"Zaremba"

"Piorun"

Zgrupowanie rotmistrza "Zaremby" [Romualda Radziwiłłowicza] powstało 2 sierpnia 1944 roku. Od 8 sierpnia dowództwo zgrupowania miało swoją siedzibę przy ul. Poznańskiej 12.

Po utracie ręki w dniu 28 sierpnia, rtm.  Radziwiłłowicz przekazał dowodzenie zgrupowaniem kpt. cichociemnemu "Piorunowi" - Franciszkowi Malikowi.

 

Zgrupowanie powstało z sił wchodzących w skład kompanii osłonowej sztabu VII Obwodu Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej "Obroża" oraz sił podporządkowanych rtm. Romualdowi Radziwiłłowiczowi "Zarembie", który 2 sierpnia 1944 objął dowództwo.

Zgrupowanie zostało uformowane na terenie Warszawy Śródmieście-Południe i wchodziło w skład sił III Rejonu, dowodzonego przez mjr. Władysława Brzezińskiego "Ratusza", w Obwodzie I Śródmieście, dowodzonym przez ppłk Edwarda Pfeiffera "Radwana".

rtm. "Zaremba"

Romuald Radziwiłłowicz

Zgrupowanie, rozrastając się stopniowo, przeformowało się w batalion, który pod koniec sierpnia przyjął nazwę "Piorun", od pseudonimu nowego d-cy. Terenem działania zgrupowania, a następnie batalionu, była zachodnia część Śródmieścia-Południe, w granicach ulic: Emilii Plater, Wspólnej, Poznańskiej, św. Barbary, Żulińskiego, Nowogrodzkiej, Marszałkowskiej, Wilczej i Hożej.

Już pierwszego dnia do zgrupowania dołączyła grupa żołnierzy Bazy Lotniczej "Łużyce" na czele z dowódcą kompanii kpt. inż. Jerzym Marcinkowskim "Jurem" oraz liczni pojedynczy żołnierze różnych jednostek organizacyjnych, którzy nie dotarli do swoich miejsc zbiórek.

Dowódcą VII Obwodu "Obroża" był ppłk inż. Kazimierz Krzyżak "Kalwin", "Bronisław". Na miejsce postoju sztabu VII Obwodu wybrano siedzibę Związku Spółdzielni Mleczarskich i Jajczarskich przy ul. Hożej 51, gdzie dyrektorem był kwatermistrz VII Obwodu mjr inż. Tomasz Dziama "Roman".

Ponieważ sztab VII Obwodu miał siedzibę w Warszawie, dużego znaczenia nabrało zapewnienie łączności z poszczególnymi rejonami "Obroży" na terenie powiatu warszawskiego. Umożliwić ją miała Składnica Meldunkowa "K-2", mająca jednocześnie służyć jako centrala przekaźnikowa depesz Komendy Okręgu Armii Krajowej. Siedzibę Składnicy Meldunkowej wyznaczono na terenie fabryki dźwigów Groniowskiego przy ul. Emilii Plater 10.

kpt. cc Franciszek Malik "Piorun"

d-ca batalionu "Piorun"

[zrzucony do Kraju w nocy 30/31.VII.1944 w ramach operacji lotniczej "Jacek 1"]

W przeddzień wybuchu powstania d-ca VII Obwodu wydał rozkaz, aby członkowie bojowej części sztabu zebrali się przed godziną "W" w punkcie wyczekiwania w domu przy ul. Marszałkowskiej 79. d-ca Obwodu wraz z adiutantem mieli punkt wyczekiwania w domu przy ul. Hożej 51 i przy ul. Emilii Plater 10. Teren ten miał być opanowany przez żołnierzy plutonów szturmowych kompanii osłonowej sztabu VII Obwodu, którą dowodził w tym czasie sierż. Stefan Koralewski "Marian". Punkt wyjściowy do przeprowadzenia ataku na obiekt przy ul. Hożej 51 znajdował się w domu przy ul. Hożej 41, gdzie "Marian" ukrył broń, amunicję i żywność oraz ściągnął ludzi.

Fabrykę Groniowskiego [ul. Emilii Plater 10], której Niemcy nie pilnowali, zajęto bez przeszkód o godz. 15.30. Rozkaz d-cy Obwodu zezwalał na wcześniejsze opanowanie obiektu, o ile sytuacja wewnętrzna i zewnętrzna na to pozwoli. Na terenie fabryki znaleźli się: st. sierż. Mieczysław Radwański "Tygrys", drużyna osłonowa pchor. Sławomira Tabaczyńskiego "Kara" oraz patrol gońców [łącznie 17 osób]. Ich uzbrojenie było niedostateczne i składało się z dwóch pistoletów z niewielkim zapasem amunicji oraz trzech granatów "filipinek". Przed godziną 16.00 przybył oficer łączności VII Obwodu por. inż. Bolesław Lessman "Lasota", jego z-ca ppor. inż. Stanisław Chyczewski "Zbyszek" oraz inspektor z ramienia Komendy Okręgu mjr Karol Błasiński "Rymarz". Na terenie fabryki znajdowało się również kilku pracowników, których nie wypuszczono po obsadzeniu terenu.

Niespodziewanie po godz. 16.00 nadjechały dwa samochody ciężarowe z Niemcami [w relacjach "żandarmi"], którzy obstawili ulicę. Grupa około 20 Niemców sforsowała bramę fabryki i wtargnęła na teren. Mjr "Rymarz", por. "Lasota", ppor. "Zbyszek" i jeden z żołnierzy, znajdujący się w pobliżu portierni, zostali obezwładnieni przez Niemców. St. sierż. "Tygrys" rzucił w kierunku wbiegających policjantów granat i korzystając z zaskoczenia wydał swoim podwładnym rozkaz ukrycia się w dalszych pomieszczeniach fabryki. Niemcy wkrótce ponowili atak, ale "Tygrys" rzucił w ich kierunku pozostałe dwa granaty zabijając dwóch i raniąc trzeciego. Korzystając z zamieszania powstańcy zdołali przedostać się po dachach na teren sąsiedniej posesji przy ul. Wilczej 62. W czasie starcia "Tygrys" został ranny w nogę. Pomocy przy przedostaniu się na sąsiedni teren udzielili mu Tadeusz Ejmont "Hrabia". Niemcy rozstrzelali schwytanych: majora "Rymarza", porucznika "Lasotę" i podporucznika "Zbyszka", strzelca Zbigniewa Krawczyka oraz pięciu cywilów - pracowników fabryki, a następnie odjechali. W 15 minut po egzekucji rejon ten został całkowicie opanowany przez powstańców, ale Obwodowa Składnica Meldunkowa "K-2" przestała istnieć, zanim jeszcze została uruchomiona... Dowództwo VII Obwodu "Obroża" zostało praktycznie odcięte od swoich rejonów podmiejskich, zwłaszcza, że nie zadziałała także łączność radiowa.

kpt. Alfred Kurczewski "Ambrozja"

d-ca 1. kompanii "Ambrozja"

Teren przy ul. Hożej 51 przewidziany na siedzibę sztabu VII Obwodu był strzeżony przez uzbrojoną straż niemiecką. Na krótko przed godziną "W" pracownicy "Jajczarni" zorganizowani w konspiracji, chcąc ułatwić opanowanie terenu, usiłowali upić Niemców. Ponieważ zamiar ten nie powiódł się, punktualnie o godz. 17.00 zaatakowano Niemców. Uderzenie przeprowadzono od strony bramy wjazdowej, przy jednoczesnym wsparciu przez posesję Hoża 53. Działanie ubezpieczające prowadził mjr Jan Przeździecki "Tomasz", który obsadził posesję przy ul. Poznańskiej 21 i wiązał ogień niemieckich karabinów maszynowych z gmachu Stacji Telekomunikacyjnej przy zbiegu ul. Poznańskiej i ul. Nowogrodzkiej. Pluton szturmowy chor. Józefa Ciesielskiego-Cymermana "Sylwestra" z kompanii osłonowej wdarł się na teren posesji i po zaciętej walce zdobył obiekt zabijając dwóch Niemców i raniąc dalszych dwóch. Powstańcy nie ponieśli żadnych strat. W walce wyróżnił się szczególnie kpr. pchor. Henryk Guzik "Wacław".

Sztab VII Obwodu "Obroża" rozpoczął działalność na terenie przy ul. Hożej 51 zaraz po opanowaniu obiektu. Teren ten stanowił również miejsce pobytu w pierwszych dniach Powstania rtm. Romualda Radziwiłłowicza "Zaremby", który nie był uprzednio powiadomiony, że w jego rejonie ma miejsce postoju sztab VII Obwodu.

kpt. inż. Jerzy Marcinkowski "Jur"

d-ca 2. kompanii "Jur"

Z ramienia sztabu VII Obwodu "Obroża" na miejscu pobytu znaleźli się:
d-ca Obwodu – ppłk inż. Kazimierz Krzyżak "Kalwin",
adiutant d-cy – mjr Stanisław Mazgis "Portier",
d-ca saperów – kpt. Michał Bucza "Mechanik",
kwatermistrz Obwodu – mjr inż. Tomasz Dziama "Roman",
szef kadry obywatelskiej – por. Władysław Maliszewski "Wujek",
oficer broni – ppor. Alojzy Repucha "Mirosław",
szef służby zdrowia – por. lek. Jan Dorożyński "Adam",
oficer techniczny – por. inż. Anatol Kiciński "Spawacz",
z-ca szefa kontrwywiadu – por. Bolesław Graf "Sław",
kapelan VII Obwodu – kpt. ks. Mieczysław Paszkiewicz "Ignacy".

Ponadto z Wojskowej Służby Kobiet zgłosiły się ppor. Jadwiga Buzdygan "Bola", ppor. Jadwiga Odyniec-Zawadzka "Duda" i inne.

W związku z tym, że kilku członków sztabu pełniących ważne funkcje bojowe nie dotarło na miejsce pobytu, musiano dokonać doraźnych zmian organizacyjnych związanych z rozwojem wydarzeń.

W momencie wybuchu Powstania dowództwo miało do dyspozycji jedynie żołnierzy kompanii osłonowej sierż. Stefana Koralewskiego "Mariana". Z początkiem walk dowództwo nad żołnierzami i zgłaszającymi się ochotnikami przejął kpt. "Mechanik" – szef saperów. Tymi siłami obsadzono teren po ulice Wspólną i Poznańską, posuwając się do ul. Żulińskiego i Emilii Plater Placówki na ul. Emilii Plater pomiędzy ulicami Wilczą i Wspólną obsadzili: ppor. Władysław Rydzewski "Bogdan", ppor. Jeremi Rosnowski "Jeremi" i por. Alfred Kurczewski "Ambrozja".

