Wieczorem 31 lipca i rankiem 1 sierpnia 1944, przez ulice Warszawy ruszyło 6000 łączniczek i gońców. Do dowódców obwodów, zgrupowań i batalionów przenieśli zaszyfrowany rozkaz płk. "Montera", wyznaczający termin rozpoczęcia walk w stolicy: 1 sierpnia - godz. 17:00.

Około godz. 9°° 1 VIII 1944 [!] rozkaz ten dotarł do ppłk "Radosława", dowódcy Kedywu K-dy Gł. AK, sztabu brygady "Broda 53" i dowódcy baonu "Zośka". Według wcześniejszych założeń operacyjnych, warszawskie oddziały AK potrzebowały 12 godzin na przeprowadzenie pełnej mobilizacji. Nagła decyzja płk "Montera" pozbawiła dowódców możliwości sprawnego ściągnięcia broni i ludzi na punkty wyczekiwania. W Kedywie natychmiast uruchomiono sieć alarmową. O godz. 12:00 przy ul. Kruczej odbyła się odprawa sztabu Kedywu KG i dowódców oddziałów.

"V"

dnia 31 VII g. 19.00

Alarm do rąk własnych.

Nakazuję "W" dnia 1 VIII godz. 17.00. 

Adres m.p. Okręgu: 35 72 26 62 85 22 m. 20 czynny od godziny "W".

Otrzymanie rozkazu natychmiast kwitować!

(-) X

Plan Woli

1 VIII 1944 od godziny 16°° koncentracja zgrupowania odbywała się już w walce. Nastąpiły starcia pomiędzy Niemcami usiłującymi wejść na teren fabryki mebli "Szczerbiński i Kamler" przy Dzielnej 64-72, a oddziałem osłony KG AK - plutonem 1112. por. "Stolarza" z 1. dywizjonu 7. pułku ułanów lubelskich AK "Jeleń". Fabryka była m.p. Komendy Głównej AK. Do walki włączyły się stacjonujące w pobliżu oddziały niemieckie, co doprowadziło do trzygodzinnego oblężenia Komendy Głównej. Na pomoc ppłk. "Radosław" wysłał plutony z "Zośki", "Parasola" i "Miotły", które dopiero o 19:40 zniosły oblężenie.

Około 16:45 na ul. Mireckiego, przy fabryce "Telefunken", gdzie "Zośka" częścią sił obsadziła skrzyżowanie z Okopową, zjawiło się zaalarmowane Bereitschaft des überfallkommando - zmotoryzowane pogotowie policji ochronnej ["wanna z peryskopem"].

ul. Mireckiego:

zniszczone niemieckie samochody pod murem boiska "Skry" - vis a vis fabryki "Telefunken".

Po krótkiej walce policjanci zostali w większości wybici - tylko niewielka ich część zbiegła w kierunku pobliskich ruin getta. Podobnie ściągnięte przez Niemców na pl. Kercelego pogotowie policji, zostało rozbite przez idące na koncentrację oddziały "Czaty 49". Zbiegł tylko jeden samochód w kierunku Koła. Prawdopodobnie jego załoga zaalarmowała rozlokowane tam oddziały spadochronowo-pancernej dywizji "Hermann Göring". Na ul. Wroniej został ostrzelany oddział ppor. "Gałązki" z "Miotły" konwojujący transport amunicji.

O godz. 17°° oddziały "Radosława" przystąpiły do realizacji zadań wyznaczonych Kedywowi KG AK planem "Burza":

- baon "Zośka" zdobył zajmowaną przez SS szkołę św. Kingi przy ul. Okopowej 55a [tzw. "Twierdzę"], opanował fabrykę Pfeiffera i obsadził Cmentarz Żydowski,

"Twierdza" na Okopowej 55a.

Przed wojną była to:

Publiczna Szkoła Powszechna nr 196,

zamieniona następnie przez Niemców

na koszary.

- baon "Pięść" kompanią 993/W [późniejsza kompania "Zemsta"] obsadził bez walki Cmentarz Ewangelicki,

- baon "Parasol" rozlokował się na Cmentarzu Kalwińskim ryglując skrzyżowania Młynarskiej z Żytnią i Karolkową w pobliżu Domu Starców, w którym urządzono m.p. oddziału,

- baon "Miotła" po starciu z policją na pl. Kercelego obsadził wylot ul. Okopowej na ten plac,

- baon "Czata 49" rozwinął się na Lesznie ubezpieczając zgrupowanie od południa,

- plutony Kedywu Okręgu Warszawskiego AK z kompanii Kolegium A - [koncentracja nastąpiła w budynku Zollamt - ul. Inflancka 6] dowodzone przez ppor. "Stasinka", po krótkiej walce, ok. godz. 17:15 zdobyły wielkie magazyny mundurowe Waffen-SS, położone przy bocznicy kolejowej na ul. Stawki 4. Zdobyto znaczne ilości żywności [m.in. cukier, konserwy, mąkę, czekoladę], oporządzenia i umundurowania maskującego ["panterki", maskujące czapki polowe i pokrowce na hełmy]. Od następnego dnia całe zgrupowanie "Radosław" walczyć będzie jednolicie umundurowane w zdobyczne niemieckie bluzy maskujące "Tarnschlupfjacke". [uwaga: w/g Adama Borkiewicza w tym natarciu oddział ppor. "Stasinka" współdziałał z kompanią 993/W z baonu "Pięść". Nie znajduje to jednak potwierdzenia w dokumentach "Kedywu-Kolegium A", ani w relacjach jego żołnierzy. Ten atak miał być wspierany przez Dyon "1806" rtm. "Nowaka", który na miejsce dotarł dopiero późnym wieczorem - bez broni].

Po zdobyciu magazynów oddział "Kolegium A", po dwugodzinnej walce opanował zajmowaną przez Niemców szkołę [ul. Stawki 21 - Niska 20; Publiczne Szkoły Powszechne nr 153, nr 175]; zdobyto broń, amunicję oraz uwolniono ok. 100 więźniów żydowskich. Część niemieckiej załogi zdołała uciec ruinami getta w kierunku Pawiaka, z którego ostrzeliwano szkołę. W nocy 1/2.VIII.1944 zgrupowanie zajęło się umocnieniem zajętych pozycji, budową barykad, organizacją szpitali polowych i zacieśnianiem blokad wokół zajmowanych jeszcze przez Niemców obiektów. Z miasta nadal napływali ci, których wybuch Powstania zastał w innych dzielnicach.

1.VIII.1944 zgrupowania Obwodu III AK [Wola] sąsiadujące z Kedywem KG, praktycznie przed godziną "W" zostały zepchnięte do obrony. 2/3 tych jednostek nie otrzymało broni - w miejscach jej magazynowania pojawiły się niespodziewanie jednostki spadochronowo-pancernej dywizji "Hermann Göring", napływające do Warszawy z frontu włoskiego. Koncentracja w Obwodzie III osiągnęła zaledwie 40% stanów etatowych. Grupy, które o 17°° podjęły atak, zostały praktycznie zniesione przez niemiecką obronę i jednostki wkraczające do Warszawy z Ulrychowa. Pojmanych powstańców Niemcy rozstrzeliwali na miejscu.

Pod koniec pierwszego dnia ppłk "Radosław" meldował dowódcy Powstania płk. "Monterowi" - krypt. "Nurt".

"Nurt"

Na odcinek mój spłynął oddział w sile około 200 ludzi częściowo uzbrojonych pod dowództwem jakiegoś "Wilnianina". Na tak wysuniętym posterunku, gdzie na skutek takiego czy innego układu wydarzeń muszę ponosić odpowiedzialność za los tysięcy ludności cywilnej i żołnierzy, muszę być możliwie jak najdokładniej zorientowany w położeniu ogólnym.

                                                                                                                                                                                                     1/08/44  (-) "Radosław" ppłk

2.VIII.1944 niemieckie oddziały zaskoczone Powstaniem na Woli podjęły próby przebicia się przez wolskie arterie przelotowe w kierunku wschodnim. Na swojej drodze napotkały jedynie słaby opór resztek oddziałów III Obwodu kpt. "Hala". Tak więc zgrupowanie "Radosław", przewidziane do ochrony KG AK, wobec rozbicia wojsk III Obwodu, od pierwszych godzin Powstania znalazło się na pierwszej linii walk, biorąc na siebie cały ciężar głównego niemieckiego natarcia. W dniach od 2 do 4.VIII.1944 Kedyw ppłk. "Radosława" zaciekle bronił wolskich arterii, odpierając ataki przebijającej się na wschód spadochronowo-pancernej dywizji "Hermann Göring", a od 5 VIII do 11 VIII 1944 walczył z oddziałami Wehrmachtu, SS i policji Reinefartha, Dirlewangera i Schmidta, z powołanego do życia korpusu Ericha von dem Bacha.

2 VIII 1944 na Okopowej pluton osłony "Radosława" i żołnierze baonu "Zośka" zdobywają dwa czołgi Pz.Kpfw. V "Panther", na bazie których w "Zośce" utworzony zostaje samodzielny pluton pancerny "Wacek".

Tankowanie "zdobyczy":

ul. Okopowa przy ul. Wolność.

W dniu zdobycia czołgów dowódca Kedywu melduje płk. "Monterowi":

"Nurt"

Sytuacja na moim odcinku: na zachodzie wzmaga się napór npla. 

