotyna i pajaca", zaimponował doskonałą pamięcią i refleksem. W ciągu 10 dni przesłuchań Hermann Göring pokazał, na co go stać! Odpowiadał na pytania z niezwykłą inteligencją i bystrością.

Z jakimś przewrotnym sprytem unikał najgorszych pułapek, wykazał przytomność umysłu i nieprzeciętną pamięć. Gdy na przykład oskarżenie zaskakiwało go kompromitującym cytatem, wyjętym z obszernego, liczącego kilkanaście czy kilkadziesiąt stron dokumentu, Göring żądał zaprezentowania mu pełnego tekstu i potrafił w ciągu kilkunastu sekund odnaleźć w tymże dokumencie inny fragment, który w jakimś stopniu podważał lub osłabiał oskarżenie. A chodziło nieraz o wydarzenia sprzed wielu lat, o protokół jednego z niezliczonych zebrań, posiedzeń czy odpraw u Hitlera. Doszło do tego, że doskonały prawnik i technik sądowy prokurator Jackson, nie mógł sobie dać rady z tą mieszaniną bezczelności i inteligencji. Raz i drugi zaapelował do sądu, by przywołał oskarżonego do porządku, i wreszcie... nie doprowadził swego przesłuchania do końca. Dla wszystkich było jasne, że prokurator Robert Jackson przegrał pojedynek z marszałkiem. Trybunał pozwolił Göringowi dosłownie na wszystko. Mógł nie tylko udzielać najbardziej drobiazgowych, wielogodzinnych wyjaśnień, ale także atakować prokuratorów. Mógł gloryfikować idee hitlerowskie i dyskredytować politykę aliantów. Mógł kłamać i protestować. Mówił tak, jakby wciąż stał na trybunie norymberskiego Parteitagu w 1937 czy 1939, a nie przed Trybunałem w roku 1946. Według obserwatorów, dobrze się stało, że Trybunał na wszystko mu pozwalał. Bo oskarżony wielokrotnie zaplątywał się w zeznaniach i musiał potem wycofywać się i kluczyć, zmieniając wcześniejsze oświadczenia [tak było np. ze "sprawą bydgoską"].

W parę miesięcy później, w ostatnim słowie, zmienił zasadniczo linię obrony: nie bronił już Hitlera i jego misji dziejowej, nie próbował już kreować się na wiernego do końca towarzysza i najbliższego współpracownika Hitlera. Przerzucił się w ostatniej chwili na sprawy bardziej dla niego pilne i istotne. Odcinając się od bezspornie udowodnionych zbrodni i okrucieństw, chciał dowieść swojej całkowitej niewinności i dobrej woli. Wzywał Boga i naród niemiecki na świadków, że zawsze działał z czystego patriotyzmu i miłości dla ojczyzny.

Mimo, że poprzednio wielokrotnie przybierał bohaterskie pozy, brawurując także na temat spodziewanego wyroku śmierci, sam wyrok wstrząsnął nim tak, że po powrocie do celi nie mógł wykrztusić słowa i był bliski ataku nerwowego.

Umiał wygłaszać efektowne sentencje na temat znikomej wartości życia ludzkiego w porównaniu z losami narodu.

Umiał pogardliwym machnięciem ręki zbywać odpowiedzialność za śmierć milionów niewinnych ofiar.

Gdy przyszło do zapłacenia rachunku własnym życiem, zmieniła się nagle skala wartości...

W noc przed egzekucją zażądał od kapelana więziennego udzielenia mu ostatnich sakramentów i błogosławieństwa według obrządku luterańskiego. Kapelan był tym bardzo zdziwiony i po dłuższym namyśle... odmówił tej posługi, oświadczając, że nie zauważył u oskarżonego żadnych objawów skruchy.

Dwie godziny przed wykonaniem egzekucji, w nocy z 15/16 października 1946, Göring popełnił samobójstwo, zażywając w celi podrzucony mu cyjanek potasu. Do dziś, już trzech ludzi, każdy z osobna, przyznało się, do zasługi przeszmuglowania trucizny do pilnie strzeżonej celi marszałka. Wśród niech jest ten, którego wcześniejsze zeznania wyprowadziły Göringa z równowagi: Erich von dem Bach!

Ciało Göringa, podobnie jak ciała reszty straconych, przewieziono następnego dnia do byłego obozu KL Dachau pod Monachium. Tam, po raz ostatni rozpalono ogień w krematorium. Prochy zbrodniarzy rozsiano z samolotu nad jedną z niemieckich rzek. Nad którą? To tajne miejsce, jest także polem do licznych spekulacji i sądzę, że jeszcze coś o tym usłyszymy...

Dopiero 30 lat po procesie Amerykanie zdecydowali się na publikację trzech listów, które Göring zostawił przed samobójstwem pod poduszką. Jeden z listów tłumaczy jego decyzję:

"Bez wahania dałbym się rozstrzelać. Jest rzeczą niemożliwą, aby powiesić niemieckiego Marszałka Rzeszy! Nie mogę się na to zgodzić w imię honoru Niemiec".

Jak widać, Göring do końca starał się budować legendę rycerskiej armii, której "honor Niemiec" jakoś wcześniej nie przeszkadzał w popełnianiu najcięższych zbrodni na polach drugiej wojny światowej. 

Z prośbą o zmianę formy egzekucji męża, zwróciła się do Trybunału Emma Sonnenmann-Göring. "Gdyby powiesili Hermanna, przestałabym wierzyć w Boga" - miała powiedzieć po ostatnim widzeniu z byłym marszałkiem - była szwedzka aktorka...

2. Rudolf Hess

... czysty Aryjczyk...

Najbliższy współpracownik i przyjaciel Adolfa Hitlera. Po nieudanym puczu w Monachium w 1923 zbiegł do Austrii, lecz dobrowolnie wrócił do kraju, by stanąć przed sądem i dzielić los Hitlera. Karę 18 miesięcy pozbawienia wolności odbywał w więzieniu w Landsbergu, gdzie prawdopodobnie pomagał Hitlerowi w napisaniu "Mein Kampf".

Od 1925 był jego osobistym sekretarzem. 21 kwietnia 1933 został zastępcą Führera, a w rządzie nazistowskim objął 1 grudnia 1933 stanowisko ministra bez teki. Uważany był za trzecią osobę w państwie [po Hitlerze i Hermanie Göringu] i nazywany "sumieniem partii".

Od 4 lutego 1938 wchodził w skład tajnej rady, która m.in. przygotowywała plany agresji na Polskę. Nie potrafił wykorzystywać swojego stanowiska i pozycji, ani też walczyć o względy Führera i był coraz bardziej odsuwany na dalszy plan przez Martina Bormanna, którego wprowadził do kancelarii Führera. Prawdopodobnie te względy zaważyły na podjęciu próby zmiany biegu historii.

10 maja 1941 za sterami Bf 110 wystartował z lotniska w Augsburgu i dotarł do Szkocji, gdzie wyskoczył ze spadochronem. Przedstawiając się jako emisariusz pokoju, zażądał spotkania z księciem Hamiltonem. Osadzony przez Brytyjczyków w więzieniu, dwukrotnie usiłował popełnić samobójstwo. Hitler pozbawił go wszystkich stanowisk i tytułów i ogłosił, że jest to człowiek umysłowo chory. W październiku 1945 stanął przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze i za zbrodnie przeciwko pokojowi został skazany na dożywotnie więzienie.

W 1987 popełnił samobójstwo w więzieniu Spandau [gdzie od 1966 był jedynym więźniem].

Hess zeznaje przed Brytyjskimi oficerami. Ten protokół do dziś nie został ujawniony...