W tym czasie, kiedy żołnierze "Obroży" toczyli walki o obiekt Hoża 51, rtm. "Zaremba" zaatakował innymi grupami powstańców Stację Telekomunikacyjną przy ul. Poznańskiej oraz tzw. "Frontleitstelle" [kompleks zabudowań ograniczonych ulicami: Wspólną, Emilii Plater, Hożą i Chałubińskiego]. W ataku na "Frontleitstelle", który przeciągnął się do późnych godzin wieczornych, uczestniczyli żołnierze "Obroży", którzy w międzyczasie opanowali obiekt Hoża 51. Atak na Stację Telekomunikacyjną wspomagał mjr "Tomasz" z obsadzonej placówki na ul. Poznańskiej 21. W walkach tych powstańcy ponieśli straty w ludziach, a oba natarcia nie powiodły się, ponieważ nieprzyjaciel miał przygniatającą przewagę ogniową. W związku z tym ograniczono się do obsadzenia skrzyżowań Emilii Plater-Hoża, Emilii Plater-Wspólna, Wspólna-Poznańska, tworząc front obrony wzdłuż ulic Emilii Plater oraz Wspólnej.

 

d-ca Bazy Lotniczej "Łużyce" kpt. inż. Jerzy Marcinkowski po otrzymaniu 1-go sierpnia około godz. 14:00, rozkazu wstrzymania natarcia na lotnisko Okęcie, oczekiwał dalszych rozkazów w miejscu wyczekiwania przy ul. Hożej 58. Wraz z nim przebywał wchodzący w skład kompanii pluton ppor. Aleksandra Świderskiego "Alka" oraz członkowie tzw. pocztu kpt. "Jura" – kpr. pchor. Aleksander Dydyński "Inżynier" i kpr. pchor. Czesław Deminet "Stec". Na ul. Mokotowskiej przebywał drugi pluton pod dowództwem ppor. Stanisława Kuźmińskiego "Skobiga". Z chwilą wybuchu Powstania na rozkaz "Jura" oba plutony włączyły się do akcji obsadzania budynków na ul. Hożej i ul. Wspólnej.

Kpt. "Jur" nawiązał łączność z rtm. "Zarembą" i uzgodnił, że oba plutony wzmocnione innymi żołnierzami, obsadzą ul. Wspólną od ul. Emilii Plater do ul. Poznańskiej i zostają wcielone do zgrupowania. Wraz z utworzonym trzecim plutonem pod dowództwem por. Mariusza Hrynkiewicza-Moczulskiego "Robura" powstał w ten sposób zalążek przyszłej kompanii kpt. "Jura".

Wieczorem zaczęto nawiązywać łączność pomiędzy d-cami, przystąpiono też do wznoszenia barykad, wykorzystując kostkę brukarską, płyty chodnikowe, meble itp. W pracach tych masowo pomagała ludność cywilna, pierwsze barykady stanęły na ul. Emilii Plater, ul. Hożej i ul. Wspólnej.

W nocy rozwinięto intensywną działalność patrolową, przystąpiono też do budowy umocnień obsadzonych obiektów i przebijania przejść w murach piwnic pomiędzy budynkami, umożliwiających poruszanie się bez konieczności wychodzenia na ostrzeliwane przez Niemców ulice. Następnej nocy oddziały zgrupowania próbowały rozszerzyć swój stan posiadania uderzając na Stację Telekomunikacyjną przy ul. Poznańskiej jednak Niemcy nie dali się zaskoczyć.

 

W pierwszych dwóch dniach Powstania zmieniły się w sposób zasadniczy warunki, w jakich przyszło działać dowództwu VII Obwodu "Obroża" w stosunku do pierwotnych założeń, które zakładały dowodzenie Rejonami na obszarze całego powiatu warszawskiego. W zaistniałej sytuacji zaszła konieczność uzgodnienia współdziałania bojowego oddziałów "Obroży" i rozrastającego się zgrupowania oraz ustalenia przejrzystych zasad organizacyjnych.

Na naradzie, która odbyła się 2 sierpnia, inspektor z ramienia Komendy Okręgu ppłk Mieczysław W. Bigoszewski "Groch" zgłosił d-cy VII Obwodu ppłk Kazimierzowi Krzyżakowi "Kalwinowi" kandydaturę rtm. "Zaremby" na dowódcę połączonych sił bojowych zgrupowania, ppłk "Kalwin" propozycję przyjął. Sztab Obwodu VII zachował swoje zwierzchnictwo nad kwatermistrzostwem i zapleczem sanitarno-technicznym zgrupowania. Po dalszych rozmowach przeprowadzonych 4 sierpnia, dowództwo "Obroży" zostało podporządkowane na czas walk w Warszawie d-cy III Rejonu I Obwodu Śródmieście mjr. Władysławowi Brzezińskiemu "Ratuszowi", na którego terenie działało.

Barykada na ul. Wspólnej - widok w kierunku wschodnim, 17.IX.1944

Zgrupowanie rtm. "Zaremby" rozrastało się osiągając z czasem wielkość batalionu, przyłączyła się znaczna ilość ochotników. Początkowo struktura zgrupowania wyglądała następująco:

d-ca – rtm. Romuald Radziwiłłowicz "Zaremba",

adiutant i z-ca d-cy – rtm. Kazimierz Draczyński "Sokół",

z-ca d-cy – kpt. "Czerski",

oficer taktyczny – kpt. Lucjan Tarnawa Zajączkowski "Zasław",

oficer personalny – ppor. Marian Kowalski "Grzmot",

kwatermistrz – mjr "Konwalia",

oficer materiałowy – ppor. Bogdan Raduski "Nowina",

oficer żywnościowy – ppor. Jan Majewski "Jan",

oficer broni – ppor. "Zdzisław",

d-ca żandarmerii i poż. – por. "Tor",

oficer łączności – ppor. "Artemski".

Teren obsadzony przez zgrupowanie podzielony został na dwa odcinki walki:

A:

ul. Emilii Plater od Wspólnej do Wilczej, ul. Wilcza od Emilii Plater do Marszałkowskiej, ul. Marszałkowska po stronie parzystej od Wilczej do Hożej, ul. Hoża od nr 53 do Emilii Plater:

d-ca odcinka – rtm. Mirosław Sawicki "Witold",

d-ca placówki Emilii Plater 14 – ppor. Władysław Rydzewski "Bogdan",

d-ca placówki Sanatorium św. Józefa – por. Alfred Kurczewski "Ambrozja",

d-ca placówki Wilcza róg Poznańskiej i Marszałkowska 81 – pchor. NN,

d-ca placówki Poznańska 17 – sierż. Stefan Koralewski "Marian",

d-ca placówki Hoża 53 – st. sierż. Jan Ruszkiewicz "Jar";

B:

ul. Wspólna od Emilii Plater do Marszałkowskiej, ul. Hoża od Marszałkowskiej do Emilii Plater po stronie parzystej:

d-ca odcinka – kpt. Jerzy Marcinkowski "Jur" z siedzibą w placówce przy ul. Hożej 62,

z-ca d-cy – kpt. Edmund Marynowski "Sejm" ["cichociemny"],

d-ca placówki Wspólna 57 – ppor. Stanisław Kuźmiński "Skobig",

d-ca placówki Wspólna 61 – ppor. Aleksander Świderski "Alek" [zginął 9 sierpnia, po nim dowództwo objął kpr. pchor. Czesław Deminet "Stec"],

d-ca placówki Wspólna 63 b – por. Mariusz Hrynkiewicz-Moczulski "Robur" [po spaleniu domu 7 sierpnia, placówka przeniesiona do kamienicy nr 63 a],

d-ca placówki Poznańska 21 – mjr Jan Przeździecki "Tomasz". 

 

12 sierpnia odcinek kpt. "Jura" został wzmocniony dobrze uzbrojoną 10-osobową drużyną pod dowództwem ppor. Jana Zdziennickiego "Polnego" z oddziału specjalnego Wydziału Lotnictwa KG AK por. Tadeusza Gaworskiego "Lawy". Drużyna "Polnego" obsadziła placówkę przy ul. Wspólnej 61.

W dyspozycji d-cy zgrupowania rtm. "Zaremby" znajdował się ponadto pluton wypadowy pod dowództwem chor. Józefa Ciesielskiego-Cymermana "Sylwestra" oraz pluton odwodowy pod dowództwem sierż. Stefana Koralewskiego "Mariana". W skład plutonu "Sylwestra" wchodzili żołnierze plutonu 1799 kompanii osłonowej sztabu "Obroży", natomiast pluton odwodowy "Mariana" składał się z żołnierzy plutonów 1798 i 1797 tejże kompanii.

Siedziba dowództwa zgrupowania "Zaremba" znajdowała się od 8 sierpnia w domu przy ul. Poznańskiej 12. W siedzibie tej została reaktywowana Składnica Meldunkowa "K-2". Dowódcą jej został ppor. Bernard Fojudzki "Bernard", a jego zastępcą ppor. inż. Edward Dobrzyński "Maciek" - radiotelegrafista. Udało im się zebrać rozproszoną załogę Składnicy z ul. Emilii Plater 10 i spełniać funkcję ośrodka łączności dla południowo-zachodniej części Śródmieścia-Południe.

Obsada Składnicy Meldunkowej "K-2" przedstawiała się następująco:

- 6-osobowy patrol telefoniczno-budowlany pod dowództwem kpr. Aleksandra Rębalskiego "Mesara" [w skład patrolu wchodzili m.in. Jerzy Kaczyński "Sokół" i Tadeusz Nickowski "Szukalski"],

- drużyna łączniczek i telefonistek dowodzona przez ppor. Jadwigę Odyniec-Zawadzką "Dudę", składająca się z trzech patroli liczących łącznie około 16 dziewcząt, oto niektóre z nich:

- patrolowe: "Irena" [Irena Kokoczyńska-Ostrzeszewicz], "Mira" i "Wanda I", "Kogucik" [Wanda Machlejd-Symonowicz];

- łączniczki-telefonistki: "Ala" [Buchner zginęła na ul. Wilczej], "Alina" [Barbara Srokowska-Ołtuszewska], "Ewa", "Hala" [Halina Sieczko], "Mirka" i "Wanda" [Ołtarzewska].

 

W późniejszym okresie Powstania, kiedy do Śródmieścia-Południe przeniosła się Komenda Główna Armii Krajowej, obsada Składnicy Meldunkowej przy ul. Poznańskiej 12 została wzmocniona. Na polecenie gen. "Montera" w siedzibie Składnicy Meldunkowej "K-2" por. inż. Kazimierz Malinowski "Mirski" zorganizował centralę przekaźnikową i sieć radiokomunikacyjną dla potrzeb Komendy Głównej oraz Komendy Okręgu AK. Szyfrantki Maria Challier "Wita" oraz "Anna" zajmowały się szyfrowaniem i odszyfrowaniem depesz. Por. "Mirskiego" zastępował pod jego nieobecność d-ca Składnicy Meldunkowej ppor. "Bernard". Łączność radiowa pomiędzy radiostacjami powstańczymi w Śródmieściu, a centralami w Wielkiej Brytanii i południowych Włoszech trwała bez przerwy, aż do upadku Powstania. Od połowy września utrzymywano również łączność radiową ze sztabem I Armii Wojska Polskiego na Pradze.

Placówka przy ul. Wspólnej 63 a.

Drużyna "Krzywdy" z plutonu "Robur", kompania "Jur".