Na północy zjawiły się czołgi (odparte). Na wschodzie ciągła walka ogniowa. 

Sytuacja amunicyjna rozpaczliwa - dysponuję amunicją na pół godziny.

                                          2/08/44 g. 14.05 "Radosław" ppłk

4 VIII w Pałacu Blanka na pl. Teatralnym zginął pchor. "Krzyś" - Krzysztof Kamil Baczyński, żołnierz "Parasola", którego wybuch Powstania zastał na Starówce.

W ramach oczyszczania z nieprzyjaciela swojego zaplecza, w południe oddziały baonu "Miotła", wsparte zdobyczną "Panterą" ["Magda"] z plutonu por. "Wacka" wykonują natarcie na kompleks budynków położonych między ulicami: Zegarmistrzowską, Żelazną, Nowolipiem [Szpital św. Zofii] i Lesznem. Niemcy [silna grupa Schutzpolizei - ok. 250 ludzi] dysponujący przewagą ogniową nie dają się wyprzeć z zajmowanych budynków. Wobec braku współdziałania śródmiejskich oddziałów kpt. "Sosny", pod wieczór oddziały ppłk. "Radosława" wycofują się na stanowiska wyjściowe.

W tym czasie na przedmieściach Woli pojawiają się pierwsze odziały niemieckiej "odsieczy" - zmontowana na rozkaz Himmlera grupa policji poznańskiej pod dowództwem SS-Gruppenführera Reinefartha, która z pełnym impetem ruszyła rankiem 5 VIII 1944, wyrąbując sobie trasę ulicami: Wolską, Chłodną, Elektoralną w kierunku placów Saskiego i Bankowego, a dalej Krakowskim Przedmieściem do mostu Kierbedzia oraz al. Jerozolimskimi w kierunku mostu Poniatowskiego. Tego samego dnia Niemcy rozpoczęli rzeź mieszkańców Woli rozstrzeliwując w ciągu 48 godzin ok. 35 000 ludzi. "Radosław" dysponujący najsilniejszym powstańczym zgrupowaniem - 2300 stosunkowo dobrze uzbrojonych żołnierzy - stał się tarczą broniącą zachodnich dzielnic Warszawy. W zgrupowaniu Kedywu - w przeciwieństwie do innych oddziałów AK - duży procent stanowili ludzie od kilku lat działający w tzw. "pionie walki bieżącej". Żołnierze z "Zośki", "Brody", "Miotły" i "Parasola" przed wybuchem Powstania brali udział w wielu akcjach bojowych. Dziesiątki z nich ukończyły konspiracyjne szkoły podchorążych, byli więc stosunkowo dobrze przeszkoloną kadrą - bodaj najcenniejszym elementem z 45 000 żołnierzy warszawskiej AK. 

Walki 1. kompanii "Parasola" o Pałacyk i Młyn Michlera

Obrona arterii Wolskiej 5 VIII 1944 kosztowała zgrupowanie "Radosław" 20 poległych i ok. 40 rannych. Grupa Reinefartha nacierająca w rejonie ul. Dworskiej poniosła straty: 6 zabitych, 24 ciężko i 12 lekko rannych, a batalion Dirlewangera nacierający ul. Wolską za zdobycie 200 metrów ulicy zapłacił równie wysoką cenę: 34 zabitych, 18 ciężko i 15 lekko rannych. Łącznie straty niemieckie na Woli wyniosły pierwszego dnia szturmu 109 żołnierzy, z których jedynie 27 [lekko ranni] mogli powrócić do oddziałów i nadal walczyć.

Tego samego dnia ok. godz. 11:00 nastąpiło zdobycie obozu koncentracyjnego KL Warschau na ul. Gęsiej [tzw. "Gęsiówka"], z którego uwolniono 348 więzionych tam Żydów. Atak, przy wsparciu zdobycznej "Pantery", wykonały plutony "Alek" i "Felek" z 2. kompanii baonu "Zośka", osłaniane przez 3. kompanię ppor. "Giewonta".

5.VIII.1944 "Gęsiówka"

Kolejne dni to jednak przede wszystkim obrona: zespołu cmentarzy Kalwińskiego, Ewangelickiego i Żydowskiego, obrona Wolskiej ze słynnym z piosenki pałacykiem Michla, walki o Stawki z magazynami SS wielokrotnie przechodzącymi z rąk do rąk - było to jedyne połączenie ze Starym Miastem - oraz boje o utrzymanie rejonu Żytniej i Okopowej.

Wykrwawiając się w obronie Woli, "Radosław" dawał pozostałym dzielnicom Warszawy czas na przygotowanie się do nadchodzącego niemieckiego uderzenia. Przez te dni jego zgrupowanie poniosło straty tak wielkie, że niektóre oddziały praktycznie przestały istnieć. Łączono więc tych, którzy ocaleli i wcielano jako "półplutony" lub sekcje do trzymających się jeszcze jako tako oddziałów. 6 VIII ppłk. "Radosław" meldował  płk. "Monterowi":

"Nurt"
Npl kolejno paląc domy, wycina ludność Woli. Szczególnie ciężkie walki rozwinęły się 5 VIII 44r. pod wieczór z oddz. czołgów i piechoty nacierającej po osi Wolska - Leszno. Wieczorem kontratakując utrzymałem się na linii Młynarska - Żytnia - Nowolipki - Monopol - getto - szkoła Okopowa 55 A. Straty w walkach wczorajszych dochodzą do 20 zabitych i około 40 rannych. Odwody zużyte. Ludzie są, ale amunicji brak.

Stan oceniam jako rozpaczliwy. 6 dni walk pokrywam amunicją zdobytą, lecz niestety, za dużo nie mam gdzie zdobyć.
Oczyściłem wczoraj o godz. 16.00 ostatnie baraki i koszary SS na Gęsiej oraz nawiązałem kontakt z oddziałem AK na Bonifraterskiej. Dajcie tą drogą amunicję do kb i km. Mam skupione na tym odcinku tysiące uchodźców z Woli, którzy demoralizują postawą swoją żołnierzy. Brak zrzutów i amunicji wywołuje kolosalne rozgoryczenie. Bo i jak mam ludziom wytłumaczyć?
Szykuje się olbrzymia tragedia, tak jak historyczna rzeź Pragi. Robię, co mogę, by tę tragedię zmniejszyć przepycham ludzi przez Powązki - postaram się trochę na Stare Miasto, ale co zrobić z tą masą młodzieży bezbronnej?
Jeżeli możecie dać pomoc - to szybko, godzin zostało niewiele. Kijem nikogo nie obronię.
                                                6/08/44 g.5.00 "Radosław" ppłk

7 VIII 1944 płk. "Monter" powołuje do życia Grupę "Północ", której dowodzenie powierza swojemu zastępcy ppłk. "Wachnowskiemu". Grupa swoim zasięgiem obejmuje: oddziały walczące na Starówce, Muranowie, a także Kedyw KG na Woli, żoliborskie oddziały ppłk "Żywiciela" i partyzanckie zgrupowanie w Kampinosie ["Palmiry-Młociny"]. W tym czasie w sztabie ppłk "Radosława" zrodził się zamysł wyprowadzenia z Warszawy mocno już przetrzebionego w bojach zgrupowania. Ppłk "Radosław" chciał ocalić swych żołnierzy od niechybnej zagłady. W Komendzie Głównej argumentował, że jego dobrze wyszkoleni w dywersji ludzie, lepiej przysłużą się Powstaniu atakując z Puszczy Kampinoskiej niemieckie zaplecze i rozbijając linie zaopatrzenia. Jednak gen. "Bór" nie zgodził się na wyprowadzenie ze stolicy najsilniejszego zgrupowania i podporządkował je Grupie "Północ" - wiązało się z tym awansowanie ppłk "Wachnowskiego" do stopnia pełnego pułkownika - istniało bowiem uzasadnione przypuszczenie, że "Radosław" nie podporządkuje się oficerowi równemu stopniem. Jednak ppłk "Radosław" nadal trwał przy swoim zamiarze wyjścia z Warszawy. Jak później pokazała historia, zgrupowania partyzanckie: grupa "Kampinos" i pułk "Palmiry-Młociny", pomimo wielkiego patriotyzmu i oddania poszczególnych dowódców i żołnierzy, nie odegrały jednak większej roli w przebiegu Powstania Warszawskiego; działania swe koncentrując na walkach z tyłowymi jednostkami wroga, nie atakując przy tym ich ważnych linii zaopatrzeniowych.

8 VIII 1944 w "Czacie 49" ogłoszone zostało pogotowie marszowe. Dopiero osobista interwencja płk. "Wachnowskiego" i jego rozmowa z "Radosławem" powstrzymały wyjście tego baonu z miasta. Koncepcja wyrwania się do Kampinosu miała decydujący wpływ na przebieg walk toczonych przez Kedyw KG w ciągu następnych dni. Zgrupowanie twardo trzymało się na linii Stawek, Okopowej i w rejonie cmentarzy wyznaniowych - czyli w okolicy najdogodniejszych wyjść z miasta. Jednak stale rosnące straty i dotkliwy brak amunicji, przy ciągłych niemieckich atakach odrzucił Kedyw w kierunku wschodnim.