3. Joachim von Ribbentrop [1893 - 1946]

Działacz nazistowskiej partii NSDAP, minister spraw zagranicznych Rzeszy był z zawodu kupcem [ożeniony w 1920 z córką Otto Henkella - wytwórcy szampanów, szlacheckie "von" uzyskał w 1925]. Członek NSDAP od maja 1932 odegrał dużą rolę w zawarciu porozumienia między Adolfem Hitlerem a Franzem von Papenem, co ułatwiło nazistom utworzenie rządu. W 1934 został kierownikiem biura ds. polityki zagranicznej partii nazistowskiej.

Joachim von Ribbentrop pod koniec stycznia 1939 roku odwiedził Warszawę na zaproszenie naszego ministra spaw zagranicznych Józefa Becka. Na zdjęciu przegląd Kompanii Honorowej WP na pl. Piłsudskiego, tuż przed złożeniem wieńców pod Grobem Nieznanego Żołnierza.

Kalendarz NSDAP na rok 1939

W październiku 1936 wyjechał do Londynu jako ambasador Niemiec; przekonywał Hitlera, że ze względu na nieprzygotowanie Wielkiej Brytanii do wojny Führer nie musi dochowywać międzynarodowych zobowiązań. W 1938 zastąpił Konstantina von Neuratha na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Przez następne lata tworzył polityczne podstawy ekspansji Niemiec: odegrał istotną rolę w doprowadzeniu do Anschlussu Austrii w 1938 i rozbioru Czechosłowacji w 1939, negocjował i zawierał sojusze wojskowe z Włochami ["Pakt stalowy"], ze Związkiem Radzieckim [pakt "Ribbentrop-Mołotow" i radziecko-niemiecki układ graniczny] i z Japonią ["Pakt Trzech"].

W 1946 został przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze uznany winnym zbrodni przeciwko pokojowi, skazany na karę śmierci i stracony 16 października tego roku.

23.VIII.1939. Tej nocy los Polski został przypieczętowany...

 

 

4. Wilhelm Keitel

Urodził się 22 września 1882 roku w Helmscherode w Brunszwiku jako syn posiadacza ziemskiego, ale wybrał karierę wojskową.

W 1901 roku wstąpił do armii, a w 1902 roku został drugim porucznikiem w 46. pułku artylerii polowej. Po zakończeniu I wojny światowej był w randze kapitana. Po wojnie został członkiem nacjonalistycznej organizacji terrorystycznej [Freikorps], która działała na granicy z Polską w roku 1919.
Od 1925 roku został oficerem Truppenamtu. W 1929 roku został kierownikiem Oddziału Organizacyjnego Sił Lądowych. Po dojściu do władzy Adolfa Hitlera szybko awansował i w 1934 był już generałem majorem. Wierny i najbliższy wojskowy współpracownik Führera.

4 lutego 1938 mianowany szefem Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych [Wehrmachtu - Oberkommando der Wehrmacht - OKW], podlegały mu Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych [Heeres], Marynarki [Kriegsmarine] i Lotnictwa [Luftwaffe]. W 1940 roku mianowany feldmarszałkiem. W kwietniu 1939 roku uhonorowano go Złotą Odznaką NSDAP. Odtąd Keitel miał uprawnienia ministra wojny i funkcję tę zachował do końca II Wojny Światowej. Brał udział w przygotowaniach agresji na Polskę. W późniejszym okresie realizował wszystkie militarne plany Hitlera [m.in. kampania zachodnia 1940, zajęcie Grecji, Jugosławii, atak na ZSRR].

Po zamachu na Hitlera [20.VII.1944] krwawo rozprawił się z członkami opozycji w armii niemieckiej.

Po podpisaniu bezwarunkowej kapitulacji Niemiec, 8 maja 1945 roku - w niewoli alianckiej. Jesienią tego roku Wilhelm Keitel został postawiony w stan oskarżenia przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze - przebywał w celi nr 46. Skazany na śmierć za zbrodnie przeciw pokojowi i ludzkości. Wyrok wykonano 16 października 1946 roku.

Generalfeldmarschall

Keitel, Göring i Bormann - wierne cienie Hitlera...

"My niżej podpisani działając w imieniu naczelnego dowództwa niemieckich sił zbrojnych zgadzamy się na bezwarunkową kapitulację wobec naczelnego dowódcy Armii Czerwonej i wobec naczelnego dowództwa sojuszniczych sił ekspedycyjnych wszystkich naszych sił zbrojnych na lądzie, na morzu i w powietrzu, jak również wszystkich innych sił znajdujących się obecnie pod dowództwem niemieckim".

Przed Trybunałem zeznaje kolejny świadek: feldmarszałek Gerd von Rundstedt.

Kartoteka...

Żałosny koniec marszałka... Tuż przed wykonaniem wyroku krzyknął: "Deutschland über alles"...

5. Ernst Kaltenbrunner

Jego pojawienie się na ławie oskarżonych, było dla wielu obserwatorów sporym zaskoczeniem. Po prostu nikt go nie znał, nikt wcześniej o nim nie słyszał. Podczas gdy nazwiska Göringa, Ribbentropa, Hessa czy Franka w czasie całej wojny nie schodziły z nagłówków gazet, Kaltenbrunner był "szarą eminencją" aparatu policyjnego, z rzadka pokazującym się funkcjonariuszem SD.

Urodzony w 1904 roku, "karierę polityczną" rozpoczął w 1932, wstępując w szeregi austriackich odłamów NSDAP i SS.

Uczestniczył w nieudanym puczu 1934, podczas którego bojówki nazistowskie zastrzeliły austriackiego kanclerza Dollfussa. Aresztowany i po krótkim pobycie w więzieniu zwolniony. Wraz z Seyss-Inquartem brał udział w Anschlussie Austrii.

W marcu 1938 mianowany sekretarzem stanu d/s bezpieczeństwa. Kilka godzin po aneksji witał na wiedeńskim lotnisku Himmlera meldując mu, że "oddziały SS Marchii Wschodniej czekają na jego dalsze rozkazy". Od tego czasu pełnił kierownicze funkcje w aparacie SS na terenie Austrii, przemianowanej przez Hitlera na prowincję "Ostmark". Początkowo jako SS-Brigadeführer, a następnie jako SS-Gruppenführer był od lipca 1941 Wyższym Dowódcą SS i Policji w Wiedniu.

Z zawodu - prawnik. Z wyglądu - zbir. Wkrótce po Anschlussie robi błyskotliwą karierę pod skrzydłami Himmlera. Pracuje w aparacie SS, Gestapo i policji bezpieczeństwa. Na terenie prowincji Ostmark rozprawia się z przeciwnikami politycznymi. W uznaniu zasług wchodzi w skład szefostwa kierowanej przez Reinharda Heydricha służby wywiadowczej Reichsführera SS - Sicherheitsdienst [SD]. Po śmierci Heydricha [4.VI.1942], Heinrich Himmler właśnie jemu, choć z dużym opóźnieniem, powierza kierowanie RSHA [Reichssicherheitshauptamt].

30 stycznia 1943, już w stopniu SS-Obergruppenführera, obejmuje szefostwo Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy i równocześnie zostaje dowódcą Sipo i SD.

Gdy rozpoczął się proces norymberski, Kaltenbrunner leżał w szpitalu więziennym, chory na zapalenie opon mózgowych. Po krótkim pobycie na sali sądowej wrócił jeszcze raz do szpitala. Nadal, biedak, słabował...

Jego pojawienie się na sali było - na krótko - jedną z sensacji procesu.

On tu reprezentował Himmlera, on był reprezentantem całej maszynerii dzikiego terroru. To on wydawał i podpisywał rozkazy decydujące o śmierci już nie dziesiątków, czy nawet setek tysięcy, ale milionów ludzi.