Składnica Meldunkowa "K-2" przy ul. Poznańskiej 12 prowadziła również we wrześniu specjalny stały całodobowy nasłuch radiowy, ze zwróceniem szczególnej uwagi na utwory muzyczne po komunikatach BBC, które zawierały zaszyfrowane informacje o planowanych zrzutach broni, amunicji i żywności dla walczącej Warszawy przez samoloty alianckie. [chorał "Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej" oznaczał, że danej nocy zrzutów nie będzie, natomiast skoczna melodia "Jeszcze jeden mazur dzisiaj" niosła wiadomość pozytywną. Częste nadawanie chorału denerwowało warszawiaków, nie świadomych, że jest to zakodowana wiadomość].

Organizacją łączności i nasłuchu zajmował się por. inż. Witold Strachalski "Orawski", "Krzysztof" – oficer łączności telefonicznej Wydziału V Sztabu Komendy Okręgu Warszawskiego AK.

 

Żołnierze zgrupowania "Zaremba" byli żywieni przez kwatermistrzostwo VII Obwodu "Obroża", a także przez mieszkańców domów, w których mieściły się placówki powstańcze. Mogli też liczyć przez cały czas Powstania na wszechstronną pomoc służb sztabu "Obroży", który wprawdzie odsunięty wskutek rozwoju sytuacji od bezpośredniego wpływu na działalność bojową, rozwinął intensywną działalność swoich służb kwatermistrzowskich oraz technicznych, działających na rzecz walczących oddziałów i ludności cywilnej.

Na terenie Związku Spółdzielni Mleczarsko-Jajczarskich przy ul. Hożej 51 kwatermistrz "Obroży" mjr inż. Tomasz Dziama "Roman" od pierwszych dni Powstania zorganizował kuchnię żołnierską. Znaczne zapasy żywności zgromadzone w dużych magazynach "Jajczarni", obejmujące dziesiątki ton masła, cukru, miodu, serów twardych i topionych, tysiące jaj itp. pozwalały z pewnym spokojem spoglądać w przyszłość, z punktu widzenia możliwości wyżywienia żołnierzy zgrupowania. W pobliskim zakładzie przetwórczym żywności Strójwąsa przy ul. Hożej 57 zabezpieczono duże zapasy żywności w postaci zup w proszku, suszonych jarzyn i grzybów, różnych przypraw, kilku beczek solonych grzybów itp.

Niezależnie od zapasów żywności, na terenie zakładu Strójwąsa zabezpieczono cenne urządzenia techniczne związane z produkcją, a między innymi silnik spalinowy z prądnicą, stanowiący agregat prądotwórczy, baterię akumulatorów, młynki i mieszarki elektryczne o dużej wydajności, centralkę telefoniczną 32-numerową i wiele innego sprzętu. Znaleziono tam ponadto 5 dużych beczek benzyny i różne chemikalia do konserwacji żywności.

W małych okolicznych piekarniach, były zapasy mąki i drewna opałowego. Podobnie było w innych fabryczkach i zakładach w tym rejonie. Przy ul. Hożej 55 znajdowała się znana odlewnia metali kolorowych należąca do Braci Łopieńskich. Wyposażenie zakładu oraz zapasy materiałowe, a zwłaszcza kilkaset kilogramów cynku, zostały również wykorzystane przez służby techniczno-saperskie sztabu "Obroży".

z-ca kwatermistrza – kierownik Kadry Obywatelskiej - por. Władysław Maliszewski "Wujek" uruchomił służby gospodarcze kwatermistrzostwa, kierowały nimi kobiety zrzeszone w Wojskowej Służbie Kobiet. Pracą w kuchni kierowała przez cały czas Powstania ppor. Jadwiga Buzdygan "Bola" wraz z zastępcą Ireną Fejgin "Irmą". W kuchni pracowały m.in. Wacława Nawrocka-Wołczyńska "Jolanta" oraz 4 kobiety ze służby gospodarczej.

Pralnią w kwatermistrzostwie "Obroży" kierowała Maria Przemieniecka "Janka", a szwalnią – Aleksandra Chrząszczyńska "Oleńka".

Na terenie posesji przy ul. Hożej 51 d-ca saperów kpt. Michał Bucza "Mechanik" zorganizował jednostkę techniczną zwaną od pseudonimu d-cy Grupą kpt. "Mechanika", z którą ściśle współpracował oficer techniczny por. inż. Anatol Kiciński "Spawacz". Powstała tzw. "Wytwórnia" w skład, której weszły:

- rusznikarnia naprawiająca broń, produkująca materiały wybuchowe, granaty i granatniki;

- służby techniczne mające za zadanie zabezpieczenie dostawy energii elektrycznej i wody na wypadek unieruchomienia elektrowni i wodociągów miejskich.

Niemal od pierwszych dni powstania ruszyła produkcja butelek zapalających i granatów. Pracą kilku kobiet z WSK kierował plut. Gładysz. W dniu 5 sierpnia do kpt. "Mechanika" zgłosił się inż. Mieczysław Łopuski "Konstruktor" z propozycją współpracy przy produkcji granatników. Ponieważ początkowe próby z wyrzutniami granatów, działającymi na zasadzie kuszy, nie dały dobrych wyników, inż. Mieczysław Łopuski zgłosił projekt granatnika wykonanego z rur wodociągowych, o działaniu zbliżonym do normalnych granatników. Propozycja została przyjęta przez kpt. "Mechanika". "Konstruktor" sprowadził na teren Antoniego Wojdowicza, a ponadto wciągnął do współpracy Kazimierza Schodowskiego i Jana Wrzołka.

Ponieważ prace związane z wykonaniem tego typu granatnika wymagały pewnej obróbki maszynowej, wykorzystano do tego maszyny znajdujące się na terenie fabryki dźwigów Groniowskiego przy ul. Emilii Plater 10. Wkrótce został wykonany prototyp granatnika. Próby wypadły pomyślnie, a ostre strzelanie przeprowadzone w obecności przedstawicieli Komendy Okręgu, potwierdziło przydatność broni, przystąpiono niezwłocznie do "seryjnej produkcji". Do dnia 19 sierpnia gotowych było 6 sztuk granatników, wyrzucały one po stromym torze granaty wykonane również w "Wytwórni" na odległość kilkuset metrów, które skutecznie raziły Niemców i były dla nich dużym zaskoczeniem.

Do produkcji skorup granatów ręcznych wykorzystywano piece odlewnicze fabryki Braci Łopieńskich przy ul. Hożej 55. W fabryce tej znajdował się wówczas zapas cynku, z którego rozpoczęto produkcję skorup granatów. Zarówno formy skorup jak i odlewy wykonywał pracownik Braci Łopieńskich – Wilga. Wytopu cynku dokonywano w specjalnych piecach dołowych fabryki. Po zużyciu zapasu, cynk uzyskiwano z pokryć dachowych zburzonych domów.

Granaty ręczne wykonywano również z rur wodociągowych, napełniając je materiałami wybuchowymi produkcji własnej lub uzyskanymi z niemieckich niewypałów. Na terenie "Jajczarni" przy ul. Hożej 51 znajdowały się pewne zapasy saletry amonowej i potasowej, jak również dobrze wyposażone laboratorium chemiczne. Saletrę, będącą środkiem silnie utleniającym, mieszano ze sproszkowanym cukrem, otrzymując w ten sposób mieszankę, która w procesie spalania gwałtownie powiększała swą objętość i zarazem wytwarzała olbrzymie ciśnienie. W ten sposób uzyskiwano materiał wybuchowy zwany szedytem, zbliżony właściwościami do trotylu. Pewną ilość materiałów wybuchowych oraz zapalników otrzymano z magazynów Komendy Głównej AK, później zapalniki produkowano również we własnym zakresie. Pracami tymi kierował inż. Eugeniusz Żochowski "Eugeniusz", mając do pomocy sierż. "Rudego" i plut. Stanisława Gładysza.

Plan i inwentaryzacja barykad w Śródmieściu Południowym na odcinku batalionu "Zaremba-Piorun", sporządzony przez Jerzego Drue 16.IV.1945.

W połowie września inż. Mieczysław Łopuski "Konstruktor" ulega bardzo groźnemu wypadkowi przy próbach z kolejnym wyprodukowanym granatnikiem. Zostaje poddany bardzo ciężkim operacjom ręki i nogi, a pracami przy produkcji dalszych granatników kieruje od tej pory "Eugeniusz". Ogółem w "Wytwórni" wyprodukowano w czasie powstania ponad 27 granatników i kilkadziesiąt tysięcy różnego rodzaju granatów!

 

Służby techniczne grupy kpt. "Mechanika" prowadziły i nadzorowały w pierwszych dniach Powstania roboty związane z budową barykad, przekopów i tuneli, szczególnie przy skrzyżowaniach ulic. Barykady powstały na ul. Emilii Plater przy Wilczej, Hożej i Wspólnej, na ul. Wspólnej od Emilii Plater do Poznańskiej; na ulicach: Poznańskiej, Żulińskiego i Nowogrodzkiej oraz na Marszałkowskiej od Nowogrodzkiej w kierunku placu Zbawiciela.

Po zajęciu przez Niemców Politechniki i Szkoły Pielęgniarek przy ul. Koszykowej, z uwagi na silny ostrzał z tych obiektów, zbudowano wzdłuż ul. Wilczej od Poznańskiej do Emilii Plater dodatkowe osłony z kostki brukarskiej i płyt chodnikowych przy bramach domów.

 

Ze względu na przewidywaną groźbę odcięcia dopływu energii elektrycznej oraz wody, w sztabie "Obroży" zapadła decyzja budowy własnej elektrowni oraz uruchomienia studni głębinowej. Robotami tymi kierował późniejszy d-ca elektrowni przy ul. Hożej 51 inż. Sobiesław Dajkowski "Florek". Współpracowali z nim mechanik "Jajczarni" Henryk Kuligowski "Michał", Tadeusz Baczyński "Damian" i grupa żołnierzy z tzw. oddziałów tyłowych. Z jednego z kilku warsztatów, mieszczących się na ul. Poznańskiej koło ul. Hożej przewieziono agregat prądotwórczy "Phänomen" o mocy około 15 kVA. Agregat ten zainstalowano w piwnicy głównego magazynu "Jajczarni", w sąsiedztwie warsztatu rusznikarzy.

Z terenu Politechniki, jeszcze przed zajęciem przez Niemców, "Florek" oraz przydzielona mu grupa przenieśli prądnicę i inny sprzęt elektryczny mogący się przydać do budowy prowizorycznej elektrowni. Silnik samochodowy oraz prądnicę przeniesiono również z zakładu Strójwąsa przy ul. Hożej 57. "Florek" zainstalował rezerwowe połączenie energetyczne, wyprowadzone od jednego z transformatorów znajdujących się na terenie Politechniki od strony ul. Koszykowej, zasilanego bezpośrednio z Pruszkowa. Linia ta przebiegała przez teren Politechniki, przecinała ul. Noakowskiego w kierunku hal targowych na ul. Koszykowej, biegnąc dalej w kierunku "Jajczarni".

