Wspomnienia sapera Wehrmachtu z walk w Warszawie >>>

Powstanie Warszawskie

Protokół przesłuchania niemieckiego jeńca wojennego Unteroffiziera Willy Fieldlera, dokonanego w Niemczech w dniach 29-30 listopada 1945 przez członków polskiej Grupy Łącznikowej dla Spraw Zbrodni Wojennych przy Brytyjskiej Armii Renu.

Zeznanie dotyczy masowych egzekucji na terenie Miejskich Zakładów Opałowych przy ul. Okopowej 59 i położonej naprzeciw garbarni "Pfeiffer i S-ka" przy ul. Okopowej 58/72.

 

 

Szkic nakreślony przez Willy Fieldlera zawiera kilka błędów, wynikających z jego nieznajomości topografii Warszawy, dlatego pod jego zeznaniem umieściłem zdjęcie lotnicze opisywanych terenów.

ZEZNANIE:

 

Służyłem w 5. kompanii w 102. batalionie transportowym "Turkiestan" [Bataillon-Nachschub-Turkiestan] od 1942 roku do października 1944 roku. Znajdowałem się z moją kompanią w Polsce, w Modlinie, od końca sierpnia do września 1944 roku. W tym czasie był codziennie posyłany samochodem z Modlina do Warszawy oddział roboczy [Arbeitskommando], składający się z sierżanta [Feldwebel] Bruno Webera, mnie, Obergefreitra Duchecka i około 70-80 Turkiestańczyków dla wykonania pracy w garbarni "Pfeiffer i S-ka".

Dla lepszego objaśnienia moich dalszych zeznań poprzedzam je opisem terenu i położenia garbarni. Dołączam plan do moich zeznań i w dalszym ciągu będę się nań powoływać.

Naszym zadaniem było opróżnienie kadzi garbarskich [oznaczonych jako "a"] w garbarni Pfeiffera i Ski [oznaczonej jako "I"], a następnie odtransportowanie skóry z garbarni na dworzec towarowy. Podczas naszej trzy- czy czterotygodniowej pracy w tej garbarni sam widziałem, jak Polacy, osoby cywilne - mężczyźni, kobiety i dzieci, byli codziennie wprowadzani przez bramę wejściową "f" na teren garbarni [oznaczony jako "I"] i umieszczani za drutami kolczastymi na terenie "c", położonym tuż przy terenie garbarni. Te osoby cywilne były przyprowadzane stale w ciągu całego dnia. Zaraz widziałem, że te same osoby były znów wyprowadzane z terenu "c" za drutem kolczastym przez bramę "f" i już więcej nie powracały. Ten fakt pierwszego dnia mojej pracy nie zainteresował mnie, ponieważ mówiono, że te osoby cywilne były sprowadzane na przesłuchanie, a następnie je zwalniano. Opowiadania te przyjmowałem za prawdziwe, ponieważ na terenie garbarni w budynku "d" znajdowało się SS. Podczas drugiego dnia mojej pracy wyprowadzono przed południem znów 10 osób cywilnych z terenu "c" za drutem kolczastym do bramy "f". Za tymi ludźmi poszedł z ciekawości pracujący ze mną podoficer turkiestański [nazwiska nie znam] i gdy zauważył, że zaprowadzono ich na teren składów drzewa "II", położony mniej więcej naprzeciwko garbarni, to usiłował się tam dostać wraz z prowadzonymi ludźmi, ale nie wpuszczono go. Mając pewne podejrzenia, starał się on znaleźć sposobność by zobaczyć, co się dzieje z tymi ludźmi. Znalazł w parkanie z desek dziurę, między deskami "h", patrzył przez nią i zaobserwował, jak polscy cywile musieli tam układać stosy, a następnie zostali rozstrzelani i spaleni.

O tym fakcie podoficer powiedział mi natychmiast. Nie chciałem wierzyć i pragnąłem przekonać się o tym osobiście. Tego samego dnia po południu, gdy znów wyprowadzono dalszych cywilów z ogrodzenia z drutu kolczastego, poszedłem razem z podoficerem za tymi ludźmi i usiłowałem wejść wraz z nimi na teren składów drzewa "II", położony po drugiej stronie. Polscy cywile zostali wpuszczeni, nas jednak odprawiono z uwagą: "Wojsko [Wehrmacht] nie ma tu nic do roboty". Poszliśmy więc do drewnianego parkanu w miejscu, gdzie znajdowała się szpara "h" i sam widziałem, jak wprowadzeni cywile bądź sami na rozkaz, bądź popychani siłą, szamocąc się, układali się na przygotowane stosy i zostali następnie rozstrzelani przez SS-mana z pistoletu maszynowego, a później, kiedy stos był pełen rozstrzelanych, widziałem jak stosy ze zwłokami oblewano płynem łatwopalnym i palono.

Nie mogłem tego pojąć i dlatego postanowiłem - dla dokładniejszego przekonania się, jak się naprawdę cała sprawa przedstawia - wejść razem z Polakami przy najbliższej sposobności na ten teren. Następnego dnia zdecydowałem się przyłączyć niepostrzeżenie do nowej grupy nieszczęśliwych cywilów i w ten sposób przeszedłem przez bramę "g" na teren składów drzewa "II".