Gdy po raz pierwszy pojawił się w Trybunale, około 6 tygodni po rozpoczęciu procesu, na ławie oskarżonych zapanowała nieukrywana konsternacja. Wszyscy wyraźnie unikali kontaktu z tak kompromitującym współtowarzyszem władzy. Jego najbliżsi sąsiedzi - Keitel i Rosenberg - w ogóle nie reagowali na próby nawiązania rozmowy. Inni patrzyli w drugą stronę, by nie narażać się na konieczność powitania. Göring był wyraźnie zirytowany zainteresowaniem fotoreporterów i dziennikarzy osobą szefa RSHA. Na krótką chwilę przestał być głównym ośrodkiem ich uwagi. Z niechęcią patrzył na odrażającą fizjonomię Kaltenbrunnera i zapytał lekarza więziennego:

- Czy doktorzy uważają "tego" za zdrowego człowieka?

- Dostatecznie zdrowy, by być sądzonym - zabrzmiała odpowiedź.

- Jeśli on jest zdrowy, to ja jestem bogiem greckim - oświadczył Göring.

Gdyby nie takie oto zdjęcia, oskarżony Kaltenbrunner zapewne wypierałby się znajomości z Himmlerem...

Jego współpracownicy tak go opisywali:

"Był wysokiego wzrostu [...] Jego małe, świdrujące brązowe oczka były nieprzyjemne; spoglądał nimi przenikliwie, jak żmija, która chce zahipnotyzować swoją ofiarę. Miał małe ręce, podobne do dłoni starego goryla, palce u rąk miał stale pożółcone nikotyną, dużo pił. Na twarzy miał kilka głębokich szram od floretu - ślady pojedynków burszów niemieckich".

Kaltenbrunner, któremu dano do przeczytania akt oskarżenia, napisał na jego marginesie:

"Nie czuję się winnym żadnych zbrodni wojennych. Wykonywałem jedynie swój obowiązek jako organ wywiadu i odmawiam występowania jako namiastka [Ersatz] Himmlera".

Był więc fachowcem od "brudnej roboty", od którego odwrócili się wszyscy współoskarżeni kompani. W czasie procesu dał zupełnie niewiarygodne widowisko, wprawiając wszystkich w osłupienie. Zaprzeczał mianowicie wszystkiemu - od początku do końca.

Twierdził, że nie wiedział o niczym: ani o terrorze, ani o egzekucjach, ani o obozach zagłady, ani o "akcjach specjalnych" wykonywanych przez Einsatzgruppe na Wschodzie.

Szef wywiadu SS nie wiedział o niczym :]

Himmler i Kaltenbrunner z wizytą w KL Sachsenhausen...

"Owszem - oporni robotnicy cudzoziemscy byli czasami umieszczani w poprawczych obozach pracy". Nic więcej. Gdy do jego uszu "doszły jakieś wieści", protestował wobec Himmlera przeciw "nadużyciom".

- Byłem przecież prawnikiem - dorzucił w formie wyjaśnienia.

Badany przez prokuratorów, wypierał się jakiegokolwiek rozkazu, jakiegokolwiek udziału w zorganizowanej maszynie mordu, którą przez ponad 2 lata kierował. Zaprezentowano mu fotografie z jego pobytu w obozach koncentracyjnych wraz z zeznaniami stwierdzającymi, że w Mauthausen przy tak "uroczystej okazji" zorganizowano na cześć dostojnego gościa pokazowe egzekucje we wszystkich stosowanych tam formach: powieszenie, biczowanie, gazowanie i strzał w potylicę...

Kaltenbrunner z kamienną twarzą i tłumioną pasją w głosie oświadczył, że zaprezentowane zdjęcia muszą być fotomontażem i że on nigdy w tym obozie nie był. Po zeznaniach podległego mu dawniej komendanta obozu KL Auschwitz Rudolfa Hössa, który stwierdził, że wielokrotnie omawiał ze swoim szefem szczegóły akcji eksterminacyjnych i dostawał od niego rozkazy, Kaltenbrunner oświadczył, iż wszystkie te zeznania są od początku do końca kłamstwem.

Gdy Trybunałowi zaprezentowano oryginalne rozkazy podpisane jego nazwiskiem - oświadczył, że prawdopodobnie nadużyto pieczęci służbowej z facsimile jego podpisu. Przy innych dokumentach upierał się aby wykonać ekspertyzę grafologiczną. Twierdził, że wszystkie podpisy są sfałszowane.

Coraz mocniej przyciskany do muru, czując widać, że nikt nie uwierzy w tak fantastyczne kłamstwa, krzyknął wreszcie z ławy oskarżonych, stukając pięścią w pulpit:

"Oświadczam pod przysięgą, że w życiu nie podpisałem ani jednego wyroku, że nie jestem winien ani jednej śmierci!"

Tego już było za wiele nawet dla współoskarżonych...

Wprawdzie i oni, w większości, stosowali te same chwyty, mówili o swojej niewiedzy i nieświadomości, o protestach, o tym, że nie byli odpowiedzialni za żaden akt gwałtu i terroru, ale każdy z nich uważał się oczywiście za kogoś całkiem innego niż ten oto urzędowy opryszek, który całą swą karierę zrobił w aparacie przemocy i masowego mordu i w ogóle niczym innym się nie zajmował.

Być może zresztą, wielu oskarżonych oburzało się teraz na Kaltenbrunnera za podobny system obrony właśnie dlatego, że czuli jak bardzo Kaltenbrunner osłabia samą właśnie metodę. Jak ją sprowadza niejako do absurdu...

Gdy podczas przerwy obiadowej zeznania Kaltenbrunnera komentowali współoskarżeni, Hans Frank powiedział z dobrze odmierzoną goryczą:

"No, cóż, wydaje się, że ja jeden na tej ławie jestem za coś odpowiedzialny. Wszyscy są tacy niewinni"...

Fritzsche rzeczowo stwierdził, że obrońca powinien swemu klientowi zwrócić uwagę na wręcz absurdalną formę obrony:

"Któż na miłość boską, uwierzy, że ten człowiek nic nie wiedział o niczym!"

Jednak Kaltenbrunner do końca chciał uchodzić jedynie za "speca od wywiadu". O niczym nie wiedział, nic nie widział, nic nie słyszał... Kolejne dokumenty ujawnione przed Trybunałem nie pozostawiły cienia złudzeń. Zapewne, po obciążających go zeznaniach Otto Ohlendorfa, szefa Einsatzgruppe D, bijącej rekordy w ilościach rozstrzelanych ludzi na Wschodzie, Kaltenbrunner poczuł zaciskający się wokół szyi stryczek...

6. Alfred Rosenberg

Naczelny ideolog niemieckiego nazizmu - od 1920 w NSDAP.
Od 1921 redaktor i główny publicysta jej organu "Völkischer Beobachter". W swojej pracy "Der Mythus des 20. Jahrhunderts" uzasadniał rasizm i niemiecką politykę podbojów narodów słowiańskich.
Od 1941, po napaści armii III Rzeszy na ZSRR, minister Rzeszy dla Okupowanych Terenów Wschodnich.
Współodpowiedzialny za popełnione tam zbrodnie, skazany przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze na karę śmierci i stracony.

Naczelny ideolog NSDAP.

7. Hans Frank

Doktor prawa. Tuż po studiach rozpoczął "karierę polityczną", w 1923 biorąc udział w nieudanym puczu monachijskim. Dał się poznać jako gorliwy nazista, gdy bronił SA-manów w procesach, które toczyły się jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy. Wówczas zwrócił na siebie uwagę Führera i od 1927 był głównym prawnikiem NSDAP.

Lata trzydzieste. Hans Frank w mundurze NSDAP.