Jednocześnie trwały roboty związane z uruchomieniem studni głębinowej na terenie przy ul. Hożej 51. Agregat prądotwórczy "Phänomen" przygotowano do zasilania pompy elektrycznej studni głębinowej. Przeprowadzono również naziemną prowizoryczną instalację wodociągową, celem rozprowadzenia wody w rejony pobliskich posesji. Uliczne zdroje zbudowano na terenie zajmowanym przez siostry zakonne przy ul. Hożej 53, na tyłach posesji przy ul. Poznańskiej 13 przy murze granicznym z terenem "Jajczarni" oraz w podwórzu domu przy ul. Wilczej 51 róg Poznańskiej. Najwięcej ludzi gromadziło się przy punkcie czerpania wody na tyłach posesji przy ul. Poznańskiej 13 i ul. Hożej 49. Instalację wodociągową doprowadzono również do szpitali polowych i ważniejszych punktów dowodzenia.

Po 20 sierpnia rejon Śródmieście-Południe jest już pozbawiony energii elektrycznej z Elektrowni na Powiślu oraz wody z sieci miejskich wodociągów. Przerwana została również rezerwowa linia energetyczna mogąca zasilać "Jajczarnię" z terenu Politechniki, która dostała się już w ręce Niemców.

W międzyczasie, po konsultacjach technicznych udzielonych przez prof. inż. Włodzimierza Hellmanna por. "Billa", uruchomiono agregat prądotwórczy przy ul. Hożej 51, dzięki czemu można było, wprawdzie w ograniczonym stopniu, zapewnić dostawę energii elektrycznej i wody z uruchomionej przy ul. Hożej 51 studni głębinowej.

Do elektrowni kpt. "Mechanika" przyłączono okoliczne szpitale, a przede wszystkim Główny Punkt Opatrunkowy – zespół szpitalny przy ul. Poznańskiej 11, pracownię rentgenologiczną, prof. Witolda Zawadowskiego przy ul. Poznańskiej 17, przy której zorganizowano salę operacyjną oraz Zakład Położniczo-Ginekologiczny "Sano" przy ul. Lwowskiej 13, przekształcony w szpital powstańczy wyposażony w salę operacyjną.

Elektrownia zasilała również fabrykę dźwigów Groniowskiego przy ul. Emilii Plater 10, której obrabiarki pracowały dla potrzeb rusznikarni, produkującej części do granatników. Odlewnia Braci Łopieńskich przy ul. Hożej 55 otrzymała również energię elektryczną z elektrowni kpt. "Mechanika". Dowódcą elektrowni został inż. Sobiesław Dajkowski "Florek". Uruchomiony agregat prądotwórczy wytwarzał prąd zmienny, trójfazowy o napięciach 380/220V. Umożliwiało to zasilanie zarówno odbiorników siłowych [obrabiarki, pompa wodna] jak również i pozostałych, pracujących na napięciu 220V. Ponieważ pobór energii elektrycznej przez pompę pochłaniał niemal całkowicie moc agregatu, ograniczono zaopatrywanie ludności w wodę do 1 godziny rano i popołudniu.

Przystąpiono do zainstalowania drugiego agregatu prądotwórczego, który pozwoliłby na zaspokojenie stale wzrastającego zapotrzebowania na energię elektryczną. Do budowy drugiego agregatu użyto silnik samochodowy oraz prądnicę sprowadzoną przez "Florka" z terenu Politechniki. "Florek" był jedynym specjalistą z zakresu generatorów elektrycznych i jego głównie zasługą było uruchomienie drugiego agregatu. Agregat miał również moc około 15 kVA, oba agregaty pracowały bez wzajemnej synchronizacji i były obsługiwane przez "Michała" i "Damiana".

 

Oprócz wzorowo zorganizowanych służb kwatermistrzowskich, gospodarczych i sapersko-technicznych, sztab "Obroży" od pierwszych dni Powstania rozwinął również intensywną działalność sanitarno-medyczną.

Szef służby medycznej przy sztabie "Obroży" por. lek. Jan Dorożyński "Adam" już w pierwszym dniu Powstania zorganizował wraz z ppor. lek. Edwardem Drescherem "Boguszem" szpital polowy na terenie sióstr zakonnych przy ul. Hożej 53.

W tym samym dniu rozwinął działalność szpital polowy zorganizowany w pomieszczeniach introligatorni Wandy Michalskiej "Cioci Wandzi" przy ul. Wspólnej 50. W lokalu tym jeszcze przed Powstaniem prowadzono szkolenie sanitarne Wojskowej Służby Kobiet i zgromadzono sprzęt szpitalny. Komendantką szpitala była Zofia Lubińska "Zofia", a lekarzami Natalia Burakiewicz "Marta", Stefan Grochowski "Wicek" i ppor. lek. Bolesław Pawlak "Bolek".

W nocy z 1 na 2 sierpnia, w pomieszczeniach biurowych firmy Władysława Boye przy ul. Wilczej 61 uruchomiono szpital polowy, kierowany przez por. lek. Stanisława Bayera "Leliwę". Oprócz niego w szpitalu działał naczelny chirurg Kazimierz Kessel "Kazio" i pełniący obowiązki lekarza medyk Janusz Górski "Janusz". Początkowo szpital ten mógł pomieścić 30 łóżek, a pod koniec Powstania posiadał 80 łóżek. Szpital obsłużył około 400 rannych.

Szpital polowy zorganizowany w Sanatorium św. Józefa na ul. Emilii Plater 18, już od pierwszych dni Powstania znalazł się na pierwszej linii frontu. Na początku sierpnia uruchomiono również szpital polowy przy ul. Hożej 39 i 41, nadzorowany przez Annę Pilger "Martę", z lekarzami: Janem Godlewskim, Marią Leżeńską "Marią", Bogdanem Nowickim i Stanisławem Stochem. Szpital ten stanowił później m.p. naczelnego lekarza Podbwodu Śródmieście-Południe mjr. lek. Wacława Kaflińskiego "Jura". Przy szpitalu tym zorganizowano później tzw. punkt dla rekonwalescentów, którymi opiekowała się Zofia Gędziorowska "Zuzanna".

Po kilku dniach walk, wskutek dużego napływu rannych, uruchomiono w domu przy ul. Poznańskiej 11 duży szpital polowy, stanowiący Główny Punkt Opatrunkowy [G.P.O.]. W związku z uruchomieniem tego szpitala przeniesiono do jego pomieszczeń sprzęt i personel szpitala z ul. Hożej 53, a w połowie sierpnia przeniesiono również szpital działający w Sanatorium św. Józefa. G.P.O. przejął w tym czasie dodatkowe pomieszczenia w budynku przy ul. Poznańskiej 15. Z Głównym Punktem Opatrunkowym współpracowała ściśle pracownia rentgenologiczna płk. prof. Witolda Zawadowskiego, mieszcząca się w domu przy ul. Poznańskiej 17. Zespół szpitalny przy ul. Poznańskiej wyposażony był w salę operacyjną i mógł pomieścić ponad 80 łóżek. Przez cały okres Powstania obsłużył 450 rannych. Komendantem zespołu szpitalnego był naczelny lekarz zgrupowania, a następnie batalionu por. lek. Jan Dorożyński "Adam", a naczelnym chirurgiem był ppor. lek. Edward Drescher "Bogusz". W szpitalu działali: ppor. lek. Gustaw Nowotny "Wiktor", ppor. lek. Tadeusz Nowakowski "Wojciech", sierż. pchor. lek. Stefan Kwieciński "Władysław", mjr lek. Alfred Bonk i cały zespół medyków, pielęgniarek i sanitariuszek. W organizacji szpitala brał udział sędziwy już lekarz Władysław Wierzbowski.

Oprócz szpitali polowych i punktów opatrunkowych zorganizowano na poszczególnych odcinkach walk przy jednostkach bojowych patrole sanitarne.

Na odcinku ul. Emilii Plater pomiędzy ul. Wilczą i ul. Wspólną działał patrol sanitarny 1. plutonu "Bogdan" na czele, którego stała st. sierż. Hanna Mickiewicz "Anna". Na tym samym odcinku patrolem sanitarnym 2. plutonu "Jeremi" dowodziła Irena Chodkiewicz "Maria Oleander". Przy 3. plutonie "Stanisław" działał patrol sanitarny pod dowództwem Ewy Belcerskiej "Ewy". Na odcinku ul. Wspólnej pomiędzy ul. Emilii Plater i ul. Poznańską działał patrol sanitarny 2. kompanii "Jur" na czele, którego stała Janina Zofia Majorkiewicz "Zosia Jawor". Ponadto działały również patrole sanitarne związane ze szpitalami, podległe naczelnemu lekarzowi. W ramach służb tyłowych kpt. "Mechanika" działał także patrol sanitarny, którym kierowała ppor. "Kama". W miarę napływu rannych do szpitali, sanitariuszki z tego patrolu włączyły się do prac w szpitalach.

 

7 sierpnia 1944 d-ca I Obwodu Śródmieście przeprowadził reorganizację sił Obwodu. Utworzył on Podobwód Śródmieście-Południe pod dowództwem mjr. Stanisława Łętowskiego "Mechanika". Podobwód ten został podzielony na 4 odcinki taktyczne: "Topór", "Sarna", "Litwin" i "Kryska".

Ppłk Jacek Bętkowski "Topór" objął dowództwo odcinka taktycznego obejmującego teren na zachód od ul. Marszałkowskiej po ul. Polną wraz z Politechniką i ul. Poznańską, na którym działały zgrupowania kpt. "Golskiego" i rtm. "Zaremby".

Dotychczasowy d-ca III Rejonu mjr "Ratusz" został zastępcą "Topora". Nowy d-ca odcinka ppłk Jacek Bętkowski "Topór" to skoczek "cichociemny", zrzucony na placówkę pod Grodziskiem Mazowieckim w nocy z 30 na 31 lipca 1944. Wraz z nim, w tej samej ekipie "cichociemnych" został zrzucony kpt. Franciszek Malik "Piorun", który w Podobwodzie Śródmieście-Południe objął w dniu 7 sierpnia funkcję zastępcy d-cy odcinka "Litwin".

 

W pierwszym tygodniu walk w Śródmieściu-Południe, kiedy okazało się, że siły powstańcze są zbyt słabe i nie dysponują odpowiednim uzbrojeniem, aby zdobyć główne obiekty Niemców, jakimi były Ministerstwo Komunikacji, "Frontleitstelle" oraz Centrala Telekomunikacyjna na ul. Poznańskiej, zaznaczyła się wyraźna stabilizacja frontu obronnego, utworzonego przez oddziały "Zaremby". Niemcy również nie przejawiali w tym czasie chęci poważniejszych działań zaczepnych, ograniczając się do ostrzeliwania pozycji powstańców z zajmowanych obiektów.

11 sierpnia oddziały "Zaremby", usiłując rozszerzyć swój teren działania, podsunęły swoje placówki pod "Frontleitstelle" i Ministerstwo Komunikacji, na co Niemcy odpowiedzieli wzmożonym ogniem. Niemiecki patrol, który przedarł się na tyły powstańców został zlikwidowany. W nocy z 12 na 13 sierpnia o godz. 22:00 oddziały por. "Ambrozji", wspierane przez pluton szturmowy chor. "Sylwestra", zaatakowały silny bastion niemiecki "Frontleitstelle". Atak przeprowadzono posuwając się wzdłuż ul. Hożej i wzdłuż ul. Wspólnej oraz od strony podwórek domów przy ul. Emilii Plater w kierunku ul. Chałubińskiego. Przy pomocy miotaczy ognia i butelek zapalających powstańcy podpalili niemieckie baraki i magazyny przy ul. Hożej 86 i przy ul. Wspólnej 79, obrzucając je jednocześnie granatami ręcznymi. Zaskoczona załoga niemiecka nie zdołała ugasić pożarów, które objęły magazyny benzyny i garaże samochodowe. Nieprzyjacielowi zadano straty w ludziach. Po północy powstańcy wycofali się nie ponosząc strat.