Tego samego dnia [8 VIII 1944] od wczesnych godzin rannych Niemcy wznawiają ataki na pozycje zgrupowania. Już o godz. 7:20 npl zaczął przenikać na cmentarze Kalwiński i Ewangelicki, gdzie d-ca Kedywu nakazał obronę "opartą na drobnych grupach bojowych, pracujących na zasadach zasadzki". W dwie godziny później, wzmacniając nacisk na linię cmentarzy od zachodu, Niemcy wykonali pierwsze silniejsze uderzenie od południa na linię ul. Żytniej, a następnie od zachodu na cmentarz Kalwiński, który opanowali po krótkiej, zaciętej walce.

O godz. 10:25 nieprzyjaciel ponowił natarcie na skrzydle południowym, wprowadzając do walki czołgi osłaniane przez ludność cywilną. Przy skrzyżowaniu ul. Żytniej z Karolkową jeden z tych czołgów został zniszczony wystrzałem z PIATA, po stronie polskiej weszły również do walki obie zdobyczne "Panthery" z plutonu pancernego "Wacek", które zmusiły Niemców do odwrotu. Jednakże jeden z powstańczych czołgów został poważnie uszkodzony i nie nadawał się już do dalszego użytku.

Przez kolejne dni Kedyw w ciężkich bojach usiłował utrzymać rejon cmentarzy wyznaniowych jednak wobec przeważających sił i środków, którymi rozporządzali Niemcy, został zmuszony do wycofania się na północny odcinek, utrzymując się w rejonie: cmentarz Żydowski - Spokojna - Okopowa - Stawki.

Po dniach wyczerpującej walki nadszedł pamiętny 11 VIII 1944...

Od świtu bataliony ppłk "Radosława" zostały przytłoczone nawałami ognia moździerzy i artylerii. O godzinie 4:00 została zepchnięta kompania ppor. "Witolda" [?] z barykady u zbiegu Ostroroga z Młynarską. Od godziny 5:15 silne natarcie od Powązek ogarnęło "Czatę 49" mjr. "Witolda", obsadzającą magazyny na Stawkach.
Około godziny 8-mej od ul. Młynarskiej i cmentarza katolickiego ruszyło potężne natarcie, obejmując cały odcinek "Brody" - a zwłaszcza batalionu "Zośka" od Gęsiej aż po Spokojną. Do dokonania wyłomów w murze cmentarza Niemcy użyli wtedy po raz pierwszy
"Goliathów".

11 VIII 1944 w Warszawie po raz pierwszy Niemcy wykorzystali lekkie nosiciele ładunków "Goliath".

Dwa "Goliathy" skierowane zostały od Piaskowej na róg Okopowej i Dzikiej. Jeden z nich unieruchomił por. "Mały" [Janusz Stolarski z "Czaty"], lecz 2 powstańców poległo, jeden został ranny. Zaatakowany został również obóz koncentracyjny "Gęsiówka" na Gęsiej od strony Dzielnej.
Ośrodkiem oporu była "Twierdza" - szkoła przy Okopowej nr 55A i fabryka Pfeiffera, powstrzymujące napór nieprzyjaciela, który po godzinnej walce na cmentarzu żydowskim zbliżył się na odległość szturmową.
W tym położeniu nastąpiło gwałtowne uderzenie batalionu piechoty niemieckiej, zgrupowanej na północ od cmentarza katolickiego z kilkoma działami szturmowymi - w kierunku na Stawki i plac Parysowski. Obsadzające magazyny oddział "Czata" i pluton baonu "Pięść" zostały odrzucone ku ul. Muranowskiej. Utrzymał się tylko oddział kpt. "Sawy" u zbiegu Okopowej i Dzikiej, pomimo, że ogień dział szturmowych zburzył domy, gdzie były stanowiska. Utrzymały się także oddziały ppłk "Leśnika" na Muranowie, na który poszło uderzenie od magazynów na Stawkach na odcinek kpt. "Wilnianina" przy ul. Pokornej. Niemiecką piechotę wspierało działko, ciągnione w pierwszej linii. Jednocześnie zaatakowany został mocno odcinek kompanii por. "Jaronia" na północnej krawędzi Muranowa. Niemcy zepchnęli placówkę z Urzędu Celnego i zajęli zabudowania przed głównym punktem oporu w dużej hali fabrycznej przy ulicy Żoliborskiej. Por. Jaroń został ranny, ale pozostał, kierując obroną wspomnianej hali.
Tymczasem ppłk "Radosław" zaalarmował natychmiast stojący w fabrykach Pfeiffera i Temmlera przy Okopowej batalion "Miotła" kpt. "Niebory", liczący około 250 żołnierzy i osobiście poprowadził przeciwnatarcie wsparte ogniem działowym
pozostałego czołgu "Panther" ["Magda"] z plutonu pancernego por. "Wacka". Impet tego ciosu, uderzającego z kolei w bok nacierających od Stawek na plac Parysowski Niemców, wyrwał im z rąk zwycięstwo.

Ewakuacja rannych w baonie "Pięść"

Pluton "Niedźwiedzi" wysunięty poprzednio na drugą stronę ul. Dzikiej, wstrzymał postępy wroga ogniem z wysokiego domu. Ulicą Stawki posuwał się czołg polski. Kompania por. "Olszyny" oraz pluton ppor. "Marsa" i por. "Torpedy" (Kazimierz Jackowski) zrzuciwszy plecaki wykonały biegiem pod dowództwem kpt. Niebory manewr ulicą Niską a następnie przez usypiska gruzów getta - ku ulicy Stawki. Zawracając frontem ku północy uderzyły na pl. Parysowski i na bramę magazynów na Stawkach. Tam nastąpiło starcie z bliska. W morderczym ogniu broni samoczynnej poległ "Niebora", ciężko ranny został ppłk "Radosław", poległ por. "Olszyna", [któremu pocisk działa urwał nogi] i około 20 szeregowych, lecz plutony poderwane przez sierżantów "Gołębiowskiego" i "Łatę" szturmowały dalej. Zaciekła walka wśród rumowisk trwała około 15 minut, po czym "Niemcy uciekli w popłochu" ścigani przez powstańców. Pluton por. "Torpedy", spieszący z pomocą plutonom por. "Olszyny" odcinał wrogowi drogę zawróciwszy od Dzikiej ulicą Szczęśliwą ku pl. Parysowskiemu. Magazyny na Stawkach zostały odzyskane o godzinie 10:30. Batalion "Miotła" poniósł jednak straty wynoszące prawie połowę stanu liczebnego: około 60 powstańców poległo, w tym 5 oficerów, tyluż było rannych. W przeciwnatarciu tym, wzięły udział także odwód ppłk "Leśnika" z kompanią kpt. "Wilniainina", a od pl. Muranowskiego - oddziały batalionu "Chrobry I" - kompania ppor. "Lisa", uderzając od Nalewek, zdobyła przy ładowni kolejowej obok magazynów wspomniane poprzednio działko przeciwpancerne z amunicją, które uprowadziła na plac Krasińskich. W trakcie tej walki por. "Jaroń" uderzeniem na lewe skrzydło nieprzyjaciela odrzucił go na północ od Urzędu Celnego. Kompanie ppłk Leśnika straciły tego dnia około 60 zabitych i rannych.
Zdobyto sporo broni, w tym ciężki karabin maszynowy, działko ppanc., lecz ostatni czołg polski został uszkodzony. Dowództwo zgrupowania objął szef sztabu Kedywu KG
mjr dypl. "Bolek", który w południe obsadził rejon magazynów na Stawkach oddziałem "Czata" mjr "Witolda"; uszczuplone plutony "Miotły" zajęły stanowiska na pl. Parysowskim wzdłuż Dzikiej po Okopową, łącząc tam do oddziałów "Brody", które utrzymały swe pozycje.
O godzinie 13:40 napór nieprzyjaciela na ostrzeliwaną silnie Okopową zwiększył się, zwłaszcza od Mireckiego i cmentarza ewangelickiego, jak również od cmentarza katolickiego na ulicę Spokojną, gdzie Niemcy doszli do muru cmentarza. Zniszczono ogniem 2 czołgi [działa pancerne] niemieckie. Wkrótce nadszedł rozkaz płk "Wachnowskiego" do odwrotu na Stawki. Po ewakuacji samochodami sprzętu i rannych ze szkoły Okopowa nr 55A, batalion "Zośka" o godzinie 16:00 wycofał się pod tęgim ogniem nieprzyjaciela, pod osłoną skutecznego ognia ostatniego, unieruchomionego już czołgu i plutonów
kpt. "Sawy" na rogu Okopowej i Dzikiej - na linię ulic Lubeckiego-Parysowska w ruinach getta. Pluton "Felek", odcięty na Spokojnej, przy odwrocie przez ogrody przy ulicy Kolskiej był dziesiątkowany ogniem z cmentarza; poległ jego dowódca pchor. "Kuba" (Konrad Okolski) i kilkunastu żołnierzy. Lewe skrzydło obchodziło ulicami Glinianą, Kampinoską, Sochaczewską przez ruiny getta na Stawki. Po śmierci kpt. "Niebory" atakiem dowodził osobiście ppłk "Radosław", jednak po chwili i on otrzymał postrzały nóg, ramion i głowy. Ciężko rannego pułkownika żołnierze wynieśli ruinami getta w stronę Starówki. Po południu magazyny były ponownie w polskich rękach - obsadziła je "Czata 49". Zdziesiątkowany baon "Miotła" obsadził pl. Parysowski.
Skrwawione zgrupowanie zajęło Marymont, nawiązując kontakt ze staromiejskim
zgrupowaniem "Leśnik" trzymającym rejon Remizy Tramwajowej na Muranowie przy ul. Sierakowskiej nr 8.
Około godz. 15:30 kpt. "Jan" zameldował mjr. "Bolkowi" o "niemożności trwania w szkole, tym bardziej, że nieprzyjaciel zaczął przenikać pod mury". W tej sytuacji mjr. "Bolek" około godz. 16:00 nakazał wycofanie oddziałów "Brody" z linii ul. Okopowej i obsadzenie linii pl. Parysowski-Lubeckiego w ruinach getta. Grupa z "Zośki" [plutony "Alek" i "Felek"] obsadzająca nadal "Twierdzę" i szkołę na ul. Spokojnej usiłowała przebić się w stronę ruin getta. W czasie odwrotu na ulicy Kolskiej przy fabryce Cygana zginął "Kuba", dowódca plutonu "Felek". [Pięciu żołnierzy i trzy sanitariuszki przedrze się nocą przez pozycje niemieckie i po kolejnych pięciu nerwowych dniach wszyscy dotrą do kampinoskiego zgrupowania mjr. "Okonia". Po krótkim odpoczynku razem z grupą mjr. "Okonia" pójdą na Żoliborz, wezmą udział w natarciu na Dworzec Gdański 22 VIII, dwa dni później kanałami dotrą na Starówkę].
Stopniowo pod silnym ogniem wycofały się z Dzikiej plutony "Miotły", odchodząc przez Muranów do odwodu na Długą.
O godzinie 17:30 oddziały "Brody" zostały zgrupowane w szkole na Stawkach; magazyny obsadził batalion "Czata" pod dowództwem mjr "Witolda" w łączności z oddziałami ppłk "Leśnika" na Inflanckiej. Dowództwo grupy "Radosław" przeniosło się na ulicę Muranowską.
Stawki stały się teraz wysuniętym bastionem obrony Starego Miasta w myśl zamierzeń płk "Wachnowskiego". Lecz położenie zmieniło się o tyle, że siły nacierającego nieprzyjaciela przesunęły się od Powązek w stronę Dworca Gdańskiego, na skrzydło zgrupowania "Radosław", które dysponowało już tylko trzema osłabionymi przez ciężkie straty i wyczerpanymi w walce oddziałami.