Kolejne lata są przykładem klasycznego w NSDAP "marszu w górę": od 1930 jest posłem do Reichstagu, w 1933 zostaje ministrem sprawiedliwości Bawarii, następnie III Rzeszy, w latach 1934-1941 jest prezesem Akademii Prawa Niemieckiego.

W październiku 1939, z nominacji Adolfa Hitlera, zostaje generalnym gubernatorem części podbitych ziem polskich ["Generalna Gubernia"]. Funkcję tę pełni do swojej ucieczki z Krakowa, która nastąpiła w styczniu 1945 roku. Przez wszystkie te lata mieszka i pracuje na Wawelu. Podbitą Polskę traktuje jak własne królestwo, w którym Polacy, pozbawieni wszelkich praw, są jedynie niewolnikami.

Znaczek z Generalnej Guberni? - nie, brytyjska prowokacja...

W sporach kompetencyjnych stale ściera się z przedstawicielem Himmlera w GG: SS-Obergruppenführerem Friedrichem Wilhelmem Krügerem, Wyższym Dowódcą SS i Policji "Wschód". Wprowadza drakońskie kary za wszelkie wykroczenia na terenie GG. W "sądach doraźnych" praktycznie orzekane są jedynie kary śmierci lub bezterminowe zsyłki do obozów koncentracyjnych. Dr prawa Hans Frank, nie widzi potrzeby udziału  obrońców w rozprawach przeciwko Polakom. Rozprawy te są czystą fikcją i faktycznie polegają jedynie na "hurtowym" podpisywaniu wyroków śmierci. Prawo wprowadzone przez Franka nie ma precedensu w podbitej Europie.

Od pierwszej chwili swoich rządów postanowił stworzyć dla potomności "historyczny dokument" swej działalności na stanowisku tak kluczowym dla niemieckiej ekspansji na Wschód. Polecił swoim urzędnikom i sekretarzom zapisywać wszelkie swe wystąpienia, nie tylko publiczne, ale i te, które miały miejsce w gronie tzw. rządu GG, na poufnych naradach aktywu NSDAP, na naradach z przedstawicielami Rzeszy, z szefami policji itd. Tworzony dzień po dniu, tom po tomie, "Dziennik Franka" zawierał też teksty mów, wycinki prasowe, relacje z rozmów z Hitlerem, luźne notatki i wiele "złotych myśli" generalnego gubernatora.

Z podziwu godną skrupulatnością zbierano tę dokumentację aż do ostatniego dnia, aż do chwili ucieczki Hansa Franka z Krakowa po rozpoczęciu wielkiej ofensywy zimowej w styczniu 1945.

Całość pięknie i starannie oprawiono w duże tomy. Zebrało się ich 38. Pięciu ostatnich, obejmujących rok 1944, nie zdążono już oprawić. Widocznie introligator wzywany był tylko raz do roku.

Norymberska cela niczym nie przypominała wawelskich komnat.

Zmieniła się też lektura byłego gubernatora.

W celi zaczął intensywnie studiować Pismo Święte...

38 tomów obejmuje 11.000 stron maszynopisu. Według późniejszych zeznań Franka było ich faktycznie 43. Nie wiadomo, gdzie zaginęło 5 tomów, ale te które wywiózł na Zachód i przekazał aliantom, w pełni dokumentują ogrom jego zbrodni. Frank dyktując przez ponad 5 lat "dzieło swego życia", zamierzał zbudować sobie swoisty "pomnik dla potomności", myśląc oczywiście o przyszłych pokoleniach zwycięskich Niemców, panujących wszechwładnie nad podbitą Europą. Stało się inaczej. "Dziennik Franka" miał kapitalne znaczenie dla całości oskarżenia przed Trybunałem norymberskim. Trudno było znaleźć inny dokument, który by w tak szczególnej formie dawał nie tylko masę faktów, informacji i szczegółów, ale pozwalał także zajrzeć za mroczne i czasem wręcz dla zdrowego umysłu niepojęte kulisy działania hitlerowskiej maszyny NSDAP i terroru państwowego.

Początkowo, przesłuchiwany przez swego obrońcę dr Seidla, Hans Frank usiłował wmówić oskarżycielom, że Generalne Gubernatorstwo pod jego rządami, było "krainą mlekiem i miodem płynącą". Przedstawiał siebie jako obrońcę Polaków przed zapędami SS... Usiłował przekonać Trybunał, że w latach 40-tych na terenie GG miał miejsce... rozkwit gospodarczy! Ostatecznie pogrążył go jego własny "Dziennik". Ludność polska zapłaciła bardzo wysoką cenę za "opiekę" Franka. Spośród 6 milionów Polaków, którzy stracili życie w czasie II Wojny Światowej, 4 miliony to właśnie "obywatele GG".

W drodze na salę rozpraw.

Gubernator zeznaje...

Frank po aresztowaniu, w celi więziennej, nawrócił się na katolicyzm i w ostentacyjny sposób manifestował swą nabożność. Zaskoczył pozostałych współoskarżonych, gdy na pytanie dr Seidla jaki był jego udział w wydarzeniach w Polsce po 1939, odpowiedział:

"Chcę ponieść odpowiedzialność za wszystko. Kiedy 30 kwietnia 1945 roku Adolf Hitler zakończył życie, postanowiłem, że nie będę uchylał się od odpowiedzialności, ale poniosę ją, przed światem niczego nie tając i nie zasłaniając się niczym. Nie zniszczyłem 43 tomów moich pamiętników, które opisują te wydarzenia i mój udział w nich, lecz z własnej woli wręczyłem je amerykańskiemu oficerowi, który mnie aresztował".

Następnie oświadczył:

"Tysiąc lat przeminie, zanim zatarta zostanie ta wina Niemiec".

Dziennikarze robili gorączkowe notatki, machali zapisanymi kartkami, po które przybiegali gońcy. To oświadczenie w Norymberdze było sensacją dnia i już nazajutrz pojawiło się w nagłówkach światowych gazet jako wytłuszczony tytuł. Mniej zachwycony był obrońca dr Seidl, któremu te efekty ze skruchą nie ułatwiły obrony. Miał i tak niełatwe zadanie wobec olbrzymiego materiału obciążającego, zawartego w 38 tomach "Dziennika". Gdy prokurator zaczął w swoim czasie cytować z "Dziennika" fragmenty przemówień i oświadczeń Franka, dr Seidl z rozpaczą złapał się za głowę i zawołał:

"Um Gotteswillen. Der Man hat doch vier Jahre lang geredet" [Na miłość Boską. Przecież ten człowiek gadał przez całe cztery lata].

Przesłuchanie Franka przez oskarżycieli trwało najkrócej z dotychczasowych. Podczas gdy inni oskarżeni zeznawali po kilka dni - Frank zeznawał jedynie 5 godzin. Nie mógł, jak inni, zasłaniać się swoją niewiedzą, nie mógł spychać winy na innych. 11 tysięcy stron maszynopisu w "Dzienniku", było właściwie jednym długim zeznaniem... Oskarżyciele rezygnowali z zadawania dalszych, przygotowanych wcześniej pytań.

Zgromadzony materiał, wystarczył, jak mówili, do wydania wyroku skazującego na dziesięciu oskarżonych, a nie na jednego...