Niemcy przypuścili jeszcze tej samej nocy silny kontratak na pozycje powstańców po nieparzystej stronie ul. Emilii Plater. Pomimo to, że przy pomocy materiałów wybuchowych utworzyli wyłom w murze, przez który usiłowali wtargnąć na pozycje zajmowane przez żołnierzy "Ambrozji", po bardzo zaciętych walkach zostali odrzuceni. Kontrataki niemieckie trwały jeszcze przez cały dzień 13 sierpnia, straty niemieckie wyniosły ponad 20 zabitych, wśród powstańców było kilkunastu ciężko i lekko rannych.

Po północy z 13 na 14 sierpnia zasadnicze siły powstańców wycofały się na swoje poprzednie stanowiska po parzystej stronie ul. Emilii Plater, pozostawiając po stronie nieparzystej strzelców wyborowych, stanowiących ubezpieczenie głównych oddziałów.

15 sierpnia w podwórzu domu przy ul. Poznańskiej 12, gdzie znajdowała się siedziba dowództwa batalionu, odbyła się uroczysta msza polowa. Na ścianie domu nad ołtarzem zawieszony był krzyż wykonany ze zwęglonych drewnianych belek zburzonego domu. Krzyż ten, jako jedna z nielicznych pamiątek z okresu Powstania Warszawskiego przetrwał do dziś i stanowi centralny akcent jednego z bocznych ołtarzy kościoła św. Piotra i Pawła. W mszy polowej wzięło udział dowództwo batalionu "Zaremba", sztab VII Obwodu "Obroża" oraz delegacje poszczególnych oddziałów, wchodzących w skład batalionu. W czasie uroczystości odbył się krótki apel, rtm. Romuald Radziwiłłowicz "Zaremba" złożył w imieniu batalionu przysięgę, a ppłk Kazimierz Krzyżak "Kalwin" wygłosił krótkie przemówienie, związane ze świętem Wojska Polskiego obchodzonym w tym dniu.

 

W połowie sierpnia na terenie Śródmieścia-Południa zaznaczyło się znaczne nasilenie nękającego ostrzeliwania przez Niemców. Miotacze min umieszczone w rejonie Ministerstwa Komunikacji do godzin rannych obrzucały salwami pocisków zarówno pozycje obronne żołnierzy "Zaremby" i "Golskiego" jak i domy mieszkalne. Zmasowany ogień granatników i moździerzy nękał obrońców barykad. Ze szpitala dziecięcego na rogu ul. Marszałkowskiej i ul. Litewskiej nieprzyjaciel ostrzeliwał z karabinów maszynowych ul. Marszałkowską, a ul. Poznańska ostrzeliwana była z gmachu Stacji Telekomunikacyjnej.

15 sierpnia niemiecka załoga z Ministerstwa Komunikacji wyparła po kilkugodzinnej walce placówkę "Golskiego" ze Szkoły Pielęgniarek przy ul. Koszykowej 78, przez co nieprzyjaciel uzyskał dogodne stanowisko do ostrzeliwania ul. Koszykowej, ul. Wilczej i zbiegu ulic Emilii Plater, Noakowskiego i Piusa XI. Tego dnia wieczorem Niemcy przy użyciu czołgów przystąpili do zdobywania poszczególnych gmachów Politechniki. Oddziały "Golskiego" toczyły ciężkie boje o każdy budynek przez cały tydzień.

16 sierpnia, w godzinach popołudniowych nieprzyjaciel zmasował ostrzeliwanie granatnikami i ogniem ciężkich karabinów maszynowych pozycje powstańców wzdłuż ulicy Wspólnej. Pozycje te były bronione przez plutony wchodzące w skład kompanii "Jura". Pluton por. Mariusza Hrynkiewicza-Moczulskiego "Robura" bronił domów po nieparzystej stronie ul. Wspólnej od ul. Emilii Plater do domu nr 63. Środkowy odcinek frontu na ul. Wspólnej, domy nr 59 i 61 były bronione przez pluton kpr. pchor. Czesława Demineta "Steca" oraz przybyłą w dniu 12 sierpnia drużynę przekształconą później w pluton pod dowództwem ppor. Jana Zdziennickiego "Polnego". Prawe skrzydło frontu na ul. Wspólnej z obu stron ul. Poznańskiej bronione było przez pluton ppor. Stanisława Kuźmińskiego "Skobiga".

17 sierpnia Niemcy przystąpili do bezpośredniego ataku na placówki "Ambrozji" i "Jura" na skrzyżowaniu ul. Emilii Plater i ul. Wspólnej. Obie ulice obłożono silnym ogniem granatników, a działo szturmowe ostrzeliwało narożniki ul. Emilii Plater przy ul. Hożej i przy ul. Wspólnej. W wyniku ostrzeliwania powstał pożar w szpitalu polowym, mieszczącym się w Sanatorium św. Józefa.  Pod silnym ogniem nieprzyjaciela ewakuowano rannych do szpitali przy ul. Poznańskiej i ul. Wspólnej. Podczas ewakuacji rannych, powstańcy ponieśli straty, poległo kilka sanitariuszek. O godz. 14:00 Niemcy do strony Ogrodu Pomologicznego wypuścili 3 "goliaty", jeden z nich zniszczył częściowo barykadę biegnącą w poprzek ul. Emilii Plater, drugi rozbił narożnik domu ulic Emilii Plater i Wspólnej, a trzeci został zniszczony przez powstańców przed dotarciem do pozycji polskich.

W tym samym czasie Niemcy przypuścili natarcie od strony kościoła św. Piotra i Pawła. Starali się wysadzić ogrodzenie przykościelne, aby uderzyć na pozycje powstańców na ul. Wspólnej. Atak został powstrzymany ogniem broni maszynowej, natarcie nie powiodło się, po chwili Niemcy ponowili atak na placówki obronne zlokalizowane na środkowym odcinku ul. Wspólnej.

Wypuścili oni ku polskim stanowiskom "goliaty", pierwszy z nich wybuchł przy zetknięciu się z barykadą, nie wyrządzając większych szkód w umocnieniach, drugi "goliat" eksplodował przed bramą domu Wspólna 63 b, wybuch spowodował zarwanie się balkonu I-go piętra od ulicy z urządzonym na nim bunkrem obronnym, szczęśliwym trafem, żaden z obrońców nie ucierpiał.

Do niszczenia następnych "goliatów", które Niemcy szykowali do kolejnego ataku, przystąpił kpr. pchor. Aleksander Dydyński "Inżynier". "Goliata" wypuszczonego przez Niemców z bramy po drugiej stronie ul. Wspólnej, zaatakował granatem "X-1", rzuconym z okna I-go piętra domu Wspólna 61. "Goliat" eksplodował na ulicy nie czyniąc nikomu żadnej szkody. Podobnie następny "goliat" trafiony granatem, został uszkodzony i zawrócił do bramy skąd był wypuszczony i tam detonował, zadając Niemcom szykującym się do ataku poważne straty.

Po odparciu ataku "goliatów" d-ca kompanii kpt. Jerzy Marcinkowski "Jur" i kpr. pchor. Aleksander Dydyński "Inżynier" zostali odznaczeni Krzyżami Virtuti Militari V klasy, a d-cy plutonów "Skobig" i "Stec" otrzymali awans.

 

Przy kompanii "Jura" działała również Straż Ogniowa, utworzona została w pierwszych dniach Powstania, głównie ze zgłaszających się licznie ochotników, choć w jej szeregach byli także zawodowi strażacy, którym powierzono funkcje dowódców. Początkowo Straż Ogniowa składała się z 2 plutonów w skład, których wchodziły po trzy drużyny, liczące po około 10 ludzi. W późniejszym okresie Powstania sformowano jeszcze trzeci pluton. Łącznie siły Straży Ogniowej liczyły około 100 żołnierzy.

Dowódcą Straży Ogniowej był ppor. Ryszard Strzałkowski, na czele pierwszego plutonu stał ppor. Eugeniusz Jaworski, plutonem drugim dowodził por. Romuald Galster, a trzecim – ppor. Maksymilian Milsztejn. Zawodowym strażakiem był d-ca 1. drużyny 2. plutonu Antoni Ożóg "Strażak". Członkowie Straży Pożarnej byli przeszkoleni jako saperzy i strażacy, służba ich odbywała się na zmianach i trwała po 24 godziny. W pierwszym okresie Powstania strażacy budowali barykady, przebijali przejścia w murach domów, później gasili liczne pożary i usuwali gruz ze zburzonych domów, odkopując ludzi zasypanych w piwnicach.

Chociaż organizacyjnie Straż Ogniowa wchodziła w skład 2. kompanii "Jur", działała ona praktycznie na wszystkich odcinkach walk batalionu.

Kpt. "Jur" postarał się również o zawodowego "snajpera", dowiedział się, że wśród żołnierzy plutonu szturmowego "Sylwestra" znajdował się plut. Jerzy Chmielewski "Janusz", były mistrz Polski w strzelaniu z karabinu sportowego.

"Janusz" usadowił się w narożnym budynku ul. Poznańskiej i ul. Wspólnej, stanowiska strzeleckie miał rozmieszczone w różnych miejscach domu, aby nie narazić się na odkrycie przez Niemców. Potrafił on wstrzelić się w szczeliny w bunkrach niemieckich zarówno przy Stacji Telekomunikacyjnej, jak i w bunkrach od strony ul. św. Barbary, miał również na oku Niemców przechodzących przez ul. Poznańską wzdłuż Al. Jerozolimskich. Ponieważ "Janusz" zastrzelił, jak obliczono, kilkudziesięciu Niemców, zmusiło to ich do postawienia równolegle do Al. Jerozolimskich specjalnego płotu...

 

18 sierpnia Niemcy przypuścili gwałtowny atak na stanowiska bronione przez kompanię "Ambrozja" na ul. Emilii Plater. Wzniecając pożary budynków, nieprzyjaciel usiłował wyprzeć obrońców z zajmowanych placówek. Niemcy po ciężkich walkach opanowali przejściowo budynek przy ul. Emilii Plater 21, skąd ostrzeliwali drużyny gaszące pożary.

Z gmachu Szkoły Pielęgniarek przy ul. Koszykowej 78 nasiliło się ostrzeliwanie ul. Wilczej i ul. Koszykowej. Równie dokuczliwe były gniazda karabinów maszynowych nieprzyjaciela, zainstalowane w zajętych domach w prostokącie pomiędzy ulicami: św. Barbary, Poznańską, Wspólną i kościołem św. Piotra i Pawła. Napór z tej strony groził utratą pozycji powstańców na ul. Emilii Plater i ul. Wspólnej. Energiczny wypad, przeprowadzony 18 sierpnia przed północą, zmusił Niemców do wycofania się poza ul. św. Barbary.