Walki na Woli kosztowały Kedyw KG stratę ok. 70 % stanów wyjściowych. Rozpoczynała się epopeja staromiejska...

Plan

Na Starówce komendę nad oddziałami ppłk. "Radosława" obejmuje początkowo szef sztabu Kedywu mjr. dypl. "Bolek", którego zmienia ppłk. "Paweł", mianowany przez dowódcę Grupy "Północ" dowódcą odcinka północno-zachodniego. Ciężko ranny "Radosław" krótko przebywa w szpitalu Jana Bożego, który obsadzają jego oddziały, później żołnierze przenoszą go do kamienicy Tyszkiewiczów na Krzywe Koło.

Ruiny szpitala Jana Bożego

Oddziały Kedywu zajmują północno-zachodnie i zachodnie odcinki obrony: "Broda 53" z częścią "Zośki" i "Czata 49", do której wcielono resztki "Miotły", ponownie zajmują Stawki, w sąsiedztwie, na ul. Muranowskiej z barykadą u zbiegu Sierakowskiej z Przebieg rozwinął się baon "Pięść". 12 i 13 VIII trwają zażarte boje o utrzymanie magazynów SS na Stawkach.

12 VIII do "Zośki" wcielone zostają resztki kompanii Kedywu "Kolegium A" ppor. "Śnicy". W tym czasie magazyny na Stawkach kilkakrotnie przechodzą z rąk do rąk. 13 VIII, w niedzielę, Niemcy przystąpili do koncentrycznego natarcia na Starówkę z kilku kierunków równocześnie - ich atak wykonany z pl. Zamkowego na pozycje kompanii "Anna" z baonu "Gustaw" zakończył się słynną eksplozją czołgu.

Tego dna dowództwo nad całością sił niemieckich w Warszawie objął SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach. Od tego momentu niemieckie działania tracą już znamiona improwizacji. Po natarciach płk. Schmidta 14 VIII 1944 ostatecznie utracono Stawki. Kedyw został zepchnięty między Nalewki i Bonifraterską, do "Czaty 49" włączono resztki baonu "Pięść".

"Broda 53" kontrnatarciem odrzuca Niemców z zajętego przez nich Muranowa, skąd wyparli zgrupowanie "Leśnik". W natarciu tym, na ul. Przebieg ginie ppor. "Florian", zastępca d-cy kompanii "Rudy". Pod wieczór wyczerpane oddziały "Brody 53" przesunięte zostały do rejonu Bonifraterska-Konwiktorska, gdzie obsadziły północno-zachodnią linię obrony staromiejskiej. Baon "Zośka" zajął warsztaty "Fiata" na Sapieżyńskiej i szpital Jana Bożego przy Bonifraterskiej.

"Parasol" w Pałacu Krasińskich 17-18.VIII.1944

Baon "Parasol" wyłączony ze składu zgrupowania i stanowiący teraz odwód d-cy Grupy "Północ" walczy w rejonie Pałacu Krasińskich. 15-16 VIII bierze udział w odpieraniu ataków na Pałac Mostowskich przy ul. Przejazd - ważnej pozycji w zachodniej linii obrony. 18 VIII z ogrodu Krasińskich przeprowadza natarcie trzema plutonami, które spychają Niemców o 150 m w głąb ich pozycji.

W nocy z 16/17 VIII "Zośka" i "Czata 49" kolejny raz szturmują Stawki - tym razem chodzi o połączenie się z oddziałami z Żoliborza. Zgrupowanie ponosi ciężkie straty i zostaje odrzucone na pozycje wyjściowe. W natarciu poległ zastępca dowódcy "Zośki" por. "Piotr Pomian". 17 VIII "Czata 49" opuszcza Muranów i przechodzi za ul. Bonifraterską na wypoczynek.

Ponowna próba połączenia z Żoliborzem miała miejsce 22 VIII. Przez boisko "Polonii" w kierunku Dworca Gdańskiego zaatakowały kompanie "Czaty 49" i "Zośki". Atak miał polegać na zsynchronizowanych, równoczesnych uderzeniach ze Starówki i z Żoliborza. Żoliborskie oddziały ppłk. "Żywiciela" wzmocnione kampinoską grupą mjr. "Okonia" nie osiągnęły w wyznaczonym czasie pozycji wyjściowych. Ich atak załamał się w ogniu prowadzonym z Fortu Traugutta oraz bunkrów przy torach wokół Dworca Gdańskiego. Do walki włączył się również 75. szkolny pociąg pancerny. Oddziały ppłk "Żywiciela" wycofały się ponosząc duże straty w zabitych i rannych. Również Starówka uderzyła z opóźnieniem i bez wsparcia z północy. Ponosząc duże straty oddziały spłynęły pod silnym ogniem na pozycje wyjściowe.

Na boisko "Polonii" po odpartym ataku wjechał niemiecki czołg, który gąsienicami zmiażdżył pozostawionych na murawie rannych...

Staromiejski mundur powstańca:

hełm Luftschutz - "gladiator"

"panterka" Tarnschlupfjacke "Sumpftarnmuster"

opaska [powinna być na prawym rękawie]

pas główny + niemieckie szelki szturmowe +

parciane ładownice do MP-38/40

spodnie: przedwojenne polskie bryczesy

buty: niemieckie "saperki"

pistolet maszynowy "Sten" Mk II kal. 9 mm

 

W następnych dniach trwała obrona na linii Bonifraterska-Konwiktorska. 26 VIII grupa oficerów ze zgrupowania udaje się do dowódcy Grupy "Północ" z żądaniem zdjęcia z dowodzenia ppłk. "Pawła". Oficerowie posuwają się nawet do groźby rozstrzelania "Pawła" z jego sztabem. W ich opinii jest on dowódcą bez inicjatywy, której brak powiększa straty krwawe Kedywu.

Płk. "Wachnowski" zgadza się na ponowne objęcie zgrupowania przez ppłk "Radosława", który następnego dnia - 27 VIII - powraca ze szpitala.

Po utracie szpitala Jana Bożego walki przenoszą się na teren zakładów "Fiata". W tym czasie w wyniku ataku bombowego wykonanego przez eskadrę Ju-87 "Stuka", oddziały "Radosława" tracą wielu żołnierzy: 28 VIII na Franciszkańskiej nr 12 bomba zabija ponad dwudziestu ludzi z kompanii "Maciek" i "Rudy", 30 VIII na Zakroczymskiej nr 7 pod gruzami giną resztki 3. kompanii por. "Giewonta" wraz z dowódcą, na ul. Mławskiej nr 3/5 ginie kilkudziesięciu ludzi z "Czaty 49", w Pałacu Krasińskich gruzy zasypują kwaterujących tam ludzi z "Parasola". Jest to więc kolejny "powstańczy paradoks": odziały odpoczywające na kwaterach często ponosiły większe straty od oddziałów walczących "na linii".