8. Wilhelm Frick

Frick urodził się 12.III.1877 w Alsenz, jako syn nauczyciela. Najpierw uczęszczał do szkoły w Monachium, a następnie studiował prawoznawstwo na Uniwersytecie w Heidelbergu. W 1903 rozpoczął prace w charakterze prawniczym w komendzie policji w Monachium. W 1923, gdy był już komendantem policji kryminalnej w tym mieście, został aresztowany za udział w puczu przeciw władzom Republiki Weimarskiej. W kwietniu 1924 sąd niemiecki skazał Fricka na karę 15 miesięcy pozbawienia wolności [w zawieszeniu] oraz zwolnił go z pracy w policji. Członkiem NSDAP Frick był od maja 1924 i został [również w tym miesiącu] wybrany jako poseł do Reichstagu. W 1930 mianowano go Ministrem Spraw Wewnętrznych i Oświaty w Turyngii.
Gdy Adolf Hitler doszedł do władzy w Niemczech w styczniu 1933, Wilhelm Frick został jednym z trzech nazistowskich ministrów w jego rządzie [otrzymał tekę Ministra Spraw Wewnętrznych]. Jako taki odpowiadał za wprowadzenie rasistowskiego ustawodawstwa antyżydowskiego. Frick był zażartym antysemitą i jego celem było całkowite usunięcie Żydów z życia społecznego i gospodarczego Rzeszy. Brał udział w wydaniu i wykonywaniu osławionych Ustaw Norymberskich. Utorowały one drogę do masowej eksterminacji europejskich Żydów. Wydał także akty normatywne zwalczające kościół i związki zawodowe. Zdelegalizował także wszystkie partie polityczne [oczywiście prócz NSDAP], przygotowując Gestapo grunt do zupełnego wytępienia opozycji i zamknięcia jej członków w obozach koncentracyjnych.
Frick, jako Minister Spraw Wewnętrznych, podpisywał także ustawy o przyłączeniu do III Rzeszy Austrii, czeskich Sudetów, Kłajpedy, Gdańska, Prus Zachodnich i Poznania oraz niektórych ziem francuskich. Wprowadzał także niemiecką administrację na tych terenach. Wreszcie podpisał ustawę o utworzeniu Protektoratu Czech i Moraw. Początkowo był także formalnym zwierzchnikiem całej policji niemieckiej, ale kompetencję tą utracił już w 1936 na rzecz Heinricha Himmlera. Frickowi podlegały sanatoria, szpitale i poradnie psychiatryczne w których przeprowadzano "eutanazję" umysłowo chorych, inwalidów i starców [tzw. Akcja T4]. Wiedział on o tych morderstwach [dochodziły do niego liczne skargi], ale nie zrobił nic by je powstrzymać. Liczbę ofiar akcji T4 oblicza się w dziesiątkach tysięcy. Był także pośrednio związany z instytucją hitlerowskich obozów koncentracyjnych, ustanawiając jurysdykcję Gestapo w tych obozach i upoważnił Himmlera do wydawania "zarządzeń zabezpieczających" zezwalających na umieszczanie w nich obywateli z państw okupowanych.
W trakcie trwania II wojny światowej tracił stopniowo władzę na rzecz [w tym stanowisko Ministra Spraw Wewnętrznych w sierpniu 1943] Heinricha Himmlera. Początkowo był ministrem bez teki, a 20 sierpnia 1943 został otrzymał funkcję Protektora Czech i Moraw. Jako taki Frick ponosi odpowiedzialność za ucisk stosowany wobec czeskiej ludności cywilnej, w szczególności za terroryzowanie jej i zmuszanie do pracy przymusowej oraz deportację Żydów czeskich do obozów zagłady i obozów koncentracyjnych.
Po zakończeniu wojny został aresztowany przez aliantów i, jako jeden z głównych hitlerowskich zbrodniarzy wojennych, postawiony przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze. W trakcie postępowania sądowego był jedynym oskarżonym, który zrezygnował ze składania wyjaśnień. Trybunał uznał Fricka za winnego zbrodni przeciw pokojowi, zbrodni wojennych i przeciw ludzkości. Został on skazany 1 października 1946 na karę śmierci przez powieszenie.

Jego ostatnie słowa brzmiały: "Niech żyją wieczne Niemcy!"

9. Julius Streicher

Był wydawcą i redaktorem antyżydowskiego tygodnika "Der Stürmer". Było to pismo przesiąknięte najbardziej fanatycznym antysemityzmem, jaki można sobie wyobrazić - a do tego tak obsceniczne i wulgarne, że nawet wielu zatwardziałych nazistów nie było w stanie go czytać.
W publikowanych przez siebie artykułach Streicher nie ograniczał się do jedynie jakichś ogólnikowych obelg czy inwektyw przeciwko Żydom. Domagał się on – jak stwierdził trybunał – "doszczętnego i gruntownego wytępienia Żydów". Dobrą próbką tego, co Streicher pisał na łamach "Stürmera" może być fragment jego artykułu z maja 1939 r.:
"Musi dojść do ekspedycji karnej przeciwko Żydom w Rosji, ekspedycji, która by zgotowała im taki sam los, jakiego mogą się spodziewać wszyscy mordercy i kryminalni przestępcy, a mianowicie kary śmierci i egzekucji. Żydzi w Rosji muszą być doszczętnie wytępieni".
Natomiast w numerze z lutego 1944 Streicher stwierdził:
"Ktokolwiek czyni to, co czyni Żyd, jest szubrawcem i przestępcą, kto zaś powtarza jego działanie lub chce go naśladować, zasługuje na taki sam los: zagładę i śmierć".
O zagładzie i śmierci milionów Żydów Streicher dobrze wiedział – o postępach "ostatecznego rozwiązania" był informowany na bieżąco. Z owych postępów – warto dodać - bardzo się cieszył. W jednym z numerów wydawanego przez siebie tygodnika pisał on m.in.: "jest rzeczą cudowną wiedzieć, że Hitler uwalnia świat od jego żydowskich dręczycieli".
Jakkolwiek Streicher pełnił do 1940 funkcję Gauleitera Frankonii [został z niej usunięty za skandale obyczajowe i gigantyczną korupcję], to działalność na tym stanowisku nie odegrała w sprawie przeciwko niemu niemal żadnej roli. Całe oskarżenie przeciwko niemu opierało się na tym, co publikował jako wydawca i redaktor tygodnika "Der Stürmer", w szczególności zaś na 26 artykułach [z czego 12 pióra samego Streichera] opublikowanych między sierpniem 1941 a wrześniem 1944. W artykułach tych w sposób kategoryczny domagał się on likwidacji wszystkich Żydów.

 

10. Walther Funk

Ekonom...

Urodził się 18.VIII.1890 w kupieckiej rodzinie zamieszkującej Królewiec (Königsberg), w Prusach Wschodnich. Studiował ekonomię na Uniwersytecie w Berlinie. W czasie I Wojny Światowej walczył w oddziale piechoty. Pracował jako dziennikarz, a w 1922 został głównym redaktorem prawicowo-centralnej gazety "Berliner Börsenzeitung".
Funk zrezygnował z pracy w gazecie w 1931 i wstąpił do NSDAP; dzięki kontaktom ze Strasserem spotkał się w końcu z Hitlerem. Został wybrany na deputowanego do Reichstagu (1932). Od marca 1933 roku pracował w Ministerstwie Propagandy. Zajął miejsce Hjalmara Schachta na stanowisku ministra gospodarki. Funk zajął również miejsce Schachta w Reichsbanku w 1939 na stanowisku jego prezesa. Zawarł z H. Himmlerem porozumienie dotyczące przechowywania w Banku Rzeszy kosztowności zrabowanych przez SS i policję w podbitych krajach.
Funk stanął przed Trybunałem w Norymberdze i został skazany na dożywotnie więzienie. Osadzony w Spandau, został zwolniony z więzienia w 1957 z powodu problemów zdrowotnych; zmarł trzy lata później 31.V.1960.

11. Hjalmar Schacht

Finansista...