W nocy z 18/19 sierpnia żołnierze "Ambrozji" podjęli w rejonie Ogrodu Pomologicznego zasobniki z alianckich zrzutów lotniczych. W ciągu dwóch następnych dni 19 i 20 sierpnia walki na tych odcinkach nieco osłabły, a Niemcy skoncentrowali się głównie na atakowaniu Politechniki, bronionej przez batalion "Golskiego".

W tym czasie, powstańcy wchodzący w skład sił rtm. "Litwina", uparcie walczyli o zdobycie ostatnich, utrzymujących się jeszcze bastionów niemieckich na ul. Koszykowej 18, przy zbiegu ul. Piusa XI i al. Ujazdowskich, Piusa XI nr 23 oraz Stacji Telefonów przy ul. Piusa XI nr 19 - tzw. "mała PASTA". O ten ostatni obiekt toczyły się najcięższe i najkrwawsze walki, zakończone sukcesem dopiero 23 sierpnia. Akcją zdobywania tego bastionu Niemców dowodził kpt. Franciszek Malik "Piorun". Wzięto 76 jeńców, w walce zabito 21. Uwolniono ok. 20 zakładników przetrzymywanych w podziemiach, zdobyto 3 samochody, znaczne ilości broni i amunicji.

"Mała PASTA" wzięta!

W związku z opanowaniem przez Niemców w dniu 20 sierpnia większości zabudowań na terenie Politechniki, płk "Monter" przeprowadził nocną inspekcję oddziałów Śródmieścia-Południe. W wyniku inspekcji połączono siły odcinków taktycznych "Litwina" i "Kryski", a ich dowództwo objął ppłk Jan Szczurek-Cegrowski "Sławbor", któremu podporządkowano dotychczasowego dowódcę Podobwodu Śródmieście-Południe mjr Stanisława Łętowskiego "Mechanika".

W nocy z 20/21 sierpnia oddziały "Golskiego" próbowały odbić część gmachów Politechniki, ale kontrataki Niemców zmusiły powstańców do wycofania się w godzinach rannych 21 sierpnia. W walkach o Politechnikę brali udział również żołnierze plutonu "Sylwestra". W wyniku tych działań powstańcy utworzyli front obronny wzdłuż ul. Noakowskiego.

W nocy z 20/21 sierpnia nieprzyjaciel zaatakował pozycje bronione przez drużyny 1. plutonu kompanii "Ambrozja" na ul. Emilii Plater. Niemcy przez zaskoczenie wdarli się do domów nr 19 i nr 21, wykorzystując dużą przewagę ogniową zadali obrońcom poważne straty. Wielu żołnierzy poległo, a część odniosła rany. Bohaterską postawą wykazał się Rosjanin – Grigorij Czugajew, "Wańka", który ogniem pistoletu maszynowego powstrzymał nacierających Niemców i sprowadził pomoc, nie bacząc na rany odniesione w walce.

Zdobycie Politechniki przez Niemców stworzyło poważne zagrożenie dla odcinków bronionych przez żołnierzy batalionu "Zaremba" na ulicach Emilii Plater i Wspólnej.

21 sierpnia nieprzyjaciel przypuścił ataki na pozycje "Jura" po nieparzystej stronie ul. Wspólnej. Na zmasowany ogień niemieckich granatników obrońcy odpowiedzieli ogniem granatników własnej konstrukcji, wyprodukowanych przez rusznikarzy kpt. "Mechanika" w "Wytwórni" przy ul. Hożej 51.

23 sierpnia Niemcy ponowili próbę zdobycia domów na środkowym odcinku ul. Wspólnej. Wywołany przez nieprzyjaciela pożar domu przy ul. Wspólnej 63 ugaszono. Niemcy ponowili próby podpalenia sąsiednich budynków, walka z pożarem koncentrowała się na niedopuszczeniu by przeniósł się on na oficyny i dalej w głąb pozycji, szczęśliwie spłonęła tylko część frontowych mieszkań.

Spalenie się części frontowych budynków na środkowym odcinku ul. Wspólnej utrudniało również i Niemcom ataki na pozycje "Jura". Niemcy mogli zaatakować w tych miejscach jedynie trzy bramy, a te były silnie zabarykadowane i w każdej z nich znajdowało się stanowisko obserwacyjno-ogniowe. Jednak służba w tych bramach-bunkrach była w pierwszych dniach po pożarze niezmiernie uciążliwa ze względu na gorąco, jakie tam panowało. Na sklepieniach bram leżał rozpalony gruz, a obrońcy czuli się tam jak bochny chleba włożone do pieca piekarskiego...

24 sierpnia niemieckie moździerze tzw. "krowy" lub "szafy" oraz działa artylerii coraz częściej gnębiły mieszkańców Śródmieścia-Południe. Powstały liczne pożary i zniszczenia, a ludność cywilna poniosła krwawe straty. Tego tygodnia żołnierze batalionu "Zaremba" wspomagani wydatnie przez żołnierzy batalionu "Bełt" z odcinka "Sarna" i batalionu odwodowego "Iwo" z II Rejonu, przystąpili do ataku na pozycje niemieckie w rejonie ul. Żulińskiego i ul. Nowogrodzkiej pomiędzy ul. Poznańską i ul. Marszałkowską. Teren ten stanowił bezpośrednie przedpole silnego bastionu Niemców w gmachu Stacji Telekomunikacyjnej na ul. Poznańskiej. Pluton szturmowy chor. Józefa Ciesielskiego-Cymermana "Sylwestra", wzmocniony żołnierzami batalionu "Iwo", wykonał natarcie na "Frontleitstelle", mające na celu odwrócenie uwagi Niemców i osłonięcie głównego uderzenia na ul. Żulińskiego.

W tym czasie żołnierze batalionu "Bełt" oraz plutonu sierż. Stefana Koralewskiego "Mariana" przystąpili do ataku na pozycje niemieckie na ul. Żulińskiego. Po zaciętej walce powstańcy zadali nieprzyjacielowi krwawe straty i opanowali cały teren pomiędzy ulicami: Poznańską, Żulińskiego, Marszałkowską i Nowogrodzką. Niemcy wycofali się wzniecając pożary, które z trudem ugaszono. Do wieczora Niemcy ostrzeliwali silnym ogniem granatników i karabinów maszynowych z gmachu Stacji Telekomunikacyjnej pozycje zajęte przez powstańców.

W nocy, po otrzymaniu posiłków, nieprzyjaciel podjął silne przeciwuderzenie ulicą Nowogrodzką w kierunku ul. Marszałkowskiej oraz obsadził narożnik ul. Poznańskiej i ul. Żulińskiego. W wyniku ciężkich walk zmuszono Niemców do odwrotu i zdobyto dalszy teren po nieparzystej stronie ul. Marszałkowskiej - pomiędzy ul. Nowogrodzką i al. Jerozolimskimi. Po dotkliwych stratach w zabitych i rannych, nieprzyjaciel wycofał się do gmachu Stacji Telekomunikacyjnej i do Hotelu "Polonia". Zdobyte domy na ul. Żulińskiego i po nieparzystej stronie ul. Nowogrodzkiej oraz po parzystej stronie ul. Poznańskiej pomiędzy ulicami Nowogrodzką, Żulińskiego i Wspólną obsadzili żołnierze plutonów "Marian" i "Sylwester".

Plutony te w pierwszej fazie Powstania podlegały d-cy zgrupowania i stojąc w odwodzie kierowane były do akcji szturmowych na poszczególnych odcinkach walk. Na kilka dni przed atakiem na ul. Żulińskiego i ul. Nowogrodzką, z plutonów tych utworzono 3. kompanię, na czele której stanął rtm. Mirosław Sawicki "Witold", dowodzący poprzednio odcinkiem walk na ul. Emilii Plater.

25 sierpnia minął dla placówek zajmowanych przez żołnierzy batalionu "Zaremba" w miarę spokojnie, ponieważ Niemcy zaangażowani byli w walki o "Cafe Club", na skrzyżowaniu al. Jerozolimskich i Nowego Światu, naprzeciwko Banku Gospodarstwa Krajowego. Po brawurowym ataku przeprowadzonym wczesnym rankiem na "Cafe Club" [baon "Kiliński"], powstańcy opanowali obiekt zadając Niemcom dotkliwe straty. Zdobyto broń i amunicję oraz duży zapas żywności, znajdującej się w podziemiach restauracji. Z polskiej strony nie było strat poza lekkimi obrażeniami.

26 sierpnia Niemcy ostrzeliwali stanowiska zajmowane przez oddziały "Zaremby" ogniem karabinów maszynowych i pociskami granatników. Z gmachu Stacji Telekomunikacyjnej atakowali kilkakrotnie patrolami piechoty pozycje powstańców na ul. Poznańskiej. Z kościoła św. Piotra i Pawła razili ogniem karabinów maszynowych stanowiska polskie na ul. Wspólnej. W nocy z 26/27 sierpnia, po gwałtownym ostrzeliwaniu stanowisk, nieprzyjaciel zaatakował domy po parzystej stronie ul. Poznańskiej. W tym samym czasie trwało silne ostrzeliwanie ul. Emilii Plater, gdzie Niemcy usiłowali opanować poszczególne domy.

27 sierpnia Niemcom, pomimo czynionych prób, nie udało się wyprzeć oddziałów "Zaremby" z zajmowanych stanowisk. Pod koniec sierpnia rtm. "Zaremba", w czasie pobytu na terenie Śródmieścia-Północ, zostaje ciężko ranny. W szpitalu powstańczym mieszczącym się w kinie "Palladium" przy ul. Złotej amputowano mu rękę. Po kilku dniach został przeniesiony na noszach przez swoich żołnierzy: Teofila Kosińskiego "Bajbusa" i Ludwika Rybaczewskiego "Kubę" do szpitala przy ul. Poznańskiej 11, gdzie przebywał do końca Powstania.

28 sierpnia nastąpiła zmiana na stanowisku d-cy batalionu, na miejsce rannego rtm. "Zaremby" dowódcą batalionu został kpt. Franciszek Malik "Piorun", od pseudonimu d-cy batalion przyjął nazwę "Piorun".

Już pierwszy dzień dowodzenia batalionem przez kpt. "Pioruna", przyniósł dramatyczne wydarzenia. Niemcy po bardzo silnym ostrzale przypuścili 29 sierpnia, w godzinach popołudniowych natarcie od strony "Frontleitstelle" ulicami Wspólną i Hożą na placówki por. "Ambrozji" na ul. Emilii Plater. Wśród pożarów, jakie ogarnęły okoliczne domy, powstańcy nie zdołali utrzymać swoich pozycji po nieparzystej stronie ul. Emilii Plater pomiędzy ulicami Hożą a Wspólną. Przeciwuderzenie żołnierzy "Ambrozji" nie powiodło się, odcinek ten dostał się w ręce wroga. W tym samym czasie Niemcy atakowali z gmachu Stacji Telekomunikacyjnej i z domów leżących po parzystej stronie ul. Nowogrodzkiej, na tyłach Hotelu "Polonia", pozycje żołnierzy 3. kompanii "Witold" na ul. Poznańskiej i ul. Nowogrodzkiej.