Na podwórzu ujrzałem stłoczonych około 150-200 polskich cywilów - mężczyzn, dzieci, kobiety z dziećmi przy piersi. Z jedną partią tych cywilów przedostałem się znów niepostrzeżenie, poprzez poprzeczny budynek "k" przez wejście "m", na plac ze stosami, ukryłem się za nimi i widziałem przebieg mordu z najbliższej odległości.

Gdy egzekucja była w pełnym toku, wyszedłem po chwili ze swego ukrycia i stojąc tuż przy stosie - w oddaleniu około trzech metrów - przyjrzałem się dokładnie całej akcji. Gdy zostałem zauważony przez wartownika, powiedziano mi, że "nie powinienem się temu przyglądać, w przeciwnym razie mogę mieć duże nieprzyjemności".

Wtedy widziałem, jak wpędzano siłą polskich cywilów z podwórza przez poprzeczny budynek "m" partiami po 10 osób, kładziono ich na stosach twarzą w dół, niektórych nawet wleczono za włosy i następnie SS-man rozstrzeliwał ich strzałami w kark. Zabitych nie odciągano i następna partia ofiar musiała wchodzić na zwłoki lub była na nie wciągana, a następnie również rozstrzeliwana. I tak działo się dalej, dopóki cały stos nie został zapełniony i wszyscy przyprowadzeni Polacy nie zostali rozstrzelani. Widziałem około 9-10 warstw trupów ułożonych na stosie. Kobiety z dziećmi przy piersi były rozstrzeliwane razem z innymi.

Wprowadzani na teren garbarni ludzie pochodzili z różnych części miasta Warszawy i byli przyprowadzani przez SS i zwykłą policję. Na moje pytanie, skierowane do kilku policjantów, otrzymałem odpowiedź, że ludzie ci mają być przesłuchani na terenie ogrodzonym drutem kolczastym. Widziałem ich tam. Siedzieli pod gołym niebem, stłoczeni jak bydło, nie otrzymywali żadnego pożywienia, pozostawali tam niekiedy przez całą noc i byli wypędzani - czasem już po kilku godzinach, a czasem dopiero następnego dnia - na plac składów drzewa. Musieli przy tym zabierać ze sobą wszystkie pakunki.

Rozmawiałem z Polakami na terenie garbarni "I" lub przy ogrodzeniu z drutu kolczastego. Sądzili, że będą zwolnieni lub wzięci na przesłuchanie. Stwierdziłem przy tej sposobności, że nie chodziło tu o Żydów, to byli Polacy wyznania chrześcijańskiego. Wiem także z pewnością, że ludzie ci nie byli tam przesłuchiwani ani sądzeni. Polaków, których przeprowadzano z terenu za drutem kolczastym na plac składów drzewa eskortowali zawsze ci sami SS-mani.

Polakom przyprowadzanym na teren składów drzewa, odbierano na podwórzu [między punktem "g" i "m"] wszystkie pakunki. Wiem, że SS-mani prowadzili na szeroką skalę handel zrabowanymi w ten sposób pakunkami i różnego rodzaju kosztownościami oraz biżuterią.

Aż do chwili przejścia przez "m" i poprzecznego budynku "k" nie wiedzieli ci biedni ludzie, co ich czeka. W momencie, gdy wchodzili na plac ze stosami "i", orientowali się, że zostaną rozstrzelani. Egzekucja była wykonywana przez tych samych pięciu SS-manów, którzy eskortowali Polaków z terenu za drutem kolczastym. Na terenie składów drzewa "II" trzej pilnowali Polaków na podwórzu, jeden z nich wprowadzał ich partiami przez budynek poprzeczny "k" na plac ze stosami "i". Na tym placu stał czwarty SS-man na stosie i rozstrzeliwał układanych Polaków. Piąty SS-man wlókł ludzi na stosy.

Według mego zdania, tych pięciu SS-manów mordowało przeciętnie w ciągu dnia około 200 Polaków, tak że w czasie mojej pracy w garbarni zostało zamordowanych w tym miejscu około pięciu tysięcy Polaków.

Było jednak wiadomo, że w Warszawie znajdowało się więcej tego rodzaju miejsc egzekucji. Takiemu mordowaniu Polaków na tym miejscu przyglądałem się osobiście cztery razy. Spalanie zwłok na stosach widziałem i czułem każdego dnia. Nie wiem kto sprawował dowództwo przy egzekucji. Nazwiska SS-manów nie są mi również znane. Nie odważyłem się wejść w kontakt z SS-manami, ponieważ sam mogłem narazić się na niebezpieczeństwo. Meldowałem o tym, co widziałem Feldweblowi Weberowi i kapitanowi Kleberowi, dowódcy mojej kompanii. Obaj byli także na placu ze stosami i przyglądali się temu. Powiedziałem do kapitana Klebera, że wstydzę się nosić mundur niemiecki, na co kapitan odpowiedział, że nie rozumie kto wydaje rozkazy dokonywania tych mordów.

szkic do wizji lokalnej sporządzony 6 XI 1945

Dodaję, że teren za drutem kolczastym "c" podlegał SS-manom, którzy mieszkali w budynku [oznaczonym jako "d"], tuż obok. Było tam około 25 - 30 SS-manów.

Nie znam nazwiska żadnego z tych SS-manów. Należeli do grupy bojowej Reinefartha. Wiem o tym od jednego SS-mana, który mi to mówił.