Urodził się 22.I.1877 w Tinglev, Północny Szlezwik, ekonomista niemiecki, od 1923 komisarz walutowy Niemiec i prezes Banku Rzeszy.
Powstrzymał hiperinflacje, wprowadzając w listopadzie 1923 Rentmarki (które jako zabezpieczenie wartości miały ziemię należącą do państwa). W 1924 wprowadził z powrotem Reichsmarki, ale tylko dla wyższych nominałów. System walutowy prowadzony przez Schachta utrzymał się praktycznie do reform Erharda w 1948. Polityka pieniężna Schachta zagwarantowała Niemcom stabilizację płatniczą, zwłaszcza po korzystnym dla Niemiec renegocjowaniu spłaty reparacji wojenny z czasów I wojny światowej.
Schacht uczestniczył też w dojściu do władzy Adolfa Hitlera. Został ministrem gospodarki Rzeszy w 1934 i organizował rozbudowę przemysłu zbrojeniowego. W 1937 podał się do dymisji po naradzie u Hitlera (protokół Hosebacha), gdy uświadomił sobie, w jakim kierunku podąża jego polityka. Podczas procesu norymberskiego, powiedział: "Poszedłbym nawet z diabłem, by zapewnić Niemcom siłę i potęgę", został jednak uniewinniony, gdyż bezpośrednio nie uczestniczył nigdy w organizowaniu aktów ludobójstwa i innych zbrodniach wojennych. Napisał pamiętnik "76 Jahre meines Lebens" (76 lat mojego życia, 1953).

Zmarł 3.VI.1970 w Monachium.

12. Karl Dönitz

Urodził się 16 września 1891 w Grünau [dziś część Berlina]. Aż do klęski Niemiec w 1945 poświęcił się służbie Marynarce Wojennej [Kriegsmarine], Cesarskiej i III Rzeszy.
W 1912 wstąpił do Marynarki Cesarskiej i rozpoczął służbę na krążowniku SMS "Breslau". W 1916, początkowo jako oficer wachtowy, a następnie jako dowódca pływał na U-bootach w rejonie Morza Śródziemnego. W dwa lata później jego U-boot został zatopiony przez Brytyjczyków, a on sam wzięty do niewoli i zesłany do obozu na Malcie.

Po dojściu Hitlera do władzy, kiedy w wyniku układu Niemiec z Wielką Brytanią III Rzesza rozpoczęła odbudowę Kriegsmarine, kanclerz powierzył mu odbudowe floty podwodnej i mianował w 1936 jej dowódcą. W 1943 awansował na naczelnego dowódcę Kriegsmarine w miejsce odsuniętego od władzy Grossadmirala Ericha Raedera.
Dönitzowi udało się przekonać Hitlera, że w celu zapewnienia sukcesów wojennych konieczne jest nieustanne inwestowanie w Kriegsmarine, ze szczególnym naciskiem na konstrukcję małych łodzi podwodnych, a nie wielkich okrętów. Podczas przygotowań do II wojny światowej domagał się zwiększenia ich liczby do trzystu jednostek. To właśnie realizacja tej strategii przyniosła flocie niemieckiej zwycięstwo nad siłami Anglii i Stanów Zjednoczonych na morzu w pierwszej fazie zmagań wojennych.

Niemieckie łodzie podwodne do 1943 siały postrach wśród alianckich konwojów. Największe sukcesy odniosły w marcu 1943 na Północnym Atlantyku.
"Złote lata" musiały jednak minąć, choć wydatki na budowę okrętów podwodnych w III Rzeszy zawsze miały znaczenie priorytetowe. W armiach alianckich następowały zmiany w taktyce i potencjale wojennym. Sojusznicy nie tylko opracowali nowe metody walki, włączyli samoloty do wzmocnienia ataków na morzu, posługiwali się radarem, ale także zastosowali w konstrukcji okrętów najnowsze zdobycze technologii. Dönitz - nie pozostając w tyle - postanowił unowocześnić swe okręty podwodne stosując w nich najpierw "chrapy", a potem nowoczesne silniki elektryczne. Trudności przemysłu zbrojeniowego, bombardowania i porażki Niemiec na wszystkich frontach sprawiły, że mógł ich użyć dopiero w przededniu klęski Niemiec.

Po zakończeniu wojny prowadził rokowania z aliantami na temat zawarcia pokoju. Do misji Grossadmirala Dönitza należało przedłużanie rozmów tak, by cywilnym uciekinierom z Prus i Pomorza oraz uciekającym wojskom umożliwić przemieszczenie się za Łabę, dla uniknięcia niewoli radzieckiej.
Dönitz na mocy testamentu Adolfa Hitlera został ostatnim kanclerzem III Rzeszy. Nie wiadomo, czy nominację tą zawdzięczał bliskim kontaktom z Hitlerem, czy sprytnej intrydze Alberta Speera.
Na rozkaz Eisenhowera został aresztowany 23 maja 1945 we Flensburgu. Tam znajdowała się ostatnia siedziba rządu III Rzeszy, którą Dönitz kierował od śmierci Hitlera.

Aresztowanie "rządu Dönitza" przez Brytyjczyków

W brytyjskim więzieniu: Speer, Dönitz i Jodl.

Był sądzony przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze - został skazany na dziesięć lat więzienia. Po odbyciu kary w więzieniu Spandau wyszedł na wolność 1 października 1956.


Zmarł 24 grudnia 1980 w Aumühle. Zostawił pamiętniki, zatytułowane "Dziesięć lat i dwadzieścia dni" oraz "Moje urozmaicone życie".

13. Erich Reader

Urodził się 24 kwietnia 1876 w małej miejscowości Wandsbeck koło Hamburga [dziś jego przedmieście], a zmarł w Kiel Kreuzen. Pochodził z rodziny nauczycielskiej. W 1894 wstąpił do szkoły morskiej. W wieku 21 lat był już oficerem i brał udział w wojnie na Bliskim Wschodzie. W latach 1903-1904 ukończył Akademię Morską i został przydzielony do służby informacyjnej Marynarki Cesarskiej, a potem mianowany oficerem nawigacji jachtu "Wilchelm II Hohenzollern". W 1912 został kapitanem okrętu.
Już przed I Wojną Światową był szefem sztabu admirała Hippera, dla którego na zawsze zachował uznanie. Na tym stanowisku uczestniczył w walkach w Doggebank i Jutlandii. W 1918 dowodził krążownikiem "Köln". Wezwany do Berlina kierował centralną sekcją Ministerstwa Marynarki do listopada 1919.
Jego dalszy awans nastąpił w 1922 kiedy otrzymał nominację na kontradmirała. Potem został kolejno: najpierw inspektorem Marynarki, komendantem sił na Morzu Północnym, wiceadmirałem w 1925 i szefem sztabu Marynarki Wojennej Reichswehry w 1928, a w 1935 dowódcą Kriegsmarine. Przyczynił się do odbudowy niemieckiej potęgi morskiej. Stworzy flotyllę nowoczesnych krążowników lekkich, zainicjował budowę pancerników "kieszonkowych".
W październiku 1939 przedstawił plan pozbawienia Wielkiej Brytanii dominacji na Morzu Północnym przez wykorzystanie baz morskich w Norwegii. W związku z tym w kwietniu 1940 r. podjął się opracowania planu morskiej części kampanii norweskiej.
Jego dziełem było również przygotowanie inwazji na Anglię, choć według niego Marynarka Niemiecka nie była wówczas do niej należycie przygotowana. Stało się to powodem jego dwuletnich sporów z Hitlerem, który nie chciał zwiększać wydatków na budowę okrętów wojennych.