Franciszkańska 12  

dom ten i sąsiednie przy ul. Mławskiej zostały zburzone w nalocie Stukasów 28.VIII.1944. Pod gruzami zginęło kilkudziesięciu żołnierzy, m.in. z batalionu "Czata-49" i nieomal cały pluton "Sad" z batalionu "Zośka". Wśród zasypanych był fotograf zgrupowania "Radosław", którego aparat odkopano w czasie ekshumacji w 1945. Z filmu uratowano kilka zdjęć, m.in. znane dwa zdjęcia z inspekcji gen. "Bora" na kwaterze zgrupowania "Radosław" przy ul. Okopowej na Woli. Są to bodajże jedyne zdjęcia gen. "Bora" zrobione przed kapitulacją Powstania Warszawskiego.

Z chwilą zdobycia przez Niemców północnej reduty staromiejskiej - PWPW przy Sanguszki -  walki przybierają na sile. Kocioł staromiejski kurczy się z każdym dniem. Szacuje się, że w ostatnich dniach obrony Starego Miasta na jednym km znajdowało się ok. 100.000 ludzi. Brakowało żywności, środków opatrunkowych, lekarstw i amunicji. Zaczynało brakować nawet miejsca na pochówek poległych... Straty w wyniku nalotów były większe od tych, które ponosiły oddziały w linii... 

W tej sytuacji sztab Grupy "Północ" w porozumieniu z Komendą Okręgu, opracowuje plan przebicia oddziałów staromiejskich do Śródmieścia. 

Podobnie jak w przypadku wcześniejszej próby połączenia Starówki z Żoliborzem, plan zakładał równoczesne uderzenie oddziałów staromiejskich i śródmiejskich, osobiście dozorowanych przez płk. "Montera". W natarciu biorą udział wszystkie oddziały staromiejskie, na barykadach pozostawiając jedynie czujki mające pozorować dalszą obronę. 

31 VIII o godz. 1°° "Czata 49" i Oddział Specjalny "Juliusz" [d-ca ppor. "Ira" Mirosław Wesołowski] - baon "Gustaw" zgrupowanie "Sosna", [łącznie ok. 120 ludzi] wykonują desant kanałowy na pl. Bankowy. Ich zadaniem było uderzenie na Niemców "od wewnątrz". W tym czasie z Banku Polskiego na Bielańskiej miało ruszyć natarcie "Brody 53", jednak ze względu na opóźnienie zajęcia pozycji wyjściowych przez oddziały kpt. "Trzaski", początek szturmu zostaje przełożony. Wbrew rozpoznaniu plac Bankowy nie był wolny od Niemców: biwakowali wprost na jezdni i gdy z włazów na powierzchnię poczęli wychodzić żołnierze "Czaty 49" pod dowództwem kpt. "Motyla", Niemcy otworzyli gwałtowny ogień. Na plac zdołało wyjść 10 ludzi od por. "Torpedy", kilku z drużyny ppor. "Cedro" i z drużyny "Jędrasów". Zginęli prawie wszyscy, którzy wyszli z kanału - m.in. ppor. "Cedro". Reszta zawróciła w kanale i po krótkiej naradzie oficerskiej ruszyła w kierunku Śródmieścia. Tymczasem na powierzchni, główne natarcie z Bielańskiej ruszyło dopiero kilkanaście minut przed godziną czwartą - gdy zaczynało już świtać. 

Bank Polski na Bielańskiej - ostatnie dni sierpnia. 

 

Z ruin Banku Polskiego atak rozpoczęła "Broda 53", na jej lewym skrzydle atakowały oddziały kpt. "Trzaski", dowódcy harcerskiego baonu "Wigry", prawe skrzydło stanowiła grupa mjr. "Sosny" na czas przebicia wzmocniona "Parasolem", próbującym opanować skrzyżowanie Długiej i Bielańskiej przy Arsenale. Oddziały nacierające na Bielańskiej z miejsca dostały się pod silny ogień broni maszynowej i granatników. W pierwszych chwilach szturmu zginął wraz ze swoim pocztem, dowodzący całością natarcia mjr. "Jan", d-ca "Brody 53". 

"Parasolowi" nie udało się przeskoczyć pokrytej ogniem Bielańskiej - podobnie rzecz się miała z nacierającymi na lewym skrzydle oddziałami kpt. "Trzaski". 

Tylko jedna grupa przeszła do Śródmieścia górą: kompania "Rudy" z baonu "Zośka", dowodzona przez "Andrzeja Morro". Było ich około siedemdziesięciu: 35 z kompanii "Rudy", ok. 25 z "Kolegium A" oraz kilkunastu z oddziału kpt. "Trzaski". Grupie tej zapleczem Bielańskiej udało się dotrzeć do wypalonych domów przy Senatorskiej, którą przeskoczyła na wysokości kościoła św. Antoniego. Podczas skoku postrzał w nasadę nosa otrzymał "Morro".

Po rannym dowodzenie całością objął por. "Jerzy". Następnie ludzie z "Rudego" i "Kolegium A" opanowali piwnice domu przy ul. Alberta I króla Belgów. Podczas ich pośpiesznego zajmowania omyłkowo jedna z czujek zastrzeliła spóźnionego żołnierza Kedywu "Kolegium A"...

Dawna ul. Niecała przed wojną przemianowana na ul. Alberta I króla Belgów.

W głębi widoczna świątynia Sybilli w Ogrodzie Saskim - tędy przeszła kompania "Rudy". 

Piwnice, w których kompania spędziła cały dzień, kilka razy zostały obrzucone granatami przez niemieckie patrole. Wieczorem kompania zrzuciwszy powstańcze opaski ruszyła w kierunku pobliskiego Ogrodu Saskiego. Grupa prowadzona przez nienagannie mówiących po niemiecku "Witolda" i "Drogosława" przedostała się przez Ogród Saski, w którym znajdowało się wiele oddziałów niemieckich. Powstańcy odziani w SS-mańskie "panterki" udając niemiecką kompanię idącą z Pałacu Brühla dotarli do siatki ogrodzenia. Po minięciu niemieckich stanowisk, na sygnał "Jerzego" grupa wykonała skok w kierunku ruin Giełdy - za Królewską znajdowała się polska barykada. Niemcy zbyt późno zorientowali się w tym, że właśnie przez ich pozycje przeszedł pododdział AK. Otworzyli chaotyczny ogień. Strzelać zaczęła również obsada polskiej barykady sądząc, że właśnie rozpoczął się kolejny niemiecki szturm... Mimo rozpętanego ogniowego piekła - fortel powiódł się. Ogółem do Śródmieścia dotarło 63 powstańców. Łączne straty "Brody", baonu "Zośka" i Kedywu "Śnicy" w czasie całego przebicia to ok. 30 poległych. Natomiast straty grupy, której udało się dotrzeć do Śródmieścia przez Ogród Saski są dziś trudne do ustalenia - relacje uczestników bywają często ze sobą sprzeczne. Wiadomo o jednym poległym z 3. kompanii "Giewonta" oraz o kilku z kompanii "Rudy" i z plutonu "Kolegium A".

Lecz gdy powstańcy z "Zośki" tkwili jeszcze przyczajeni w spalonych piwnicach Pałacu Błękitnego przy Ogrodzie Saskim, toczyły się nadal rozpaczliwe walki obronne na Starówce. Po południu ppłk. "Radosław" meldował płk. "Wachnowskiemu":

O godz. 15.00 Niemcy opanowali ul. Kościelną. Drużyna zamykająca ten kierunek cofnęła się na Nowe Miasto. Panie Pułkowniku, ja przestaję w ogóle rozumieć, skąd wziąć ludzi na zatykanie dziur. Przecież cały mój efektyw pozostał po tamtej stronie ("Broda”, ”Czata”). To, co wygrzebałem, to są resztki oddziałów przesłaniających wczoraj oderwanie się + 2 drużyny lekko rannych i chorych + drużyna zebrana z oddziałów bezpańskich. Ja swego wojska w dosłownym znaczeniu prawie nie mam. Łatam, co mogę. Wyciągam każdy pistolet i granat, ale ludzi już nie widzę.


Radosław ppłk.

Reszta obrońców Starówki przeszła się do Śródmieścia kanałami następnego dnia. 

2.IX.1944 Niemcy po długim bombardowaniu i ostrzale artyleryjskim wkroczyli na opuszczone przez oddziały AK Stare Miasto. Swoją furię wyładowali na pozostawionych w piwnicznych szpitalach ciężko rannych. Rozpoczęło się mordowanie jeńców i ludności cywilnej. 

Krótki pobyt w Śródmieściu zgrupowanie wykorzystało na odpoczynek i reorganizację wyniszczonych na Woli i Starówce oddziałów: w "Zośce" resztki 1. kompanii "Maciek" i 3. kompanii "Giewonta" zostały wcielone do 2. kompanii "Rudy" pod dowództwem "Andrzeja Morro". Stan baonu wynosił teraz około... 75 ludzi zdolnych do dalszej walki. Dowódcą zdziesiątkowanej brygady "Broda 53", na miejsce poległego kpt. "Jana", mianowany został dowódca "Zośki" kpt. "Jerzy".

Śródmieście - rejon ul. Wareckiej.

Żołnierze "Miotły" po wyjściu z kanałów.

Rozkazem "Radosława" do "Brody 53" włączono resztki "Parasola" pod dowództwem por. "Jeremiego". "Czata 49" wchłonęła resztki baonów "Miotła" i "Pięść". W Śródmieściu do zgrupowania dołączyli żołnierze, którym 1 VIII nie udało się dotrzeć na miejsce koncentracji.