W nocy z 31 sierpnia na 1 września, żołnierze plutonu sierż. Stefana Koralewskiego "Mariana", dokonali natarcia na stację Elektrycznej Kolejki Dojazdowej, położoną po parzystej stronie ul. Nowogrodzkiej, na tyłach Hotelu "Polonia". Natarcie miało wsparcie ogniowe żołnierzy batalionu "Iwo" od strony ulic Nowogrodzkiej i Marszałkowskiej. Atak ten, mimo użycia pistoletów maszynowych, granatów i butelek zapalających załamał się wobec silnego ostrzału broni maszynowej ze strony niemieckiej. Nieprzyjaciel podpalił ponadto z miotaczy ognia dom, z którego dokonano wypadu, a w którym mieściła się Cukiernia Kleszcza. Strat własnych nie było, ranny został tylko łącznik "Marian" i jeden z najmłodszych żołnierzy batalionu strzelec Cezary Leżeński "Marek".

W ostatnich dniach sierpnia i pierwszych dniach września Niemcy nękali Śródmieście-Południe zmasowanym ostrzeliwaniem przez ciężkie moździerze i atakami bombowców przeprowadzanymi przez pojedyncze samoloty nurkujące – "Sztukasy". Nieprzyjaciel wyraźnie dążył do całkowitego zniszczenia miasta i zastraszenia ludności.

W pierwszych dniach września batalion "Piorun" został wydatnie wzmocniony, bowiem dołączyło około 90 żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa z oddziału kpt. "Nałęcza" oraz pluton żołnierzy zgrupowania "Harnasie", pod dowództwem por. Klemensa Wojsa "Stanisława".

Kpt. Franciszek Malik "Piorun" po objęciu dowództwa nad batalionem, przeprowadził reorganizację. Przy dowództwie batalionu powstała tzw. kompania dowództwa w skład, której wchodziły: pluton fortyfikacyjny, pluton saperów, pluton sanitarny i pluton łączności. W skład sił bojowych batalionu wchodziły 3 kompanie, ponadto do batalionu została wcielona grupa sapersko-techniczna kpt. "Mechanika". Grupa ta obejmowała elektrownię i rusznikarnię, a jej siedziba znajdowała się na terenie ul. Hożej 51.

d-ca batalionu – kpt. Franciszek Malik "Piorun",

z-ca d-cy – mjr Jan Przeździecki "Tomasz",

oficer operacyjny - rtm. Kazimierz Draczyński "Sokół",

z-ca oficera operacyjnego – kpt. Lucjan Tarnawa-Zajączkowski "Zasław",

adiutant d-cy batalionu – por. Janusz Gilewski "Stefan",

adiutant d-cy batalionu – por. Władysław Rydzewski "Bogdan",

oficer ewidencyjny – por. Marian Kowalski "Grzmot",

oficer informacyjny – por. Bolesław Graf "Sław",

kapelan – kpt. ks. Mieczysław Paszkiewicz "Ignacy".

 

Kompania Dowództwa

d-ca plutonu gospodarczego – mjr "Konwalia",

d-ca plutonu fortyfikacyjnego – por. Kazimierz Kamler "Norbert",

d-ca plutonu saperów – kpt. "Jeliński",

d-ca plutonu sanitarnego – por. lek. Jan Dorożyński "Adam",

d-ca plutonu łączności – por. Władysław Dzierdziejewski "Władysław",

 

1. kompania

d-ca kompanii – por. Alfred Kurczewski "Ambrozja",

z-ca d-cy – por. Henryk Jurczyk "Sokół",

1. pluton

d-ca plutonu – por. Władysław Rydzewski "Bogdan" [dowodził do 6.09],

d-ca plutonu – por. Józef Grudziński "Łada" [od 6.09],

z-ca d-cy – ppor. "Roman",

2. pluton

d-ca plutonu – ppor. Jeremi Rosnowski "Jeremi",

z-ca d-cy – ppor. Tadeusz Oliwa "Oltyński

z-ca d-cy – ppor. Jan Osowiecki "Murzyn","

3. pluton

d-ca plutonu – por. Klemens Wojsk "Stanisław",

z-ca d-cy – ppor. Jerzy Zamecki "Wilk".

Kadr z "Powstańczej Kroniki Filmowej": ppor. Jerzy Zamecki "Wilk" – z-ca d-cy III plutonu 1. kompanii baonu "Piorun".

Odcinek działania: ul. Emilii Plater obustronnie od ul. Wilczej do ul. Hożej i po parzystej stronie od ul. Hożej do ul. Wspólnej, z narożnym domem przy ul. Wspólnej 73.

Stan osobowy: około 210 żołnierzy.

Uzbrojenie: 1 ckm, 3 rkm, ok. 50 kb i ok. 80 pistoletów.

 

2. kompania

d-ca kompanii – kpt. Jerzy Marcinkowski "Jur",

z-ca d-cy – kpt. Edmund Marynowski "Sejm".

1. pluton

d-ca plutonu – ppor. Czesław Deminet "Stec",

z-ca d-cy – chor. Marian Dembiński "Albert" [od 15.09. d-ca plutonu].

2. pluton

d-ca plutonu – ppor. Stanisław Kuźmiński "Skobig".

3. pluton

d-ca plutonu – por. Mariusz Hrynkiewicz-Moczulski "Robur",

4. pluton

d-ca plutonu – ppor. Jan Zdziennicki "Polny".

Odcinek działania: ul. Wspólna po stronie nieparzystej od numeru 71 do ul. Poznańskiej, ul. Poznańska od ul. Wspólnej do ul. św. Barbary po stronie parzystej.

Stan osobowy: około 350 żołnierzy [w tym 100 żołnierzy Straży Ogniowej].

Uzbrojenie: 1 ckm, 1 rkm., 25 kb, 3 pm i 100 pistoletów.

 

3. kompania

d-ca kompanii – rtm. Mirosław Sawicki "Witold",

z-ca d-cy – por. Alojzy Repucha "Mirosław".

1. pluton

d-ca plutonu – ppor. Stefan Koralewski "Marian" [do 5.09],

por. Andrzej Bielicki "Bomar" [od 5.09].

2. pluton

d-ca plutonu – por. Józef Ciesielski Cymerman "Sylwester" [do 11.09.],

por. Kazimierz Gastman "Kalikst" [od 11.09.].

Ze składu obu plutonów kierowane były do doraźnych akcji drużyny wypadowe, którymi dowodzili:

por. Stanisław Kacicki "Kac",

por. Jacek Budzyński "Jacek",

por. Mieczysław Frankiewicz "Składowy",

ppor. Józef Wernik "Józef",

ppor. Tadeusz Szymczak "Żubr",

ppor. Henryk Wójcik "Wojnicz",

ppor. Alojzy Jeziorski "Przemsza",

ppor. Stefan Rubik "Wiktor",

ppor. Wojciech Danielewicz "Rola",

plut. pchor. Sławomir Tabaczyński "Kar",

sierż. Karol Rudolf "Szczęsny".

Odcinek działania: ul. Nowogrodzka – strona nieparzysta od ul. Poznańskiej do ul. Marszałkowskiej, ul. Marszałkowska od ul. Nowogrodzkiej do ul. Żulińskiego, ul. Żulińskiego obustronnie, ul. Poznańska – strona parzysta od ul. Nowogrodzkiej do ul. Żulińskiego.

Stan osobowy: około 190 żołnierzy.

Uzbrojenie: 3 rkm., 5 pm., ok. 40 pistoletów.

 

Grupa kpt. "Mechanika":

kpt. Michał Bucza "Mechanik".

Rusznikarnia:

d-ca rusznikarni – por. inż. Mieczysław Łopuski "Konstruktor" [do 15.09.],

por. inż. Eugeniusz Żochowski "Eugeniusz" [od 15.09].

Stan osobowy: około 40 żołnierzy + około 10 kobiet z WSK.

Elektrownia:

d-ca elektrowni – inż. Sobiesław Dajkowski "Florek",

z-ca d-cy – Hieronim Borkowski [od 10.09.].

Stan osobowy: początkowo 4 żołnierzy, od 10 września załoga elektrowni została wzmocniona o 6 żołnierzy ze zgrupowania "Krybar" z Elektrowni Miejskiej Powiśle.

 

Stan liczbowy batalionu według powojennych ustaleń wynosił około 1200 ludzi, z tego w skład sił bojowych, zaangażowanych bezpośrednio w walkach, wchodziło około 750 żołnierzy, zorganizowanych w 3 kompaniach bojowych.

Siły nieliniowe, wchodzące w skład tzw. kompanii dowództwa, składającej się z plutonów: gospodarczego, fortyfikacyjnego, saperów, sanitarnego i łączności, liczyły ponad 300 ludzi.

Sam personel medyczno-sanitarny, wchodzący w skład plutonu sanitarnego, liczył około 130 ludzi. Była to obsługa wszystkich szpitali polowych, licząca około 30 lekarzy i 100 osób personelu pomocniczego [medycy, pielęgniarze, sanitariusze].

Pluton łączności wraz ze Składnicą Meldunkową, służbą obsługi sieci telefonicznej i radiokomunikacyjnej, nasłuchem, szyfrantami, personelem patroli łączności itp. liczył około 100 ludzi.

W plutonach: fortyfikacyjnym i saperów działało około 50 żołnierzy, a poczet d-cy batalionu i pluton gospodarczy stanowiło 30 żołnierzy.

Grupa sapersko-techniczna kpt. "Mechanika" liczyła po jej wcieleniu do batalionu ponad 60 żołnierzy [rusznikarnia, elektrownia i personel pomocniczy]. Wreszcie siły wchodzące w skład służby kwatermistrzowskiej VII Obwodu "Obroża" działające przez cały czas Powstania na rzecz batalionu – liczyły około 100 ludzi.

 

3 września oddziały kompanii "Jur" i kompanii "Ambrozja" odparły ataki niemieckie, wyprowadzone od strony Ogrodu Pomologicznego i kościoła św. Piotra i Pawła.

4 września w Śródmieściu-Południe powstały dalsze pożary i zniszczenia w wyniku ostrzeliwania przez artylerię i najcięższe moździerze strzelające salwami.

5 września oddziały wchodzące w skład kompanii "Ambrozja" udaremniły kolejną próbę zaskoczenia przez nieprzyjaciela obrońców placówek na ul. Emilii Plater, Niemcy ponieśli straty w ludziach. Tego dnia d-ca 1. plutonu 3. kompanii sierż. Stefan Koralewski "Marian", prowadząc rozpoznanie odcinka frontu na ul. Nowogrodzkiej, zginął przeszyty serią niemieckiego karabinu maszynowego. Ciężko ranny został d-ca drużyny w plutonie "Mariana" sierż. Karol Rudolf "Szczęsny". "Marian" został awansowany pośmiertnie do stopnia podporucznika, a dowódcą plutonu został por. Andrzej Bielicki "Bomar".