Był zwolennikiem sojuszu Niemiec ze Związkiem Sowieckim przeciwko Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym Ameryki. Jako mało operatywny, i zbyt tradycyjny w działaniu, nie doceniający roli okrętów podwodnych w wojnie morskiej, został 30 stycznia 1943 przesunięty na stanowisko generalnego inspektora Kriegsmarine, a jego miejsce zajął Karl Dönitz.
Aresztowany przez radzieckich oficerów we własnym mieszkaniu w Berlinie-Babelsbergu 23 czerwca 1945, wyrokiem Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze jako jeden z trzech [obok Rudolfa Hessa i Waltera Funka] został skazany na karę dożywotniego więzienia za planowanie, przygotowanie i udział w wojnie napastniczej oraz łamanie praw wojennych.
Z powodu choroby, po dziesięciu latach odbywania kary, 26 września 1955 został zwolniony z więzienia w Berlinie-Spandau. Zmarł 6 listopada 1960.
Jest autorem kilku prac, wśród których najistotniejsze to: "Wojna na morzu w latach 1914-1918", "Wojna krążowników na wodach międzynarodowych" oraz interesującej biografii "Moje życie" wydanej w 1956.

14. Baldur von Schirach

"Wódz młodzieży"...

Urodzony 9 maja 1907 w Weimarze, zm. 8 sierpnia 1974 w Kröv-an-der-Mosel] - prominentny nazista i przywódca Hitlerjugend, a także Gauleiter Wiednia.
Urodził się w Weimarze, był synem reżysera teatralnego. Jego matka Emma była z pochodzenia Amerykanką. Wstąpił do "Wehrjugendgruppe", w 1925 został członkiem NSDAP. Wyjechał do Monachium, gdzie powierzono mu funkcję przewodniczącego Nationalsozialistischen Deutschen Studentenbunds [NSDStB, Narodowo-socjalistyczny Niemiecki Związek Studentów]. W 1931 był już Reichsjugendführerem, a w 1933 została mu powierzona funkcja przywódcy Hitlerjugend; otrzymał również stopień SA-Gruppenführera.

Reichsjugendführer

Brał udział w kampanii przeciwko Francji [Fall "Gelb"]. W 1940 utracił przewodnictwo nad Hitlerjugend na rzecz Arthura Axmanna, jednocześnie Hitler mianował go Gauleiterem Wiednia [funkcję tę pełnił do końca wojny].
W 1945 poddał się aliantom zachodnim i stanął przed Trybunałem w Norymberdze. Został skazany za "zbrodnie przeciw pokojowi" oraz "zbrodnie przeciw ludzkości" na 20 lat więzienia. Karę odbył w więzieniu w Spandau. Na wolność wyszedł w 1966; opublikował swoje wspomnienia "Ich glaubte an Hitler" ["Wierzyłem w Hitlera", 1967].
Razem ze swoją żoną Henriette Hoffman [rozwiedli się w czasie pobytu Schiracha w więzieniu] miał trzech synów i córkę.

Jego homoseksualne skłonności w kręgach kierowniczych Rzeszy były tajemnicą poliszynela...

15. Fritz Sauckel

"Ślusarz"...

Urodził się 27.X.1894 w Haßfurt-am-Main koło Bambergu. Był dzieckiem listonosza i krawcowej, uczył się w lokalnej szkole, ale opuścił ją dość wcześnie (z powodu choroby matki). Kiedy miał 15 lat dołączył do floty handlowej Norwegii i Szwecji. Podróżował po świecie; kiedy wybuchła I wojna światowa był akurat w drodze do Australii. Został internowany i trafił do Francji (1914-1919).
Po powrocie do Niemiec założył fabrykę w Schweinfurcie. Studiował inżynierię w Ilmenau od 1922 do 1923. W 1923 wstąpił do NSDAP (otrzymał numer 1395), również w tym roku ożenił się. W 1937 został mianowany gauleiterem Turyngii, otrzymał honorowy stopień Obergruppenführera w SA i SS w 1934.
W czasie II wojny światowej zajmował się sprawami zatrudnienia, zadanie to otrzymał w 1942 - za sprawą rekomendacji przez Alberta Speera u Hitlera. Jego zadaniem było kontrolowanie napływu robotników przymusowych (głównie ze wschodu).
Przed Trybunałem w Norymberdze; został uznany za winnego - zarzucono mu zbrodnie przeciw ludzkości. Został powieszony 16.X.1946.

Jego ostatnie słowa to: Ich sterbe unschuldig, mein Urteil ist ungerecht. Gott beschütze Deutschland! "Umieram niewinny, mój wyrok jest niesprawiedliwy. Boże chroń Niemcy!"

16. Alfred Jodl

Zawód: generał...

Jeden z najbliższych doradców wojskowych A. Hitlera. Od 1935 szef departamentu obrony lądowej w Ministerstwie Wojny Rzeszy, od 1939 szef Sztabu Dowództwa Wehrmachtu. Uczestniczył w planowaniu wszystkich napaści III Rzeszy.

7 V 1945 podpisał w Reims [Francja] akt bezwarunkowej kapitulacji Wehrmachtu.

 

7.V.1945 Reims, gen. Jodl podpisuje akt bezwarunkowej kapitulacji. Pod silnym naciskiem Sowietów spektakl powtórzono [z lepszą "oprawą"] następnego dnia. Tym razem delegacji niemieckiej przewodniczył Keitel, a kapitulację przyjmował sam marsz. Żukow.

Do końca nie wiedział czemu zasiadł na ławie oskarżonych. Przecież wojny prowadzono od zawsze...

17. Franz von Papen

Dyplomata...

W latach 1916-18 szef sztabu 4.armii tureckiej w Palestynie. 1921-32 deputowany do pruskiego Landtagu z ramienia Centrum. Związany z junkierstwem i wielką finansjerą. W 1932 kanclerz Rzeszy, utorował drogę dyktaturze A. Hitlera. Od lutego 1933 wicekanclerz w jego pierwszym rządzie. 1934-38 poseł w Austrii, jeden z realizatorów Anschlussu. 1939-44 ambasador w Turcji. Sądzony przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze i uniewinniony [1946], następnie skazany przez sąd niemiecki na 8 lat pracy przymusowej, w 1949 zwolniony...

 

18. Arthur Seyss-Inquart

Adwokat diabła...

Pod naciskiem III Rzeszy mianowany ministrem spraw wewnętrznych i kanclerzem Austrii, podpisał akt Anschlussu. Od 1938 w SS [SS-Gruppenführer]. W latach 1938-39 namiestnik Austrii.

W latach 1939-40 zastępca Hansa Franka w GG. W okresie późniejszym 1940-45 Komisarz Rzeszy okupowanej Holandii. Był bezwzględnym realizatorem polityki terroru wobec ludności i eksploatacji gospodarczej kraju.

 

19. Albert Speer

Architekt...

Członek NSDAP od 1931. Zdobył ogromne zaufanie i poparcie Adolfa Hitlera dla projektów oficjalnych obiektów państwowych i masowych imprez propagandowych, co przesądziło o jego zdumiewającej karierze. W 1934 został "nadwornym architektem" Hitlera, a później kolejno: szefem Departamentu w Niemieckim Froncie Pracy, szefem działu ds. budownictwa inwestycyjnego w Sztabie Zastępcy Führera, od 1942 szefem Organizacji Todt [po śmierci jej twórcy dr Franza Todta]. W latach 1937-38 zaprojektował potężny gmach nowej Kancelarii Rzeszy [Reichskanzlei], zbudowany ogromnym nakładem sił i środków w rekordowo krótkim czasie.

Na placu budowy przez rok pracowało ponad 10.000 wysoko kwalifikowanych robotników i inżynierów. Obiekt oddano do użytku wiosną 1939.