W nocy z 4/5 IX 1944 zgrupowanie w sile ok. 400 żołnierzy ulicą Książęcą przeszło na Górny Czerniaków. Ppłk "Radosław" od kpt. "Kryski" przejął dowodzenie dzielnicą. W Śródmieściu Płd. [rejon pl. Trzech Krzyży] pozostała drużyna ppor. "Torpedy" z baonu "Miotła".

"Parasolarze" po wyjściu z kanału na ul. Wareckiej [Śródmieście-Północ].

Od lewej stoją:

- ranna łączniczka [?] NN,

- "Kama" Maria Stypułkowska-Chojecka,

- ranny "Krzych" Krzysztof Palester, poległ we wrześniu 1944 na Czerniakowie.

Krzysztof Palester w czasie obrony Warszawy we wrześniu 1939 został odznaczony osobiście przez gen. dyw. Juliusza Rómmla Krzyżem Walecznych. Późniejszy "Krzych" miał wtedy 16 lat!

Krótki pobyt "radosławowców" przy barykadzie w al. Jerozolimskich wspomina Elżbieta Ostrowska "Ela" ["W Alejach spacerują tygrysy"], komendantka Okręgowej Składnicy Meldunkowej "S":
...pułkownik Radosław
w płaszczu narzuconym na mundur, w bandażach, siedział obok centrali telefonicznej. "Czarna Hanka", przejęta, łączyła go z pułkownikiem "Sławborem". Wydawał się surowy, nieprzystępny. Nas - tych ze Śródmieścia - jakby wcale nie dostrzegał. Jego chłopcy w panterkach kręcili się. wszędzie, łazili po podwórzu, zaglądali w każdy kąt, wymieniali głośno krytyczne uwagi na temat umocnień i osłon rowu łącznikowego. Uśmiechali się pobłażliwie, słuchając wyjaśnień o ostrzale, pod jakim wznoszono tę barykadę, o jej niszczeniu, o uporczywej odbudowie.

Budzili podziw. Bohaterowie ze Starego Miasta, komuż się z nimi równać.

Plan

7 IX 1944 Niemcy opanowują Powiśle. Teraz ich główny nacisk skierowany jest na Czerniaków. Prawobrzeżną Pragę zajmowały dywizje 1. AWP gen. Berlinga i Niemcom chodziło o odepchnięcie powstańców od linii Wisły - aby uniemożliwić założenie przyczółków w lewobrzeżnej Warszawie. Po raz kolejny zgrupowanie Kedywu KG znalazło się w ogniu najcięższych zmagań. Niczym już nie przypominało tego, które 1 VIII 1944 podjęło walkę na dalekiej Woli. Z 2300 żołnierzy, którymi wtedy dowodził "Radosław", teraz zdolnych do dalszej walki było około 300-400 ludzi, z czego większość stanowili kontuzjowani i lżej ranni, którzy nie chcieli odejść z oddziałów. Ciężko rannych pozostawiono w śródmiejskich szpitalach polowych.

Od 5 IX 1944 baon "Czata 49" bierze udział w walkach o budynek Ambasady Francuskiej i gmach YMCA, następnie schodzi na Czerniaków, pozostawiając w Szpitalu św. Łazarza przy Książęcej pluton "Jędrasów" oraz na pl. Trzech Krzyży pluton "Torpedy" z "Miotły". Książęca jest jedynym połączeniem między Śródmieściem Południe a Czerniakowem.

Do 12 IX "Czata 49" broniła budynku szpitala - osłaniającego wykop przy ul. Książęcej, oraz trzymała pozycje na ul. Rozbrat od ul. Górnośląskiej do ul. Szarej.

13 IX Niemcy zdobywają Szpital św. Łazarza - tym samym jedyne połączenie ze Śródmieściem zostało przerwane.

ul. Ludna. po lewej Gazownia, w głębi budynek PKO

Kolejne uderzenia niemieckie wychodzą ze Szpitala św. Łazarza i Gazowni [Dirlewanger] oraz z terenów Sejmu [Rohr]. Pada broniony przez "Zośkę" dom przy Książęcej 1, a następnie gmach ZUS. 14 IX po tygodniu ciężkich walk, oddziały ppłk. "Radosława" i kpt. "Kryski" zajmują teren ograniczony ulicami: Czerniakowską, Okrąg, Ludną, Solcem i Zagórną.

Zniszczony gmach przy ul. Okrąg 2

tej kamienicy broniły oddziały z "Zośki" i "Parasola"

Niemcy atakując 14 i 15 IX za wszelką cenę chcieli odrzucić powstańców od Wisły. Po utracie Pragi próbowali zorganizować na czerniakowskim brzegu obronę, która uniemożliwiłaby utworzenie przyczółka przez oddziały 1. Armii Wojska Polskiego. W tym czasie ciężkie walki w rejonie Okrąg, Ludnej i Solca dziesiątkują obsadzające ten teren plutony "Parasola". 14 IX oddział ten traci dwóch kolejnych dowódców: "Jeremiego" i "Lutego". 

W nocy 14/15 IX 1944 na powstańczy brzeg dociera pierwszy patrol żołnierzy gen. Berlinga. Naprzeciw lądującym "berlingowcom" wybiega z biało-czerwoną flagą "Andrzej Morro" - chce wskazać zdezorientowanym żołnierzom powstańcze pozycje. Po chwili ginie - prawdopodobnie trafiony omyłkowo przez któregoś z członków desantu, którzy odzianego w niemiecką "panterkę" dowódcę "Zośki" wzięli za Niemca [jest to jedynie hipoteza, którą równie trudno potwierdzić jak i zupełnie odrzucić]. Z powracającym na praski brzeg Wisły patrolem, ppłk "Radosław" wysyła swego oficera łącznikowego mjr. "Kmitę", który w sztabie "berlingowców" przedstawia tragiczną sytuację powstańców.

Patrol w Porcie Czerniakowskim

15 IX 1944 dowódca Śródmieścia-Południe ppłk "Sławbor", w celu nawiązania łączności z odciętym Czerniakowem, wysyła do ppłk. "Radosława" łączniczkę "Renę" [NN]. Po trzygodzinnej wędrówce kanałami łączniczka dotarła do d-cy Kedywu. Jeszcze tego samego dnia około 23:00 weszła do kanałów i powróciła do Śródmieścia niosąc dramatyczny meldunek:

D-ca odcinka Śródmieście Płd.

Od 14 IX przerwane połączenie z Mokotowem. Od "Daniela" otrzymałem w sumie 1500 sztuk amunicji. Kropla w morzu na natężenie walki, jakie tutaj mam. Oddziały czerniakowskie w 75% prysnęły jak bańka mydlana - banda nie wojsko. U mnie wybici prawie wszyscy oficerowie - straty za ostatnie 3 dni wynoszą około 100 zabitych i 300 rannych. Ratuję się ostatnie 2 dni wypadami nocnymi, które dały w rezultacie kilka km, około 20 jeńców - ale to wszystko nie ratuje sytuacji - żołnierz zmęczony - odcięty, bez pomocy - traci ducha - mam przeciętnie 10 naboi na kb, 20 na pm, 50-100 na rkm, co daje możność trzymania się do rana - rano nastąpi tragedia - i finita la comedia.

Wszyscy wielcy pomocnicy od tzw. produkcji pouciekali, ludność wywiesza białe flagi. Dziś w nocy wysłałem patrol bojowy na stronę sowiecką żądając ognia art. na Sejm, stadion, Frascati oraz przysłania broni i amunicji. Do tej pory odpowiedzi nie mam. Z dywizji Kościuszki patrol bojowy w sile 5 ludzi nawiązał ze mną kontakt, pytając o położenie - wysłałem 15 IX o godz. 22 ten sam patrol plus oficer sztabowy - z żądaniem broni, amunicji oraz lądowania na moim brzegu przynajmniej baonu.

Wzięci jeńcy zeznali, że należą do baonu Wehrmachtu sprowadzonego z Niemiec. Nacisk jest szalony, zwłaszcza wczoraj i dziś. Wytrzymanie dnia dzisiejszego można określić jako cud - mam wszystkiego około 150 ludzi zmęczonych, częściowo zagazowanych, ale jeszcze mogących się bić, gdyby widzieli jakieś szanse.

Pozostawienie nas na pastwę losu - bez amunicji, bez łączności - poderwało w dużym stopniu ducha, zresztą kolosalne straty mego zgrupowania musiały zrobić swoje. Czerniaków podobny jest już do Starówki - palą Niemcy, palę i ja, żeby się przesłonić i zyskać 3-4 godziny i taka zabawa wlecze się 3 dni; teraz jest kres - tylko szybkie uderzenie albo otworzenie drogi do Śródmieścia lub pomoc z Pragi mogą uratować sytuację.

Niemcy powbijali się klinami głębokimi i starają się odciąć mnie zupełnie od Wisły, z drugiej strony naciskają od zachodu. Dziś miałem na jednym odcinku 8 natarć, każde wsparte przynajmniej 4 do 5 czołgami i huraganowym ogniem granatników - lotnictwo, Bogu dzięki, słabsze.

W tej chwili grozi mi dalsze przecięcie odcinka i otoczenie resztek (3 do 4 drużyn) moich sił i mojego m.p.