W nocy z 5/6 września przeniosła się do Śródmieścia-Południe Komenda Główna Armii Krajowej. Radiostacja Biura Informacji i Propagandy KG AK "Błyskawica" została zainstalowana w oficynie przy ul. Poznańskiej 13 i podłączona do elektrowni na ul. Hożej 51. Do Śródmieścia-Południe została również przeniesiona radiostacja Komendy Okręgu, dowodzona przez por. Ottona Wiszniewskiego "Topolę" ["cichociemnego"]. Radiostacja została umieszczona w domu na ul. Wilczej 54 i podłączona do tej samej elektrowni kpt. "Mechanika".

Do elektrowni tej przyłączono również placówkę informacyjno-radiową "Anna", mieszczącą się przy ul. Marszałkowskiej 62, wyposażoną w radiostację nr 02 Komendy Obszaru, uruchomioną początkowo przy ul. Wilczej 27, potem przy ul. Noakowskiego 20 oraz radiostacje 09 i 09A po ich ostatecznym umieszczeniu przy ul. Poznańskiej 12.

Ponadto elektrownia kpt. "Mechanika" zasilała rusznikarnię inż. Franciszka Przeździeckiego "Rafała" ze zgrupowania "Cieśli", która znajdowała się przy ul. Hożej 62 naprzeciwko "Jajczarni". Wobec stale rosnącego zapotrzebowania na energię elektryczną d-ca elektrowni "Florek" przy pomocy "Damiana" i "Michała" przygotowali trzeci agregat prądotwórczy, który stanowił rezerwę na wypadek uszkodzenia pracujących już agregatów.

Radiostacja Komendy Głównej "Błyskawica" nadająca swój program kilka razy dziennie, informowała na bieżąco cały świat o tym, co działo się w Warszawie. Niemcy dosyć szybko dokonali namiarów pozwalających na zlokalizowanie położenia radiostacji. W dniu 8 września w godzinach popołudniowych niemiecki samolot zbombardował z lotu nurkowego oficynę, w której umieszczona była "Błyskawica". Na szczęście radiostacja nie uległa zniszczeniu i została natychmiast przeniesiona do budynku na tyłach Biblioteki Publicznej przy ul. Koszykowej 26, skąd nadawała aż do upadku Powstania. Ze względu na dużą odległość od elektrowni przy ul. Hożej 51, do zasilania "Błyskawicy" wykorzystano nieczynny kabel wysokiego napięcia, biegnący wzdłuż ul. Koszykowej.

8 września trwały ciężkie walki o al. Jerozolimskie od Nowego Światu do ul. Brackiej oraz o poszczególne domy na ul. Marszałkowskiej między ul. Nowogrodzką i al. Jerozolimskimi. Tego dnia Śródmieście-Południe było ostrzeliwane przez najcięższe działo kolejowe o kalibrze 500 mm, pociski miotane przez to działo regularnie, co 8 minut, siały potworne zniszczenia na ulicach: Wspólnej, Hożej, Wilczej, Poznańskiej i Koszykowej. Dzieło zniszczenia dokończyło w tym dniu kilka samolotów bombardujących z lotu nurkowego ulice: Żulińskiego, Wspólną, Hożą i Poznańską.

9 września nieprzyjaciel nie atakował pozycji bronionych przez żołnierzy batalionu "Piorun", próbował natomiast w dalszym ciągu przerwać jedyne połączenie Śródmieścia-Południowego z Północnym w al. Jerozolimskich przy ul. Kruczej. Ostatecznie jednak kilkudniowe, krwawe natarcia niemieckie nie dały rezultatów i powstańcy utrzymali swe stanowiska.

Między 6 i 9 września do Śródmieścia-Południe przybyło tysiące uchodźców ze Śródmieścia-Północ i Powiśla. Przybyły również grupy żołnierzy z tych rejonów miasta. Grupę kpt. "Mechanika" batalionu "Piorun" zasiliła kilkuosobowa drużyna z Elektrowni Miejskiej na Powiślu ze zgrupowania "Krybar". Wzmocnili oni nieliczną ekipę powstańczej elektrowni na ul. Hożej 51.

W nocy z 9/10 września słychać było daleką jeszcze kanonadę, która zapowiadała zbliżające się natarcie Armii Czerwonej w kierunku Pragi. Następnej nocy odgłosy zbliżającego się frontu słuchać było jeszcze wyraźniej.

10 września zaczepna działalność Niemców w Śródmieściu-Południe wyraźnie osłabła. Bombardowania lotnicze ustały, zaobserwowano natomiast sowieckie myśliwce, przepędzające niemieckie samoloty.

11 września tragiczną śmierć poniósł jeden z największych bohaterów batalionu chor. Józef Ciesielski-Cymerman "Sylwester", otruty pozostawionym prawdopodobnie przez Niemców w piwnicy jednego z domów na ul. Żulińskiego zatrutym winem. Wraz z nim śmierć poniósł kpr. pchor. Henryk Wójcik "Wojnicz" oraz 3 łączniczki: "Alicja", "Perełka" i "Simona". "Sylwester" został awansowany pośmiertnie do stopnia porucznika, a dowódcą plutonu został por. Kazimierz Gastman "Kalikst".

Kilka następnych dni przyniosło oddziałom batalionu "Piorun" pewną ulgę, spowodowane to było rozwijającym się natarciem Armii Czerwonej na Pragę oraz działaniami Niemców, zmierzających do odcięcia Czerniakowa i Mokotowa od Śródmieścia oraz Wisły.

13 września Niemcy przystąpili do wysadzania mostów na Wiśle. W godzinach popołudniowych, przy względnej ciszy, słychać było wyraźnie wybuchy związane z wysadzaniem mostów: Poniatowskiego i Kolejowego na linii średnicowej, a w godzinach nocnych  wybuchy związane z wysadzaniem Mostu Kierbedzia. Każdy domyślał się, że Praga jest już w rękach Armii Czerwonej, panowało powszechne przekonanie, że Armia Czerwona natychmiast przystąpi do forsowania Wisły, aby udzielić pomocy walczącej Warszawie.

Począwszy od nocy z 13/14 września, lotnictwo sowieckie przystąpiło do dokonywania zrzutów broni. Zrzutów dokonywały samoloty zwane "kukuruźnikami" [PO-2], lecące lotem ślizgowym na małej wysokości. Ponieważ zasobniki były zrzucane bez spadochronów, większość zrzucanej broni ulegała uszkodzeniu, a nawet zniszczeniu. Jeden z takich zasobników spadł na ul. Żulińskiego tuż przed gmachem Stacji Telekomunikacyjnej, zasobnik podjęli z narażeniem życia kpr. Tadeusz Sokołowski "Skalny" i st. strz. Ekspedyt Adam Kaczmarek "Zawór". Do rusznikarni kpt. "Mechanika" trafiło do naprawy kilka rusznic przeciwpancernych.

18 września w godzinach popołudniowych nad Warszawę nadleciała formacja "Liberatorów", licząca ponad 100 samolotów, z dawno oczekiwana pomocą z Zachodu. Samoloty były ostrzeliwane gęstym ogniem niemieckiej artylerii przeciwlotniczej i w związku z tym musiały lecieć na znacznej wysokości. Wskutek tego większość zrzuconych na spadochronach zasobników przejęli Niemcy, a tylko nieliczne dostały się w ręce powstańców.

Pod koniec września, po upadku pozostałych dzielnic miasta, wyraźnie zarysowało się przed oczyma walczących w Śródmieściu, widmo upadku tego ostatniego skrawka miasta, pomimo heroicznych wysiłków i poświęceń zarówno powstańców jak i ludności cywilnej. Rozeszły się informacje o nawiązaniu rokowań kapitulacyjnych, Niemcy wzywali do ewakuacji z Warszawy ludności cywilnej.

30 września zostali wysłani do Niemców parlamentariusze Komendy Głównej AK w celu podjęcia rozmów kapitulacyjnych. W wyniku długich rozmów zawarto porozumienie w sprawie zawieszenia broni w dniach 1 i 2 października od godz. 5:00 do 19:00, celem ewakuacji około 200 tysięcy osób cywilnych.

1 października zapadła w Komendzie Głównej AK ostateczna decyzja kapitulacji. Akt kapitulacji został podpisany 2 października około godz. 21:00, po całodziennych rokowaniach. Powstańcy w Warszawie uzyskali prawa kombatanckie, a cała ludność musiała opuścić miasto.

3 października d-ca batalionu kpt. "Piorun" podpisał ostatni rozkaz dzienny nr 55. Punkt 9 tego rozkazu brzmiał:

"W wykonaniu podpisanych warunków kapitulacyjnych baon "Piorun" jako część składowa 21 pp. opuści Warszawę w dn. 4 bm. W związku z tym zarządzam, co następuje:

Kompanie w pełnym składzie ludzi pod dowództwem swoich oficerów zbiorą się o godz. 8.00 na ul. Wilczej między Poznańską a barykadą w kierunku Emilii Plater Dotyczy to również WSK i GPO. Oddziały wymaszerują z rozładowaną bronią, w związku z tym należy niezwłocznie zdać posiadaną przez oddziały amunicję do oficera broni baonu. D-cy oddz. przypilnują ażeby żołnierze byli należycie umundurowani i zaprowiantowani na drogę. Przypominam, że mundury niemieckie w całości bądź w części będą odbierane przez npla. Rannych niezdolnych do marszu należy dziś jeszcze odesłać do GPO baonu. Rannych mogących udać się pieszo w drogę należy odesłać do plutonu odwodowego kpt. Stanisława.

Żołnierze! Po dwóch miesiącach krwawych walk musieliśmy skapitulować nie mając znikąd pomocy. Dziś idziemy na nową drogę nie lżejszą niż była dotąd, bo drogę niewoli. Niech na niej świeci Wam jeden cel – Polska. Za nią ginęli bracia przez 5 lat, za nią ginęli koledzy w Warszawie – poległym oddajmy cześć. My pójdziemy dalej. Przez krew i trud dojdziemy do Polski Wolnej, do Polski w której nie zabraknie nikogo z nas, w pracy przy jej odbudowie. Niech myśl dobrze spełnionego obowiązku osłodzi Wam gorzkie chwile niewoli. Za poświęcenie i trud w imieniu służby dziękuję".

 

4 października wieczorem radiostacja "Błyskawica" nadała swą ostatnią audycję, a następnie została zniszczona.

5 października przez rozebraną barykadę na ul. Śniadeckich ruszyły do niewoli oddziały Śródmieścia-Południe, a wśród nich dowództwo i żołnierze batalionu "Piorun".

W czasie Powstania Warszawskiego poległo albo zmarło w wyniku odniesionych ran, jak się szacuje, około 100 żołnierzy batalionu "Zaremba-Piorun", około 350 żołnierzy odniosło rany. Znaczna część poległych żołnierzy nie została w ogóle zidentyfikowana...

 

 

Tadeusz Andrzej Goldmann "Dudek"

 

Opracowano na podstawie:

 

- "Armia Krajowa w dokumentach 1939-1945", t. IV, lipiec-październik 1944, Studium Polski Podziemnej – Londyn;

- "Batalion Armii Krajowej "Zaremba-Piorun" w Powstaniu Warszawskim", autor: Tadeusz Baczyński, W-wa 1994 - opracowano i wydano drukiem staraniem Środowiska Żołnierzy Batalionu Armii Krajowej "Zaremba-Piorun" w 50 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.