Listopad 1942. Speer za sterami prototypu czołgu Tiger - VH 36.01 [H]

W 1943 Albert Speer został ministrem Uzbrojenia i Przemysłu Wojennego oraz generalnym pełnomocnikiem ds. uzbrojenia w Urzędzie Planu Czteroletniego. Dzięki wybitnym zdolnościom organizacyjnym przyczynił się do szybkiej rozbudowy niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. W końcu wojny rozważał możliwość dokonania zamachu na Hitlera, ale nigdy nie zdecydował się na to. Sprzeciwił się jednak wprowadzeniu w życie rozkazowi niszczenia wszystkich obiektów na opuszczanych przez Wehrmacht terenach wschodnich prowincji Rzeszy [tzw. "Neronbefehl"]. W maju 1945 został aresztowany przez żołnierzy brytyjskich we Flensburgu, stanął przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze oskarżony o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości [wykorzystywanie przymusowych robotników w przemyśle zbrojeniowym].

20. Konstantin von Neurath

Dyplomata...

1932-38 minister spraw zagranicznych Rzeszy. Przeciwny postanowieniom wersalskiego Traktatu Pokojowego, dążył do ponownego rozbioru Polski. Po dojściu A. Hitlera do władzy realizował jego politykę. W latach 1939-43 protektor Czech i Moraw. Współodpowiedzialny za zbrodnie wojenne popełnione przez hitlerowców w Czechosłowacji.

21. Hans Fritzsche

Propagandzista...
Hans Fritzsche, oskarżony o popełnienie przestępstw ujętych w akcie oskarżenia rozdziałami pierwszym [spisek, czyli wspólny plan], trzecim [zbrodnie wojenne] i czwartym [zbrodnie przeciwko ludzkości], w początkowym okresie wojny był szefem Wydziału Prasy Krajowej, a od 1942 r. dyrektorem Departamentu ds. Radia w kierowanym przez Josefa Goebbelsa Ministerstwie Propagandy. Jako szef Wydziału Prasy sprawował nadzór nad całą – obejmującą 2300 tytułów – niemiecką prasą codzienną. W swojej pracy podlegał on szefowi prasy niemieckiej, Dietrichowi i każdego dnia przekazywał otrzymane przez niego "codzienne uwagi szefa prasy niemieckiej".
Wielką popularność przyniosły Fritzschemu komentarze radiowe "Mówi Hans Fritzsche". Jego przemówienia, poświęcone międzynarodowej sytuacji wojenno – politycznej, przepełnione były duchem fanatycznej wierności dla Adolfa Hitlera i Narodowego Socjalizmu. Stale obecnym elementem był w nich antysemityzm. Fritzsche m.in. twierdził, że "Wojna została wywołana przez Żydów… a ich los stał się tak nieprzyjemny, jak führer przewidział".
O ile jednak Fritzsche robił wiele, by zachęcać naród niemiecki do popierania Adolfa Hitlera i niemieckich wysiłków wojennych, a nadto, rozpowszechniał niekiedy fałszywe informacje, to w wygłaszanych przez siebie komentarzach nie wzywał bezpośrednio do mordowania czy prześladowania Żydów, lub do popełniania jakichkolwiek zbrodni.

22. Martin Bormann [sądzony zaocznie]

Niemiecki polityk, członek partii nazistowskiej NSDAP, do której wstąpił 27 lutego 1927, po zwolnieniu z więzienia, gdzie odbywał krótki wyrok za udział w morderstwie politycznym. Rok później wezwano go do centrali NSDAP w Monachium, gdzie powierzono mu zarządzanie kasą zapomogową SA-manów, odnoszących rany w częstych bijatykach, jakie wywoływali. Tak sprawnie i przebiegle zarządzał powierzonymi mu finansami, że powiększył majątek biednej wówczas partii. To zwróciło na niego uwagę szefów. Jednakże o dalszej karierze zadecydowało małżeństwo z Gerdą Buch, fanatyczną wyznawczynią nazizmu, córką starego towarzysza partyjnego Hitlera - Waltera Bucha. Od 1933 był szefem sztabu Rudolfa Hessa, zastępcy Hitlera. W kwietniu 1943 objął stanowisko sekretarza Hitlera i mając bezpośredni dostęp do Führera odsunął na bok wszystkich innych starających się o łaski dyktatora i stał się jego cieniem. Kierując partyjną administracją decydował kto i kiedy będzie mógł zostać przyjęty przez Hitlera, uczestniczył we wszystkich naradach i nadawał kształt dyrektyw, zarządzeń i rozkazów decyzjom Hitlera: mordowania ludzi chorych psychicznie, wyniszczania Polaków, Żydów i innych narodowości.

Pozostał przy Führerze do końca: był świadkiem na jego ślubie z Ewą Braun, oraz wykonawcą testamentu. 1 maja 1945 wieczorem wymknął się z bunkra pod ogrodem kancelarii Rzeszy, wraz z kilkunastoma oficerami. Zamierzał przedrzeć się do lotniska Rechlin skąd towarzyszący mu generał Hans Baur, pilot Hitlera miał zabrać go samolotem do Plön.
Przez wiele lat dalszy los Bormanna otoczony był tajemnicą. Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze w 1946 sądził go zaocznie i skazał na karę śmierci. Później często pojawiały się relacje ludzi, którzy twierdzili, że widzieli go w państwach Ameryki Południowej. Znaleźli się nawet świadkowie, którzy utrzymywali, że widzieli go w Moskwie, co zdawało się potwierdzać zeznania Richarda Gehlena, szefa wywiadu Fremde Heere Ost, że Bormann był agentem radzieckim. Dopiero w 1972, przy okazji robót budowlanych w Berlinie znaleziono szkielet, który zidentyfikowano jako szkielet Martina Bormanna.

Ławy obrońców

Wyrok Międzynarodowego Trybunału Wojskowego:

Na karę śmierci skazano dwunastu oskarżonych:

 

Martin Bormann [sądzony zaocznie]

Hans Frank

Wilhelm Frick

Hermann Göring

Alfred Jodl

Ernst Kaltenbrunner

Wilhelm Keitel

Joachim von Ribbentrop

Alfred Rosenberg

Fritz Sauckel

Arthur Seyss-Inquart

Julius Streicher

 

Na dożywotnie więzienie skazano trzech:

 

Walther Funk - zwolniony w maju 1957 "ze względu na stan zdrowia".

Rudolf Hess - w 1987 popełnił samobójstwo w Spandau, miał 93 lata.

Erich Reader - zwolniony jesienią 1955 "ze względu na podeszły wiek" [82 lata].

 

Na długoletnie więzienie skazano czterech oskarżonych:

 

Karl Dönitz - 10 lat więzienia

Konstantin von Neurath - 15 lat więzienia

Baldur von Schirach - 20 lat więzienia

Albert Speer - 20 lat więzienia

 

Trzech oskarżonych uniewinniono:

 

Hans Fritzsche

Franz von Papen

Hjalmar Schacht

 

Ponadto za organizacje o charakterze przestępczym uznano: kierownictwo NSDAP, SS [za wyjątkiem SS-Reiterei], Gestapo i SD.

Finał...

Egzekucje na skazanych przeprowadzono w nocy z 15/16 X 1946. Rozpoczęły się o godz. 1:01 a zakończyły o 2:46. "Mistrzem ceremonii" był zawodowy kat amerykański Teksańczyk st. sierż. John C. Wood. Następnie ciała straconych przewieziono do krematorium na cmentarzu w Ostfriedhof - München [wg innej wersji na teren byłego obozu KL Dachau] i tam dokonano kremacji, po czym rozsypano nad jedną z niemieckich rzek - jak się późnej okazało wsypano je do Izery. W późniejszych latach, obrotny sierż. Wood, dorabiał do emerytury sprzedając "pamiątkowe kawałki stryczka", na którym rzekomo wieszał w Norymberdze.

Złośliwi twierdzą, że gdyby połączyć te fragmenty w całość, można by nimi kilka razy opasać kulę ziemską...

Jak widać Amerykanie "biznes" mają w genach, ale to już zupełnie inna historia :]