Prawdopodobnie zdecyduję o godz. 2 opuścić Okrąg 2, gdzie jest moje m.p. i wyjdę ruinami między Wilanowską a Zagórną i w ruinach tych będę czekał zmiłowania Bożego albo kolejnego wybijania przez czołgi resztek ludzi. Zostać nie mogę tutaj, gdyż jest to ostatni szpital i (...nieczytelny tekst...) ludności cywilnej, która już histeryzuje, więc musiałbym do niej strzelać - zresztą Niemcy szybko zapalą mi budynki i z pułapki się nie wydostanę - takie jest położenie faktyczne - o ile noc nie przyniesie zmiany, niedobitki jutro będą do szukania gdzieś na wybrzeżu Wisły między Wilanowską a Zagórną. 

Kończąc życzę wszystkim moim przełożonym, żeby nie znaleźli się w podobnym położeniu, takim jak ja - no a poza tym liczę, jak zawsze, przede wszystkim na to co mam w garści, a że już nie mam prawie nic, to i liczenie niewiele pomoże. Do jutra wszyscy nie zginą - jakiś żywy świadek tej tragedii się uratuje.

Żołnierskie pozdrowienia dla Pana i wszystkich moich znajomych.

(-)"Radosław" ppłk.

Następnej nocy przeprawiła się część I baonu [d-ca por. Sergiusz Kononkow] 9. pułku piechoty 3. Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta [d-ca płk Stanisław Zajkowski]. Łącznie ląduje ok. 420 ludzi. Zmasowany ogień, którym Niemcy pokryli Wisłę, uniemożliwia dalszy desant. Niemcy ze zdwojoną siłą napierają na pozycje powstańcze, wzmocnione teraz żołnierzami 1. AWP. Do akcji po stronie niemieckiej wchodzą ciągle nowe jednostki. Atakują czołgi, lotnictwo, artyleria. Walki toczą się o każdy dom, o każde podwórko. Najsilniej bronione pozycje atakowane są "Goliatami". W nocy z 16/17 IX 1944 przeprawił się III baon 9. pp dowodzony przez kpt. Olechnowicza, razem z szefem sztabu tego pułku mjr. Stanisławem Łatyszonkiem, który objął dowództwo nad całością przeprawionych sił. 

18 IX 1944 wykrwawiony baon "Zośka" opuszcza zniszczony przez "Goliathy" dom przy Okrąg 2. Przez kolejne 6 dni trwa odwrót "Zośki" w kierunku Wisły wzdłuż ulicy Wilanowskiej. Przez dni Niemcom udaje się zdobyć około 500 metrów terenu... Wszyscy zdolni do walki powstańcy i żołnierze 1. AWP przez dobę bronią się w ostatniej reducie czerniakowskiej: domu przy Wilanowskiej nr 1. 

Wilanowska 1

ostatnia czerniakowska reduta żołnierzy "Radosława"

19 IX 1944 ppłk "Radosław" oceniając, że dalsza pomoc ze wschodu nie nadejdzie [nie nastąpiła uzgodniona ewakuacja rannych], wydał rozkaz odwrotu zgrupowania z Czerniakowa kanałami na Mokotów. Niestety rozkaz nie dotarł do części rozproszonych, odciętych i związanych walką grup powstańczych. Z ppłk. "Radosławem" do kanałów schodzi ok. 200 żołnierzy - w tym część ze zgrupowania "Kryska". 22 IX 1944 resztki baonu "Zośka" opuszczają zniszczony dom przy Wilanowskiej 1 i przedzierają się w kierunku Wisły, aby przeprawić się na własną rękę. Dowódca "Brody 53", kpt. "Jerzy" wraz z mjr. Łatyszonkiem wobec braku obiecanej pomocy postanawiają wyprowadzić resztki wojska do Śródmieścia. W nocy "zośkowcy" i żołnierze Berlinga formują ubezpieczoną kaemami kolumnę [ok. 80 osób - w tym również ranni i cywile pod opieką "Ojca Pawła"]. Ruszają niemieckim okopem, w którym odkrywają niemiecką czujkę: wywiązuje się ostra walka. Ginie "Słoń" - ostatni dowódca plutonu "Felek", stanowiący przednią szpicę. Berlingowcy i powstańcy pod ostrzałem wycofują się w ruiny, kpt. "Jerzy" i jego łączniczka "Wika" oraz: "Halicz", "Blond" [prawdopodobnie żołnierz od "Kryski"] i NN sierżant z armii Berlinga ruszają do przodu - przez pozycje niemieckie, po różnych perypetiach nad ranem docierają do śródmiejskich pozycji powstańczych - jako jedyni...

W tym czasie paru żołnierzy "Zośki" wpław przepływa Wisłę. Reszta, w tym ranni, oczekuje w ruinach nadejścia Niemców. 23 IX 1944 od rana oddziały Waffen-SS zajmują nie broniony już przez nikogo ostatni skrawek Czerniakowa. Rozpoczyna się kolejny akt bestialstwa. Żołdacy brygady Dirlewangera mordują żołnierzy AK, berlingowców i ludność cywilną. SS-mani przy składach "Społem" wieszają kilkudziesięciu żołnierzy zgrupowania AK "Kryska", a także ich kapelana - księdza "Rudego". Ten sam los spotyka wzięte do niewoli łączniczki i sanitariuszki z "Zośki" i "Parasola" - zostają powieszone na terenie Fabryki Farb, na wystającej ze ściany stalowej belce. Rannych, wydobytych z piwnicznych nor, Niemcy oblewają benzyną i podpalają.

Solec 39

Tylko nielicznych ewakuują do dzielnicy niemieckiej - m.in. ciężko rannego "Jeremiego", d-cę "Parasola" niosą na noszach jego żona i kilku lżej rannych "parasolarzy". Dochodzą do gmachu Gestapo w al. Szucha - tego samego Gestapo, z którym w okresie okupacji walczył "Parasol" pod komendą "Pługa" i "Jeremiego". Tu ślad po tym ostatnim się urywa: od 23 IX 1944 "Jeremi" jest oficjalnie uznawany za zaginionego...

Zdjęcie lotnicze Górnego Czerniakowa wykonane przez RAF w sierpniu 1944. Widoczne wraki statków wycieczkowych - m.in. słynna "Bajka". Górny lewy róg zdjęcia wypełniają kłęby dymów płonących domów pomiędzy ul. Rozbrat i Czerniakowską.

Do ostatnich godzin żołnierze ppłk. "Radosława" i kpt. "Kryski" utrzymywali w swoich rękach linię brzegową Wisły, jednak 1. Armia Ludowego Wojska Polskiego szturm na Warszawę odłożyła na... 4 miesiące. Zaprzepaszczono szansę założenia silnych przyczółków, wykonując jedynie działania pozorujące pomoc gasnącemu powstaniu. Wkrótce z dowodzenia 1. Armii zdjęto gen. Zygmunta Berlinga, którego na tym stanowisku, w grudniu 1944 zastąpił sowiecki generał Siergiej Fiodorowicz Grochow, występujący w LWP jako "Stanisław Popławski".

Tak zakończył się bój o Czerniaków.

Solec 51 - wiosna 1945.

20 IX 1944 zdziesiątkowane, wyczerpane fizycznie i psychicznie resztki zgrupowania "Radosław" docierają kanałami na Mokotów. Grupa, do której dołączyli żołnierze czerniakowskiego zgrupowania "Kryska" liczy teraz ok. 200 ludzi. Stan "Parasola" 20 IX wynosi 33 żołnierzy... Podobnie wygląda sytuacja w "Czacie 49". Po czterech dniach odpoczynku i reorganizacji resztki "Czaty 49" i "Parasola" biorą udział w walkach o Królikarnię przy Puławskiej. 24 IX Niemcy przystępują do ostatecznego ataku na Mokotów. Front nad Wisłą - ku ich zadowoleniu - zamiera. Mogą teraz skierować większe siły do rozprawienia się z gasnącym powstaniem. XXXXVI Panzerkorps [pisownia używana w armii niemieckiej] wraz z czterema batalionami z grupy bojowej gen. Rohra i batalionem pionierów ze spad-panc. dywizji "Hermann Göring" nacierają od południa i wschodu, później także z zachodu.

Północną część Mokotowa pokryto silnym ogniem artyleryjskim. "Parasol" bierze udział w obronie Królikarni i barykad na Kazimierzowskiej, Bałuckiego i Szustra. Na Mokotowie ginie 2 żołnierzy z tego baonu, padają kolejni polegli w  "Czacie". Słabo uzbrojone oddziały mokotowskie nie mogły stawić dłuższego oporu. Ci sami ludzie, którzy cztery dni wcześniej nie dawali wiary opowiadaniom zmęczonych "radosławowców", traktując ich nawet jako "siewców defetyzmu", teraz, gdy pierwszy raz ich dzielnica znalazła się w potężnym ogniu niemieckim, nie są w stanie obronić swoich pozycji. W tej sytuacji ppłk "Radosław" nie widząc możliwości wzięcia udziału w dalszych walkach i chcąc ocalić przed wyniszczeniem resztki swoich ludzi, podjął 26 IX decyzję o ewakuacji zgrupowania kanałami do Śródmieścia. Żołnierze "Parasola" i "Czaty" osłaniali ostatni mokotowski właz przy ul. Bałuckiego. Mokotów skapitulował nazajutrz - 27 IX 1944. Kanały pochłonęły kolejne, ostatnie już powstańcze ofiary zgrupowania "Radosław".

Wspomina Elżbieta Ostrowska "Ela", ["W Alejach spacerują tygrysy"], komendantka Okręgowej Składnicy Meldunkowej "S":
Marnie przedstawia się położenie Mokotowa w ocenie jego dowódcy [ppłk. "Karol" Józef Rokicki].
- Zamierzam jednak bronić się do ostatka - podkreśla. - Tak proszę zameldować. Duch w wojsku i wśród ludności na ogół dobry, choć żołnierze "Radosława", którzy zdołali się wyewakuować z Czerniakowa, wnoszą nastroje defetyzmu.
- Jak to?... jak to, panie pułkowniku? - zdawało się, że nie dość dokładnie zrozumiałam poruszoną kwestię.
- Powiedziałem: wnoszą nastroje defetyzmu. Oddziały "Radosława", proszę pani - powtórzył z naciskiem.
- Panie pułkowniku, my... nam... - nie mogłam znaleźć odpowiednich określeń - nikomu nie wolno mówić w ten sposób o żołnierzach "Radosława". Oni bili się na Woli. przeszli przez Starówkę, na Czerniakowie też wymłócili ich nie gorzej. Nikt z nas nie ma prawa...
- Każdy przeszedł swoje. I pani, i ja, i wszyscy w tym mieście - przerwał z szorstką niecierpliwością. - Więcej przeszli, to i więcej można od nich wymagać.
"Może jednak jest granica wytrzymałości? może jest?" - kręciło mi się w głowie.

Jan Dobraczyński ["Gra w wybijanego", Warszawa 1962, ss. 128-130], tak pisał o żołnierzach "Radosława" na Mokotowie:
Cynicznie i głośno mówili o czekającej Mokotów masakrze. Podziwiałem ich, a przecież musiałem meldować dowództwu, że straceńcza postawa "radosławowców" podważa morale ludności, a ma także wpływ na żołnierzy.
Dodajmy, że Jan Dobraczyński ("Eugeniusz") był wówczas szefem Biura Informacji i Propagandy V Obwodu AK. Przytaczając również tę wypowiedź Lesław Bartelski ("Mokotów 1944", Warszawa 1972, ss. 510-511) pisze:
Ppłk "Karol" natychmiast drogą radiową powiadomił gen. "Montera", że "Radosław" dziś o godz. 0.00 z powodu wyczerpania ludzi, braku żywności i amunicji rozpoczął ewakuację do mnie. Jednocześnie komendant V Obwodu nakazał dowódcy zgrupowania zorganizowanie z przybyłych chłopców dwóch kompanii. Poza żołnierzami "Radosława" przeszło na Mokotów także kilkudziesięciu powstańców ze zgrupowania mjra Zygmunta Netzera, "Kryski". Niegdyś wyborowe oddziały Kedywu, porządnie potrzaskane, mając za sobą krwawe walka na Woli, Starym Mieście i przyczółku, minimalnie wzmocniły siły Mokotowa, natomiast opowieści żołnierzy jak i ich stosunek do szans Powstania musiały zaniepokoić dowództwo.
Z tych paru zdań i ówczesnych oraz współczesnych ocen można uświadomić sobie, ile niesłusznych odczuć było konsekwencją różnic zachodzących w natężeniu walk, różnic w rozmiarach zniszczeń i przeżyć, ile nieporozumień i braku konsekwencji kryje się dziś w historiografii.
Bowiem to, co bipowcom wydawało się cynizmem, było prawdziwą i rzetelną odpowiedzią na pytanie ciekawej ludności: jak jest gdzie indziej? A więc w Śródmieściu pytała ona o wydarzenia na Woli i na Starówce, na Czerniakowie interesowała się przebiegiem walk na Woli, Starówce i Śródmieściu, podobnie było więc i na Mokotowie. Żołnierz liniowy w czasie walk jest nośnikiem propagandy, a odpowiedzi udziela rzetelnych, czego dowiodły najbliższe dni.
Po ataku Niemców Górny Mokotów bronił się bowiem tylko cztery dni...
Dalej, jeżeli "radosławowcy" przyszli na Mokotów z powodu wyczerpania ludzi i braku amunicji, to nie było po co czynić z nich wtedy kompanii liniowych ani oceniać dziś, że nie wnieśli do obrony Mokotowa tego wkładu co na Woli czy Starym Mieście. Dalej trzeba by się zdecydować, czy mieli wzmacniać obronę Mokotowa, czy też była to grupa rannych wycofująca się z pola walki (A. Borkiewicz, s. 623, podaje - co dotyczy w pewnym stopniu żołnierzy zgrupowania mjra "Kryski" - że tylko połowa była rannych). Rzecz jasna, że niegdyś wyborowe oddziały Kedywu nadal by nimi pozostały, gdyby w ogóle istniały...

Po dotarciu do Śródmieścia zgrupowanie zajęło kwatery przy Kruczej, Wilczej, Hożej i w al. Ujazdowskich. 

2 X 1944 w sztabie von dem Bacha podpisana zostaje kapitulacja Warszawskiego Korpusu Armii Krajowej. Swoim żołnierzom ppłk "Radosław" zostawia wolny wybór - znając niemieckie zbrodnie na jeńcach, dowódca zgrupowania jako jedyny nie nakazuje swemu wojsku poddania się. Nie ufa gwarancjom morderców...

Część żołnierzy "Radosława" idzie do niewoli ["Zośka", "Parasol", "Czata 49"], część wychodzi z ludnością cywilną i wkrótce wraca w szeregi konspiracji [np. pluton "Torpeda" z "Miotły" - w styczniu 1945 ocalił od wysadzenia w powietrze Zakłady Mechaniczne "Ursus"].

Szlak bojowy zgrupowania "Radosław" okupiony zostaje krwawą daniną - straty poległych sięgają ok. 70% żołnierzy, większość z tych, którzy przeżyli - jest ranna, wielu już do końca życia pozostanie inwalidami...

3.X.1944 ppłk. "Radosław" w towarzystwie ppłk. "Tura" i łączniczki kpt. "Irmy", odprowadzany przez adiutanta por. "Klarę", o godz. 19:00 opuścił gruzy stolicy - idąc w nieznane. Dla żołnierzy nie godzących się na niewolę ustalono adresy kontaktowe w Częstochowie.

Dnia 4.X.1944 na dziedzińcu kamienicy przy ul. Hożej 11 [mieszkanie poległego mjr. "Jana"] stanęła na zbiórce cała "Broda 53", licząca 122 ludzi z baonów "Zośka" i "Parasol". Kpt. "Jerzy" odczytał ostatni pożegnalny rozkaz płk. "Radosława":

Żołnierze zgrupowania "Radosław"!

Dwumiesięczne walki o wyzwolenie Narodu weszły w końcową fazę. Bez żadnej pomocy, sami wobec przytłaczającej przewagi technicznej wroga wytrwaliśmy na najcięższych posterunkach: - Wola - Stare Miasto - Czerniaków - to szlak bohaterskich waszych zmagań, na którym wskrzesiliście najpiękniejsze tradycje żołnierza-Powstańca.

W toku dwumiesięcznych walk nie byliśmy ani razu rozbici, odchodziliście zawsze na rozkaz, po wyczerpaniu ostatnich naboi. Szlak nasz znaczony setkami mogił towarzyszy broni - stał się sławnym w dziejach Powstania sierpniowego i dumny jestem, że dowodziłem najdzielniejszą grupą Powstańców.

Zmienne losów koleje zmuszają nas, na wyższy rozkaz, zaprzestania chwilowo walki - lecz przyjdzie czas, gdy znów karni i w zwartym szeregu staniemy do pracy ku chwale Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Żegnając się z wami w tej najcięższej chwili nie sposób nie wyliczyć tych bohaterów, którzy życiem swoim ofiarnym tworzyli historię bojową naszej grupy. Wśród wielu dzielnych złotymi zgłoskami zapisały się nazwiska śp. mjr. "Jana", d-cy "Brody", śp. kpt. "Niebory", d-cy "Miotły", kpt. "Bryla", por. "Morro", por. "Tatara", adiutanta d-cy i tylu innych.

Również podkreślić muszę nad wyraz ofiarną i bohaterską pracę kobiet w naszych szeregach, które w najcięższych warunkach bojowych świeciły nam przykładem zapału, wytrwałości i poświęcenia. dziękuję wszystkim d-com oddziałów i szeregowym za ich ofiarny trud, a w szczególności d-cy "Brody" kpt. "Jerzemu" oraz całemu baonowi harcerskiemu, mjr "Witoldowii" i żołnierzom "Czaty", por. "Jeremiemu" oraz żołnierzom "Parasola", por. "Szczęsnemu" oraz żołnierzom "Miotły", kpt. "Irmie" i zespołowi łączniczek bojowych, w sztabie mojemu z-cy płk. "Turowi", za rzetelną żołnierską współpracę, adiutantowi "Klarze" i wszystkim oficerom, których wspólnym wysiłkiem tworzyliśmy historię grupy.

Żołnierze! Byłem zawsze z wami na pierwszej linii. Dziś los nas rozdziela, lecz w sercu moim zostaniecie najbliższą i najdroższą rodziną. Jestem głęboko przekonany, że mimo tragicznych okoliczności świta nam już jutrzenka wolności, więc w górę serca, gdyż przyszłość należy do nas.

Niech żyje Najjaśniejsza Rzeczypospolita!

Niech żyje Prezydent Rzeczypospolitej!

i Naczelny Wódz Armii Polskiej!

W-wa 3.X.44

(-) Radosław ppłk.